niedziela, 20 kwietnia 2014

Odcinek 40: Bukiet z czerwonych róż.

Tydzień później.
"Jurgen Klopp wypuszczony z aresztu" - pierwsze strony wszystkich gazet w Niemczech. O co chodziło, można było wyczytać na dalszych stronach. Udowodniono niewinność trenera. Zamiast niego zapuszkowali...Kathrin. Dziewczyna była cwana i uporała się z odłączeniem systemu kamer na Signal Iduna, ale nie była na tyle cwana żeby odłączyć je w całym mieście. Kamery na sąsiednim budynku zarejstrowały wszystko. Godzina w której widziano ją na podjeździe, wtedy gdy wchodziła do budynku, włamania do gabinetu, dokonania przelewu -wszystko się zgadzało. Miała niepodwarzalne argumenty. Nawet sam Maksymilian Starzewski wstawił się na komisariat i zeznał przeciwko niej. Powiedział, że Kathrin wyjawiła mu swój cały plan, ale on nie miał zamiaru się w to pakować- skłamał ale skutecznie. Kath wielkokrotnie pisała listy do Reusa, aby ten zechciał z nią porozmawiać, jednakże on nie miał na to najmniejszej ochoty. Ta cała sytuacja stanowczo go przerosła. Po raz kolejny został oszukany przez kobietę. Bardzo nad tym ubolewał, ale obiecał sobie, że nie stoczy się tym razem, tak jak to było z Carolin.
Nie było mowy o tym żeby Łukasz przekroczył próg własnego mieszkania. Został z niego bezdyskusyjnie wyrzucony. Nie dyskutował z Ewą. Wiedział, że ona nie chce go teraz oglądać. Posłusznie spakował się i wyprowadził. Na początku kompletnie nie wiedział co ze sobą zrobić. Do Kuby nie pójdzie,  musiałby uzasadnić powód dla którego tymczasowo wprowadza się do Błaszczykowskich. Nawet jeśli by skłamał, Agata wyciągnęła by od niego prawdę. Narazie wiedzieli o tym tylko Piszczkowie i Lewy. Poszedłby do Roberta, chociażby dlatego, że o wszystkim wie. Ale to nie wchodziło w grę. Lewandowski ma dzieci i swoje obowiązki. Pozatym odkąd zerwał z Tatianą, znów pogrywał sobie jak ostatni dupek. Z Gozte nie gadał, a szkoda bo teraz byłby jego kołem ratunkowym. Pozostał mu jedynie Reus i Leitner. Moritz...żyje we własnym świecie. Łukasz nie wiedział czy dałby radę mieszkać z nim pod jednym dachem. Bardziej wyrozumiały wydał mu się Marco, i do niego się udał. Nie bylo rady. Trzeba było powiedzieć  gorzką prawdę. Reus dłuższą chwilę zbierał w sobie myśli. Dla niego było to niedopuszczalne i początkowo myślał, że to jakiś żart. To przecież ex aequo z Błaszczykowskimi najprzykładniejsze małżeństwo na świecie. Był zły na przyjaciela, ale to nie jego życie i mieszać się w to nie zamierzał. Zgodził się na przygarnięcie obrońcy i tak oto pozostało do dziś.

***

Ranek, mieszkanie Reusa.
-Dzień dobry śpiący królewiczu - Marco pogodnie przywitał swojego współlokatora. -Jak się spało? Kawki ?
-Czeeeść- ziewnął Piszczu. - Spało się całkiem dobrze, a Tobie? - usiadł na krześle. -Kawę poproszę.
-Mi wspaniale- uśmiechnął się szeroko po czym napełnił filiżankę kolegi czarnym, magicznym pobudzającym płynem.
-Marco...nie musisz tego robić..-zaprzeczył Piszczek.
-Ale czego?
-Zachowywać się tak przesadnie mile -wyjaśnił obrońca. -Wiem, że cierpisz, jesteś mega wkurzony i czujesz się oszukany. Przestań udawać.
-Masz racje- tleniony pochylił się nad Łukaszem. - Cierpię, jestem potwornie wkurzony i czuję się oszukany, ale ja niczego nie udaję- mówił cicho i zmróżył oczy.- Nie mam zamiaru rozpaczać i lamentować nad czymś, co już minęło. Nie stoczę się na samo dno tylko dla tego, że jakaś oszustka tak chciała. Nie tym razem, a wiesz dlaczego? - zadając to pytanie przysunął się jeszcze bliżej do przerażonego przyjaciela. Łukasz głośno przełknął ślinę i potrząsnął głową. -Bo mamy Ligę Mistrzów do wygrania -wypowiedziawszy to wyprostował się i podszedł na blatu kuchennego. Oparł się o niego i patrzył w strone Łukasza. Na sam jego widok miał ochotę parsknęć śmiechem. Musiał szybko cos powiedzieć, zanim Łukasz zauważyłby cień uśmiechu na jego twarzy. -Pozatym wszystko zmierza ku dobremu. Sprawa z Jurgenem to już dla nas historia, media pohuczą i przestaną- puścił mu oczko.
-Przez chwilę się Ciebie wystraszyłem- przyznał Piszczek i odetchnął.
-To dobrze- zaśmiał sie Marco- powinienem zostać aktorem. No, oczywiście gdyby nie to, że moją prawdziwą miłością jest piłka-upił łyk wody ze szklanego dzbanka.
-Przepraszam Marco, już nie będę Cię męczył. Masz rację, najważniejsze, że wszystko się wyjaśniło. Przynajmniej Ty wiesz na czym stoisz- zrobił zmartwioną minę.
-Na Twoim miejscu, kupiłbym najpiękniejszy bukiet i poszedł pogadać z Ewą.
-Nie będzie chciała ze mną rozmawiać..
-A skąd Ty to mozesz wiedzieć? Wywaliła Cię z mieszkania fakt, ale Ty do cholery przez ten cały tydzień nie odezwałeś się do niej ani razu. Masz dziecko, nie obchodzi Cię co u nich ?! Poddajesz się już na początku ?! Czekasz aż ona zrobi pierwszy krok czy jak?! - Łukasz spojrzał na niego spod łba. -Nie patrz tak na mnie...Nie mamy dziś treningu, masz cały dzień, do dzieła! -krzyknął motywująco i gestem ręki wyprosił go z kuchni.

***

Gotze zrozumiał, że tak jak jest, dalej być nie może. Stracił już kumpli, a teraz Katję. Nie odbierała od niego telefonów, a on odchdził od zmysłów. Rita nie chciała mu nic powiedzieć. Domyślał się gdzie może być jego ukochana, nawet dzwonił do Kloppów, ale jej żona Jurgena wypierała się, że widziała dziewczynę. Innej opcji nie było, musiała być u Kloppów. Postanowił osobiście tam pojechać i wszystko wyjaśnić. Zadzwonił do drzwi, które otworzył mu ku jego zaskoczeniu Jurgen.
-Trenerze witam- zdjął czapkę i skinął głową. -Przyjechałem po Katję, muszę z nią porozmawiać, tak dalej nie może być- mówił jak najęty.
-Dobrze -odparł Jurgen. -Ale najpierw porozmawisz ze mną- powiedział stanowczym tonem i zaprosił go do środka.
Mario szedł niepewnie, za Kloppem, który prowadził go do salonu. Dawno tutaj nie był. Ostatnio kiedy Katja przeprowadzała się do niego, a jeszcze wcześniej w wieku 17 lat. Usiadł na sofie a na przeciwko niego usiadł jego autorytet. Helga przechodząc wzdłuż korytarza zauważyła w salonie niechcianego przez blondynkę gościa. Posłała pytające spojrzenie mężowi, on w odpowiedzi kiwnął głową, tak jakby chciał powiedzieć 'zostaw to mnie'.
-Słucham- powiedział Jurgen. Gotze ocknął się.
-Chciałem wyjaśnić wszystko i przeprosić moją dziewczynę, za moje prostackie zachowanie...
-..to już wiem -przerwał mu Jurgen. -Nie uważasz, że mi też należą się jakieś wyjaśnienia? - patrzył na niego przeszywającym wzrokiem. Mój Boże- ten wzrok. Po plecach piłkarza przeszedł dreszcz.
-Nie wiem od czego zacząć..
-Nie wiesz od czego zacząć ?-parsknął Klopp po czym poderwał się z siedzenia. -Zakuwają mnie w kajdany, pełno w okół mnie paparazzi. Przetrzymują w ciemnej i zimnej celi jak psa. Przesłuchują 3 razy dzienie, 3 razy dziennie w kółko te same pytania. Nie wiem o niczym. Czy ktoś może był na komisariacie i próbował mnie z tego wyciągnąć, czy moi zawodnicy nie nabawili się kontuzji...Aż pewnego pięknego dnia wszystko się wyjaśnia, pragnę w spokoju wrócić do domu ułozyć sobie to jakoś, i nagle dowiaduję się że mój zawodnik umawia się na lewo z Guardiolą !- wrzeszczał, ale to nie było 100% jego mocy. Mario westchnął.
-Wyjaśnię, proszę tylko o spokój -spojrzał na niego niepewnie. Jurgen głośno odetchnął po czym opadł na fotel. -Tak, rozmawiałem z działaczami Bayernu, raz nawet osobiście z Guardiolą w tym celu pojechałem do Monachium. Złożyli mi naprawdę interesującą propozycję, ale to wszystko działo się za szybko. Przyznam, że naprawdę poważnie nad tym myślałem. Kontrakt praktycznie wyłożyli mi już na stół. Ale nie mogłem go podpisać. Potem nagle aresztowano Ciebie, trenerze. To jeszcze nie był ten czas.  -spojrzał na nieobecną minę trenera, który wgapiał się centralnie w jego twarz. -Odmówiłem-powiedział jeszcze raz, aby to do niego dotarło.
-Naprawde tak było? -usłyszał głos ukochanej, która własnie weszła do pomieszczenia.
-Tak, Katja. Nie mógłbym teraz tak nagle wszyskiego zostawić. Ciebie, trenera, drużyny...
Blondynka uśmiechnęła się i rzuciła mu się na szyję.
-Myślałam, że masz inną..-powiedziała zrezygnowana. Brunet zaśmiał się.
-Nie musiałbym jej szukać w Monachium-pocałował ją namiętnie.
-Mordo Ty moja- Klopp podniósł sie i objął zakochanych. -Wiedziałem że jesteś rozsądnym chłopakiem-poczochrał mu włosy.
-Chciałem was przeprosić, wiem że namieszałem.
-Oj tak..-westchnął Klopp- jutro chcę usłyszeć pięknę przeprosiny w szatni dla całej drużyny.
-Inaczej, sobie tego nie wyobrażam -powiedział zadowolony Gotze i przybił Jurgenowi piątke.

***

Piszczu i Lewy układali w pobliskiej kwiaciarni bukiet dla Ewy. Nie mieli jakiegoś konkretnego obrazu tego, jak ma on wyglądać, więc postanowili, że połączą wszyskie ulubione kwiaty Ewki i złączą w jeden ogromny bukiet. Róże, goździki i tulipany w jednym bukiecie wyglądały...niespotykanie. Podczas gdy Piszczek zastanawiał się nad doborem ozdób i wstążek, uwage Roberta zajął ktoś inny. Poprostu nie mógł uwierzyć w to, że kiedy był z Tatianą praktycznie nie mieli dla siebie czasu, a gdy teraz się rozstali, znów spotyka ją na każdym kroku. Nie zastanawiał się ani chwili dłużej i podszedł.
-Witaj Tatiana -jego głos...aż podskoczyła.
-Cześć- rzuciła od niechcenia.
-Jestem ciekaw, co takiego możesz porabiać w kwiaciarni, tu gdzie ja- zaakcentował ostatnią część zdania.
-Kupujemy z Wiki pare zaszczepek. Podobno nic nie uwalnia Cię od przeszłości na tyle skutecznie, jak nowe kwiatki w domu- Lewy uśmiechnął się cwaniacko.- A Ty?
-Wybieram kwaty na swój pogrzeb...bo z takim twoim podejściem, raczej marnie skończę -wzdrygnął się i pokręcił głową. Zauważył, że żart nie rozbawił Tatiany, jedynie ją zażenował. -No co jest ? Uszczypliwe żarciki juz się Ciebie nie trzymają? -zapytał z teatralnym zmartwieniem.
-Może najwyższy czas dorosnąć ? -zadała proste retoryczne pytanie i odkręciła się w strone pułek z nasionami. Wiktoria w tym czasie odeszła gdzieś dalej.
-Może...-mruknął. -A swoją drogą, sekretarka ojca Twojej koleżanki nieźle namieszała.
-To prawda, ale nie wiem po co poruszasz ten temat. Nie znałam tej kobiety, ojca Wiktori praktycznie też nie znam. Nie odpowiadam za czyjeść interesy...
-Rozumiem, czyli nie wiesz nic więcej w tej sprwie?
-A co mam wiedzieć? -odkręciła się w jego stronę. -Myślisz, że całe moje zycie kręci się wokół waszego klubu? Wiem, że w tym mieście kibicowanie wam, to religia, ale nie moja. Nie obchodzą mnie wasze sprawy, intrygi, skandale, a w szczególności Ty! - to ostatnie nie chcący jej sie wyrwało. Rozłoszczona wyszła na zewnątrz nie zwarzając na przyjaciółkę.
Po tych dobitnych słowach, Robert dołączył spowrotem do przyjaciela. Trochę zabolało go to, że Tatiana mogła powiedzieć, że on już jej nie obchodzi. Mimo to wiedział, że skłamała i za wszelką cenę będzie chciał udowodnić jej, że tak nie jest.
_________________________________________________________________________

Długo musiałyście czekać na rozdział, jesteście złe, my też jesteśmy. Nie możemy się zebrać w sobie, pisanie nie sprawia nam juz takiej przyjemności jak kiedyś. Obawiam się, że już się wypaliłyśmy. Ciężko jest usiąść i napisać, kiedyś przychodziło to o wiele łatwiej. Co tu dużo gadać, rozważamy trzy opcje: zawieszenie, zakończenie lub oddanie bloga. Najbardziej podchodzi nam ta pierwsza opcja, ale  po dłuższym czasie nikt nie będzie pamiętał o czym jest to story. Zakończyć jest trudno bo jestem w takim momencie, że sensownie się tego zakończyć nie da (jest jeszcze pare pomysłów). Musimy to głęboko przemyśleć. Napewno damy znać jak najszybciej.  Nie martwcie się naszą "nieaktywnością'. Pomimo tego, że nie zawsze komentujemy, na bieżąco śledzimy wasze blogi i jeszcze w tym miesiacu postaramy sie nadrobić wszystkie zaległości. Do usłyszenia i Wesołych Świąt :)