niedziela, 20 kwietnia 2014

Odcinek 40: Bukiet z czerwonych róż.

Tydzień później.
"Jurgen Klopp wypuszczony z aresztu" - pierwsze strony wszystkich gazet w Niemczech. O co chodziło, można było wyczytać na dalszych stronach. Udowodniono niewinność trenera. Zamiast niego zapuszkowali...Kathrin. Dziewczyna była cwana i uporała się z odłączeniem systemu kamer na Signal Iduna, ale nie była na tyle cwana żeby odłączyć je w całym mieście. Kamery na sąsiednim budynku zarejstrowały wszystko. Godzina w której widziano ją na podjeździe, wtedy gdy wchodziła do budynku, włamania do gabinetu, dokonania przelewu -wszystko się zgadzało. Miała niepodwarzalne argumenty. Nawet sam Maksymilian Starzewski wstawił się na komisariat i zeznał przeciwko niej. Powiedział, że Kathrin wyjawiła mu swój cały plan, ale on nie miał zamiaru się w to pakować- skłamał ale skutecznie. Kath wielkokrotnie pisała listy do Reusa, aby ten zechciał z nią porozmawiać, jednakże on nie miał na to najmniejszej ochoty. Ta cała sytuacja stanowczo go przerosła. Po raz kolejny został oszukany przez kobietę. Bardzo nad tym ubolewał, ale obiecał sobie, że nie stoczy się tym razem, tak jak to było z Carolin.
Nie było mowy o tym żeby Łukasz przekroczył próg własnego mieszkania. Został z niego bezdyskusyjnie wyrzucony. Nie dyskutował z Ewą. Wiedział, że ona nie chce go teraz oglądać. Posłusznie spakował się i wyprowadził. Na początku kompletnie nie wiedział co ze sobą zrobić. Do Kuby nie pójdzie,  musiałby uzasadnić powód dla którego tymczasowo wprowadza się do Błaszczykowskich. Nawet jeśli by skłamał, Agata wyciągnęła by od niego prawdę. Narazie wiedzieli o tym tylko Piszczkowie i Lewy. Poszedłby do Roberta, chociażby dlatego, że o wszystkim wie. Ale to nie wchodziło w grę. Lewandowski ma dzieci i swoje obowiązki. Pozatym odkąd zerwał z Tatianą, znów pogrywał sobie jak ostatni dupek. Z Gozte nie gadał, a szkoda bo teraz byłby jego kołem ratunkowym. Pozostał mu jedynie Reus i Leitner. Moritz...żyje we własnym świecie. Łukasz nie wiedział czy dałby radę mieszkać z nim pod jednym dachem. Bardziej wyrozumiały wydał mu się Marco, i do niego się udał. Nie bylo rady. Trzeba było powiedzieć  gorzką prawdę. Reus dłuższą chwilę zbierał w sobie myśli. Dla niego było to niedopuszczalne i początkowo myślał, że to jakiś żart. To przecież ex aequo z Błaszczykowskimi najprzykładniejsze małżeństwo na świecie. Był zły na przyjaciela, ale to nie jego życie i mieszać się w to nie zamierzał. Zgodził się na przygarnięcie obrońcy i tak oto pozostało do dziś.

***

Ranek, mieszkanie Reusa.
-Dzień dobry śpiący królewiczu - Marco pogodnie przywitał swojego współlokatora. -Jak się spało? Kawki ?
-Czeeeść- ziewnął Piszczu. - Spało się całkiem dobrze, a Tobie? - usiadł na krześle. -Kawę poproszę.
-Mi wspaniale- uśmiechnął się szeroko po czym napełnił filiżankę kolegi czarnym, magicznym pobudzającym płynem.
-Marco...nie musisz tego robić..-zaprzeczył Piszczek.
-Ale czego?
-Zachowywać się tak przesadnie mile -wyjaśnił obrońca. -Wiem, że cierpisz, jesteś mega wkurzony i czujesz się oszukany. Przestań udawać.
-Masz racje- tleniony pochylił się nad Łukaszem. - Cierpię, jestem potwornie wkurzony i czuję się oszukany, ale ja niczego nie udaję- mówił cicho i zmróżył oczy.- Nie mam zamiaru rozpaczać i lamentować nad czymś, co już minęło. Nie stoczę się na samo dno tylko dla tego, że jakaś oszustka tak chciała. Nie tym razem, a wiesz dlaczego? - zadając to pytanie przysunął się jeszcze bliżej do przerażonego przyjaciela. Łukasz głośno przełknął ślinę i potrząsnął głową. -Bo mamy Ligę Mistrzów do wygrania -wypowiedziawszy to wyprostował się i podszedł na blatu kuchennego. Oparł się o niego i patrzył w strone Łukasza. Na sam jego widok miał ochotę parsknęć śmiechem. Musiał szybko cos powiedzieć, zanim Łukasz zauważyłby cień uśmiechu na jego twarzy. -Pozatym wszystko zmierza ku dobremu. Sprawa z Jurgenem to już dla nas historia, media pohuczą i przestaną- puścił mu oczko.
-Przez chwilę się Ciebie wystraszyłem- przyznał Piszczek i odetchnął.
-To dobrze- zaśmiał sie Marco- powinienem zostać aktorem. No, oczywiście gdyby nie to, że moją prawdziwą miłością jest piłka-upił łyk wody ze szklanego dzbanka.
-Przepraszam Marco, już nie będę Cię męczył. Masz rację, najważniejsze, że wszystko się wyjaśniło. Przynajmniej Ty wiesz na czym stoisz- zrobił zmartwioną minę.
-Na Twoim miejscu, kupiłbym najpiękniejszy bukiet i poszedł pogadać z Ewą.
-Nie będzie chciała ze mną rozmawiać..
-A skąd Ty to mozesz wiedzieć? Wywaliła Cię z mieszkania fakt, ale Ty do cholery przez ten cały tydzień nie odezwałeś się do niej ani razu. Masz dziecko, nie obchodzi Cię co u nich ?! Poddajesz się już na początku ?! Czekasz aż ona zrobi pierwszy krok czy jak?! - Łukasz spojrzał na niego spod łba. -Nie patrz tak na mnie...Nie mamy dziś treningu, masz cały dzień, do dzieła! -krzyknął motywująco i gestem ręki wyprosił go z kuchni.

***

Gotze zrozumiał, że tak jak jest, dalej być nie może. Stracił już kumpli, a teraz Katję. Nie odbierała od niego telefonów, a on odchdził od zmysłów. Rita nie chciała mu nic powiedzieć. Domyślał się gdzie może być jego ukochana, nawet dzwonił do Kloppów, ale jej żona Jurgena wypierała się, że widziała dziewczynę. Innej opcji nie było, musiała być u Kloppów. Postanowił osobiście tam pojechać i wszystko wyjaśnić. Zadzwonił do drzwi, które otworzył mu ku jego zaskoczeniu Jurgen.
-Trenerze witam- zdjął czapkę i skinął głową. -Przyjechałem po Katję, muszę z nią porozmawiać, tak dalej nie może być- mówił jak najęty.
-Dobrze -odparł Jurgen. -Ale najpierw porozmawisz ze mną- powiedział stanowczym tonem i zaprosił go do środka.
Mario szedł niepewnie, za Kloppem, który prowadził go do salonu. Dawno tutaj nie był. Ostatnio kiedy Katja przeprowadzała się do niego, a jeszcze wcześniej w wieku 17 lat. Usiadł na sofie a na przeciwko niego usiadł jego autorytet. Helga przechodząc wzdłuż korytarza zauważyła w salonie niechcianego przez blondynkę gościa. Posłała pytające spojrzenie mężowi, on w odpowiedzi kiwnął głową, tak jakby chciał powiedzieć 'zostaw to mnie'.
-Słucham- powiedział Jurgen. Gotze ocknął się.
-Chciałem wyjaśnić wszystko i przeprosić moją dziewczynę, za moje prostackie zachowanie...
-..to już wiem -przerwał mu Jurgen. -Nie uważasz, że mi też należą się jakieś wyjaśnienia? - patrzył na niego przeszywającym wzrokiem. Mój Boże- ten wzrok. Po plecach piłkarza przeszedł dreszcz.
-Nie wiem od czego zacząć..
-Nie wiesz od czego zacząć ?-parsknął Klopp po czym poderwał się z siedzenia. -Zakuwają mnie w kajdany, pełno w okół mnie paparazzi. Przetrzymują w ciemnej i zimnej celi jak psa. Przesłuchują 3 razy dzienie, 3 razy dziennie w kółko te same pytania. Nie wiem o niczym. Czy ktoś może był na komisariacie i próbował mnie z tego wyciągnąć, czy moi zawodnicy nie nabawili się kontuzji...Aż pewnego pięknego dnia wszystko się wyjaśnia, pragnę w spokoju wrócić do domu ułozyć sobie to jakoś, i nagle dowiaduję się że mój zawodnik umawia się na lewo z Guardiolą !- wrzeszczał, ale to nie było 100% jego mocy. Mario westchnął.
-Wyjaśnię, proszę tylko o spokój -spojrzał na niego niepewnie. Jurgen głośno odetchnął po czym opadł na fotel. -Tak, rozmawiałem z działaczami Bayernu, raz nawet osobiście z Guardiolą w tym celu pojechałem do Monachium. Złożyli mi naprawdę interesującą propozycję, ale to wszystko działo się za szybko. Przyznam, że naprawdę poważnie nad tym myślałem. Kontrakt praktycznie wyłożyli mi już na stół. Ale nie mogłem go podpisać. Potem nagle aresztowano Ciebie, trenerze. To jeszcze nie był ten czas.  -spojrzał na nieobecną minę trenera, który wgapiał się centralnie w jego twarz. -Odmówiłem-powiedział jeszcze raz, aby to do niego dotarło.
-Naprawde tak było? -usłyszał głos ukochanej, która własnie weszła do pomieszczenia.
-Tak, Katja. Nie mógłbym teraz tak nagle wszyskiego zostawić. Ciebie, trenera, drużyny...
Blondynka uśmiechnęła się i rzuciła mu się na szyję.
-Myślałam, że masz inną..-powiedziała zrezygnowana. Brunet zaśmiał się.
-Nie musiałbym jej szukać w Monachium-pocałował ją namiętnie.
-Mordo Ty moja- Klopp podniósł sie i objął zakochanych. -Wiedziałem że jesteś rozsądnym chłopakiem-poczochrał mu włosy.
-Chciałem was przeprosić, wiem że namieszałem.
-Oj tak..-westchnął Klopp- jutro chcę usłyszeć pięknę przeprosiny w szatni dla całej drużyny.
-Inaczej, sobie tego nie wyobrażam -powiedział zadowolony Gotze i przybił Jurgenowi piątke.

***

Piszczu i Lewy układali w pobliskiej kwiaciarni bukiet dla Ewy. Nie mieli jakiegoś konkretnego obrazu tego, jak ma on wyglądać, więc postanowili, że połączą wszyskie ulubione kwiaty Ewki i złączą w jeden ogromny bukiet. Róże, goździki i tulipany w jednym bukiecie wyglądały...niespotykanie. Podczas gdy Piszczek zastanawiał się nad doborem ozdób i wstążek, uwage Roberta zajął ktoś inny. Poprostu nie mógł uwierzyć w to, że kiedy był z Tatianą praktycznie nie mieli dla siebie czasu, a gdy teraz się rozstali, znów spotyka ją na każdym kroku. Nie zastanawiał się ani chwili dłużej i podszedł.
-Witaj Tatiana -jego głos...aż podskoczyła.
-Cześć- rzuciła od niechcenia.
-Jestem ciekaw, co takiego możesz porabiać w kwiaciarni, tu gdzie ja- zaakcentował ostatnią część zdania.
-Kupujemy z Wiki pare zaszczepek. Podobno nic nie uwalnia Cię od przeszłości na tyle skutecznie, jak nowe kwiatki w domu- Lewy uśmiechnął się cwaniacko.- A Ty?
-Wybieram kwaty na swój pogrzeb...bo z takim twoim podejściem, raczej marnie skończę -wzdrygnął się i pokręcił głową. Zauważył, że żart nie rozbawił Tatiany, jedynie ją zażenował. -No co jest ? Uszczypliwe żarciki juz się Ciebie nie trzymają? -zapytał z teatralnym zmartwieniem.
-Może najwyższy czas dorosnąć ? -zadała proste retoryczne pytanie i odkręciła się w strone pułek z nasionami. Wiktoria w tym czasie odeszła gdzieś dalej.
-Może...-mruknął. -A swoją drogą, sekretarka ojca Twojej koleżanki nieźle namieszała.
-To prawda, ale nie wiem po co poruszasz ten temat. Nie znałam tej kobiety, ojca Wiktori praktycznie też nie znam. Nie odpowiadam za czyjeść interesy...
-Rozumiem, czyli nie wiesz nic więcej w tej sprwie?
-A co mam wiedzieć? -odkręciła się w jego stronę. -Myślisz, że całe moje zycie kręci się wokół waszego klubu? Wiem, że w tym mieście kibicowanie wam, to religia, ale nie moja. Nie obchodzą mnie wasze sprawy, intrygi, skandale, a w szczególności Ty! - to ostatnie nie chcący jej sie wyrwało. Rozłoszczona wyszła na zewnątrz nie zwarzając na przyjaciółkę.
Po tych dobitnych słowach, Robert dołączył spowrotem do przyjaciela. Trochę zabolało go to, że Tatiana mogła powiedzieć, że on już jej nie obchodzi. Mimo to wiedział, że skłamała i za wszelką cenę będzie chciał udowodnić jej, że tak nie jest.
_________________________________________________________________________

Długo musiałyście czekać na rozdział, jesteście złe, my też jesteśmy. Nie możemy się zebrać w sobie, pisanie nie sprawia nam juz takiej przyjemności jak kiedyś. Obawiam się, że już się wypaliłyśmy. Ciężko jest usiąść i napisać, kiedyś przychodziło to o wiele łatwiej. Co tu dużo gadać, rozważamy trzy opcje: zawieszenie, zakończenie lub oddanie bloga. Najbardziej podchodzi nam ta pierwsza opcja, ale  po dłuższym czasie nikt nie będzie pamiętał o czym jest to story. Zakończyć jest trudno bo jestem w takim momencie, że sensownie się tego zakończyć nie da (jest jeszcze pare pomysłów). Musimy to głęboko przemyśleć. Napewno damy znać jak najszybciej.  Nie martwcie się naszą "nieaktywnością'. Pomimo tego, że nie zawsze komentujemy, na bieżąco śledzimy wasze blogi i jeszcze w tym miesiacu postaramy sie nadrobić wszystkie zaległości. Do usłyszenia i Wesołych Świąt :)

czwartek, 27 lutego 2014

Odcinek 39: Po burzy zawsze wychodzi słońce.

Zdyszana Katja wpadła jak burza do mieszkania przyjaciółki. Wiadomość, którą dostała rano wymiotła ją z butów.
-Jak to Madison wyjechała ?- rozbrzmiał jej na co dzień ponętny, lecz teraz donośny głos.
-Witaj Katja, miło Cię widzieć. Może wejdziesz to środka ? Kawy, herbaty ? - powiedziała ironicznie Roth.
-A daj spokój !- wepchnęła ją do mieszkania i zamknęła za sobą drzwi. - Dlaczego tak nagle wyjechała?
-Prawdopodobnie, to od czego uciekała o sobie przypomniało - w skrócie przedstawiła jej wydarzenia z wczoraj oraz zachowanie ex 'przyjaciółki'. -Madison narozrabiała i teraz musi ponieść tego konsekwencje. Cały czas nurtuje mnie pytanie...Jaki udział w czyjejś śmierci mogła mieć Madi? - Rita potrząsnęła głową. -Stać ją na wiele, ale nigdy w życiu nie powiedziałabym, że Madison mogła by kogoś..
-Nie mów tak -przerwała jej blondynka. -To nie możliwe, nawet wiedźmy znają jakieś granice-westchnęła. -Jak myślisz, wróci ?
-Nie mam pojęcia - brunetka wzruszyła ramionami. - Na razie się na to nie zanosi. Nigdy wcześniej nie widziałam jej w takim stanie. 
-Może to tylko kolejna gierka ?
-Może...nie wiem co o tym myśleć -opadła na krzesło. - A jak sprawa z Jurgenem?
-Twierdzą, że jest winny, ale jak na razie nie mają żadnych dowodów. Ciągle te same oskarżenia o kradzież. Wypuścili go ale ciągle jest wzywany na policję i przesłuchiwany. Chłopaków i zarządców też już zaczynają gnębić. 
-Nieciekawie -skrzywiła się Rita. -Nie martw się, na pewno wszystko się wyjaśni -odgarnęła jej włosy za ucho i spojrzała czule. - A jak między tobą a Mario?
-Mam go dość ! Nic tylko chodzi i warczy, ciągle się kłócimy. Nie daje już sobie rady z tym rozpieszczonym gnojkiem...-zaczęła wrzeszczeć. -Postanowiłam odejść od niego na parę dni, zrobić sobie przerwę. Rozmawiałam z ciocią, przeprowadzę się do Kloppów, Helga mnie teraz potrzebuje.
-Dobry pomysł, spokojnie kochanie -uśmiechnęła się do blondynki. - Wszystko się ułoży.
-Mam taką nadzieję- westchnęła. - Będę się zbierać, muszę spakować najpotrzebniejsze rzeczy.
-Podrzucisz mnie do Piszczków? Akumulator mi padł, a nie chce tłuc się miejskim..
-Jasne, nie ma sprawy -uśmiechnęła się promiennie i wyszły.

***

Mario siedział oparty o słupek bramki na przeciwko Weidenfellera z którym turlał sobie piłkę, podczas gdy jego przyjaciele przebiegali kolejne okrążenie wymachując przy tym rękoma.
-Gadaliście z Gotze? -zapytał Błaszczu.
-Zacznijmy od tego, że z nim się nie da rozmawiać -wtrącił zażenowany Reus. -Racja, nawrzucałem mu...ale jak chciałem zakopać topór wojenny, to on się wypiął. 
-Może bezpodstawnie go oskarżyliśmy ? Nawet nie daliśmy mu nic wyjaśnić...-zaczął łagodnie kapitan reprezentacji Polski.
-Nie Kubuś, to on nie chciał nic wyjaśniać -odezwał się Lewy. -Gdyby nie ta blondyna, o niczym byśmy nie wiedzieli. Czasami myślę sobie, że to jednak dobrze, że się zjawiła - w tym momencie Piszczu zakrztusił się powietrzem. -Wszystko w porządku? -zapytał Robert.
-Tak tak, to tylko napad...astmy -palnął bez zastanowienia. 
-Astmy ?- parsknął Leitner. - Z tego co sobie przypominam, to twoje badania lekarskie nic nie wykazały...
-Nie ważne Mo, zgubiłem przez Ciebie wątek !- Lewy zaczął pstrykać palcami, w celu przypomnienia sobie tego co chciał powiedzieć. Po chwili dokończył - Wiem, że z jednej strony to dziwne, ale Blondi nam pomogła. Gdyby nie ona nie poznalibyśmy tajemnicy Mario, ja nie skończyłbym z Tatianą, a Moritz...nie poznałby własnej wartości.
-Niby tak, kartony wyglądają lepiej niż on -stwierdził rozbawiony własnym żartem Kuba, na co Moritz odpowiedział oburzoną miną i 2 minutowym fochem. -Tylko szkoda mi trochę Ciebie, Lewy.
-Nie ma o czym mówić. Ten związek nie miał przyszłości..- na moment wrócił ten zimny i bezuczuciowy Lewandowski. -Lepiej zajmijmy się tym, co się teraz tu wyprawia. Już niedługo gramy w Lidze Mistrzów i zamiast skupić się na treningach biegamy po komisariatach, bo rzekomo nasz trener bawi się w jakieś nielegalne przelewy !
-To chore...a najgorsze jest to, że ani Klopp ani Watzke nie chcą nic powiedzieć. A my rżniemy głupa na policji -uniósł się Leitner.
-Gdyby szefunio był winny, to już by mu tą winę udowodnili - wtrącił Piszczu. -Chcą zrobić sensacje kosztem całego klubu i tyle.
-A może ktoś go wrobił...?-zapytał Marco ale to pytanie przerwała mu Kath, która podbiegła do barierki i zaczęła go wołać. Reus jak w transie odbiegł od kolegów i popędził do ukochanej. 
-Kathrin!- przytulił ją i pocałował namiętnie. -Dlaczego się nie odzywałaś?
-Przepraszam Cię Misiaczku ale musiałam wyjechać z miasta w sprawie interesów, gniewasz się ? -złożyła serie pocałunków na jego twarzy. - Wiem co się stało, to straszne ! Jak można posądzić o coś takiego Jurgena Kloppa? Nie martwcie się, znam naprawdę świetnego prawnika...tylko pozwólcie mi działać- przemawiała do niego przekonująco. 
-Kath to miłe z twojej strony, ale uważam że poradzimy sobie bez twojej pomocy...
-Nie ufasz mi? - burknęła zdenerwowana.
-Żartujesz? Oczywiście że Ci ufam, ale nie w tym rzecz. To są sprawy klubowe, nie chce Cię w to wciągać. 
-Ale..
-Kath odpuść ! Zawsze musisz mieć ten ostatni głos, ale tym razem on należy do mnie. Daj sobie spokój, poradzimy sobie..-wypowiedziawszy to odszedł od niej, do rozgrzewających się kolegów.
-Jeszcze zobaczymy..-bąknęła pod nosem Kathrine. 

***

Łukasz był na treningu, a Sara rysowała kredkami przy stole kuchennym. Ewa patrzyła przez okno. Pogoda była deszczowa, idealnie współgrała z jej samopoczuciem. Zamyślona dryfowała po oceanie bolesnych i przykrych myśli. Nie zauważyła, kiedy Rita weszła do mieszkania.
-Cześć- rzuciła wesoło Roth. -Jestem wcześniej, tak jak prosiłaś -położyła torbę na krzesło. -Hej aniołku -nachyliła się nad Sarą by mała złożyła na jej policzku soczystego buziaka. -Co tam malujesz?
-To jesteś ty, a to tata i ja - młoda zaczęła pokazywać paluszkiem wszystkich znajdujących się na obrazku.
-Śliczne, ale zapomniałaś jeszcze o mamusi-pogłaskała ją po głowie.
-Mamusia jest smutna- dziewczynka spuściła główkę i zrobiła zmartwioną minkę. 
Rita wyprostowała się i przeniosła wzrok na nieobecną Ewę. 
-Coś się stało ?- zapytała zaniepokojona.
-Wiem o wszystkim - powiedziała słabo aczkolwiek stanowczo. Rita zamarła od razu domyśliła się co ma na myśli jej pracodawczyni. -Łukasz walczył dzielnie, ale w końcu się przyznał -odkręciła się w stronę niani. Po plecach Roth przebiegł chłodny dreszcz. Nie miała pojęcia co ma teraz powiedzieć. Najchętniej sama wykopałaby sobie grób.
-Ewa...wszystko wyjaśnię...
-Myślę, że nie ma takiej potrzeby.
-Do niczego nie doszło, uwierz...
-Nie chcę tego słuchać-wycedziła wściekła Piszczek. Rita zamilkła.  -Odkąd po raz pierwszy przekroczyłaś próg tego domu, zadawałam sobie pytanie dlaczego nie potrafię Ci zaufać. Teraz dostałam swoją odpowiedź- do oczu obu z pań napływały łzy. -Nie chcę Cię tu więcej widzieć..- wypowiedziawszy to wzięła córeczkę na ręce i poszła z nią na górę.
Załamana Rita wybiegła z mieszkania. Doszło do niej to jak bardzo namieszała. Odkąd poznała Łukasza nie myślała o nikim innym, jej celem było uwiedzenie go. Chciała go mieć tylko dla siebie. Jednak gdy poznała Ewę, zrozumiała jaką cudowną tworzą rodzinę i jak bardzo są szczęśliwi. Postanowiła odpuścić, opamiętać się. Jednakże pod nieobecność Ewy, nie potrafiła oprzeć się swojej słabości. Jeden moment odmienił życie trzech osób.  Teraz nie wiedziała co teraz będzie z małżeństwem Łukasza i Ewy...nikt nie wiedział...

***

Po treningu Robert postanowił spędzić wieczór u boku kobiety, którą naprawdę darzy szczerą miłością. Jego matka Iwona była w Polsce, ale tu w Niemczech rodzinnej miłości mu nie brakowało. Mowa oczywiście o Steffi- największym skarbie Lewego. Był wieczór, na jego nieszczęście zastał Jennifer  w domu, gdyż nie zapowiadał swojej wizyty. Zniesmaczona widokiem swojego ex chłopaka, opadła na fotel w salonie i wyciągnęła stare wino, którego jak sądziła musiała się napić, bo nie byłoby zbyt ciekawie. Lewy lulając na ręku swoją księżniczkę, wpatrywał się w ogień płonący w kominku. Zastanawiał się jakim cudem blondynka potrafiła w nim napalić. Uśmiechnął się mimowolnie i uznał, że Jenni, nie raz go jeszcze zaskoczy. 
Pomimo zgrzytów jakie były między tą dwójką, wieczór upływał całkiem w miłej atmosferze. Jenifer napiła się równo, tym samym podpijając Lewego co skutkowało całkiem miłą rozmową. Głośne wybuchy śmiechu blondynki, wyrwały Steffi z drzemki. Robert zaczął śmiać się do niej zaczepiać ją i delikatnie podrzucać na rękach. 
-Byłaś kiedyś szczerze zakochana ? -słowa bruneta wprawiły blondi w osłupienie.
-Owszem-pokiwała głową. -A czemu pytasz ?
-Tak jakoś- wzruszył ramionami.
-To wspaniałe uczucie wiesz? Naprawdę powinieneś spróbować.
-Związki nie są dla mnie.
-Dlaczego tak uważasz ?- przyglądała mu się z zaciekawieniem. 
-Nie ma na to po prostu czasu. O ukochaną osobę trzeba walczyć, starać się, pokazywać jej to że naprawdę Ci na niej zależy i najważniejsze...niczego przed nią nie ukrywać.
-Tak, zgadza się- zszokowana przyznała mu rację.
-Ja już swoją okazję straciłem i kolejnej już nie dostanę -obsunął się na oparciu.
-Życie to nie bankiet Robercie, niestety -westchnęła ciężko. -Ale zrozumiałeś na czym polega prawdziwy nie toksyczny związek, brawo -pokłoniła mu się z uszanowaniem.
-Zawsze to wiedziałem - wzruszył ramionami. -Późno już, będę się zbierał- odłożył córeczkę do łóżeczka.
-Zostań -zatrzymała go. -Nie lubię być sama - spojrzała na niego błagalnie.
-Dobrze - zgodził się bez dłuższego zastanawiania. 
Rozłożyli się na kanapie i gadali jak dwie przekupy. Jak przyjaciółki, które nie widziały się miesiąc.
-Chciałaś kiedyś tworzyć normalną  rodzinę? - pytania zranionego Lewandowskiego coraz bardziej zbijały ją z tropu.
-Na początku, kiedy mała się pojawiła tak. Nie dawałam sobie rady, chciałam żebyś poniósł chociaż część odpowiedzialności. Ale w końcu wszystko się ułożyło. Mamy wspaniałą córkę, ty spotykasz się z kim chcesz i ja też. Jesteś najlepszym ojcem. Czego chcieć więcej ?
-To prawda, jest wspaniała -uśmiechnął się. - Nawet nie mam czasu żeby usiąść i pomyśleć nad tym jakim jestem szczęściarzem. Gdybym miał do wyboru, zacząć wszystko od nowa czy zostawić wszystko tak jak jest, nie zastanawiałbym się ani chwili. Rozumiesz, prawda Jenifer?
-Zaczekaj !-przerwała mu i poderwała się z kanapy. -Muszę znaleźć mój kalendarzyk !
-W celu...?
-Nie pomyliłeś mojego imienia. To trzeba gdzieś zapisać !
-Kurde...a już tak dobrze mi szło...-skrzywił się po czym parsknął śmiechem. -To przez tą całą chorą i niecodzienną dobroć -zaczął się tłumaczyć.
-Nie przyzwyczajaj się, jutro znowu Cię znienawidzę-puściła mu oko.
-Tyle wygrać !-zaczął wiwatować. Ale za długo się nie nacieszył bo oberwał w głowę. 
O jakiejś 2 nad ranem odpłynęli do krainy Morfeusza. On, ona a pomiędzy nimi maleńka istotka. 

___________________________________________________________________________

Kochane moje. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Z tymi ważniejszymi PRAWIE się już uporałyśmy. Teraz wracamy na blogspota i bierzemy się do roboty. Byłyśmy mile zaskoczone jak zobaczyłyśmy wasze wiadomości z zapytaniem o nowe notki. Jest nam naprawdę bardzo miło, że po tak długim czasie ktoś jeszcze wchodzi na tego bloga i o nas pamięta. Rozdziały będą się pojawiać, ale prosimy o cierpliwość :) Pomału nadrabiamy zaległości na waszych blogach. Informujcie nas o nowościach pod rozdziałami.  My zostawiamy was z odcinkiem 39. Miłego weekendu i do usłyszenia :))

poniedziałek, 6 stycznia 2014

Odcinek 38: Oliwa na wierzch wypływa.

Wszyscy chcieli pojechać na komisariat i dowiedzieć się czegoś w sprawie Jurgena, jednakże pojechali tam tylko Waidenfeller i Katja. Uznali, że tak będzie najrozsądniej, bo gdyby pojechali wszyscy zrobiłoby się zamieszanie i tym bardziej niczego by się nie dowiedzieli. Żona Kloppa czekała już na miejscu, natomiast pozostali nie ruszali się z miejsca. Wszyscy chcieli być obecni przy tym kiedy pojawi się jakaś informacja. Mieli nadzieję, że to tylko jakieś nieporozumienie, ale chyba nic by ich już dziś nie zdziwiło. Sprawa Gotze wstrząsneła towarzystwem. Nikt nic nie mówił, nikt nic nie sugerował. Czekali w zupełnej ciszy.

***

-Żabciu, możemy porozmawiać? -zza ściany wyjrzała tylko głowa Łukasza.
Ewa skinęła głową nie odrywając wzroku od gazety. Czytała artykuł dotyczący aresztowania Jurgena.
-Co to za bzdury?!- Jurgen Klopp najuczciwszy człowiek na ziemi oskarżony o kradzież klubowych pieniędzy ? To nie dopuszczalne ! -wrzasnęła oburzona.
-Wiem kochanie, mi też trudno w to uwierzyć. To napewno jakieś nieporozumienie -starał się uspokoić żonę.
-Masz rację  to nieporozumienie, przepraszam. Chciałeś ze mną porozmawiać ?
-Tak -wziął głeboki oddech. -Bo widzisz, zrobiłem głupotę, największy błąd mojego życia. Nie potrafię dłużej żyć jak gdyby nigdy nic...- patrzyła na niego bardziej niż lekko zaniepokojona, ale nie przerywała mu. - Kiedy wyjechałaś na szkolenie, Rita wprowadziła się tu. Uznaliśmy, że tak będzie wygodniej i to wszystko ułatwi. Lecz pewnego dnia, bardzo za Tobą zatęskniłem. Chciałem żebyś była ze mną. To było takie niedojrzałe...Rita, ona...całowaliśmy się...-w tym momencie Ewa głośno przełknęła ślnę. Czuła jak do jej oczu napływają łzy -...do niczego nie doszło, opamiętaliśmy się, a właściwie Sara...cholera! -ukrył twarz w dłoniach -brzydzę się sobą !
Ewa milczała. Jakby wpadła w trans, którego za żadne skarby nie chciała przerwać. Załzawionymi oczami patrzyła w okno.
-Błagam Cię powiedz coś- powiedział załamany Piszczu.
-Tak myślałam- wychrypiała. -Nie chciałam nigdzie wyjeżdżać bo wiedziałam, że coś się stanie -otarła łzę.
-Kochanie- uklęknął przed żoną i ujął jej dłoń -To co zrobiłem...nie mogę na siebie patrzeć a muszę codziennie -ucałował ją w ręke. - Kocham Ciebie i tylko Ciebie..
-Wiem o tym -uśmiechnęła się słabo.
-Czy jest szansa, że kiedykolwiek mi wybaczysz? - spojrzał w jej zasmucone oczy.
Ewa podniosła się  z kanapy. Łukasz obserwował każdy jej ruch, jej twarz.
-Powiedz Ricie żeby dziś nie przychodziła. Ty też weź Sarę i pójdźcie gdzieś, chce zostać sama.
Łukasz ze zrozumieniem pokiwał głową.
-Kocham Cię - powiedział kiedy wychodziła z pokoju.
Jak się czuł? Nie da się tego opisać słowami. Ubrał córeczkę i poszli razem do Błaszczykowskich.

***

Tatiana postanowiła pójść do Roberta i porozmawiać z nim. Przemyślała sobie wszystko kilka razy. Teraz zostało jej zmierzyć się z nim twarzą w twarz. Właśnie zamykała za sobą drzwi, kiedy zastała go w hallu. Spojrzeli sobie w oczy, nie odzywając się przez chwilę.
-Właśnie chciałem...
-Tak, ja też -zbliżyli się do siebie nie odrywając wzroku.
-Przemyślałam wszystko  i nie mogę być na Ciebie zła. Każdy wie jaki byłeś do niedawna..mogłam się tego spodziewać, te wszystkie kobiety...nie to, że mam o Tobie złe zdanie, choć miałam. Boli mnie jedno. Dlaczego nie powiedziałeś od razu?
-Chciałem Ci powiedzieć, ale to wszystko działo się tak szybko-przeczesał swoje włosy. -Czasmi normalnie nie wyrabiam a od niedawna pojawiłaś się też ty.
-Czyli jestem tylko kolejnym problemem?
-Nie to miałem na myśli...-próbował z tego wybrnąć.
-Już dobrze -wtuliła się w niego. -Przysięgnij mi, że od dziś zawsze będziesz ze mną szczery i będziesz mówił mi o wszystkim.
-Przysięgam- niby mu ulżyło ale nadal się obawiał.
-Zobaczysz kochanie, niedługo będziemy się z tego śmiać -uśmiechnęła się lekko. -Troje dzieci, to nie koniec świata- wtuliła się w niego jeszcze mocniej.
-W sumie to...dwanaście..-głos mu drżał.
-Kiepska pora na żarty-stwierdziła.
-W tej chwili nie śmiałbym żartować- dziewczyna spojrzała na jego całkiem poważną minę. Odsunęła się od niego i zaśmiała histerycznie.
-Nie wierzę -powiedziała jakby sama do siebie. -Jesteś jakiś niepoważny?- zaczęła krzyczeć i wymachiwać rękoma.
Lewy chciał ją objąć, ale nie z nią te numery.
-Nie dotykaj mnie! Nie chce mieć z tobą nic wspólnego! To koniec !- wykrzyczała po czym zatrzasnęła za sobą drzwi.
Biedny Robert. Jak widać ukrywanie prawdy jest trudniejsze niż przyznanie się do błędu.

***

Rita stała na balkonie i paliła papierosa.  Na codzień tego nie robiła, tylko w bardzo stresujących sytuacjach lub gdy chciała pomyśleć. Powoli zaczynął przeszywać ją zimny dreszcz, ale nie miała czasu by się nad tym zastanawiać.  Nieoczekiwanie zjawiła się też Madi, z początku niezauważona przez brunetkę.
-Nie w pracy? -zapytała blondynka.
Rita ocknęła się i spojrzała na nią.
-No popatrz, dzisiaj akurat nie -zgasiła niedopałek i kontynuowała. - Ładny teatrzyk wczoraj odstawiłaś. Katja wszystko mi opowiedziała, jesteś z siebie zadowolona?
-Nie-powiedziała cicho i spuściał głowę. Wyglądała jakby naprawdę żałowała, a Roth zakrztusiła się powietrzem.
-Co proszę? Wiesz jaką krzywde im wyrządziłaś? Zdajesz sobie z tego sprawę, że zniszczyłaś im tak wiele przez swoje własne usrane widzi mi się?
-Wiem to, Rita. Ale nie cofnę czasu...Wyjeżdżam -wypowiedziawszy to weszła do pokoju.
Nianie kompletnie wbiło w ziemię. Madison to świetna aktorka, ale tym razem nie grała.
-Po tym wszystkim co nam zrobiłaś tak poprostu wyjeżdżasz? -popędziła za nią. - Nie masz nic do powiedzenia?
-Przepraszam, w porządku? -próbowała ukryć napływające do oczu łzy. -Pójdę się pakować - rzuciła po czym uciekła do swojego pokoju.
Rita nie dała jej za wygraną i poszła za nią.
-Dlaczego nagle chcesz wyjechać ?-zastała ją kiedy w ekspresowym tempie sie pakowała. Po pytaniu zadanym przez Ritę, przestała momentalnie i usiadła na skraju łóżka.
-Ktoś kogo skrzywdziłam...zmarł dzisiaj w nocy. Poczułam się strasznie, bo duży w tym mój udział -szlochała. - Ja czuję, że powinnam być teraz z jego rodziną -otarła łzy i spojrzała na brunetkę, która po raz kolejny nie wiedziała co powiedzieć. Potrząsnęła głową i wróciła do pakowania się.
Rita stała oparta o ściane i przygladała się blondynce. Zrobiło jej sie żal Madi. Przez głowe przeszły jej setki myśli. Nie wiedziała o kogo chodzi, ani jaki"udział" miała w jego śmierci. Wahała się ale w końcu zadała to pytanie.
-Kim jest ta osoba?
-Nie znasz, gdyby był to także twój znajomy, powiedziałabym Ci -zasunęła walizkę. -Muszę jeszcze gdzieś zadzwonić - spojrzała na nią znacząco.
-Jasne- powiedziała i wycofała się z pomieszczenia.
-Rita..
-Tak?
-Jest mi strasznie przykro...- brunetka westchnęła poruszona tym widokiem. Rozżalona Madison, ta Madison.
Kiwnęła głową i ulotniła się. Tego dnia nie widziała jej już więcej. Słyszała tylko zamykające się drzwi. Chciała do niej podejść ale nie wiedziała co miałaby powiedzieć. Pozwoliła jej odejść. Tak po prostu.

***

Sara i Oliwka po ich wspólnych szaleństwach ucieły sobie popołudniową drzemkę. Agata równiez była zmęczona i usnęła z nimi w jednym pokoju. Kuba i Łukasz postanowili im nie przeszkadzać i wybrali się do baru, gdzie czekali już na nich Lewy i Reus.
-Nie zamawialiście nic? -zapytał zdziwiony Błaszczu kiedy dosiedli sie do stolika w kącie.
-Czekaliśmy na was.
-To bardzo miłe, aż dziwne -stwierdził kapitan reprezentacji Polski - to co cztery piwka na początek?-obejrzał się po pozostałych, nikt nie zaprzeczał. -To rozumiem, chodź Reusik nie zabiorę się - klepnął przyjaciela siedzącego z brzegu.
Łukasz opadł na kanapę obok Lewego.
-Powiedziałem Ewie...-napastnik spojrzał na niego.
-Jak zareagowała? -Piszczek wzruszył ramionami.
-Nie wściekła się, nie krzyczała, nie wyrzuciła mnie z domu tylko płakała, chciała zostać sama..
Robert pokiwał głową ze zrozumieniem.
-Wiedziałem, że powiesz. Poczucie winy niszczyło Cię od środka- stwierdził bez emocji obracając w dłoni iPada.
-Tak, to było straszne. Ulżyło mi, wiesz? Wiem, czuje się jeszcze bardziej podle, ale mimo to jest mi lżej...Misiu? Niech to zostanie między nami, dobrze?
-Spoko tylko wiesz...jak Ewa Cię zostawi, to nie licz na wsparcie z mojej strony -powiedział hardo napastnik. Piszczu zacisnął usta w podkowę i spuścił głowę.
Kuba i Marco przyłączyli się do nich po chwili. Po dwóch piwach zaczęła się prawdziwa męska rozmowa.
-Co ty taki markotny? Heej -Reus uszczypał Roberta w policzek.
-Tatiana mnie rzuciła- wypowiedziawszy to każdy z chłopaków wydał z siebie okrzyk zdumienia.
-Ona Ciebie? Liczyłem, że będzie na odwrót -przyznał Marco.
-Nie tym razem- reakcja kolegów lekko go rozbawiła.
-Powiedziałeś jej calutką prawdę? -dopytywał się Kuba.
 -Tak...wiecie, nie chce o tym gadać. Kobiety są jakieś inne -wzdrygnął się i upił łyk z kufla.
-Racja, na przykład Kathrin. Jest słodka, zabawna, ale jej ciekawość jest czasami irytująca -stwierdził tleniony.
-To znaczy?
-Bardzo interesują ją sprawy klubowe, aż za bardzo. Cały czas przecież jest ze mną na treningu, albo podwozi mnie wszędzie. Wypytuje o Kloppa, kase klubową. Czy to jest normalne? -skrzywił się.
-W naszym świecie nic nie jest normalne- obudził się Piszczu -To męczy, ale taka prawda.
-Dokładnie. Dlaczego nie możemy prowadzić beztroskiego życia gwiazd footballu? Ciągle tylko skandale, afery, kłótnie. To nie jest normalne -przyznał Kuba.
-Nie jest, bo my nie jesteśmy normalni -skwitował Lewy. -Zdrowie Panowie ! Za nas, rządnych skandali, niepoukładanych, nienormalnych gwiazd footbalu  - wypowiedziawszy te słowa unieśli kufle w górę i stukneli się wzajemnie.

_____________________________________________________________________

Lewandowski we Frajrenie... smutne to. Wiem, że zaraz polecą hejty o brak szacunku dla najlepszego klubu świata, jednak nie potrafię szanować tych ludzi.. zarządu, trenera.. nie. Oby przebił się do składu, bo szkoda byłoby gdyny jego kairera się zatrzymała.Nie mogę jednak oprzeć sie wrażeniu, że to nie jest typ Guardioli. Nie wiem. Natomiast pozdrawiamy hejterów Roberta, którzy to tak starsznie płaczą, że jest zdrajcą judaszem etc. Szkoda, że sami dowiedzieli się rok temu co to Borussia.


Z okazji pierwszych urodzin bloga, które miały miejsce 2 dni temu, życzymy sobie i Wam jak nawiększej frajdy z czytania tego opka!  
Czekamy na Wasze komentarze.

piątek, 13 grudnia 2013

Odcinek 37: Got a secret, can you keep it ?

The Pierces - Secret

Moritz gotów był sprawdzić czy jego przyjaźń z chłopakami ma jaki kolwiek sens. Postanowił więc urządzić dość nietypową imprezę. Bez przekąsek, bez muzyki, bez napojów procentowych, a całe to wydarzenie umieścił na facebook'u. Chciał sprawdzić czy koledzy wyjdą czy zostaną. Czy obwinią go za brak zorganizowania czy też nie.
Robert od rana zajmował się trójką swoich dzieci. Wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą, do czasu...
Kiedy mała Stefi spała sobie smacznie na górze, a dwóch malców robiło z jego mieszkania plac bojowy, Robert przysypiał sobie na kanapie. Dosłownie jednym okiem zerkał co raz na chłopców aby upewnić się, że ich krzyki nadal są radosne.
-Dzień do-bry? - nagle nie wiadomo skąd w progu pokoju wyrosła Tatiana. Minę miała 'lekko' zdezorientowaną.
Lewy momentalnie poderwał się z kanapy. Nie można było opisać jego wyrazu twarzy.
-Zmieniłeś zawód, czy o czymś nie wiem? -zażartowała kiedy zobaczyła dwójkę nierozgarniętch chłopców biegających dosłownie wszędzie. 
W pewnym momencie jeden z synów, ten bardziej wstydliwy podbiegł do Roberta i uwiesił mu się na szyi.
-Tata, co to za pani? -powiedział półszeptem jednak słyszalnie.
Dziewczyna stanęła jak słup soli. Dosłownie wbiło ją w ziemię. Myślała, że się przesłyszała, ale nie. Tylko chciała się przesłyszeć.
-Tato? -zapytała drżącym głosem. Nie chciała aby to była prawda. Czekała na te cholerne wyjaśnienia ze strony Roberta, ale się nie doczekała. Nie mając pojęcia co ze sobą zrobić wyszła z mieszkania.
Lewy przedstawił małemu jaka jest kolej rzeczy i delikatnie aczkolwiek szybko wyplątał się z uścisku młodego. Czym prędzej wybiegł za ukochaną.
-Tatiana !- złapał ją za rękę kiedy był już koło niej i odrócił ją twarzą do siebie.
-Co ?!
-Wiem co teraz o mnie myślisz..-chciał łagodnie zacząć, ale zrozumiał, że to bez sensu-...tak to moje dzieci.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś ?- w odpowiedzi wzruszył tylko ramionami. Z nie dowierzaniem zaczęła potrzasać głową. Wyrwała rękę z jego uścisku. - Zostaw mnie. Ja muszę, muszę to przemyśleć. -obróciła się i odeszła.
-O której mam po Ciebie być?- no tak odpowiednie pytanie, w odpowiednim czasie.
-Nigdzie dziś nie idę, wybacz- powiedziała nie patrząc mu w oczy i zamknęła za sobą drzwi swojego mieszkania.
Lewy jak idiota stanął na korytarzu i splótł ręce na potylicy. Doskonale wiedział co niesie za sobą związek -szczerość, której nie okazał od samego początku. Teraz trzeba zastanowić, jaką te wszystkie niefortunne konsekwencje mają przed sobą przyczynę ?

***

Godzina ~21, impreza Moritza
-Czyli, nie jesteś zły?-zapytał Leitner poraz n-ty tego wieczoru. Chłopaki nie wkurzyli się jeszcze o nic, a on myślał, że jest w innym towarzystwie, w innym mieście, w innej drużynie.
-Spoko Mo, to twoja impreza i twoje zasady -poklepał go po ramieniu Piszczu -ale kiełbaske mógłbyś jakąś skombinować.
-Już się robi-stanął jak na komende. Ucieszył się, że przyjaciele nie odwrócili się od niego pomimo tylu celowych niewypałów. Żaden z nich nie wyszedł, zostali z nim. Teraz miał pewność, bo pierwszą część testu zdali. Zobaczymy jak poradzą sobie z drugą, ale dziś był gotów zrobić dla nich wszystko. Czym prędzej ubrał się i popędził do najbliższego sklepu aby kupić odpowiednie produkty.
Tymczasem Kuba przechadzał się po całym mieszkaniu młodszego kolegi z drużyny ze swoją małżonką. Komentowali wystrój, zaglądali w każdy kąt i wymieniali się uwagami, co ewentualnie by zmienili. Mieszkanie było jednopietrowe, ale bardzo rozbudowane. Kiedy udało im się spowrotem dotrzeć do wszystkich, Agata zauważyła siedzącego w kącie zmartwionego Roberta. Kiwnęła do męża, i pociągnęła go za sobą.
-Jak tam Lewusek?-zapytała blondynka mierzwiąc jego włosy.
Brunet wzruszył ramionami bez żadnych emocji. Dzisiaj tylko to mu dobrze wychodziło. Małżeństwo obsiadło go po obu stronach.
-To znaczy, że coś się wydarzyło, niech zgadne ta z hotelu...jak się nazywała...- Błaszczu zaczął pstrykać palcami, jakby to miało mu pomóc w przypomnieniu sobie jej imienia.
-Tatiana -podpowiedzieli mu w duecie.
-Właśnie. Przepraszam, ale to co zapamiętałem z jej osoby najlepiej, to jej długie długie nogi -rozmarzył się kapitan reprezentacji Polski.
-Niezłe są, co? - mruknął Lewy. Kuba poruszył zalotnie brwiami.
-Gdybyś był wypity, zrozumiałabym...ale na tutaj nie ma ani mililitra alkoholu Błaszczykowski, więc uważaj na słowa - Agata pogroziła mu palcem i zaśmiała się. -Mów Robercik co się dzieje -ponaglała napastnika.
-Dzisiaj dowiedziała się o dzieciach. Siedziałem z Erikiem , Steffi i Philipem, weszła ona, potem wybiegła, pobiegłem za nią, powiedziałem prawdę i to tyle..
-I co ona na to?- dopytywała się Błaszczykowska.
-Powiedziała, że musi to przemyśleć...ale nie liczę na wiele.
-Kurczę, trochę głupio, że to wyszło w takich okolicznościach-Aga przystawiła dłoń do policzka. -Nie przejmuj się, będzie dobrze..
-Albo i nie- wtrącił Błaszczu. Lewy i Agata spojrzeli na niego równocześnie. -Jakby nie było wie o trójce, a to tylko 1/4 twojej załogi -skwitował ale kiedy zobaczył ich miny, ugryzł się w język. Szkoda, że za późno.
-Dzięki Błaszczu -uśmiechnął się cierpko.
-Spoko -wyszczerzył się. Żona posłała mu mordercze spojrzenie.
-Skoro, nie masz nastroju do imprezowania, bo widzę że nie masz, to jedź do domu..-zaproponowała Agata.
-Nie, nie chce być sam. Potrzebuję teraz przyjaciół- stwierdził, poczym obsunął się na oparciu i wtulił w blondynkę. Niczym mały bezbronny chłopiec w ramiona matki.
-Czy ty przytulasz moją żonę ?-wzdrygnął się Kuba.
-Tak - uśmiechnął się cwaniacko.
-Gdybyś nie miał teraz kryzysu, już byś nie żył...

***

Jakąś godzinę później większość ludzi siedziała w salonie. Robert, Marco i Mario śmiali się nie wiadomo z czego w niebo głosy a Piszczu zajadał się przekąskami. Moritz zawzięcie dyskutował o czymś z Błaszczykowskimi, gdy nagle przemknął mu gdzieś w tłumie cień znajomej już postaci. Urwał w połowie zdania i zbladł.
-Wszystko w porządku? -zapytała dr.Agata Błaszczykowska, która po raz kolejny wychwyciła dziś u kogoś zmianę nastroju.
-Tak, coś mi się przewidziało -potrząsnął głową.  -Wczoraj jakaś panna, nie mam pojęcia kto to ani skąd się tam wzięła, naubliżała mi w sklepie i wygadywała jakieś bzdury!
-Blondynka? Długie gęste loki? -zainteresował się Piszczu.
-Tak!  I bardzo ładna.
-Nie znam-ugryzł sie w język. Nie chciał wspominać, że takowa też z nim rozmawiała, bo zaraz zaczęły by się pytania "O czym rozmawialiście?" itp. Nie miał ochoty na wspomnienia, tym bardziej, że jest już jak najbardziej w porządku.
-Za to ją znam- wtrącił Lewandowski. To dzięki niej mieli opublikować ten artykuł, który musiałem negocjować.
-Jeśli mówicie o tej samej osobie... kim ona jest? Czego może chcieć?- zapytał Gotze. Obydwaj się wykrzywili i wzruszyli ramionami. Piszczek dalej siedział cicho.
-To ona! -krzyknął Mo i wskazał na nią palcem. Tym razem mu się nie przewidziało. Dziewczyna spostrzegła, że została zauważona i zaczęła szybko zbierać się do wyjścia. Chłopaki szybko ruszyli za nią. Dopadli ją zanim zdążyła się ulotnić.
-No cześć - Lewy zagrodził jej przejście, a z drugie strony za jej plecami stał Leitner.
-Znów ty!-oburzył się Moritz. -Skąd miałaś mój adres, kto Cię tu zaprosił ?
 Wokół nich zaczęło zbierać się coraz więcej zainteresowanych. Niektórzy bezpośrednio gapili się prosto na nich, inni boczkiem, zerkali tylko kątem oka. Madison przerażony wyraz twarzy zamieniała w cyniczny uśmiech.
-Gdyby nie twoje magiczne układy z każdym człowiekiem na tej planecie, było by po Tobie- zwróciła się do Roberta. - Wyglądałbyś ślicznie na okładkach gazet ze swoimi pociechami, o ile starczyłoby im papieru na pomieszczenie was..-wściekł się, ale pozwolił jej mówić.
-Moritz? Czyim pomysłem była ta impreza? Znów robią z Ciebie ofiarę? A może chcesz komuś coś udowodnić?- bezczelnie ułożyła usta w podkowę.
-Przestań już ! Proszę przestań !- podbiegła do niej Katja. -Wystarczająco już nabroiłaś! Daj nam wszystkim spokój!
-Katja? Jestem pod wrażeniem - odegrała teatralnie zdumienie. -Dlaczego nie byłaś taka odważna kilka lat temu? Przydałabyś nam się -puściła jej oczko.
-Ty zdziro!-wycedziła przez zęby.
-Po tym co dla Ciebie zrobiłam, to są twoje słowa wdzięczności? Słuchajcie wszyscy, patrzycie właśnie na rozhisteryzowaną bulimiczkę - zaczęła przemawiać do wszystkich imprezowiczów.
-Katja, to prawda? -zapytał z niedowierzaniem Gotze.
-Oczywiście Kochaneczku, myślisz, że dlaczego teraz tak wygląda? Nie musisz dziękować-puściła mu oczko.
Piszczek przerażony tym, że nieznajoma wyciąga wszystkim brudy, złapał Ewkę za ręke i pociągnął w ustronne miejsce.
-Nie teraz, Łukasz! Nie widzisz co się dzieje? To ta koleżanka Katji, rozmawiałam z nią chwilę jak była u nas, całkiem sympatyczna się wydawała, a teraz?!
-Rozmawiałaś z nią?-wyłupił oczy. -Eh, nie ważne Ewciu! Muszę Ci coś powiedzieć, muszę zanim zrobi to ktoś inny!
-A nie możemy w domu ? Kochanie, wiesz, że uwielbiam afery..-zrobiła błagalną minę i zanim Łukasz zdołał się odezwać już jej przy nim nie było. "Świetnie" -pomyślał. Kiedy tylko ta niewdzięcznica wychwyci go wzrokiem wśród tłumu, będzie po nim. Powie wszystkim o Ricie, a on będzie musiał szukać nowego mieszkania...i prawnika.
Cichaczem stanął pod ścianą, chowając się przy tym za Kubą i Marco.
-A właśnie Mario, dogadałeś się z zarządcami Bayernu? - zapytała zaciekawiona Madi. Gotze zbladł, a wszystkie oczy zwróciły się na niego.
-O czym ona mówi? -Reus nie wytrzymał tego napięcia.
-Skąd to wiesz? - zapytał cicho przez zaciśnięte zęby.
-Jeszcze się nie nauczyliście, że zadawanie mi takich pytań nie przynosi żadnych rezultatów? -uniosła lewą brew i parsknęła śmiechem. -Na twoim miejscu przemyślałabym to poważnie, w końcu 7 mln euro rocznie piechotą nie chodzi...-wszyscy wpatrywali się w Mario z powątpieniem i szeptali coś między sobą.  -No -klasnęła w dłonie -moje zadanie wykonane, a nie...chyba o kimś zapomniałam -zaczęła się zastanawiać, ale nie mogła sobie przypomnieć. Machnęła ręką i podeszła do drzwi. -Przepraszam -rzuciła z przekąsem, i czekała aż Lewandowski odblokuje jej przejście. Kiedy wyszła Piszczu odetchną z ulgą.
-O mały włos...- stwierdził nadal nie mogąc uwierzyć w to że udało mu się uciec od katastrofy.
-Co!?- wykrzywił się Reus. -Mario, Bayern, Katja, Robert, Moritz, blondynka...BAYERN!? O co tu chodzi!?-zaczął wrzeszczeć.
- Mario...możesz nam to wyjaśnić?-odezwał się Lewy.
-Zadzwonił do mnie ostatnio Pep Guardiola i zaproponował spotkanie..
-I co ? Obiecał Ci, że zrobi z Ciebie niemiecką wersję Leo Messiego ?! - Tlenionego szlag jasny trafił.
-Przestań mnie osądzać! Tylko z nim rozmawiałem! Nie masz prawa !!
-Chcesz transferu ?- Robert zapytał bezpardonowo. Mario nie odpowiedział.
-Kiedyś razem śmialiśmy się z Frajernu... a dziś chcesz stać się jednym z nich. Nie rozumiem - Marco ze zbolałą miną odwrócił się na pięcie i zniknął gdzieś w tłumie. Reszta gości spojrzała po sobie i pokręciła głowami oddalając się od pomocnika.
-Więc dlatego jeździłeś do Monachium?-szepnęła Katja. Gotze skinął twierdząco głową. -Dzięki Bogu..-odetchnęła.
-A Ty? Jest coś o czym chcesz mi powiedzieć? Skąd znasz tę dziewczynę i skąd ona o tym wszystkim wie?
-To stara znajoma...w przeszłośći narozrabiałyśmy i teraz się mści ! Nie mam pojęcia jak ona to robi !
-A może jej coś powiedziałaś ?- zapytał sarkastycznie Gotze. Był wkurzony całą tą sytuacją. Nikt o Bayernie narazie miał nie wiedzieć.
-Jak możesz ?!- wydrała się i juz leciała do niego z wyciągnietymi rękami, ale Kuba i Piszczu w porę zainterweniowali. Jeszcze trochę i doszłoby do rękoczynów.
W pewnym momencie  dosłownie wszyscy zaczęli krzyczeć. Wymieniali się wzajemnie wiązankami wyrzutów. Dom opanował jeden wielki chaos.
Krzyki przerwał zbiegający z góry Roman Weidenfeller, pełniący teraz funkcję kapitana Borussii.
-Cisza !- ryknął prawie tak jak podczas meczu na błędy defensywy. Wszyscy momentalnie zamilkli i patrzyli na bramkarza. -Dzwonił Watzke...-powiedział ciszej i przełknął ślinę. W jego oczach widac było przerażenie, które zaraz wraz ze swoimi słowami przeniósł na pozostałych-...aresztowali Kloppa...

________________________________________________________________________

Oby dzisiejszy piątek 13 nie był dla Was tak pechowy jak dla bohaterów naszego opowiadania, ba, oby był znacznie lepszy niż każdy przeciętny dzień ;) Buziaki !

środa, 4 grudnia 2013

Odcinek 36: Mała blondyneczka.

Berlin, 16 wrzesień 2010
-Muszę przyznać, że to bardzo szykowne przyjęcie panie Klein - skwitowała kuso aczkolwiek elegancko ubrana brunetka.
-Człowiek stara się całe życie, dąży do tego aby osiągnąć tak wiele, choćby tylko po to aby usłyszeć miły komplement z ust ślicznotki, Rebecco -powiedział 40latek, największa szycha w północno-wschodnich Niemczech. Właściciel sieci banków w całym kraju.
-Czuję się zawstydzona - palcem wskazującym zaczęła przesuwać po swojej szyi.- W życiu nie powiedziałabym, że będe miała przyjemność poznać kogoś takiego jak pan. To niesamowite -kokietowała dalej. Kątem oka zuważyła blondynkę, która coraz posyłała jej porozumiewawcze spojrzenia. Tym razem były zniecierpliwione. -Może pokaże mi pan swoje biuro, panie Klein?- spod wysokiego wcięcia sukienki zmysłowo wyciągnęła nogę.
 Bankowiec zaśmiał się cicho, wziął panne pod rękę i prowadził do swojego biura. Kiedy odchodzili Rita obejrzała się w stronę Madison i dała jej bezgłośny znak, że czas działać. Nie zwlekając ani chwili dłużej udała się do pomieszczenia z sejfem. Klein cały czas kręcił się w tamtej części budynku, a jak nie on to jego ochroniarze. Teraz był czas toastu, dlatego miała pewność, że nie zastanie tam kompletnie nikogo. Szła powoli starając się nie zwracać na siebie uwagi. Chociaż ciężko przejść obojętnie obok jej pięknej burzy loków. Tak jak przewidziała korytarz prowadzący do ściśle tajnego pomieszczenia był kompletnie pusty, a kamery wyłączone z okazji imprezy, po to aby goście czuli się komfortowo. Bezproblemowo wdarła się do pomieszczenia. W środku, nie było tak pięknie jak na zewnątrz. Ściany i podłoga miały metaliczny kolor, chłodny, lubiła to. Podeszła do sejfu i wpisała kod, nad którym pracowała ze swoim narzeczonym przez ostatnie dwa miesiące. Otworzyła niemały sejf i ujrzała ogromną kupę posegregowanych pieniędzy. Popatrzyła na nie chwilę z rozczuleniem i zaśmiała się triumfalnie. Wyciągnęła z czerwonej kopertówki czarny worek i zaczęła pakować. Ustalili, żeby wzięłą tyle ile zdoła unieść, zaś Madison opróźniła całą zawartość. Nie miała dużo czasu. Wyciągnęła worek do wejścia i rozejrzała się czy napewno nikogo nie ma na korytarzu. Bill czekał na nią przy windzie. Miała przekazać mu kase, a on zjechać na dół do piwnicy i uciec awaryjnym wyjściem. Tak zrobili. Jak gdyby nigdy nic, okradli sobie doskonale zabezpieczonego faceta. Nie można było nazwać ich amatorami, to byłaby obelga. Bill czekał na nich w czarnej furgonetce, a Madison poszła na salę główną. Rita siedziała już tam przy stoliku popijając łapczywie drinka. Z jej twarzy można było wyczytać wstręt, obrzydzenie i zniesmaczenie.
-Jak było? -przysiadła się do niej i uśmiechnęła szeroko.
-Żartujesz? Eww..-wykrzywiła się.- Nie ważne, masz forsę?-szepnęła.
-Czeka na nas w aucie- puściła jej oczko.
-Ekstra, spadamy stąd -podniosła się. -Chwila, gdzie Katja?
-Pewnie w toalecie..
-Zostawiłaś ją samą? -oburzyła się.
-Jakbyś nie wiedziała, miałam robotę -zadrwiła. -Wyluzuj to nie pierwszy raz. Ulży sobie i przyjdzie, a potem postawimy jej kebaba. Stać nas-puściła jej oczko.
-Jesteś okropna...-pokręciła głową. -Idę po nią, poczekajcie na nas w samochodzie. -rzuciła oschle i odeszła.
Madioson była mistrzem w ranieniu ludzi, to nie było nic zadziwiającego. Ciężko było pojąć jak mogła bezczelnie wyśmiewać chorą przyjaciółkę za jej plecami. Powinna ją wesprzeć tymbardziej,że bulimia Katji zaczęła się od momentu poznania Madison.
Rita jak oszalała wpadła do łazienki i zaczęła dobijać się do każdej kabiny. Drzwi do ostatniej otworzyły się. Podbiegła do siedzącej na podłodze Katji opartej o ścianę. Wyglądała masakrycznie. Nie była już otyłą nastolatką, wręcz przeciwnie przypominała wieszak. Rozmazany makijaż, wory pod oczami, zapadnięte policzki, spuchnięte od płaczu oczy.
-Katja -kucnęła przy niej. -Proszę, nie rób tego więcej-przytuliła przyjaciółkę.
-Nie chcę żyć, Rita.
-Nie mów tak! -spojrzała na nią. -Udało się nam, mamy forsę - szepnęła. -Zasługujesz teraz na wszystko, rozumiesz? Możesz mieć wszystko -odgarnęła jej włosy.-Wyglądasz fantastycznie, tylko muszisz dać sobie pomóc -wstała i podała jej dłoń. -Musimy stąd spadać, zanim wszystko się wyda...-pociągnęła blondynkę za sobą.
Wsiadły do czarnej furgonetki Billa i ruszyli czym prędzej. Od tamtej pory, w Berlinie nie widział ich nikt.

***

-Ding-dong -Lewandowski zaczął przedżeźniać dzwonek do drzwi robiąc przy tym głupie miny. Był dzisiaj nie w humorze, bo od rana każdy coś od niego chciał.
-Czego?! -ryknął kiedy poraz kolejny dziś otworzył drzwi.
-To, że dla Ciebie pracuję nie oznacza, że możesz na mnie wrzeszczeć dryblasie!- pani menager dźgneła go kilkakrotnie palcem w brzuch.
-Majeczka? Przepraszam. -zmienił ton, bo trochę się jej przestraszył. Przyciągnął ją do siebie i pocałował w policzek.
-Już już -odepchnęła go i wprosiła się do środka. -Lepiej zaproponuj mi kawy...albo odrazu coś mocniejszego !
-Co się dzieje? -zapytał przerażony. Ona nigdy nie pije.
-Źle się dzieje Lewandowski. Oni wiedzą, o twoich dzieciach...
-Kto?
-Wszyscy! To znaczy jeszcze nie wiedzą, ale dowiedzą się jutro ! Artykuł o tobie i o twoim małym synku będzie dostępny w każdym kiosku w Niemczech!
-Jak to możliwe? Skąd masz takie informacje w ogóle?
-Zaprzyjaźniona gazeta wysłała mi szkic artykułu. Specjalnie dla Ciebie go wydrukowałam, proszę -rzuciła wydruk na stół.
Lewy prześledził szybko tekst, który nie miał żadnego sensu. Bardziej skupił się na fotografii.
-To zdjęcie z wczoraj...-powiedział i dalej myślał. Nagle coś mu się rozjaśniło.
-Dlaczego mam wrażenie, że wiesz kto mógł to zrobić?- zapytała ruda próbując odczytać cokolwiek z jego twarzy.
-Bo wiem..to znaczy pewności nie mam, mogę się tylko domyślać..
-Więc kto?
-Nie znam jej..
-Trzymajcie mnie- złamana zamknęła oczy i zaczęłą masować swoje skronie.
-Podeszła wczoraj do mnie jakaś blondi, akurat zapinałem Erika w foteliku i zaczęła gadać od rzeczy, kiedy to nagle wypala o naszym podobieństwie i wspomina o innych dzieciach -wytłumaczył jej.
-Napewno jej nie znasz? Może znasz tylko nie pamiętasz, zalazłeś jej za skórę i masz!
-To blondynka...poprawka, niezła blondynka. Pamiętałbym.
-Kwestia sporna-prychnęła. -Dobra, nie wnikajmy w to, stało się. Masz czas do południa, żeby  pojechać do gazety i to odkręcić.
-Niby jak? Nie wyprę się własnego syna !
-A czy ja coś takiego powiedziałam? Wymyśl coś i módl się, żeby nie rozesłali tego dalej. Narazie!-wypowiedziawszy to wyszła z mieszkania.
Lewy czym prędzej ogarnął się i po 15 min był gotowy do wyjścia. Musiał załatwić to jak najszybciej bo wieczorem miał drużynową pogadankę z trenerem.
Na miejsce dojechał w niecałe półgodziny.  Wszedł do wielkiego budynku i od razu nie zwracając uwagi zatrzymujących go recepcjonistów pokierował się do gabinetu redaktor naczelnej. Wparował do niej bez pukania. Kobieta na sygnał otwierających się drzwi, błyskawicznie zdjęła nogi z biurka.
-Pan Lewandowski? - podniosła wzrok znad swoich okularów.
-Mogę zająć chwilę?
-Skoro i tak pan już tu wtargnął, proszę bardzo -poniosła się i wskazała krzesło na przeciwko niej. - Słucham?
-Chodzi mi o ten artykuł. Bardzo zależałoby mi na tym aby nie został on opublikowany..
-Ach, mogłam się domyślić -westchnęła. -Dlaczego tak panu zależy?
-Zaszło pewne nieporozumienie...nie chcę, żeby ktoś odebrał to w niewłaściwy sposób.
-Rozumiem-uśmiechnęła się lekko. -Też mam synka -odwróciła w jego stronę zdjęcie oprawione drewnianą ramką. -Niechciałabym, żeby ktoś dobierał mi się do dziecka...
-Czyli...nie opublikujecie tego? -zapytał niepewnie.
-No nie wiem, nie wiem...moi pracownicy bardzo się napracowali, poza tym jeszcze nie dostałam od pana potwierdzenia wyjścia na kolację..-oboje wybuchneli śmiechem. -Może być pan spokojny -uśmiechnęła się szeroko. -Pozatym gdyby artykuł pojawił się w naszej gazecie, albo w każdej innej, pańska menagerka nie odpuściłaby mi. Jest trochę...wybuchowa...
-Trochę? -parsknął. -To mało powiedziane, ale nie da się jej nie lubić -ponownie się zaśmiali. -Miałbym jeszcze jedno pytanie.
-Mianowicie?
-Kto podał wam to zdjęcie ?
-Przykro mi, osoba prosiła o anonimowość..-powiedziała redaktor, ale kiedy patrzyła na błagalną minę Lewego zmiękło jej serce. -No dobrze, nie przedstawiła się ale była to blondynka...
-Tyle mi wystarczy- przerwał jej. -Jeszcze raz dziękuję za wyrozumiałość -podniósł się z krzesła i ucałował jej dłoń. -Do zobaczenia na kolacji -uśmiechnął się i wyszedł z gabinetu.

***

Włócząc się po ekskluzywnej galerii, największej w całym Dortmundzie zaszedł do sklepu z grami kopmuterowymi, na play station i nie tylko. Moritz dokładnie prześledził zawartość każdej z półek, ale nie mógł znaleźć nic konkretnego. Jego uwagę w tym sklepie przukuła tylko jedna rzecz,a mianowicie katronowy on. Tekturowy uśmiechnięty i jak zawsze olśniewający  Moritz Leitner stał sobie przy ścianie obok półki z FIFĄ i tym podobnych.  Podszedł do swojej podobizny i zaczął jej się bardzo uważnie przyglądać. Uśmiechnął się szeroko, bo uważał, że wygladał fantastycznie.
-Cześć przestojniaku-puścił oczko kartonowemu wykrojowi. Przyglądał mu się jeszcze chwile. -Czy ja naprawdę mam aż tak wielki nos? -zapytał sam siebie.  Zmarszczył brwi i najwidoczniej poruszony tą sytuacją wyciągnął iPada z kieszeni spodni i zaczął się w nim przeglądać.
-Przepraszam-podeszła do niego jakaś dziewczyna. -Czy to twoje? -wyciągneła w jego stronę dłoń w której znajdował się jakiś dziwny, zupełnie nieprzypominający nic brelok.
Leitner odwrócił się i sporzał ciągle zniesmaczony na dłoń nieznajomej.
-Nie-powiedział krótko i wrócił do przeglądania się  w ekranie.
-Wiem, to był pretekst, żeby do Ciebie podejść-uśmiechnęła się tajemniczo.
Mo spojrzał na dziewczynę, która ujęła go tymi słowami. Uwielbiał być zauważany. Od razu mu się spodobała. Uśmiechnął się szarmancko oparł rękę o ścianę i postawił jedną nogę za drugą.
-Tak? -zmienił ton na niższy.
Blonynka uniosła brew do góry i kiwnęła głową. Czekała na to, żeby on pociągnął tą rozmowę.
-Więc co taka dziewczyna jak ty, robi w sklepie takim jak ten?
-Szukam odpowiedzi-mrugnęła. Nie zrozumiał jej, ale nie chciał pytać bo na ogół był marnym słuchaczem i nie interesowało go to zbytnio. -A ty?
-Kolega kazał obczaić jakieś fajne gierki...ileż można grać w fifę?- zaśmiał się sam z własnego żartu.
-I tak poprostu pozwalasz się wykorzystywać? 
-Nie...ja tylko...
-...boję się stanąć oko w oko z prawdą- dokończyła.
-Co to ma znaczyć?- skrzywił się i zlustrował ją. Dziewczyna zachichotała.
-Biedny mały Moritz, w rzeczywistości nie "przyjaciel" -zakreśliła cudzysłów -a chłoptaś na posyłki. Zrób to, zrób tamto. Zawsze gotowy na  zawołanie kumpli, a kiedy ty masz jakąś potrzebę nie mają dla Ciebie czasu...to smutne - przysunęła się do niego bliżej. - O mało co nie wylądowałeś przez nich w więzieniu i czy kogoś to tak naprawdę obchodziło? Jesteś samotnym, małym, zagubionym chłopcem, gwiazdy Cię do szczęścia nie potrzebują.
-To nie prawda ! Kochają mnie..
Madi wyśmiała go perfidnie.
-Dobrze chociaż, że masz poczucie humoru...i wysoką samoocenę. Chociaż do tego drugiego  miałabym małe ale, bo...na tekturze wyglądasz lepiej- uśmiechnęła się słodko i odeszła.
Moritz z niedowierzaniem i urazą otworzył usta. Jeszcze nikt nigdy w życiu mu tak nie naubliżał. Skąd ta panienka mogła to wszystko wiedzieć? A tekst z tym kartonem...to już przegięcie. Obejrzał się za nią, gdy była  w drzwich posłała mu buziaczka. Nie obchodziło go to kim była i dlaczego go zaczepiła. Zastanawiał się tylko nad jej słowami. Co jeśli naprawdę na kartonie wyglądał lepiej ? Kiedy wrócił do domu tylko o tym rozmyślał.

***


Po południu wszyscy zgromadzili się w salce konferencyjnej na Signal Iduna Park. Mieli przeanalizować mecz Napoli i przygotować się taktycznie. Ich celem było jak najdalej zajść w Lidze Mistrzów, kto wie może nawet pokusić się o finał. Kathrine uparła się, że pojedzie tam z Reusem. Marco tłmumaczył jej, że nikogo poza członkami durużyny nie wpuszczą lecz ta postawiła na swoim. Musiało być tak jak ona chce. Ulegał jej za każdym razem. Miała w sobie coś bardzo przekonywującego. Może to przez ten wiek, dojrzalsza, bardziej wiarygodna. Zapewniła go, że podczas ich pogadanki załatwi sobie pare spraw na mieście, a potem wrócą razem.
Blondyn już od 20 minut siedział w środku, natomiast zniecierpliwiona Kath wyczekiwała swojego pomocnika. Oparła głowę o siedzenie i ułożyła się wygodnie. Nagle ktoś podszedł i zastukał jej w szybe. Ubrany cały na czarno mężczyzna w glanach i sciągniętej na czole kominiarce dał jej znak, że to na niego właśnie czeka. Uśmiechnęła się i wyszła z samochodu.
-To z tobą wczoraj pisałam? Jesteś Martin?
-Tak proszę pani -przytaknął zawodowy hacker.
-Mów mi Kath-wyciągnęła w jego stronę dłoń. -Dobra, nie mamy czasu. Siedzą już tam dobre pare minut a ja nie mam pojęcie ile to może potrwać. Wchodzimy szybko, robisz co należy i spadamy -wydała rozkaz i ruszyli.
Miejsce: Gabinet Jurgena Kloppa.
Zadanie: Zhakowanie jego służbowego komputera.
Cel: Wykonanie niedozwolonego przelewu.
Kiedy wślizgneli się już do budynku i stali pod gabinetem Kloppa, młody hacker zaczął rozpracowywać zamek w drzwiach. Gdy wtargneli juz do środka prędko zajęli się jego komputerem. Wdarli się na jego pocztę i dokonali przelewu z konta klubowego Borussia na konto Kloppa. Kwota około 25 mln euro.
-Gotowe -powiedział Martin.
-Świetnie- Kath uśmiechnęła się z wdzięcznością.
-A moje wynagrodzenie?
-Dotaniesz na zewnątrz, teraz spadajmy stąd -rzuciła bo usłyszała czyjeś kroki.
Kathrine poczuła, że jest coraz bliżej własnego zwycięstwa. A raczej zwycięstwo jej i Starzewskiego. Ale jeszcze za wcześnie żeby o czymkolwiek mówić. Teraz trzeba tylko czekać...

_________________________________________________________________________

Przepraszamy za te wszytskie niedociągnięcia i ogonki, ale nie wiemy dlaczego blogspot nie podkreśla nam błędów, a niemożliwoscią jest żeby a tak długim tekście wychwycić wszystko za 2,5 czy 8 razem. Oczy wołają o pomoc. Buziaki !

sobota, 16 listopada 2013

Odcinek 35: Deja Vu

-Mogę Ci zadać pytanie ?
-Słuchamciekotuniu-wyseplenił blondyn.
Przygryzła wargę. Teraz albo nigdy. Marco i tak nie będzie pamiętał nic z dzisiejszego wieczoru, to jedyna szansa.
-Czy nie znasz hasła dostępu do komputera Jurgena Kloppa ?
Znał. Kiedyś skrobnęli je trenerowi, i dla jaj, razem z Moritzem i Robertem ustawili mu na tapecie swoje zdjęcie. Kloppo, chcąc być przebiegłym, nie zmienił go, bo był pewien, że wszyscy się tego spodziewają.

Oczekiwanie na odpowiedź zdawało się trwać wieczność. Niby była profesjonalistką, ale wtedy trzęsły jej się ręce. Co jeśli Reus za mało wypił ? Jeśli się nie uda i chłopak zapamięta, cały jej plan legnie w gruzach... a Starzewski się wścieknie. Od tego zależy jej być albo nie być. Przestała oddychać, kiedy zobaczyła jak pomocnik nabiera powietrza.
-Chrrrrrraahkheh - w odpowiedzi usłyszała tylko głośne chrapnięcie. Zażenowana westchnęła głośno. Obróciła się na pięcie i wyszła trzaskając drzwiami. Podążając w ciemnościach listopadowej nocy  zastanawiała się jak to rozegrać. Nie spodziewała się komplikacji. Jest jeszcze jeden sposób. Wiktoria. Córeczka szefunia ma znajomości.

***

-Witaj Kochanie - bezpardonowo weszła do gabinetu. Starzewski akurat rozmawiał przez telefon.
-Oddzwonię- mruknął do słuchawki-Przez 30 lat nie nauczyłaś się pukać do drzwi ? - zwrócił się do Kathrin.
-Misiaczek coś nie w humorze ? - wykrzywiła usta w podkowę.
-Co masz ? - zapytał chłodno.
-Próbowałam dziś podejść Marco Reusa... - menadżer koszykarzy BVB ożywił się w jednej chwili, a jego oczy rozbłysły - i usłyszałam tylko "Chrrrrrraahkheh". Ale przyszło mi do głowy jeszcze jedno rozwiązanie. Zapomnieliśmy jaką broń mamy w naszych rękach.
-Co ty bredzisz ?! Nie potrafisz wyciągnąć od pijanego chłopaka głupiego hasła do komputera, a chrzanisz o jakiejś broni !!
-Wiktoria-powiedziała spokojnie.
-Co ?? Mojej córki nie będziemy w to mieszać !
-Twoja córka mieszka z dziewczyną Lewandowskiego ! - wrzasnęła.
Waldemar złapał się za głowę. Stawka jest wysoka. Pieniądze, prestiż. Przecież Wiki też będzie z tego korzystać...
-Muszę to przemyśleć. Zostaw mnie samego.
-Nie mamy wiele czasu..
-Idź już.
-Dobrze już, dobrze. Wpadnę jutro. Do zobaczenia.-musnęła lekko jego wargi, odwróciła się na pięcie i wyszła. TO MUSI SIĘ UDAĆ.
Starzewski tym czasem opadł na swój skórzany obrotowy fotel. Nurtowało go wiele pytań. Czy warto?

***

Minęły dwa tygodnie. Od imprezy nie widziano Madison. Albo odpuściła i wyjechała albo knuje coś po cichu. A może już coś zrobiła, uciekła i tylko czeka aż to wybuchnie. Może. W każdym razie, Rita w swoim mieszkaniu została sama. Nie można powiedzieć, że nie przejęła się jej zniknięciem. Na początku nie mogła spać, ale z czasem oswoiła się z tą myślą-Madison odeszła.
W związku z tym, że noga Tatiany szybko się zagoiła, zdjęto jej gips. W razie komplikacji natychmiast miała stawić się w szpitalu. Lewy zajmował się nią jak najlepsza pielęgniarka, toteż o żadnych kopmlikacjach nie było mowy.
Kathrine spędzała z Reusem więcej czasu niż z samą sobą. Podpytywała go często o wiele klubowych spraw, finansów a nawet o samego Jurgena Kloppa. Marco starał się odpowiadać jej zgodnie z prawdą, ale sam też pewnych rzeczy nie wiedział. Zastanawiało go to, skąd ta ciekawość u jego nowej dziewczyny. Tak, można już ją tak nazwać. Kiedy pytał jej się dlaczego ją to tak bardzo interesuje, zmieniała temat, mruczała coś pod nosem albo w ogóle nie odpowiadała. Myślał może, że to dla niej nowa sytuacja i dlatego fascynowały ją sprawy klubowe. Te tajne również.
Łukasz i Ewa ostatnimi czasu często wychodzili razem na kolacje, do kina, spacery tylko we dwoje. Panią Piszczek zdziwiła zmiana u męża.  Kiedyś ciężko było go wyciągnąć gdziekolwiek a teraz? Jedyną rzeczą do której Piszczu leciał pierwszy była imprezka z kolegami. Choć na ostatniej nie bawił się dobrze, teraz postanowił to zmienić i zająć się bardziej swoim małżeństwem.

***

Niedzielny poranek to najgosza pora jaka może być, z wyjątkiem poniedziałkowego poranka ale nie dla Rity. Niania jak co niedziele miała wolne i nie musiała TAM iść. Cieszyła się, że odpocznie po wykańczającym tygodniu. Wstała dopiero po 10. Wzięła prysznic, ubrała się i zjadła śniadanie. Siedziała przed laptopem ze świeżo zaparzoną kawą i szperała w internecie. Z bardzo porywającego artykułu o szczeniaczkach wyrwał ją dzwonek do drzwi. W pierwszej chwili pomyśłała o Madison, ale nie...ona by nie dzwoniła. Wstała od biurka, poprawiła włosy i otworzyła drzwi.
-Wróciła? - Katja głową była już w mieszkaniu Rity i mówiła szeptem.
-Nie -roześmiała się brunetka i wpuściła ją do mieszkania. - Jak zniknęła tak dalej jej nie ma, nawet nie zjawiła się po resztę swoich rzeczy.
-Dziwne...strasznie ciekawi mnie gdzie ją wcięło-skrzywiła się Katja.
-Mnie też, ale nie myślę o tym. Cieszę się chwilą wolną od tej blond zołzy. Kawy?-zapytała kiedy zaprowadziła przyjaciółkę do salonu.
-Poproszę - przysiadła na kanapie. - Mario ciągle nie może znaleźć starego telefonu. Szukał go wszędzie, u Piszczków też go nie ma. Chodzi cały czas nabuzowany, wkurza się o wszystko ale przecież to tylko telefon...-oparła się. - Czy on coś ukrywa? -Rita wzruszyła ramionami. - No jasne...-po dłuższej chwili ciszy doznała olśnienia- On mnie zdradza..
-Zwariowałaś? Mario? Wszystko można mu zarzucić ale nie to.
-To dlaczego tak przeżywa z tym telefonem? Już wcześniej wychodził do drugiego pokoju rozmawiać...
-Może to jakieś służbowe rozmowy z menagerem?
-Nigdy nie wychodzi jak dzwoni menager.Rita, on pojechał dziś do Monachium...
-Nie zapytałaś po co?
-Rano zastałam tylko karteczkę na stole. Nie podał powodu, tylko tyle, że wróci późno. To wszystko składa się w jedną całość, Boże...tyle się teraz mówi o zdradach praktycznie na każdym kroku...-Rita zakrztusiła się i parsknęła kawą na podłogę -..wszystko w porządku? Już ja mu dam jak wróci !
-Nie wyciągaj zbyt pochopnych wniosków, może jest jakieś logiczne wytłumaczenie..-powiedziała Roth kiedy złapała oddech po fali krztuszącego ją kaszlu. -Pozatym powiedzmy sobie szczerze. Jesteś śliczna, zgrabna, mądra jednym słowem ideał. Dlaczego miałby cię zdradzać? Brakuje mu czegoś ?
-Wręcz przeciwnie- zarumieniła się po czym uśmiechnęła się łobuzersko Schwarz.
-Widzisz -zaśmiała się. - Gdyby chciał to znalazł by sobie jakąś tutaj, a nie fatygował się na drugi koniec Niemiec.
-Święte słowa-odezwał się głos który  odrazu poznały. Jak na komende obrócił się  w stronę blondynki. -Co jak co, ale Rita o zdradach wie najwięcej.
-Od dawna tam stoisz? -zapytała zażenowana Roth. Madi zaśmiała się i obdarowała je promiennym uśmiechem. -Gdzie byłaś jak Cie nie było? Wiesz ile okazji upokorzenia mnie przegapiłaś?- prowokowała ją.
-Odpuść sobie, Rita-przerwała jej stanowczym głosem.- Musiałam wyjechać, miałam robotę. Teraz wróciłam i jak narazie nigdzie się stąd nie ruszam -dziewczyny obejrzały się po sobie. -Nawet nie macie pojęcia, co dla was wszystkich przygotowałam.
-Kogo masz na myśli? -zapytała przerażona blondynka.
-Wszystkich z waszego otoczenia, słoneczko. Zadawanie bólu jedynie wam było by dziecinnie proste i nudne zarazem. Dlatego zajmę się waszymi znajomymi, bez wyjątku. Nawet tymi których znacie jedynie z widzenia. Jeśli będzie taka potrzeba, starsza pani z warzywniaka też dostanie cios prosto w serce...ale trochę za daleko odbiegłam.
 -Nie masz  skrupułów! -wrzasnęła Rita. -Co oni Ci zrobili?
-Poznali dwie najbardziej fałszywe osoby na świecie- spojrzała na jedną i na drugą.-Ja ich tylko uświadomie, a teraz wybaczcie -podniosł się z fotela. -Czas się zabawić -rzuciła podły uśmieszek. -Och, zapomniałam- zatrzymała się na chwilę i zaczęła natarczywie szukać czegoś w torebce. -To chyba twoje kochanie-rzuciła swetrem rozmiaru XL w stronę Katji. -Trochę już nie ten rozmiar co nie?-puściła jej oczko. Wychodząc spojrzała na torebkę Katji zarzuconą na krzesło stojące w korytarzu, do której jeszcze przed rozmową z dziewczynami wrzuciła telefon już znanego właściciela.
-Co za szmata...-skwitowała Katja. Rita na początku nie wiedziała czy chodzi jej o sweter czy o Madioson.
-No...trochę nie ładnie z tym swetrem...
-Ja nie o tym!-warknęła. -Ma zamiar dobrać się do naszych znajomych?! Co to, to nie ! Niech tylko zbliży się do Mario, czy do kogokolwiek a obiecuję...pożałuje suka! -wstała na baczność i wyciągnęła przed siebie zaciniętą w pięść. Rita również to uczyniła. Nigdy nie widziała takiego wybuchu u przyjaciółki. Nie miała pojęcia co poczyni dalej Katja, dlatego wolała być przygotowana. Schwarz spojrzała na sweter. -Mój boże...czy ona całe życie będzie mi to wypominać? -spojrzała pytająco na Ritę. Ta wzruszyła ramionami. Katja westchnęła i zaczęła się zbierać. Rita odprowadziła ją do drzwi.  Pozostając sama zaczęła rozmyślać. Katja ma rację. Nie mogą poddać się bez walki i pozolić Madiosn zniszczyć życie nie tylko ich ale również przyjaciół.

***

Wychodził z apartamentu ciągnąc za sobą zapierającego się na wszelkie sposoby trzylatka. Ciężko było przekupić tego małego potworka czymkolwiek dlatego postawił na nieco stanowcze sposoby. Tatiany nie było dziś w domu, dlatego był spokojniejszy. Nie chciał się tłumaczyć, jeszcze nie teraz. Właśnie zapinał młodego w fotelik samochodowy kiedy usłyszał kobiece chrząknięcie. Obejrzał się szybko, na szczęście jej nie znał.
-Naprawdę nie mam teraz czasu- napastnik wsunął rękę pod kurtkę i zaczął przeszukiwać jej wnętrze. Wyciągnął dokładnie to czego szukał, czyli swoje zdjęcie z autografem i wręczył je dziewczynie.
-Och, ja nie w tej sprawie. Przyszłam do Ciebie prywatnie- zerknęła na kartkę a następnie rozjerzała się dookoła.
Robert skończył przypinać syna wyprostował się i badawczo przyjrzał się dziewczynie.
-Nie kojarzę Cię.
-Nie jesteś jedyny -zaśmiała się. -Wciąż te same pytania, kim jesteś? Czego chcesz? Skąd wiesz? Mam jakieś dziwne Deja Vu.
-O co chodzi?- zmrużył oczy. Nic z tego nie rozumiał.
-Miałeś kiedyś tak, że ktoś cię zranił, a ty za wszelką cenę musiałeś się na nim odegrać. Nie ważne czy tego chciałes czy nie, poprostu musiałeś..
-To jakaś ankieta uliczna? Wybacz..dziewczyno, spieszy mi się.
-Zrozumiałe-zerkneła mu przez ramię. -Słodki chłopczyk. Podobny do tatusia-uśmiechnęła się cynicznie.
-To nie...
-Nie tumacz się, Robercie. Za niektóre błędy młodości płacimy aż do dziś... szczególnie jeśli było ich 12 -wypowiedziawszy to rzuciła mu porozumiewawcze spojrzenie i odeszła.
Lewy stał jeszcze bardziej zdezorientowany. Dlaczego w środku dnia podchodzi do niego jakaś nieznajoma blond piękność i gada od rzeczy?  I skąd wie o synu? Może to był tylko żart ? Cokolwiek to było, nie było zabawne. Machnął ręką i postanowił się tym nie przejmować. Wsiadł do samochodu i ruszył szybko, był już spóźniony. Czyżby ostatnia afera niczego go nie nauczyła?

______________________________________________________________
Grali jak nigdy, przegrali jak zawsze... FAKEN.

czwartek, 7 listopada 2013

Odcinek 34: After Party

Piszczu został tym szczęśliwcem ( a może i nieszczęśliwcem), który miał ogarnąć 'melanż'. Ewka o dziwo bardzo się ucieszyła, ogólnie od powrotu Rity była bardzo zadowolona, czego nie można było powiedzieć o jej mężu. Nie miał ochoty na imprezowanie. Fakt. Są zwycięzcami, należy im się...ale ile można? Momentami wolał, żeby to Bayern zgarnął trofeum. Wtedy miał by z głowy udawanie, że wszystko jest świetnie, super i fantasycznie. Tłumaczyłby, że powodem jego smutku jest przegrana, choć w pewnym sensie tak jest - przegrał z losem. 
Ewa i Rita szykowały ostatnie przystawki na imprezę, kiedy Łukasz brał kąpiel.
-To ja już będe lecieć - powiedziała Rita, kiedy odstawiała na stół pięknie przystrojony półmisek.
-Żartujesz? Tak się napracowałaś, zostań- powiedziała Piszczek. -Pozatym, to też twoje święto...nie daj się prosić...-zrobiła minę kota ze Shreka.
Rita westchnęła głośno. Mina Ewy ją rozbawiła, dlatego kiwnęła potwierdzająco głową.
-No i to mi się podoba-szturchnęła ją lekko w ramię. -Którą to już mamy?- spojrzała na zegarek. -Cholerka, trochę późno. Pójdę się tylko przebrać, zerkniesz na Sarę?
-Jasne- skineła Rita, kiedy tej nie było już w kuchni.

*Pół godziny później
Wszyscy zaczynali się pomału schodzić. Jako pierwsi dotarli Błaszczykowscy, Marco i Kathrin oraz Moritz, a potem cała reszta. Brakowało tylko Roberta.
-Co się z nim dzieje? Na imprezke to zawsze pierwszy a teraz? Zaczynam się martwić- stwierdził Kuba.
-Dzwonie do niego piąty i ostatni raz !- burknął Leitner i po raz kolejny wybrał numer do przyjaciela.
-Już jadę -odezwał po drugim sygnale.
-Ooo Lewy, jak miło słyszeć twój głos. Już nawet zapomniałem jak on brzmi..
-Dramatyzujesz..
-Może i tak, ale mówię Ci stary przemyśl swoje zachowanie. Ja rozumiem, kariera, dzieci, laseczki...
-Mo..!
-..ale żeby nawet pięciu minut dla nas, przyjaciół...
-nie teraz, stary..
-A to dlaczego? Znowu mnie zbywasz tak?
-Nie jestem sam, a ty jesteś na głośnomówiącym - wyjaśnił brunet -poza tym widzimy się za 5 minut, więc odpuść już.
-eee..to narazie - bąknął pod nosem i rozłaczył się. Chłopaki patrzyli na niego pytająco. - Będzie za chwilę -powiedział i zmył sie po piwo.

***

Balanga trwała w najlepsze. Jeśli ktoś zaproszony nie znałby dokładnego adresu Piszczków, zapewne trafiłby bez problemu idąc za głośną muzyką. Robert zjawił się w towarzystwie Tatiany, która wzbudziła zainteresowanie niemalże całego towarzystwa. Do tego miała gips na nodze, co było jeszcze bardziej intrygujące. Założyła się z Lewym o to, którzy znajomi będą bardziej zdziwieni. Mimo szczerych chęci Roberta, wygrała Bednarczyk.
-Cześć wam- podeszli wolnym krokiem w stronę zebranych w kole piłkarzy. Ci zawiesili swój wzrok na dziewczynie z kulami.
-Czesć- powiedzieli chórem i czekali na wyjaśnienia.
-Chłopaki to jest Tatiana. Tatiana to jest Kuba, Marco, Kathrin, Mario, Katja...i Moritz- na imię tego ostatniego dał jakiś dziwny nacisk.
-Dziękuję za to wyróżnienie Robercie- odgryzł się Mo.
-Miło Cię poznać Tatiana- powiedziała uśmiechnięta Katja. -Chodź usiądziesz sobie-wzięła ją pod ręke i zaprowadziła na kanapę. - Rita też tutaj jest, wiesz?- powiedziała gdy już odchodziły.
-To ta dziewczyna z hotelu?- zapytał Kuba. -Po co ja pytam, jasne, że tak-machnął ręką.- Teraz zaczyna mi się to wszystko układać- stwierdził Błaszczykowski.
-Jesteście parą czy jak? - zpytał zdezorientowany Mario.
-Trochę...-wszyscy patrzyli na niego ze zdziwieniem. -To skomplikowane..-podrapał się po szyi.
-Ooo, Robercik boi się otworzyć swoje serduszko- drażnił się z nim Reus, który dwoma palcami wskazującymi zarysował kształt małego serca.
-Wstrętny tępak jesteś Reus-westchnął brunet.
-To nie czas na sercowe rozmowy- wtrącił Błaszczu. - Chodźmy do Piszcza i napijmy się.

***

Weszła niepewnie do pomieszczenia pełnego pijanych już ludzi. Dziwnie się czuła z tą "niepewnością", ale tylko przez moment. Musiała wtopić się w tłum i grać. Rozpieła dwa górne guziki płaszcza i poprawiła włosy. Dała trzy pewne kroki, kiedy odbił się od niej jakiś mężczyzna.
-Przepraszam piękną panią -wyseplenił Marcel Schmelzer.
-Nie szkodzi- rzuciła krótki uśmiech i czym prędzej wyplątała się z jego strefy.
-Cześć - obejrzała się za siebie. Ujrzała niewysoką brunetkę zmierzającą do niej. Rozpoznała ją, to Ewa Piszczek. -Ty jesteś...?- Piszczek przyjrzała jej się dokładnie. Nigdy wcześniej jej tu nie widziała.
-Koleżanką Katji- wyciągnęła dłoń w kierunku Ewy. - Jestem Madi. Przepraszam, że bez zapowiedzi, ale chciałm  zrobić jej niespodziankę i pogratulować Mario.
-W porządku, miło Cię poznać -odwzajemniła uścisk. -Oczywiście, zostań. Katja gdzieś się tu plącze. Napewno ją znajdziesz, a teraz muszę Cię przeprosić-uśmiechnęła się i wyminęła blondynkę.
Madison patrzyła jak odchodzi a na jej twarzy przemknął cień pogrdliwego uśmieszku. Szukała swojego celu, który w dosyć którkim czasie odnalazła- Łukasz Piszczek. Siedział w ciemnym salonie  i jak wyczuła był "lekko" podpity. Patrzył na Ritę znajdującą się w drugim bardziej oświetlonym pomieszczeniu, śmiejącą się i popijającą piwo. Nieznajoma podeszła do niego cichaczem. Stała nad nim chwilę i wypatrzyła punkt w który wgapia się piłkarz.
-Nie przejmuj się nią, ten typ tak ma-połozyła mu dłoń na ramieniu i rownież wlepiła swoje niebieskie oczy w Roth. Łukasz podniósł wzrok.
-Co ty możesz wiedzieć?- zapytał chłodno.
Madison uśmiechnęła się tajemniczo.
-Mogę się dosiąść?
-Wszystko mi jedno - chwycił za nie swój napełniony kieliszek i wlał sobie jego zawartość do ust.
-Niedługo twoje problemy znikną, ale najpierw spójrz prawdzie w oczy.
-Co to znaczy? -polał sobie jeszcze jednego.
-Powiedzmy sobie otwarcie. Kochasz ją, kochasz Ritę- prowokowała go.
-To nie prawda, nie kocham jej - potrząsnął przecząco głową.
-Skoro tak, to co ona tu jeszcze robi? - Łukasz spiorunował ją spojrzeniem -Dlaczego roztrzasąsz i tak bardzo przeżywasz tą sprawę. Przecież do niczego nie doszło...chyba, że mam złe informacje...
-Kim ty w ogóle jesteś?- próbował jej się dokładnie przyjrzeć i zapamiętać, ale alkohol robił swoje, poza tym było ciemno. Widział tylko blond loki od których odbijało się światło.
Na twarzy Madi zagościł uśmiech. Nie mówiąc nic, wstała i pomału oddalała się od Piszczka. Przechodząc przez salon  zauważyła na ścianie ogromne zdjęcie na którym byli Łukasz Ewa i Sara.
-Ładna z was rodzinka- skomplementowała. Nim się obejrzał już jej nie było.
Postanowiła się stąd jak najszybciej zmyć. Dostała to czego chciała. Udało jej się dobrać do Piszczka bez wiedzy Rity i Katjii. Kiedy przeciskała się przez ludzi znajdujących się na korytarzu, zgasło na chwilę światło. Zgromadzni lekko spanikowali, że koniec świata itp. ale to tylko ktoś niefortunnie oparł się w wyłącznik. Podczas chwilowej ciemności, spostrzegła podświetlający się wyświetlacz. Gdy światło ponownie rozbłysło, podeszła do komody i wzięła telefon nieznanego właściciela. Czym prędzej wyszła z lokalu.

***

-Rita! Rita! -Katja podbiegła do przyjaciółki wrzeszcząc jak opętana.
-Boże, coś się stało?
-Odstaw to piwo i chodź- powiedziała trochę ciszej i złapała brunetkę za rękę. -Madison tu jest!
-Co? Skąd wiesz?
-Ewa przed chwilą powiedziała mi, że szuka mnie moja koleżanka Madi- wyjaśniła-Spanikowałam i przyszłam do Ciebie.
-Znajdźmy ją zanim coś odwali.
Rozdzieliły się. Szukały jej dzielnie, ale na darmo. Nawet w najdziwniejszych zakątkach posesji Piszczków. Jakby się rozpłynęła, wyparowała.
-I co teraz? -spytała zdenerwowana Katja kiedy zeszły się razem na górze.
-Nic. Pewnie już dawno wyszła.
-Świetnie! -rzuciła Schwarz z przekąsem.
-Mam tylko nadzieję, że z nikim nie rozmawiała -spojrzała na blondynkę. - Muszę się odstresować-stwierdziła i zeszła na dół.
-Mi też nalej!-krzyknęła za nią Katja i pognała za przyjaciółką.

***

Bednarczyk siedziała na kanapie zsunięta z oparcia i z nogą na niskim stoliku. Lewy miał przynieść jakieś napoje, więc czekała na niego cierpliwie. 
-Proszę- podał jej szklankę soku. -Zmęczona?
-Tak, bardzo-ziewnęła przeciągając się. -Odwieziesz mnie?
-Zwariowałaś? Przecież piłem- dziewczyna spojrzała na niego przerażona. -Spokojnie zamówie taksówkę.
-Ale fajnie było. Spełniłam marzenie z dziciństwa i dowiedziałam się jak melażują gwiady footballu-zaśmiali się. -Żartuje, nigdy nie lubiłam footballu.
-A teraz?
-Zrobiłam mały krok do przódu-wyszczerzyła się.
-To teraz zrób kolejny- brunet wstał z miejca i wyciągną ręke. -Mam dosyć jedźmy stąd- stwierdził. Robert Lewandowski powiedział "Mam dosyć imprezki z kumplami". Czy ktoś to nagrał? Zaznaczcie ten dzień w kalendarzu.
-Nie chce wracać do domu...powiedziałam dziewczynom.
-i..?-dociekał Robert.
-Wiktoria zrobiła jakąś dziwną minę, ale potem się cieszyła, a Berenika...nie umiem opisać jej reakcji- skrzywiła się. -Widziałam tylko jak otwiera usta i chyba pękły mi bębenki...a potem podeszła do mnie i uściskała mocno, bardzo mocno. Sama nie wiem czy ze szczęścia czy bardziej ze złości.
-Cóż...możesz zostać u mnie, jeśli chcesz- spojrzał na nią przekonywująco.
-Mhm, podoba mi się ta opcja...-uśmiechnęła się zadziornie.

***

Pijany jak ruski szpadel Reus, został siłą zaciągnięty do swojego mieszkania. Kathrin cudem, bądź jakimś innym magicznym sposobem zciągnęła z niego kurtkę i buty oraz położyła na kanapie. Poszła do kuchni po szklankę wody i opakowanie tabletek przeciwbólowych, gdy ten recholił się jak grzechotka. Wróciła do pokoju i postawiła mu wodę i lek na stoliku obok.
-Rano napewno Ci się przyda-powiedziała pod nosem. Spojrzała na rozpromionego blondyna. -Z czego się tam śmiejesz cały czas ?
-Lewy ma dziewczyne, dasz wiarę? -spojrzał na nią małymi zapitymi oczkami. -On nigdy nie miał nikogo na stałe, heh. Daje mu tydzień.
-Wiesz-usiadła na skraju łóżka. -Nie znam go dobrze, ale myśle, że ludzie się zmieniają. Czasem na lepsze, czasem na gorsze ale jednak zmieniają. A czasem nawet nie mamy pojęcia kim naprawde są i z kim mamy doczynienia-zacisnęła wargi. Marco uśmiechnięty od ucha do ucha wpatrywał się w nią jak w obrazek. Dziewczyna spojrzała na niego i westchnęła - Pójdę już- chciała wstać ale Reus złapał ją za ręke.
-Zostań-ucałował jej dłoń raz, drugi coraz wyżej.
-Uwierz mi, że lepiej Ci zrobi jak się prześpisz- postrząsnęła przekonywująco głową.
-Ale ja nie usnę- zatrzepotał rzęsami i za żadne skarby nie chciał puścić jej ręki.
-Skarbie, chyba naprawdę nie wiesz co mówisz-zadrwiła i uśmiechnęła się z troską. -Poważnie Marco, prześpij się- wyplątała dłoń z jego uścisku.
-Dobrze- zrobił obrażoną minę, ale zaraz się wyszczerzył i wybuchnął śmiechem. Odwrócił się na bok i wymamrotał coś pod nosem. Kath uśmiechnęła się i pokręciła głową.
-Dobranoc Marco -odwróciła się na pięcie i zrobiła parę kroków. Jednak zatrzymała się, jakby nagle przypomniało jej się, że miała coś jeszcze zrobić.
-Mogę Ci zadać pytanie?
________________________________________________________

Oto Kathrin, żeby łatwiej wam było ją sobie wyobrazić.