czwartek, 26 września 2013

Odcinek 31: Wypadek-Przypadek.

Minął tydzień o powrotu naszych bohaterów do Dortmundu.
Rita dała Łukaszowi odpowiedź. Nie mogła wrócić do pracy, nie umiała patrzeć w oczy pracodawcy i jego żonie. Musiała jednak osobiście stawić się w mieszkaniu Piszczków i złożyć wymówienie. Powiedziała Ewie, że rezygnuje z powodu problemów rodzinnych i tej opcji trzymała się aż do dziś.
Robert nadaremnie próbował skontaktować się  z Tatianą. Wydzwaniał do niej, wysyłał wszelkeigo rodzaju wiadomości, a nawet kilka razy osobiście zawitał w jej mieszkaniu, ale zawsze zastawał w nim tylko jej współlokatorów.  Ponoć kiedy przychodził, akurat jej w tym czasie nie było w domu...ciekawe. Jeszcze podczas urlopu, od czasu rejsu, nie mógł za żadne skarby jej znaleźć.
Wakacyjna przygoda Marco, okazała się czymś nieco poważniejszym. Kathrine, bo tak miała na imię dziewczyna, spotykała się  z piłkarzem. Brunetka pochodziła z Dusseldorfu, toteż do Dortmundu nie miała daleko. Reus opowiedział Caroline co wydarzyło się na wyjeździe, oraz o swojej nowej sympatii. Ze względu na to ciągnięcie dalej intrygii wymyslonej przez Majkę nie miało sensu, dlatego podziękował jej najpiękniej jak tylko umiał i obiecał, że zawsze może na niego liczyć. Zdawał sobie sprawę, że może ją to zaboleć...ale świetnie udawała że wszytko w porządku. Bywa jednak tak, że czasami nie jesteśmy w stanie oszukiwać samych siebie...w końcu blondynki też mają uczcia.

***

Ten dzień Lewy spędzić miał ze swoim synem.  Matka Kajtka chciała sobie urządzić "dzień tylko dla siebie", więc podrzuciła małego wprost do mieszkania napasnika. Gdy wychodziła, zauważyła ją Tatiana. Bednarczyk obserwowała ją zza swoich drzwi. Kiedy panna znikła z zasięgu jej wzroku, wyszła z mieszkania. Podeszła bliżej schodów i wychyliła się najmocniej jak tylko mogła. Niestety za mocno. Chwilę później słychac było tylko przeraźliwy krzyk i echo odbijających się od podłoża różnych części ciała. Kiedy już wylądowała, przydzwoniła głową w kaloryfer. Nie dość, że bolała ją każda najmniejsza komórka jej organizmu, to jeszcze poczuła straszliwy ból przeszywający jej nogę od kostki aż po kolano. Przeklinała w myślach tą lalę, przez którą sobie to zrobiła. Przerażona zaczęła wołać o pomoc. Na jej nieszczęście w jej domu nikogo nie było.

*W mieszkaniu Roberta.
-Słyszeliście ten wrzask? -zapytał Mario.
-Nie, jaki wrzask?- zapytała Katja zajmująca się w tej chwili 3-latkiem.
-Jakby ktoś spadał ze schodów - cóż za dar przewidywania panie Gotze.
-Lepiej to sprawdźmy - powiedział Robert i razem z Mario wyszli na korytarz.
-Słyszy mnie ktoś? - warknęła tym razem wkurzona tą całą sytuacją brunetka.
Chłopcy obejrzeli się po sobie i zbiegli na ekskluzywne pół-piętro. Dziewczyna leżała podpierając się na łokciać i usiłowała podnieść nogę, sycząc przy tym z bólu.
-Boże, Tatiana !- Lewy podbiegł do niej pierwszy.- Nic Ci nie jest? Dobrze się czujesz?
-Świetnie się czuję, przed chwilą spadłam ze schodów -powiedziała sarkastycznie. -Myślisz, że jak się czuję, kołku?
-Dlaczego spadłaś ze schodów?- spojrzał na nią dziwnie.
-Wiesz, nudziło mi się.
-Zawieźmy ją do szpitala - wtrącił Gotze-Bredzi od rzeczy-. Nie mógł już słuchać tej bezsensownej wymiany zdań. -Możesz ruszać nogą? -przykucnął przy niej.
-Nie mogę, strasznie boli -skrzywiła się. W tym samym momencie Katja wyjrzała do nich z Kajtkiem na rękach. Dokładnie przyjrzała się dziewczynie. Znała tą twarz tylko nie mogła skojarzyć.
-Wszystko w porządku?- zapytała Schwarz.
-Nie do końca, musimy wykonać kurs do szpitala -Lewy podniósł się i żwawo skoczył do mieszkania po kluczyki do auta, podczas gdy Gotze pomagał Tatianie wstać. -Zostaniecie z małym ? To może trochę potrfać.
-Jasne, nie ma sprawy. Poradzimy sobie, co nie Kajtuś?- spojrzała na niego, a młody wtulił się w jej piersi.
-Dzięki- uśmiechnął się. -Tylko nie rozrabiaj- poczochrał synka po jego bujnej czuprynie.
-Udało się nam wstać, ale dalej sama nie pójdzie. -Gotze przytrzymywał Tatianę, która zawisiła ręke na jego szyi. Lewandowski podszedł do nich i zanim się zorientowała, trzymał ją na rękach.
-Pogieło Cię?
-Chcesz żyć ?
-W tym momencie wolałabym umrzeć.
-Udam, że tego nie słyszałem- powiedział Lewy i wyniósł ją z budynku.
Mario zabrał Katję i małego i wrócili do mieszkania.
-Znam tą dziewczynę. Kojarzę ją z wakacji, to kolezanka Rity.
-O, czyli kolejna z klanu Rita's team ?
-Czy ty nabijasz się z mojej przyjaciółki?
-Nie nabijam się, ale Katja, serio czy jest w tym kraju osoba której Rita nie zna?- zapytał zrezygnowany. Katja zrobiła zamyśloną minę. -No właśnie...
-Czepiasz się Gotze, jak zawsze. A teraz wybacz, musze uśpić małego.
-Nie!- powiedział stanowczo. -Ja to zrobię -dodał nieco milej. Było ciężko ale jakimś cudem oderwał go od swojej dziewczyny i z obrażonym na śmierć chłopcem poszedł na górę. Gotze nie mógł znieść tego, że "ten mały amant" zarywał do jego ukochanej. Zaczęło się już na urodzinach Sary i z każdym spotkaniem było coraz gorzej, zabawiał ją traktorami, prawił komplementy i tulił się do niej cały czas. Katja była nim totalnie zauroczona, ściskała go i całowała. Koniec tego dobrego.


Jechali w ciszy. To znaczy Lewy się odzywał, ale Tatiana niekoniecznie. Ciągle zadawał jej pytania, jednakże odpowiedzi nie uzyskiwał. Rozumiał, że może być wściekła, do tego ten dzisiejszy wypadek. Postanowił jej nie męczyć. Kiedy dojechali na miejsce, wysiadł z samochodu i wziął ją na ręce. Doniósł ją do wejścia szpitala, dalej na wózku zabrała ją pielęgniarka. Po dwóch godzinach spędzonych na korytarzu, zaczął się denerwować. W końcu lekarz wyszedł z sali.
-I co z nią?- Lewy podbiegł do lekarza.
-Pacjentka, zwichnęła kostkę. To nie jest nic poważnego, ale będzie  musiała nosić gips przez ok. miesiąc. -powiedział lekarz spokojnym głosem.  Pielęgniarka oddała Tatianę w ręce Roberta. - Tylko proszę się nią dobrze zajmować -lekarz puścił napastnikowi oczko. Lewy uśmiechnął się lekko, a Tatiana wywróciła teatralnie oczami. Było ciemno i późno a Lewy nie ukrywał, że trochę mu się śpieszy. Wsiedli do auta i zapieli pasy.
-No to miesiąc masz z głowy - zaczął. Dziewczyna odkręciła twarz i patrzyła w okno. -Jak coś, to mogę ci pomagać, odwiedzać cię...
-Nie, dzięki -burknęła.
-Dobra. Wiem, że jestes na mnie wściekła i mnie nienawidzisz, i wiem też o tym, że byłaś u mnie w pokoju hotelowym w przedostatnią noc w Kulungsborn. -Tatiana nie patrzyła już w okno, spuściła wzrok na swoje nogi.
-Skąd to wiesz?
-Kuba Cię widział - "no tak, Kuba" pomyślała. -Chcę żebyś wiedziała, że żałuję. Kiedy tylko doweidziałem się, że przyszłaś mnie przeprosić, byłem gotów wyskoczyć z tego głupiego statku i znaleźć się na brzegu obok Ciebie.
-Nie przyszłam Cię wtedy przepraszać...-powiedziała i podniosła wzrok. -Przyszłam Ci powiedzieć o swoich uczuciach...a ty jak zwykle wszystko spieprzyłeś.
-O jakich uczuciach mówisz?
-Czy to ważne? Spójrzmy prawdzie w oczy, Lewy. Gdyby nie przyjaciel, nawet nie wiedziałbyś, że byłam wtedy w hotelu. Nie dowiedział byś sie i pewnie dalej zachowyał byś się jak idiota i wszystko by było po staremu, co nie? Czego tak naprawdę żałujesz? Tego co robisz, czy tego, że Cię przyłapałam? Nawet nie wiesz jak czasami żałuję, że cie poznałam. Wtedy nie musiałabym znosić tego co przeżywam widząc Cię z każdą inną panienką. Oczywiście mogłabym powiedzieć prawdę, te dwa słowa które są silniejsze ode mnie, ale co to zmienia?
-Dużo- wypalił brunet, po czym przyciągnął ją do siebie i pocałował czule. Nie mogła mu się oprzeć. Chciała to przerwać, ale nie była w stanie. To było silniejsze od niej. Gdy na chwilę się od niego oderwała, odważyła się.
-Kocham Cię- powiedziała ponownie wpijając się w ciepłe wargi piłkarza.

***

Nastał wieczór. Przemierzając kolejne kilometry, silnik jej samochodu poczuł głód. Staneła na stacji benzynowej. Zatankowała szybko i wstąpiła do sklepu. Zgubiła się. Zgubiła się  w tym małym zupełnie obcym jej mieście. Przeszła obok półek z gazetami i biorąc jedną z nich w dłoń podeszła do kasy. Facet pracujący tam wydawał się bardzo sympatyczny.
-Płaci pani 4.20 - powiedział zachrypniętym głosem. Blondynka wyciągnęła z czerwonej torebki skórzany portfel i zaczęła go przeszukiwać.
-Prosze bardzo - położyła na blat wyznaczoną sumę. - Przepraszam, wie pan może jak dojechać  do centrum? Padła mi nawigacja i chyba się zgubiłam.
Sprzedawca zaczął powoli i wyraźnie tłumaczyć jej jak dojechać do celu. W pewnym momecie dziewczyna przestała go słuchać. Wyglądając przez okno, dojrzała znajomą twarz. Przez moment ją zatkało.
-...za rondem jedzie pani cały czas prosto...-kontynuował sprzedawca.
-Dziękuję, dalej już sobie poradzę. Miłej nocy.  - uśmiechnęła się z wdzięcznością i odeszła szybko, aby nie zgubić starej znajomej, która właśnie wsiadała do auta.
-A gazeta?! -krzyknął za nią mężczyzna zza lady, ale zamknęła za sobą drzwi.
Pędząc niczym wiatr wsiadła w swój samochód i pomału ruszyła za czarnym BMW.
Kiedy dojechały już na miejsce, zaparkowała kilka metrów dalej. Brunetka wysiadła z samochodu i ruszyła w kierunku domku jendorodzinnego. Był jednopiętrowy, ale bogato rozbudowany. W oknach odbijało się światło, co oznaczało, że domowniczka weszła już do domu.
-Ustawiłaś się kochana- zadrwiła blondynka.
Jeszcze chwilę siedziała w aucie. Dała jej czas, aby przygotowała się  przed niemałym zdziwieniem. Kiedy zgasło światło w przedpokoju, a zapliło sie jak przypuszła w salonie, wyszła z samochodu.  Szła z uśmiechem pełnym satysfakcji. Miała ochote śmiać się w głos, ale musiała się opanować. Zadzwoniła do drzwi. Kiedy się otworzyły, właścicielka mieszkania stanęła jak wryta. Dopiero po chwili była w stanie coś powiedzieć, a serce momentalnie jej przyśpieszyło.
- Madison?- wydukała dziewczyna.
-Cześć Rita- uśmiechnęła się szyderczo. - Kope lat.
-Co ty....?
-tutaj robię? -dokończyła za nią.- Odwiedzam starych znajomych- zmierzyła ją wzrokiem. - Śliczna jak zawsze. Nie wpuścisz mnie?- uniosła prawą brew w górę.
Nawet jeśli by jej nie wpuściła, sama by weszła.  Nie miała dziś ochoty na żadne awantury.
-Muszę przyznać, że nieźle się urządziłaś - stwierdziła przechadzając się po salonie. -Chociaż może za dużo beżu, jak na jedno pomieszczenie...
-Po co przyjechałaś?
-Już mówiłam.
-Nie wierzę Ci. Nie wierzę, że przyjechałaś sprawdzić jak się czuję. W ogóle jak mnie tu znalazłaś?
-To ty znalazłaś mnie, tylk,o że o tym nie wiedziałaś. No i proszę...Jestem -rozłozyła ręce prezentując się. - Masz u mnie dług, Rebecco.
-Nie nazywaj mnie tak !- warknęła. Madison zaśmiała się.
-I pomysleć, że kiedyś tylko nią chciałaś być...
-Przysięgam Ci, że spłace dług jak najszybciej, co do grosza,  tylko błagam Cię, odpuść.
-Nie tak szybko, Skarbie. Nie chcę twoich pieniędzy- podeszła do niej i odgarnęła jej włosy.
-Więc czego chcesz ?
-Zabawy- pogładziła ją po policzku i odeszła. -Pamiętasz jak świetnie razem się bawiłyśmy? A co tam u Katji? Nadal się tak nazywa ?
Rita w odpowiedzi pokręciła głową. Patrzyła na nią jakby chciała ją poćwiartować. Madi to wyczuła, co dawało  jej jeszcze większą satysfakcję.
-Jestem wykończona tą podróżą. Prześpie się dziś u Ciebie.
-Żartujesz? - zapytała, o mało co nie krztusząc się powietrzem. Blondynka pokręciła przeczącą głową.
-Chyba nie chcesz, żebym o tak późnej porze włóczyła się po motelach - spojrzała na nią z miną niewiniątka -To gdzie jest mój pokój?
Rita odkręciła się do niej plecami. Nie zwracając na nią uwagi, poszła w przeciwnym kierunku. Dziewczyna zaśmiała się pod nosem. Czas zemsty nadszedł.

*** 

-Kogo to widzą moje piękne oczy. -zadrwił biznesmen.
-Witaj kochanie. - podeszła do niego zmysłowym krokiem i pocałowała krótko, aczkolwiek namiętnie.
-Myślałem, że te cholerne wakacje nigdy się nie skończą...-był chłodny jak jesienny wieczór-...Wszyscy szczęśliwie dotarli do domu?- dał nacisk na słowo "wszyscy". Miał na myśli swoją córkę.
-Oczywiście, mówiłam, że Cię nie zawiodę...-uśmiechnęła się zadziornie -Wszystko idzie według planu.
-Właśnie, obiecałaś mi ze wyjawisz swój plan po powrocie do miasta.
-Och, skarbie. Nie bądź taki niecierpliwy - jej usta zarysowały kształt kaczego dzioba.-Nie zdradzę Ci go dopóki nie będę miała stuprocentowej pewności, że wypali. Jak narazie wszystko idzie po mojej myśli. Wystarczy mi tylko umiejętność manipulacji - poprawiła mu kołnierz. Mężczyzna spojrzał na nią zniecierpliwionym i zdenerwowanym wzrokiem. - Zaufaj mi. Czy kiedy kolwiek Cię zawiodłam? - posłała mu przesłodzone spojrzenie.
-Tak. O mało co to wszystko nie padło. Narobiliśmy sobie wtedy długów, które spłacamy do dziś...
-Shhhhh- przyłożyła mu palec do ust. -Nie o taką odpowiedź mi chodziło-zaśmiała się. -Ale teraz Ci to wszystko wynagrodzę. Zobaczysz. Jeszcze będziesz ze mnie dumny. - wypowiedziawszy to puściła mu oczko. Odkręciła się na pięcie i pokierowała w stronę sypialni. -Idziesz? - spojrzała na niego kusząco.
-Mam dużo pracy. -powiedział stanowczo. -Dobranoc. -uśmiechnął się sztywno i przeszedł do swojego gabinetu. Dociskając za sobą drzwi, zamknął je na zasówkę. Nawet najbardziej pożądni ludzie mogą mieć tą mroczną stronę. Ostrożnie, bo nigdy nie macie pewności z kim macie do czynienia...

_______________________________________________________________________

Rozdział wymęczony, ale jest ;) Oto Madi:


BTW, to my tak zeszłyśmy na psy, że nikt już nie czyta tego bloga i nikt nam nawet nie powiedział ? Laski, co się z Wami dzieje ? ;)




czwartek, 12 września 2013

Odcinek 30: Rejs po morzu życia.

-Ileż można czekać aż odbierzesz?! - ryknął rozmówca kiedy nacisnęła zieloną słuchawkę.
-Przepraszam, miałam telefon w torebce, nie słyszałam go – odpowiedziała nie dając się zastraszyć.
-Tym razem Ci odpuszcze, ale następnym razem mogę nie być taki łaskawy. Co z moją córką? Nic jej nie jest?
-Spokojnie. Mam ją cały czas na oku.
-Ach tak? W takim razie mój lokalizator chyba szwankuje...Jak możesz być 500m od niej i wiedzieć co robi?!
-Oh, nie bądź taki drobiazgowy, nie jest ze mną, ale panuję nad sytuacją, nie denerwuj się. A tak w ogóle, to mam dla Ciebie niespodziankę kochanie.
-Jaką? - zapytał jakby bez zainteresowania, nadal wściekły, że dziewczyna nie wykonuje należycie swojego zadania.
-Jest tu ktoś, kto może pomóc nam rozwiązać wszystkie nasze problemy, wywindować nas na sam szczyt, rozumiesz ? - mówiła tajemniczo- muszę tylko nad tym popracować.
-O czym ty mówisz?
-Wszystkiego dowiesz się jak wrócę, kotku. Narazie musisz uzbroić się w cierpliwość. - Grała dalej wiedząc doskonale, że ma przewagę.
-Nie mam zamiaru bawić się z Tobą w kotka i myszkę ! Znajdź moją córkę !
Po tych słowach w słuchawce usłyszała tylko przerywany sygnał. Przyłożyła telefon do piersi i przygryzając wargę przeniosła swe zamglone spojrzenie gdzieś na linię horyzontu. 

***


Fale skąpane w blasku zachodzącego słońca delikatnie wymywały piasek spod stóp spacerującego Łukasza. Pół godziny temu wyrwał się z hotelu, który miał być jego schronieniem przed problemami, w którym miał spędzić cudowny czas z rodziną i przyjaciółmi. No właśnie, miał. Niestety nie stało się tak, a jego problemy podążały za nim jak cień, przypominając mu na każdym kroku o swoim istnieniu. Bił się z myślami. Musiał przecież w końcu zrobić ten krok i porozmawiać z Ritą. Nie bez powodu los zaprowadził ich oboje do małego Kuhlungsborn. Szedł tak kierując się w stronę pola namiotowego, zastanawiając się nad tym, co jej powie, kiedy nagle zauważył przed sobą dym. Ruszył sprintem przed siebie. Kiedy dotarł na miejsce ujrzał dwóch rosłych mężczyzn, wysokich, szerokich w barach z wydziaranymi trupimi czaszkami i skrzyżowanymi piszczelami na przedramionach. Obydwaj ogoleni na łyso, obydwaj ubrani w obcisłe, białe koszulki i jeansy, które bynajmniej nie miały takiego kroju. Piszczu był niemalże pewien, że to ultrasi jakiegoś klubu z północy, albo co gorsza Bayernu Monachium ale patrzyli na niego jak na debila. Nie poznali go, więc raczej nie interesują się sportem. Chyba ma szczęście.

-Przepraszam, myślałem, że coś się pali – powiedział niepewnie bacznie obserwując każdy ruch olbrzymów.
-No jasne, że się pali, grill nie widać? -zadrwił jeden z nich.
-No tak.- Piszczu podrapał sie po głowie. Zrobiło mu sie głupio.
-Ej, ty jesteś Łukasz Piszczek ! - nagle obydwaj dostali olśnienia. Piszczu uśmiechnął się tylko. To dobrze, czy źle ?
- Stary, to Łuksz Piszczek . Sorki, że tak naskoczyłem...głupio mi.
-Nie ma sprawy, jeśli komuś ma być tu głupio to tylko mnie...wypoczywacie sobie, he? - Strach chyba mu przeszedł, więc zaczął rozmawiać normalnie.
-Taa, trzeba korzystać z życia, co nie? - zaśmiał się jeden, ten mniej inteligentny.
-Może przysiądziesz się do nas? Jeśli masz oczywiście ochotę?
-Bardzo chętnie, ale niestety muszę iść. Za chwilę odpływa mój statek.- zakreślił cudzysłów. Chłopaki obejrzeli się po sobie.
-Nieważne, w każdym razie muszę lecieć. Trzymajcie się. -odkręcił sie na piecie, a w drzwiach domku oddalonego o kilka metrów ujrzał tę, której imienia nie chciał wymawiać. Stanął zmieszany. No dalej Piszczu, teraz albo nigdy. W tym samym czasie Rita zbiegła ze schodów, złapała go za rękę i zaciągnęła go za budynek.
-Łukasz?! Co ty tu robisz ?! Nie powinieneś tu przychodzić.
-Uwierz, to zwykły przypadek. Rita, co sie z tobą działo przez te dni?
-Wyniosłam się od ciebie, poszłam na imprezę i przyjechałam tutaj. Chciałam zapomnieć, ale...
-... To zbyt trudne. -dokonczył za nią- Rita...Nie chce teraz gadać od rzeczy, chcę cie tylko przeprosić, bo tylko na tyle mnie stać. (*WŁĄCZ*)
Dziewczyna spojrzała mu głeboko w oczy.
-Ja tez cię przepraszam, to moja wina...
-Nie prawda! -zblizył sie do niej, ale ona się odsuneła, wyczuł to i sam zrobił dwa kroki w tył.
- oboje jestesmy sobie winni. Nie chciałem zeby tak wyszło.
-Ja też nie...Łukasz zapomnijmy o tym – wypaliła nagle. Piszczek przez moment zastanawiał się czy dobrze usłyszał. Ulżyło mu.
-Tak bedzie najrozsądniej- przytaknął- ale nie rzucisz pracy, prawda? - spojrzał błagalnie.
-Nie wiem czy będzie mnie na to stać... kiedy wrócę do domu, dam ci odpowiedź.
-Oby była właściwa -westchnął ciężko- do zobaczenia w Dortmundzie – uśmiechnął się lekko, odwrócił się na pięcie i skierował się w strone hotelu, z którego jakiś czas temu uciekł. Niania odprowadziła go wzrokiem. Nie obejrzał się. Myśl o tym sprawiła, że jej oczy zaszły łzami. Dortmund może jest Miastem Sukcesu, ale widocznie nie wszyscy mogą go doświadczyć. Niektórzy, powinni przełknąć porażkę i docenić to, co już mają, bo niedługo mogą stracić wszystko.

***

Luksusowy statek wycieczkowy czekał już w porcie na swoich pasażerów. Trzeba przyznać, że robił wrażenie. Biały olbrzym, mimo swoich gabarytów, unosił się na wodzie jakby ważył mniej niż piórko. Przyjemny kobiecy głos oznajmił przez radiowęzeł, ze za chwilę wypłyną w morze. Cała ekipa i kilku innych bardzo bagatych wczasowiczów składnie weszło przez molo na pokład, po czym zajęli swoje miejsca. Wyprany z emocji Kuba usiadł obok uradowanego Lewego.
-Co jest Kubulek? -zapytał Robert, bo dostrzegł zmęczenie na twarzy przyjaciela.
-Ehhh, nic...Oliwii w środku nocy spaceru się zachciało...-przetarł swoje oczy i ziewnął. - Łukasz coś mówił? -zaptał. Lewy zastanawiał sie przez chwilę czy mówić Kubie czy nie. Na zdrowy rozsądek, Błaszczu weźmie to do siebie bo jest człowiekiem uczuciowym . Jego żona raczej zauważy, że Kubę cos dręczy i prędzej czy później dowie się co. A jesli Agata sie dowie, to raczej nie bedzie ukrywała tego przed swoja przyjaciółką i kaplica. Państwo Błaszczykowscy nie uznają czegoś takiego jak zdrada. Oboje twierdzą, że jeśli się kogoś kocha to nie ma miejsca na takie rzeczy. Słusznie.
-Nie, jest strasznie uparty. Rozmowa z nim to jak grochem o scianę...
-...wiem, wiem cały Piszczek, ale w końcu pęknie. A co ty taki szczęśliwy? Wyspałeś się?
-Nie bardzo...-Napastnik uśmiechnął sie tajemniczo.
-Rozumiem - zaśmiał się i spojrzał na niego znacząco. Rozejrzał sie dookoła i dostrzegł zgrabna brunetkę u boku Reusa.
-Kto to jest? Nowa zdobycz Marco?
-Tak, ta z klubu.
-Chyba ją wczoraj widziałem, na naszym piętrze...-zaczął Błaszczykowski, a dziewczyna odkręciła się twarzą do nich -...a nie,  pomyliłem  się.
-Ktoś kręcił się po naszym piętrze?
-Tak, jakaś dziewczyna, znacznie młodsza od niej - wskazał na towarzyszkę blondyna.
-Przecież mówiliśmy w recepcji wyraźnie, że nie życzymy sobie dziennikarzy.
-To nie była dzinnikarka, nie miała aparatu ani nawet notesu...nie wyglądała na dziennikarkę, nie w takim stroju...
-To zwykły kamuflaż..
-Więc dlaczego, kiedy na mnie wpadła, nie zadawała pytań tylko uciekła?  -Robert w odpowiedzi wykrzywił usta  i wzruszył ramionami. - Do tego płakała, była zdruzgotana, roztrzęsiona...
-Jak wyglądała, i o której to mniej więcej było?
-A co? Chcesz ją znaleźć i udzielić wsparcia duchowego?
-Może...
-Szatynka, długie włosy , raczej jasna cera szczupła, koloru oczu nie pamiętam bo sie rozmazała...
-Stop. -powiedział cicho aczkolwiek stanowczo.
-Co?
-Zatrzymaj ten statek !-krzyknął nieco głośniej.
-Niby jak? Kapitan się wkurzy...
-Nie obchodzi mnie to! Muszę zawrócić, natychmiast ! -  podniósł się i wydarł na kapitana S-kadry. Kuba patrzył na niego jak na wariata, w sumie cały pokład patrzył. Robert zorietował sie, ze jest w centrum uwagi. Usiadł spowrotem na miejsce i przterał swą twarz.
-Wszystko w porządku?- zapytał niepewnie Błaszczu.
-Nie...-powiedział cicho. Nerwowo trząsł nogą.
-Mogę pogadać z kapitanem, ale niczego nie obiecuję...
-Nie, to nie ma sensu...zapomnij. -spojrzał na  niego i wymusił lekki uśmiech. Odpuścił, ale gdyby mógł to pewnie wskoczyłby do szalupy i sam wiosłował do brzegu, byleby tylko spotkać się z tą dziewczyną i wszystko wyjaśnić. Czuł się podle. Przyszła go przeprosić za swoje zachowanie, a on.. zrobił to co zwykle. Czas zastanowić się nad sobą, Robercie.

***

Zielony jak murawa Leitner opierał się o barierkę i powstrzymywał się co jakis czas. Choroba morska dała o sobie znać. Chociaż czasem nie dawał sobie z tym rady. Kiedy myślał, że juz jest dobrze i wracał do kumpli, znowu ciągneło go na wymioty.
-Mo! Co ty tak cały czas przy tej burcie? - Gotze podszedł do niego i klepnął go w plecy, tak, że mu się ulało -Uuuu, nieciekawie.
Leitner wytarł twarz i spojrzał na niego wzrokiem bazyliszka.
-Naprawdę? Co ty nie powiesz. - znudzony opadł na ławeczkę obok.
-Czemu nie mówłeś, że masz chorobę morską?
-Bo nie wiedziałem ! Nigdy do tej pory nic podobnego mi się nie przytrafiło...
-Może zjadłeś coś nieświeżego? Te krewetki nie wyglądały najlepiej..
-Krewetki? - Moritz znowu zzieleniał. Kiedy usłyszał to słowo,  ponownie wychylił się za burtę.
-Ooo stary. -Mario odwrócił się w drugą stronę, bo nie mógl na to wszystko patrzeć. -Mam pomysł, może zawracajmy już? Ściemnia się pomału...
-Przecież zachód słońca na statku to idealny obraz dla zakochanych - wywrócił oczami Mo.
-Z brzegu też można go podziwiać. -Gotze puścił mu oczko. -Chodź, jeśli taki kluczowy zawodnik jak ty ma stracić formę przez romantyzm, to lepiej nie ryzykować. - wziął go pod ramię i sprowadził na dół...


________________________________________________________________________

A Wy Kochane jak spędzacie piątek 13 ? My Mamy nadzieję, że nic nieprzyjemnego Was nie spotkało ;) Oddajemy Waszej ocenie odcinek nr 30. Czekamy na informację zwrotną, piszcze co Wam sie podoba, co Was wkurza i wszystkie inne uwagi, hejty też bierzemy na klatę :) Pozdrawiamy !

+małe zmiany w zakładce BOHATEROWIE :) Zapraszamy !








piątek, 30 sierpnia 2013

Odcinek 29: Czas zwierzeń.

Kühlungsborn, chociaż odległe od Dortmundu o przeszło 500 km, stało się dla naszych bohaterów miejscem, w którym na każdym kroku można spotkać znajomą twarz. Ale piłkarze, sąsiadki i nianie to nie jedyni znajomi. Niektórzy powinni mieć oczy naprawdę szeroko otwarte...

***

Tatiana wygrzewała się na leżaku znajdującym się nieopodal rozłożonego przez nich campingu. Nie trudno było się domyślić o czym myślała. Wkurzało ją to, że zamiast cieszyć się wakacjami, zamartwia się kimś, na kim podobno "wogóle jej nie zależy". Wygrzebała z dna torby swoje mp4, włożyła słuchawki w uszy i próbowała zająć się piosenką. Zamknęła oczy i startała się odpłynąć. Rita podeszła do dziewczyny i zajęła leżak obok. Przyglądała się chwilę jej twarzy. Szturchnęła ją lekko, a Bednarczyk ocknęła się i wyciągnęła słuchawki z uszu.
-Hej, obudziłam Cię?- zapytała Roth lekko się uśmiechając.
-Nie spałam. -odwzajemniła uśmiech. Spuściła głowę w dół i dalej wydawała się być zmartwiona.
-Tatka, co się dzieje? -zapytała z troską.
-Nic się nie dzieje...
-Nie wmawiaj mi. Czy tylko ja to widzę, że od przyjazdu nie uśmiechnęłaś się szczerze ani razu?
-Wow, nawet Wiktoria nie jest w stanie rozszyfrować mnie tak jak ty.- parsknęła śmiechem. Rita puściła jej oczko.
-No to mów, co jest?
-Ehhh...Pamiętasz jak wtedy w klubie doradziłaś mi żeby się nie angażować, tylko spróbować jednorazowej przygody? - niania skinęła głową. - Zrobiłam to. Kiedy wróciliśmy już do apartametu, to nie weszłam do mieszkania...-przygryzła dolną wargę, a Rita słuchała z takim zaciekawieniem, że ponaglała ją gestem dłoni. - Poszłam do mieszkania na przeciwko...
-Uuu, nieźle. Jak w jakimś filmie -zacisnęła zęby. -To kto jest, a raczej był tym szczęściarzem?
-Robert Lewandowski. -prychnęła. Rita zdębiała.
-Ten Robert Lewandowski?
-Dokładnie ten...
-O kurcze - zakryła usta dłonią i powstrzymywała napad śmiechu.
-To nie jest śmieszne, Rita. -wywróciła oczami i opsunęła się na oparciu.
-Przepraszam- próbowała się opanować. -Ale wiesz...-odchrypnęła sobie-...na niego to lepiej uważaj...
-Tak, tak, tak. Wiem. Gwiazda...zresztą na co mam uważać? I tak nigdy więcej go już nie spotkam no nie?
-Mieszkacie obok siebie...
-Racja - zmarszczyła nos. -Kogo ja oszukuję ?- zaczęła walić głową w oparcie. Rita złapała ją za ręke i popatrzyła na nią ze współczuciem. - Wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze?- dodała nagle studentka.- To, że on się czuje urażony, i w ten właśnie sposób wpędza mnie w poczucie winy...
-Urażony ?-nie mogła tego pojąć. -Ale czym?
-Bo wymknęłam się rano i nie oddzwoniłam.
-Ty brutalu! -oburzyła się teatralnie. Obie wybuchły śmiechem. - Jesteś pewna, że tylko poczucie winy Cię zadręcza? ?- spojrzała na nią i poruszyła brwiami.
-Yyyy...no tak, a niby co innego? I nie patrz tak na mnie -pogroziła jej palcem.
-No nie wiem, nie wiem...może jakieś uczucie ?- uśmiechnęła się tak jakby znała odpowiedź na to pytanie. Tatiana spojrzała na nią i wstrzymała na chwilę oddech.
-Oszukiwanie Cię jest bez sensu, prawda? - Roth ponownie przytaknęła.- Dobra, przyznaję się. Długo z tym walczyłam ale dłużej tak się nie da. Odkąd tu jestem, praktycznie cały czas go widzę! Nie, nie mam obsesji, poprostu...a to na niego wpadne, a to jest w tym samym sklepie co ja, schodach, windzie, światłach.Niedługo mi z lodówki wyskoczy ! I za każdym razem się kłócimy, bo z nim się nie da normalnie pogadać...chociaż nie. Raz udało nam się umówić ale nie wypaliło...
-Dlaczego?
-Bo wybrał Krupińską.
-Dupek !
-To nie jego wina.- obroniła go. - Poprostu źle zrozumiał pewną rzecz, ale to teraz nie istotne. A potem musiałam całować go na meczu, bo ta nieszczęsna kisscam nas złapała...no nie wspominając już o ostatniej wspólnej nocy. Wiesz raz jest wkurzający, wstrętny, arogancki, cwaniakuje  i doprowadza mnie do szału, a raz jest taki słodki i uroczy...a potem znowu mam ochotę przywalić mu łopatą.
-Powiedz mu to.
-Że chcę mu przywalić łopatą?
-Nie. zaśmiała się Rita. - O swoich uczuciach.
-Nie wiem czy to odpowiedni moment, przecież jest obrażony...
-Co z tego? Umaluj się ładnie, popraw włosy i leć.
-Okej... ale wieczorem. -uśmiechnęła się zadziornie.
-Ja Cię normalnie nie poznaję.

***

Łukasz podziwiał piękne widoki z balkonu hotelowego, opierając się o balustradę ze szklanką wiskey, gdy do pokoju wparował Robert.
-Piszczek !
-Tutaj !- zawołał zachrypniętym i przemiłym głosem. Lewy wpadł na balkon.
-Sam jesteś?
-Jak widać. -westchnął. Napastnik wciągnął go do pokoju. -Spokojniej Misiu. - na twarzy Łukasza pojawił się spokój i łagodność. Zamknął oczy i uśmiechnął się, jakby pomyślał o czymś miłym.
-Nie pij już!- Lewy zabrał mu szklankę rudej wódki i odstawił na stolik.- Twoja żona jest lekko podirytowana twoim wczorajszym zachowaniem na basenie. Kubulek wszystko mi powiedział, bo się biedny o Ciebie martwi, ale mówi, że do Ciebie dotrzec się nie da!  Serio? Nawrzeszczałeś na biedną staruszkę, bo siedziała za długo przy jacuzzi? Może wkońcu przestaniesz zachowywać się jak idiota i powiesz nam wszystkim o co chodzi?
-Powiem Ci.- spojrzał na niego bezradny. -Ale ty pierwszy!
-Co pierwszy?
-Powiedz to, co tobie nie daje spokoju...może wtedy nabiorę odwagi...
-Łukasz ! Do cholery ! Zabiłeś kogoś?!
-Gorzej...ale nie krzycz dobrze? Powiedz co trapi twoją duszę i zajmiemy się mną. -uśmiechnął się lekko. Lewy przeczesał swoje kruczo-czarne włosy i błagał bezgłośnie Boga o cierpliwość. Usiadł powoli na fotelu. Opowiedział Łukaszowi, całą historię o jego uroczej sąsiadce. O tym jak się przez przypadek poznali, o ich wszystkich kłótniach i "rozejmach" oraz o wydarzeniu w jego mieszkaniu. Piszczek po wysłuchaniu całego monologu, popatrzył na niego lekko zadzwiony.
-Czekaj, czekaj. -Obrońca próbował sobie to wszystko poukładać. - Więc mówisz, że jakaś panna mimowolnie wskoczyła Ci pod kołderkę , a tobie się to nie podoba? Kim jetseś i co zrobiłeś z Robertem Lewandowskim ?
-Nie mówie, że się nie podoba, ale...-nabrał powietrza i pozostał na wydechu -...liczyłem na inne zachowanie z jej strony.
-Niby jakie ? Boli Cię, że nie została i nie zrobiła Ci śniadanka tak jak inne ?
-Nie, to nie to.
-W takim razie co?
-Nie wiem, rozumiesz? - rozłożył ręce.- Nie wiem co to jest, ale to bardzo nie miłe i nieprzyjemne uczucie...
-A może ty się Misiu zakochałeś? - Łukasz poruszył przekonująco brwiami.
-Teraz to dowaliłeś!- parsknął, ale zauważył, że Piszczu mówi poważnie. -Ty nie zmieniaj tematu! Ja już powiedziełam, to co miałem powiedzieć teraz twoja kolej! I nie ściemniaj !
-Ehh...-wstchnął ciężko.Wstał z miejsca i zaczął chodzić po całym pokoju. - Pamiętasz jak Ewcia wyjechała na te szkolenia?- Lewy skinął głową. -No właśnie. Wpadliśmy z Ritą na pomysł żeby, wprowadziła się na ten czas co Ewci nie będzie..
-O stary...-Robert spojrzał na niego jakby znał zakończenie tej opowieści.
-Ale to nie tak ! Daj mi powiedzieć. No i Rita się wprowadziła...było dobrze. Oglądaliśmy filmy, chodziliśmy na spacery...z Sarą, Agatka nas pare razy odwiedziła. Było...tak jak powinno być, ale nie! Musiałem zbić ten pieprzony kubek.- syknął. Napastnik posłał mu pytające spojrzenie. Łukasz kontynuował. - Mój ulubiony kubek, ten klubowy roztrzaskał się na kawałeczki, i to wszystko przez nią. Weszła do kuchni piękna, czarująca, uśmiechnięta, a ja...straciłem panowanie nad sobą...ja...musiałem ją pocałować... a potem...-ukrył twarz w dłoniach.
-Ja wiedziałem, że to się tak skończy...-Lewy podparł się ręką.- Co potem?
-Do niczego nie doszło, nie myśl tak nawet. Sara weszła do kuchni, a ona uciekła...
-Chciałeś żeby do czegoś doszło?
-Nie!- przystaną na chwilę. -Nie jestem taki, kocham swoją żonę !- wykrzyczał.
-Nikt nie mówi, że nie kochasz...ale gdyby Sara się tam nie zjawiła, to wcisnąłbyś hamulce, czy dodał gazu?
-Możesz rozmawiać ze mną normalnie?- zapytał i ponownie zaczął krązyć po całym pokoju.
-Sorry, to przez Reusa i Leitnera i te ich brazylijskie telenowele- wyrócił teatralnie oczami-...obejrzyj z taki jeden sezon...-dodał ciszej.
-Robert, ty wiesz, że ja nigdy nie zdradziłbym Ewy...-przetarł swoją szyję-...Nie wiem jak to teraz będzie. Co ty byś zrobił na moim miejscu?- opadł na łóżko.
-Nigdy się nie ożenił.- Łukasz spiorunował go wzrokiem. -Kłamał.
-Nie potrafię okłamywać bliskich, to będzie nie fair w stosunku do mojej żony. Jeśli dowie się od kogoś innego będzie jeszcze gorzej. Sam muszę jej to powiedzieć.
-Zwariowałeś? Przecież wiesz jaka Ewka jest cięta na Ritę. Zastrzeli was oboje !
-Ale przecież do niczego nie doszło! Zrozumie...
-Napewno. W końcu kobiety są takie wyrozumiałe. -powiedział sarkastycnzie. -Nie czaisz, że jak jej powiesz to zakoduje tylko tą część że, kiedy nie było jej w domu,  prawie przeleciałeś opiekunkę na blacie kuchennym ? -Piszczu wyciągnął z barku jakieś wino i usiłował je otworzyć. Kiedy juz mu się to udało, nalał sobie do literatki i wypił za jednym zamachem. -Zrobisz jak uważasz, ale musisz zastanowić się co jest dla Ciebie ważniejsze : Małżeństwo czy czyste sumienie? -dodał brunet, po czym wyszedł z pokoju. Łukasz usiadł na podłodze i oparł głowę o oparcie łóżka.
Kto by pomyślał. Najbardziej pozytywny mieszkaniec Dortmundu, siedzi rozgoryczony na panelach popijając wino. Najwidoczniej smutki nie odpuszczają nikomu...

***

Rozpromieniona Berenika podpiegła do opalających się Rity i Tatiany. Była tak podjarana, że przez chwilę nie mogła powiedzieć żadnego słowa. Po chwili odetchnęła.
-Ale mam newsa!- stanęła pomiędzy nimi. -Widziałam jak Kuba Błaszczykowski jest na spacerze ze swoją córką. AAAA!- zapiszczała i klasnęła w dłonie.
-Co z tego? Mieszkamy w Dortmundzie. Równie dobrze, możesz wyjść z domu i też go gdzieś spotkać..-mówiła zażenowana Tatiana.
-No właśnie do tego zmierzam. Są wszędzie tam gdzie ja!-  spojrzała w niebo i obkręciła się wokół własnej osi.- To przeznaczenie.- usiadła rozmarzona. Rita pstryknęła ją w nos, a Tatiana puknęła się w czoło.- Ale to nie wszystko ! - ocknęła się czerwonowłosa.- Są tu całą paczką...
-A tak, widziałam Katję i Mario..-przerwała jej Rita.
-...Mario Gotze, Moritz Leitner, Marco Reus, Robert Lewandowski i Łukasz Piszczek są tu razem z nim ! -Roth zbladła.
-Łukasz Piszczek?-zapytała jakby niedowierzając. Berenika energicznie pokiwała głową.- Wiesz gdzie mieszkają?
-W tym białym hotelu o tam! - wskazała palcem na budynek, znajdujący się praktycznie za ich plecami.
-Wiecie co...może przeniesiemy się z tym campingiem troche dalej? -zaproponowała speszona niania.- Tak z kilometr...
-Oszalałaś? Zaraz dowiem się gdzie są ich pokoje, pożyczam sprzęt szpiegowski od tego twojego śmiesznego kolegi i ide na patrol! - wstała i pobiegła gdzieś podskakując sobie.
-Dlaczego chcesz się przenosić?- zapytała Tatiana. Rita spuściła głowę. -Heeej !- szturchnęła ją lekko.
-To długa historia...miałam z Łukaszem taki mały incydent. Nie wiem, ja zareaguje na to, że tu jestem. Wolę nie stracić pracy, wiesz?
-Uciekanie nie jest rozwiązaniem, uwierz mi, wiem coś o tym. - puściła jej oczko. Patrzyła na smutną i przejętą twarz brunetki. - Widzę, że nie chcesz rozmawiać...-stwierdziła i podniosła się z leżaka. -Jesteś bardzo tajemnicza.-skwitowała i odeszła.
Rita czuła, jak jej wszystkie problemy wracają. Jeśli Łukasz jest tutaj, to napewno nie jest sam, tylko z Ewą. Miała nadzieję, że o niczym jej nie powiedział. Bała się powrotu do domu. Wiedziała jedno. Musi pogadać z Łukaszem i to jak najszybciej...

***

Lekko umalowana, swobodnie, aczkolwiek elegancko ubrana stała w korytarzu głównym hotelu. Żwawo podeszła do recepcji, aby uzyskać informację, w którym pokoju zamieszkuje Lewandowski. Uśmiechnęła się szeroko i najmilej jak tylko mogła wyjaśniła kobiecie za blatem czego chce. Recepcjonistka zaś, była nieugięta wobec dziewczyny i nie chciała nic powiedzieć, ponieważ goście prosili ją o poufność. W ręku trzymała teczkę, którą zaraz odłożyła na biurko.  Bednarczyk pokiwała głową z udawanym zrozumieniem, lecz gdy starsza kobieta zajmowała się innymi gościmi, Tatiana szybko przeszukała jej teczkę i zdobyła kartę do pokoju. Rozejrzała się jeszcze raz i ruszyła. W windzie zastanawiała się, co dokładnie ma  powiedzieć Robertowi. Wyjawić mu to co do niego czuje? To by było za proste. Już widziała ten jego uśmiech zwycięscy. A chrzanić to! Co będzie to będzie.
Wsunęła kartę w czytnik i lekko nacisnęła klamkę. Pchnęła drzwi i już z wejścia słyszała że nie jest sam. Podeszła bliżej, kryjąc się za ścianą. Wysunęła tylko głowę, a to co zobaczyła zabolało. Lewy siedział rozwalony na kanapie a z jednej i z drugiej strony siedziały te laski z klubu. Te do których podszedł, bo była zbyt dumna żeby go zatrzymać. Ta czarna prawie na niego właziła i szpecząc mu coś do ucha mierzwiła jego włosy, a blondyneczka wpychała mu do ust winogrona. Jak słodko.  W Tatiane uderzyła fala złości. Miała ochote wejść tam i rozszarpać te dwie wywłoki. Opanowała się jednak, a po jej policzku spłynęła łza, potem kolejna. Odkręciła się na pięcie i szybko wybiegła z pokoju. Przez zaszklone oczy mało co widziała, dlatego wpadła na kogoś.
-Przepraszam! Nic Ci nie jest? - Kuba złapał dziewczynę kiedy leciała do tyłu.
-Nie, to moja wina. -otarła łzy. -Ja na ciebie wpadłam, wybacz. -szlochnęła i pobiegła do windy.
-Wszystko w porządku? -krzyknął za nią, ale odpowiedzi już nie uzyskał. Zastanawiał się kim jest ta dziewczyna, bo przecież nikogo poza nimi miało tutaj nie być. Machnął tylko ręką, miał teraz na głowie ważniejsze sprawy. Choćby dziwnie zachowującego się Piszcza.
Biedna Tatiana. Wygląda na to, że życie nie nauczyło jej jeszcze, że nie można mieć wszystkiego...

___________________________________________________________________

Wakacje dobiegły końca, ale historia dopiero się zaczyna, możemy Wam obiecać, że emocji nie zabraknie.
A Wy do jakich szkół i na jakie profile wracacie ? :)

środa, 21 sierpnia 2013

Odcinek 28: Między kobietą a kowadłem.

Na miejsce dotarli drugiego dnia rano. Hotel, w którym mieli mieszkać przez najbliższy czas, prezentował się jeszcze lepiej niż na zdjęciach. Pięknie oświetlony hall  z kryształowymi żyrandolami i ścianami w kolorze ecru. Od drzwi ciągnął się ciemnobrązowy dywan. Sprawnie załatwili sprawy w recepcji i poszli zobaczyć swoje pokoje. Do dyspozycji wynajęli sobie całe piętro, dla komfortu. Chcieli wypocząć, wyłączyć się trochę z burzliwego życia gwiazd footballu. Ciągle byli w Niemczech, ciągle rozpoznawalni. Wiedzieli, że prywatności za wiele nie zaznają. Media za chwilę dowiedzą się gdzie i z kim spędzają wakacje, czyli czegoś, o czym kochają mówić.
-Wooow, ale mam wygodne łóżko !- Moritz rzucił się na mebel -Po co nam oddzielne pokoje, spokojnie zmieścilibyśmy się w tym jednym.- zwrócił się do Marco i Roberta.
-Rozważaliśmy taką opcję, ale po dłuższych zastanowieniach doszliśmy do wniosku, że jednak może, a raczej na pewno kogoś poznamy,i tak głupio będzie we trzech. -odpowiedział Lewy. Moritz posłał mu pytające spojrzenie. - Mam na myśli dziewczyny!
-A, no racja - puknął się w czoło. - Z kim ty tak zawzięcie sms-ujesz Reus'y?
-Z Caro, pyta się kiedy wracam.
-Dopiero wyjechałeś, a już tęskni? Zeszliście się czy coś?-dopytywał się brunet.
-Nie, po prostu...grają fajne filmy w kinie...-tłumaczył się.
-Yhyyyym - odpowiedzieli chórem Lewy i Mo z głupimi uśmieszkami na twarzach.
-To czysty skandal ! Na zdjęciu były większe ! - do pokoju wparował oburzony Piszczu i od razu pokierował się do łazienki Leitnera. Wściekły pchnął drzwi.
-O co się rozchodzi?
-Czy wy też macie takie małe wanny? - zlustrował pomieszczenie - No, najwidoczniej. Co to w ogóle jest ja się pytam? Jak się w tym kąpać?
-Piszczuś, wyluzuj. Wanna jak wanna, nie wiem jakie są twoje standardy ale jak na moje oko jest w porządku. Poza tym, dwa kroki i jesteś na plaży. Do tego na dole masz hotelowy basen, ten na zewnątrz i ten w środku.- do pokoju wszedł Kuba i próbował opanować przyjaciela.
-Dobra, może trochę dramatyzuję...sorki. - powiedział cicho i wyszedł z pokoju.
-To co robimy na początek? Plaża ? Basen? Diabelski młyn? -Moritza wręcz roznosiła energia.
-Na początek, to ja muszę odespać. -ziewną ociężale tleniony.- Wieczorem idziemy na balety, na dziki podryw. - zarządził po czym wyszedł z Robertem z pokoju.
-Lubię Cię takiego. -przyznał napastnik, kiedy byli już na osobności.
-To znaczy jakiego?
-Szalonego, niezrównoważonego, pewnego siebie. -szturchnął go lekko.- Wrócił stary Reus.
-Zawsze taki byłem.- odpowiedział rozbawiony.
-Od pewnego czasu tak...ale,pamiętasz jak piłeś? Sięgnąłeś wtedy dna...a najgorsze było to, że traciłeś na tym nie tylko ty, ale cały  drużyna.
-Ale wy się o mnie troszczycie -parsknął.
-No oczywiście. Gdyby nie my, to dalej byś rozpaczał...
-Dziękuje- uśmiechnął się. -Za wszystko, ale nie rozpamiętujmy już tego, dobrze? Stare dzieje, wyszedłem na prostą i zaczynam od nowa. - powiedział stanowczo.
-Uważaj tylko na nią, okej? Carolin nie jednego z nas próbowała już przekabacić.
-Ludzie się zmieniają.
-Możliwe, ale nie takie intrygantki jak ona.
-Wcale jej nie znasz.- posłał mu chłodne spojrzenie.
-Wystarczająco...nie chcę, żebyś znowu cierpiał.- spojrzał na niego z troską. Nastała chwila ciszy. Lewy westchnął i odszedł do swojego pokoju.  Miał trochę racji. Po zerwaniu z Caro, Marco sięgnął dna. Rozważał, czy przyczyną tego był jej brak, czy może to ona doprowadziła go do takiego stanu?  Miał mieszane uczucia. Rozstali się  w dosyć smutnych okolicznościach, a teraz od nowa pełni ważną rolę w jego życiu. Dlaczego ma nie spróbować z nią jeszcze raz ? Przecież każdy zasługuje na drugą szansę..

***

Na drugi dzień Piszczu, Lewy, Marco, Moritz, Mario i Katja wygrzewali się na piaszczystej plaży. Natomiast Błaszczykowscy i Ewka z Sarą poszli na miasto, do wesołego miasteczka, potem na plac zabaw i te inne "frajdy" dla dzieciaków. Później mieli dojść do tych leniwszych wczasowiczów.
-Eeee, ja tu mam całkiem niezłe widoki-mruknął zadowolony Piszczu, który rozglądał się dookoła i mierzył wzrokiem dosłownie każdą osobniczkę płci przeciwnej.- Ta po mojej prawicy, z burzą loków i zadziornym uśmiechem.
-Łukasz! Masz żonę - Mario rzucił w niego zwiniętym ręcznikiem.- Chyba cię jeszcze trochę po wczoraju trzyma, co?
-Wiem, że mam ale zawsze można poobserwować. A jeśli chodzi o wczoraj to tak, więcej z wami nie piję, o nie! A teraz podaj mi wodę.
-Ty, obserwator! Lepiej obczaj tą bardziej na wschód - szturchnął go Reus.
-Tą ze szpagatem? Ouu, muszę przyznać, że całkiem niezły rozchył ma.- skwitował Leitner.
-No...taką to bym...- zaczął Lewy.
-Wiecie co? Jesteście obleśni !- powiedziała zażenowana Katja. - Te wasze dyskryminujące rozmowy napalonych samców- wywróciła oczami, a wszyscy zwrócili głowy w jej stronę i słuchali jej uważnie. -Podoba Ci się? To podejdź i zagadaj...aghrrr...A mogłam iść na miasto...
-Jeszcze się nie przyzwyczaiłaś kochanie? - Mario pocałował ją w policzek.
-Zamknij się i posmaruj mi plecy.-odwróciła się i podała mu krem.
-Wiecie co? Kocham Kühlungsborn, choćby za takie cuda jak tamta w niebieskim!-Leitner wskazał na dziewczynę pochyloną tyłem do nich.
-Nie wytrzymam! Wychodzę stąd !- warknęła Katja. Podniosła się z koca i poszła w kierunku baru.
-Dzięki wielkie- Mario uśmiechnął się krzywo.
-Ej ! Poznaje te nogi. -Lewy wytężył wzrok.
-Co? Niemożliwe, chyba, że mieliśmy zgrupowanie tu, w Kühlungsborn.- Łukasz chwycił za butelkę wody i pociągnął kilka głębokich łyków.
-A może nie jest miejscowa ?
Brunetka wyprostowała się i odkręciła w ich stronę. W tym momencie Piszczu wypluł całą zawartość ust prosto na plecy Roberta.
-Kurna Piszczu! Pojebawszy?- zaklął tym razem w ojczystym języku. Łukasz zrobił przerażoną minę, ale nie z powodu Lewego. Napastnik, odkręcił się i spojrzał tam, gdzie obrońca wlepiał swoje niebieskie tęczówki.
-To Rita? - dopytywał się Marco.
-Wiedziałem, że znam te nogi - szepnął triumfalnie Lewandowski.
Łukasz nie mógł wykrztusić z siebie ani słowa. Rita nie wiedząc, że jest obserwowana, uśmiechnęła się szeroko i pomachała komuś. Następnie szybkim krokiem ruszyła w stronę baru. Wakacje zapowiadają się ciekawie...dla niektórych, nawet bardzo.

***

-W życiu nie zgadniecie kogo przed chwilą spotkałam. -Katja radośnie i w podskokach podeszła do chłopaków.
-Ritę?- zapytali chórem.
-Ouu, czyli jednak...no nie ważne. Mario dasz wiarę? Rita, tutaj, gdzie ja. Zapowiada się super melanż.- obróciła się wokół własnej osi. - Nie chwaliła się, że gdzieś wyjeżdża. To pewnie sprawka Łukasza.
-Co? - Piszczu wyrwał się ze swoich myśli.
-No tak, nie ma was w domu, a ona ma wolne. Dzięki Piszczu. -puściła mu oczko.
-Aaa, ta, nie ma za co...
-Umówiłyśmy się dziś w klubie, Rita jest ze znajomymi także będzie nam weselej, to jak idziemy?
-Kochanie bardzo chętnie bym poszedł, ale trochę padam po wczoraju...
-Okej, do niczego Cię nie zmuszam...ja w każdym razie idę zaszaleć, a wy...-spojrzała na wszystkich-...róbcie co chcecie. -machnęła ręką i uradowana popędziła do pokoju hotelowego.
-Idziesz?- Łukasz zapytał Roberta kiedy szli dwa kroki dalej od pozostałych.
-Może, a co?
-Nie wiem czy to dobry pomysł...-Łukasz mówił przez zaciśnięte zęby.
-Dlaczego?- Piszczek zrobił głupią minę. -Chcesz pogadać? - spojrzał na niego przeszywającym wzrokiem.
-Nie jestem jeszcze gotowy...-wyglądał jakby się zawstydził.
-Dobrze- wzruszył ramionami.- Daj znać jak będziesz.- klepnął go w ramię, wyminął i zahaczył o Reusa.
Zachowaj trochę wstydu Piszczu. Później może Ci się bardziej przydać...

***

Trzech singli i para zmierzało właśnie do klubu, popijając po drodze Clos d'Ambonnay. Piszczek był nieugięty i powiedział, że absolutnie nigdzie się dziś nie wybiera. Wolał ten wieczór spędzić z rodziną na basenie. Od jego incydentu z Ritą minęły 3 dni. Chciał zapomnieć, ale to nie było takie proste jak mogło by się wydawać. Nawet nie chciał myśleć co stanie się gdy wrócą do Dortmundu. Czy niania zrezygnuje z pracy, czy też nie? Bał się spojrzeć jej w oczy, nie wspominając już o jakiejkolwiek wymianie zdań. 
Weszli do klubu. Było tłoczno i duszno. Nie tracąc czasu, podeszli do baru i zamówili sobie drinki i inne napoje procentowe. Katja odnalazła Ritę gdzieś w tłumie, złapała Gotze za rękę i pociągnęła za sobą na parkiet.
-Ty, a gdzie Marco?- Leitner rozłożony na czerwonej niskiej kanapie, szukał kolegi.
-Bajeruje. - Lewy kiwnął głową.
-Niezłą sztukę wyrwał-przyznał Mo.- Widzisz tu jakiś dobry towar?
Lewandowski przejechał wzrokiem po całym klubie.
-Tak, siedzi przy barze, samotna, szuka przygody.
-Fajnie, biorę ją !- energicznie podniósł się z kanapy.
-Zapomnij, jest moja !- brunet zatrzymał go dłonią.
Zmierzając ku niewieście, rozprostował kości, przeczesał włosy i psiuknął sobie odświeżaczem oddechu do ust.
-Hej, laleczko. Powiedz mi, co taka cudowna niunia jak ty, robi w tak brudnym umyśle jak mój? - oparł się o blat i uśmiechnął szarmancko.
Dziewczyna odkręciła się na krześle i spojrzała na gościa, który właśnie próbuje ją poderwać. Spowolnione tępo, zagłuszona muzyka, głośne bicie serc i blade, jakby umarłe twarze. Tyle czuło jedno i drugie. Jakby byli sami na sali i to co dzieje się w okół nich nie miało żadnego znaczenia. Po chwili oboje otrząsnęli się.
-Co Ty tu robisz?!
-Ja?!
-Tak ty!
-Przestań! - mówili jednogłośnie.
-Dobra mów pierwsza...
-Ale co?! - wydarła się.
-No nie wiem...choćby... "Przepraszam, że odrzuciłam cię 58 razy !"-teraz to i on lekko podniósł głos.
-Bateria mi padła... -skłamała - Zresztą, co za różnica?- odkręciła się w drugą stronę.
-Co za różnica? - zatkało go. -Ty...ty wiesz jak ja się czułem? - dziewczyna spojrzała na niego spode łba i wzruszyła ramionami. Brunet parsknął. -Pewnie, że nie wiesz...Co Cię to obchodzi, no nie? Czułem się jak jakaś...wyrzuta guma, jak wygasła latarnia, jak jakaś wykorzystana i wyrzucona ścierka...-mógłby wymieniać dalej, ale zauważył zupełną obojętność na twarzy Bednarczyk. Pokręcił z niedowierzaniem głową i odszedł bez słowa.
Brunetka odprowadziła go wzrokiem. Myślała, że Lewy wyjdzie z klubu, ale nie. Przysiadł się do dwóch dziewczyn. Jedna miała włoską urodę, ciemne długie włosy, ciemne oczy, pięknie i równo opalone ciało. Druga zaś, cery raczej śniadej, blondynka, o lagunowych oczach. Spojrzał na nią jeszcze raz, z żalem w oczach, potem zajął się nieznajomymi. Tatiana nie miała zamiaru na to wszystko patrzeć dlatego wstała z miejsca i poszła na parkiet bawić się razem z przyjaciółmi.
Robert po raz pierwszy poczuł się wykorzystany. Poczuł dokładnie to, co czuły wszystkie jego partnerki. Fajnie, Panie Lewandowski ?

__________________________________________________________________________

Robertowi, z okazji 25 urodzin, życzymy zdrowia i spełnienia marzeń. Obyś strzelał wiele bramek dla reprezentacji i klubu, a jeśli masz trafić do Bayernu, to tylko do ich bramki ! 


Czekamy na Wasze komentarze !

Jest Rojsu, jest impreza !

sobota, 10 sierpnia 2013

Odcinek 27: Holidays !

Powoli otworzyła oczy czując przy tym straszliwy ból głowy. Podniosła się na łokciach i rozejrzała po pokoju zamglonymi oczyma. Zajęło jej chwilę zanim zorientowała się, że nie jest w swoim pokoju, w swoim łóżku. Poczuła, że jest kompletnie naga. Przełknęła głośno ślinę, a jej serce przyśpieszyło gwałtownie. Nagle przypomniała sobie wydarzenia z ostatniej nocy, wszystko. Niepewnie przekręciła głowę i spojrzała na bruneta. Jeszcze spał.
-O kurwa. -zaklęła szeptem.
Delikatnie wysunęła się z pod pościeli. Musi stąd spadać i to jak najszybciej.  Szybko zebrała swoje ubrania leżące gdzieś na podłodze i ulotniła się z sypialni Lewandowskiego. Ubrała się przy wyjściu. Wychodząc z mieszkania miała tylko nadzieje, że jej współlokatorzy nie zorientują się, że nie wróciła na noc. Po cichutku weszła do swojego mieszkania i lekko zamknęła drzwi. Usłyszała grający w salonie telewizor i gwiżdżący czajnik. No pięknie, już nie śpią.
-Cześć Tatiana!- powiedział Alan jeszcze w szlafroku, cały rozczochrany i z kubkiem herbaty w ręku. Dziewczyna podskoczyła. -Gdzie byłaś?- zapytał ale chyba wcale nie zależało mu na jej odpowiedzi, ponieważ nie zważając na nią poszedł dalej.
-Ooo, wreszcie jesteś! -z kuchni wyłoniła się Berenika. -Gdzie ty byłaś całą noc? Albo wiesz co? Nie obchodzi mnie to - wzruszyła ramionami i poszła na górę.
-Tatiana, heej! - nagle nie wiadomo skąd wyrosła przed nią Wiktoria. -Gdzie byłaś? Martwiliśmy się o Ciebie -pogłaskała ją po ramieniu, kiedy nagle zadzwonił jej telefon. - O sorki, muszę odebrać. - blondynka zajęła się rozmową, podczas gdy Tatiana wymyślała wymówkę. - To tata. Kazał pomóc mi spakować Alana na ten wyjazd integracyjny. Pogadamy później, okej? -uśmiechnęła się szeroko. -A no i...zapnij sobie bluzkę - odkręciła się na pięcie i zaśmiała pod nosem.
Bednarczyk odetchnęła ciężko. Jak narazie udało uniknąć się jej wszelkich tłumaczeń, ale na jak długo?

Lewy kiedy tylko się obudził i zauważył, że Tatiany nie ma obok, zadzwonił do niej. Bezskutecznie. Odrzuciła połączenie i kolejne i kolejne. Po 58 nieudanych próbach skontaktowania się z nią odpuścił. Miał do niej pójść, ale stwierdził że skoro nie chce z nim rozmawiać, to odwiedziny w jej mieszkaniu również niczego nie wskórają.

***

Łukasz i Sara leżeli sobie na kocu w ogrodzie. Mała bawiła się zabawkami a Piszczu cały czas zadręczał się Ritą. Nie przyszła dziś do pracy, co więcej zabrała swoje rzeczy i nie zostawiła żadnej wiadomości. Nie dziwił się, że nie chciała z nim rozmawiać ale chciał przynajmniej ją przeprosić. Z głębokich rozmyślań wyrwał go odgłos samochodu wjeżdżającego na ich podjazd.
-Któż to może być? Chodź Sara, zobaczymy kto przyjechał. - wziął córeczkę na ręce i wyszli przed dom.
-Maama ! - krzyknęła radośnie dziewczynka.
-Heeej kochani. - Ewka podbiegła do nich i przytuliła się mocno.
-Ewcia, już jesteś? - zapytał zdziwiony mąż.
-A co, nie cieszysz się ?- spojrzała na niego podejrzliwie.
-Ciesze się, bardzo się cieszę, ale dlaczego nie zadzwoniłaś? Wyjechalibyśmy po Ciebie.
-Chciałam wam zrobić niespodziankę, dlatego koleżanka z pracy mnie podrzuciła - przytuliła ich jeszcze raz. - Jak dobrze w domu. - spojrzała na ich dwójkę.- A gdzie Rita?
-Rita? Rita...-zastanawiał się chwilę- ...zachorowała. Powiedziała, że nie da rady dziś przyjść i dałem jej kilka dni wolnego.
-Zachorowała w taką pogodę? Biedulka- powiedziała ze współczuciem.
Sara zeskoczyła z rąk rodziców i pobiegła w stronę domu. Łukasz wziął od żony walizki i szedł ze spuszczoną głową, jakby się czymś przejmował. Nie uszło to uwadze Ewki.
-Coś się stało? - zapytała zaniepokojona.
-Nie, po prostu...odkąd nie ma Rity zajmowałem się domem, praniem, gotowaniem, sprzątaniem, Sarą, do tego treningi, upał. Jestem troszeczkę zmęczony. -uśmiechnął sie lekko.
-Ooo, mój biedny mężulek.- złapała go za policzek. -Nie martw się, wróciłam. Odpoczniesz troszkę. - Łukasz spojrzał jej głęboko w oczy.
-Dobrze, że jesteś.- powiedział i pocałował ją namiętnie w usta.- Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. -uśmiechnęła się. -Idę zobaczyć gdzie pobiegła Sara- wypowiedziawszy to ruszyła szybszym krokiem.
Łukasz korzystając z okazji, że został sam wyciągnął telefon i zadzwonił do Roberta.
-Misiu ! Jedziemy na wakacje !
-Cześć Łukasz.
-Cześć, cześć. Zbieram ekipę i wyjedźmy stąd jak najdalej prooooszę.
-Coś się stało?
-Powiedzmy, że zrobiłem coś czego nie powinienem i teraz sumienie nie daje mi spokoju.
-No to witam w klubie...chcesz o tym pogadać?
-Innym razem...jak będę na to gotowy.
-Przerażasz mnie -stwierdził brunet.
-No to jak jedziemy? Pogoda jak z bajki, nie zaczeliśmy jeszcze sezonu mamy wolne. No dawaj stary !
-Okej, nic mnie tu nie trzyma.- spojrzał na drzwi mieszkania na przeciwko przez dziurkę w drzwiach.
-To super. -krzyknął radośnie Piszczu. -Streść się z pakowaniem, wyjeżdżamy o 15.- powiedział, po czym rozłączył się.
Lewemu zrobiło się trochę szkoda, że nie pogada z Bednarczyk przed wyjazdem. Nie wiedział kiedy znowu ją zobaczy. Nie wiedział dokąd jedzie, na jak długo. Postanowił jednak nie myśleć o niej. Skoro ona ma go gdzieś, to dlaczego on ma się nią przejmować ? Przed wyjściem nakleił na drzwiach karteczkę z informacją że wyjechał i jest pod telefonem, w razie gdyby któraś z dziewczyn chciała zostawić u niego pociechę.

***

Remady & Manu-L - Holidays
-Kuba zcisz tą muzykę, prawie udało mi się uśpić Oliwię!- Agata usiłowała uciszyć męża.
-Okej, okej już.- Kuba grzecznie wykonał polecenie żony.
-Ja chyba też się zdrzemnę.- przeciągnął się Piszczu, zajmujący siedzenie pasażera.- Długa droga przed nami...ale najpierw coś zjem.- odkręcił się i przejrzał siatkę z jedzeniem.
-Nie za dużo bo Cię zemdli.-pouczyła go Ewka.
-Coś się strasznie powoli wleką za nami.- Kuba spojrzał w lusterko. -A Reus dał sobie rękę uciąć, że będą jechać pierwsi.
*Tymczasem w samochodzie z tyłu.
-Moritz? Jesteś pewien, że w tym Vanie wszystko jest w porządku? - zapytał zaniepokojony Lewy.
-Tak, szwagier przegląd robił. Dwa razy nawet, a co?
-Bo on nawet stówki nie wyciska...osiemdziesiąt jedziemy...teraz siedemdziesiąt sześć.
-No bo tam, mocniej trzeba depnąć.
-Jak depnę mocniej to się wyłamie.
-A tam bzdury opowiadasz...daj ja poprowadzę !- Leitner z ostatniego siedzenia przecisnął się przez Katję i Mario, aż na sam początek do Lewego i Marco. Robert stanął na chwilę na poboczu.
-0,7 zgłoś się - do CB radia dorwał się Piszczu.
-Zgłaszam się.- odpowiedział z powagą Marco.
-Co tam się wyrabia agencie Reus?
-Mamy małe problemy techniczne...zmieniamy właśnie kierowcę, może jakoś pójdzie.
-Rozumiem, czekać na was?
-Nie trzeba, dogonimy was.-powiedział blondyn po czym odłączył się.
Moritz zasiadł za kierownicą, Robert zajął miejsce pasażera, a Marco przeszedł na koniec i strzelał sobie słit focie z Katją i Mario. Stali około pięciu minut. Moritz wcisnął pedał gazu tak mocno, że jeszcze trochę i zrobił by dziurę w asfalcie. Ruszyli gwałtownie, obijając się o siebie.
-Widzisz Robercik, tak się z nim postępuje. Szwagier to jednak uczciwy człowiek jest, tyko raz siedział.
-Dobra Mo, zamiast opowiadać o kryminalnej przeszłości swojej rodziny lepiej pilnuj drogi. - powiedział Gotze.
-Właśnie mamy pięć minut opóźnienia.- dodał Marco.
-Spokojna twoja rozczochrana- Leitner uśmiechnął się szeroko. -Jeszcze wygramy ten wyścig.- Zaśmiał się szyderczo i jak wariat wrzucił szybszy bieg.

***

Starzewska właśnie przed chwilą wróciła do apartamentu, bo odwoziła Alana i Ojca. Berenika rozwalona na kanapie oglądała jakiś film, a Tatiana szyła w fotelu. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Dopiero co weszłam do domu. - marudziła blondynka. -O Rita, jak miło cię widzieć. - przytuliła brunetkę.
-Hej, miałam nadzieję, że zastam kogoś w domu.- swobodnie weszła do mieszkania.- Cześć dziewczyny.- przywitała ich.
-Czeeeeść- odpowiedziały chórem.
-Słuchajcie mam dla was pewną propozycję. Jedziemy ze znajomymi nad morze i mamy cztery wolne miejsca, od razu pomyślałam o was. Autokar jest już załatwiony, jeśli pojedziecie z nami, mniej nas to wszystkich wyniesie.
-Nie wiem czy to dobry pomysł. - skrzywiła się Tatiana.
-Proszę was dziewczyny. Pojedziemy, opalimy się, będziemy się świetnie bawić. Tatka ! -szturchnęła ją- Wolisz siedzieć wieczorami w fotelu i szyć?
-To kara!- odpowiedziała jej Lisowska. -Pożyczyłam jej spodenki na imprezę, a ona rano wraca w porwanych i wymiętolonych. - powiedziała oburzona.
-Przecież Ci je zaszywam- warknęła - zobacz, już prawie gotowe-podniosła je do góry i złośliwie pomachała jej przed nosem.
-Wiesz co Rita, ja chętnie pojadę. -Powiedziała Wiktoria. - Alan jest na wyjeździe, a ja chętnie się zabawię. - puściła jej oczko.
-To ja też. Nie mam zamiaru dusić się w domu. Są wakacje, a ja nie zrobiłam jeszcze nic szalonego...- czerwonowłosa wstała z miejsca. Wszystkie trzy spojrzały się na Tatianę.
-Na długo? - zapytała od niechcenia.
-Tydzień.- rzekła rozpromieniona Rita.
-Dobra. -syknęła.
-Aaa, no to ekstra.- zapiszczała Roth. - Okej bądźcie gotowe o 6, na przystanku.
-O 6 ?- zamarudziły chórem.
-Tak.- klasnęła w dłonie. -Długo się tam jedzie, ale mówię wam, będzie super. To narazie. -Uściskała ich i wyszła.
-Jest ! Wreszcie gdzieś pojedziemy, mam dosyć tego miasta- Berenika odtańczyła taniec szczęścia.
-O tak, zaszalejemy sobie- dodała Wiki. -Dobra idę się pakować.- rzuciła i zniknęła na górze.
Studentka fizyki jądrowej wywróciła oczami i odkręciła się na pięcie.
-Ekheem.- sarknęła B.
-Co?
-Czy moje spodenki są już gotowe?
Tatiana  podeszła do fotela i rzuciła w nią częścią garderoby, którą niefortunnie rozerwał Lewy.
-Dziękuję.- uśmiechnęła się złośliwie i zeszła z jej pola widzenia, zostawiając brunetkę bijącą się z własnymi myślami.
Nie wiedziała co robić. Robert gdzieś wyjechał, więc tu jak narazie była bezpieczna. Widziała karteczkę pozostawioną na jego drzwiach, a Berenika ponoć jak wychodził z walizką bo trzeszczała o tym cały dzień. Jednak zostawać tu nie chciała, bo oszalała by gdyby codziennie musiała patrzeć na drzwi naprzeciwko. Pomyślała jednak, że wyjazd dobrze jej zrobi. Poszła na górę i wzięła się za pakowanie.

__________________________________________________________________________

Odcinek trochę drętwota, ale jakoś trzeba było przez to przebrnąć ;)
Dziś mamy tylko jedno ogłoszenie, i to w dodatku personalne. Jesteśmy już trochę na blogspocie, więc chyba mamy prawo się wypowiedzieć w tej kwestii. Znalazłyśmy się ostatnio w bardzo żenującej sytuacji i postanowiłyśmy o tym napisać. Otóż siedząc i przeglądając adresy, które nam zostawiacie (staramy się, ale nie zawsze nadążamy :] ) trafiłam na bloga w podobnej konwencji jak nasz, również pisany o wszystkich, myślę sobie, może być fajny. Szkoda tylko, że pewien wątek był całkowicie zerżnięty od nas. Grzecznie zwróciłam dziewczynie uwagę, ale w odpowiedzi usunęła tylko mój komentarz. Jeśli to czytasz koleżanko, to chcę ci powiedzieć, że jeżeli miałaś odwagę skopiować nasze wypociny i jeszcze bezczelnie zaprosić nas żebyśmy przeczytały je jak wyglądają w Twojej wersji (po zmianie imion i kilku wypowiedzi), to powinnaś mieć odwagę "ponieść ewentualne konsekwencje" a nie chować głowę w piasek. Chcesz pisać w takim stylu jak my, pisz, fajnie, ale historie wymyślaj własne.
To tyczy się również kilku innych blogów, które śledzimy, bo szlag nas trafia, kiedy czytamy opko np Tośki czy Karoliny sprzed kilkunastu miesięcy, potem ktoś nas zaprasza do przeczytania opowiadania, które ma miesiąc i figurują tam niemalże te same zdania. Albo wymyślacie własne historie, albo nie piszcie wogóle. Nie dotyczy blogów które już czytamy i komentujemy. Tyle od nas.

PS. Podróba nigdy nie będzie lepsza od oryginału.

wtorek, 23 lipca 2013

Odcinek 26: Chwila słabości.

W ciągu kilku dni w mieście sukcesu zwanym Dortmund, zaginął słuch o gorącej parze Lewandowski - Reus w połączeniu Lewus. Marco często spotykał się z Carolin na mieście, dla zachowania pozorów trzymali się za ręce a czasem nawet zupełnie przypadkiem skradał jej całusa, na co blondynka raczej nie mogła narzekać. A prawda była taka, że narzekać nie mógł nikt. Reus z czasem stał się weselszy, poprawiła mu się forma co podkreślał sam Jurgen Klopp.  Majka była dumna, że razem z chłopakami odwalili kawał dobrej roboty i miała nadzieje, że już nigdy nie znajdą się w podobnej sytuacji.
Rita wprowadziła się do rezydencji Piszczków. Oboje z Łukaszem postanowili, że na czas nieobecności Ewy dziewczyna zamieszka u nich. Gotowanie, pranie, sprzątanie, czasem wstawanie w nocy do Sary nie należały do specjalności Łukasza. Poza tym niania zaoszczędziła na paliwie i nerwach związanych z ostatnimi czasy częstymi korkami drogowymi. Opiekunka zdobyła zaufanie przyjaciółki jej pracodawczyni, dlatego Aga odpuściła sobie kontrolowanie jej i Łukasza.

Do Błaszczykowskich los też z czasem się uśmiechnął. Któregoś dnia Agata robiła porządki generalne. Oliwia wykorzystując sytuację, która nadarzyła się raz na ileś krzątała się za odsuniętymi meblami. Błaszczykowska wystraszyła się, bo mała nie dawała długo o sobie znać. Po krótkich, aczkolwiek stresujących poszukiwaniach, wyciągnęła córkę zza szafy. W swojej malutkiej rączce trzymała starą, zakurzoną, polską gazetę, jeszcze z 2007 roku, którą blondynka chciała jej zabrać. Odruchowo przerzuciła kilka stron, aż zatrzymała się na jednej.  Duży tytuł od razu rzucił jej się w oczy - "Przekręty w polskim sądownictwie".  Zaskoczona tym co zobaczyła przysiadła na fotelu i zaczęła czytać. Artykuł głosił, że znany polski adwokat Ksawery S. brał łapówki od swoich klientów. Agata przypomniała sobie o tym wszystkim. W Polsce był to spory skandal, ale sprawa nie wyciekła za granicę.  Odpowiadał przed sądem, dzięki swoim znajomościom został tylko wyrzucony z kancelarii i obciążony grzywną, ale i tak długo nie mógł się podnieść. Teraz zrozumiała. To dlatego Ksawery przyjechał do Niemiec i otworzył własną kancelarię. Doskonale wiedział, że w Niemczech o tej sprawie nie było głośno i dlatego bez wahania zaczynał od nowa. Dlaczego wcześniej na to nie wpadła ? Zwinęła gazetę i odłożyła w bezpieczne miejsce. Uznała, że ma coś co pomoże w usunięciu z miasta, a może i kraju Stawskiego.

***

Po wyczerpującym treningu Łukasz postanowił wziąć długą, relaksującą kąpiel. Napuścił całą wannę wody i narobił bąbelków. Zanurzył się po szyję i westchnął ciężko. Niespodziewanie zaczął myśleć o...przyszłości. Tak, jak to będzie wyglądało kiedy jego córka pójdzie do przedszkola, szkoły, szkoły średniej, czym zajmować będzie się w życiu. Co on sam będzie robił kiedy zakończy karierę piłkarską. Siedzieć bezczynnie w domu nie zamierzał. Może zostanie trenerem juniorów, komentatorem sportowym, albo dziennikarzem? Może. Po około pół godziny zorientował się, że opuszki jego palców zmarszczyły się niemiło. Pomyślał wtedy, że dobrze by było już wyjść, ale jakoś specjalnie mu się nie chciało. Oparł głowę o nagłówek ekskluzywnej wanny z hydro-masażem, gdy do łazienki wparowała Rita. Piszczu poderwał się.
-O przepraszam! - odkręciła się w drugą stronę.
-Nic się stało, to ja zapomniałem się zamknąć - uśmiechnął się- zazwyczaj tego nie robię. Uraz dzieciństwa- przygryzł dolną wargę. Rita uśmiechnęła się słodko, weszła do łazienki i usiadła na pralce.
-O czym myślisz? - wypaliła nagle.
-Ja? - zapytał zdziwiony, na co niania w odpowiedzi przytaknęła. -A tak sobie, o przyszłości. Coś się stało ?
-Tak, znaczy się chciałam się spytać czy mogę dziś wyjść na imprezę? Obiecuję, że nakarmię i uśpię Sarę wcześniej...
-Daj spokój, poradzimy sobie. Jasne idź- uśmiechnął się przekonująco.
-Dziękuję- spojrzała na niego czarująco. -Tylko nie wiem w co się ubrać- podparła brodę...na dworze jest niby ciepło, ale wiesz jak to wieczorami robi się chłodniej...chociaż z drugiej strony będę w klubie, a tam raczej zimno mi nie będzie...już wiem ubiorę krótkie spodenki i do tego tą śliczną czerwoną bluzkę, albo nie tunikę jakąś założę...
-EEE, Rita?- przerwał niepewnie Piszczu.
-Tak?
-Bąbelki znikają....
-Oh, jasne-parsknęła śmiechem -Już mnie nie ma! -zeskoczyła z pralki i wyszła z pomieszczenia chichotając.


***

Moritz i jego adwokat oraz Kuba z Agatą pędzili jak wiatr do kancelarii Stawskiego. Kiedy już dotarli, nawet nie pukając wpadli do środka.
-Co to ma znaczyć !? - wydarł się adwokat i  odkręcił się na fotelu.-Ooo, witajcie moi drodzy przyjaciele.
-Witam- grubszy facet w beżowym płaszczu podszedł do biurka prawnika i wyciągnął rękę.- Hendrik Günther -skinął głową- reprezentuje interesy Pana Morizta Leitnera.
-Ksawery Stawski, bardzo mi miło, chyba...-na te słowa Moritz zacisnął pięści.
-Panie Stawski, obydwaj wiemy jak skomplikowana może być droga sądowa. W związku z tym proponuje ugodę.
-Nawet nie ma mowy! Ten człowiek rzucił się na mnie z pięściami! Nie zgadzam się na żadną ugodę!
-Proszę się jeszcze zastanowić...
-Nie będzie żadnej ugody ! To moje ostatnie słowo.
-Ah tak? - wtrącił się Kuba. -To może to Cię przekona? -rzucił mu na biurko artykuł. Adwokat prześledził to szybko wzrokiem.
-S-Skąd to macie? - zapytał przerażony.
-Ostatnio zebrało mi się na wspomnienia - powiedziała Agata.
-Ttt...to jest szantaż ! O to też Was mogę pozwać !
-Ty draniu ! - krzyknęła blondynka.
-Oooo dajże już spokój - warknął Moritz.
-I komu uwierzą ? Oszustowi, który brał łapówki od klientów czy grupie piłkarzy, których kochają całe Niemicy ? - Ksawery pobladł.
-Czego chcecie ?
-Jeszcze dziś wycofasz wszystkie pozwy : ten o pobicie i ten na Klub Kibica - powiedział hardo Moritz.
-Mało tego wyniesiesz się z Niemiec czym prędzej, bo jeśli usłyszymy o Tobie jeszcze raz to postaramy się, abyś do końca życia reprezentował sprawy kokosów na bezludnej wyspie-dodał Kuba. Ksawery przysiadł na fotelu i przetarł łysinę rękoma.
-Dobra. Niech Wam będzie. Ale nie myślcie sobie, że się was boję. Nie mam czasu na użeranie się z gówniarzem.- W Leitnerze krew zawrzała.
-Mogę mu przywalić ?! Bo nie wytrzymam !
-Tak ! Dawaj Moritz ! - krzyczała gdzieś z tyłu Agata. Mężczyźni zwrócili się w jej stronę-to znaczy, nie, Moritz, nie warto brudzić sobie rąk...- spuściła głowę i przygryzła wargę.
-Czyli wszystko ustalone- powiedział Günther podając Ksaweremu dłoń- współpraca z Panem to przyjemność- uśmiechnął się i wyszedł, a za nim cała reszta.
Wygląda na to, że przygoda Stawskiego w Dortmundzie właśnie dobiegła końca...

*** 

Piszczu szukał czegoś w kuchennych szafkach, podczas gdy Rita szykowała się na nocne szaleństwo. Ubrana w wysokie szorty koloru czarnego, białą bokserkę i czerwone szpilki, dosyć odważnie umalowana i z rozpuszczonymi włosami zeszła na dół.
-I jak? Może być?- zapytała obracając się przy tym dookoła. Łukasz zlustrował ją, otworzył buzię i zaniemówił. Kubek którego długo nie mógł znaleźć, właśnie przywitał się z podłogą, rozbijając się przy tym z głośnym hukiem.
-Cholera!- podrapał się po głowie i przystąpił do zbierania resztek ukochanego kubka.
-Aż tak tragicznie?- zaśmiała się. Przykucnęła przy nim i pomogła mu zebrać roztrzaskane kawałki naczynia.
-Nie- parsknął- Ty, wyglądasz pięknie...-spojrzeli sobie głęboko w oczy-...zresztą jak zawsze.
-Naprawdę tak myślisz?- jej serce zaczęło bić szybciej.
-Jasne...jesteś piękna Rita.- wypowiedziawszy to oboje powoli wstali. Łukasz  odłożył kawałeczki kubka na stół i przysunął się do niej- Zawsze tak uważałem- dodał. Ich usta dzieliły milimetry. Objął ją w pasie, a ona zawiesiła ręce na jego szyi, obdarowując go przy tym namiętnym pocałunkiem. Piszczek odwzajemnił go i przejął inicjatywę. Posadził ją na blacie kuchennym, rozbierając przy tym siebie i ją.
-Tata! - krzyknęła mała Sara kiedy zobaczyła swojego ojca.
-Sara? - Piszczu odskoczył od Rity. Szybko poprawił włosy i zapiął guziki koszuli.- Skarbeńku co się stało? - podbiegł do niej i przykucnął przy niej.
-Ja muszę lecieć! - rzuciła w jego stronę i wybiegła z mieszkania.
-Zaczekaj Rita !- próbował ją zatrzymać ale bezskutecznie.
-Dokąd pośła ciocia?- zapytała przejęta dziewczynka.
-Ciocia...poszła na zabawę, wiesz?- tłumaczył jej.
-A wlóci? - Piszczek westchnął ciężko.
-Chodź, przeczytamy baję na dobranoc- złapał małą za ręke i zaprowadził do pokoju. Nie mógł uwierzyć w to co się przed chwilą wydarzyło. Co go napadło? Przez resztę wieczoru, myślał tylko o tym, przy butelce piwa, a może i dwóch. Zrozumiał, że Rita mu się podoba, ale czy żywi do niej jakieś uczucia?

***

Tatiana, Berenika, Wiktoria i Alan, również nie mieli ochoty na spędzanie wieczoru w domu. Cała czwórka wybrała się do klubu. Trzy przyjaciółki, zmęczone wywijaniem na parkiecie, usiadły przy stoliku, podczas gdy Alan zamawiał kolorowe drinki. Umiejscowił je stabilnie w swoich zręcznych, "złotych" dłoniach i ruszył w stronę dziewczyn. Doniósłby je szczęśliwie, gdyby nie wpadł na brunetkę, na której znalazła się cała zawartość koktajlówek. Rita nawsadzała mu od takich i takich i nawrzeszczała na niego, że nie odpierze swojej białej bluzki. Po wysłuchaniu jej monologu, Alan przeprosił ją najładniej jak tylko umiał. Dziewczyna przyjrzała mu się i dostrzegła jego nieskazitelną urodę. Momentalnie zmieniła ton i zaczęła...hmm flirtować? To nie uszło uwadze Wiktorii, która zaraz wkroczyła do akcji i odepchnęła brunetkę od swojego chłopaka. Alan wyjaśnił jej wszystko i blondynka trochę przyhamowała. Para zaprosiła Ritę do stolika, gdzie poznała pozostałe dwie dziewczyny. Całą noc Roth bawiła się właśnie z nimi. Mogła podejść i uwieść każdego, byle by zapomnieć o Łukaszu, ale nie miała na to ochoty. Wolała lepiej poznać nowych znajomych, z którymi świetnie się bawiła. Najlepiej dogadywała się z Tatianą.
-Jesteś niesamowita -stwierdziła panna Roth. -Twój chłopak trzyma przy sobie prawdziwy skarb- puściła jej oczko.
-To miłe, ale nie mam chłopaka.
-W to nie uwierzę.
-Uwierz, mój jedyny w życiu poprzedni związek to jakaś porażka- skrzywiła się.
-Co się stało? Jeśli nie chcesz nie musimy o tym rozmawiać.
-Nie, spokojnie.Podchodzę do tego z dystansem- uśmiechnęła się lekko. Opowiedziała jej wszystko. O tym, że jej chłopak z czasów liceum, wykorzystywał ją tylko do własnych celów. Zawsze była inteligentna i tak naprawdę dzięki niej w ogóle skończył szkołę. Może nie jest to jakaś straszna historia o zranionej dziewczynie, ale mimo to poczuła się wykorzystana.
-Idiota !- skwitowała Rita.
-Kapitan drużyny futbolowej- wywróciła oczami.
-Dlatego ja od stałych związków wolę jednorazowe przygody - puściła jej oczko.
-Możliwe, że prawidłowo- powiedziała obojętnie.
-Mówię serio, nie musisz się angażować ani nic z tych rzeczy- rozejrzała się po sali i wypatrzyła przystojniaka stojącego samotnie przy barze. - Sama spróbuj- uśmiechnęła się szeroko i poruszyła brwiami- A teraz przepraszam, muszę odreagować- wstała z miejsca i odeszła w stronę baru. Studentka długo myślała nad tym co powiedziała jej nowa znajoma. "Czemu nie?"- pomyślała.
Wrócili około 2 w nocy. Rita zastała lekko podchmielonego Łukasza powalonego na kanapie. Patrzyła na niego, jakby nieobecnym wzrokiem. Poszła na górę, spakowała swoje rzeczy i wyniosła się od Piszczków. Miała gdzieś to co będzie jutro. Uważała, że tak będzie najrozsądniej.
Grupa przyjaciół z Polski wysiadła z windy i kierowała się w stronę swojego mieszkania, podtrzymując się nawzajem. Jednak Tatiana wybrała zupełnie inny kierunek, jednakże nikt tego nie zauważył. Zadzwoniła do drzwi. Kiedy otworzyły się zrobiło jej się gorąco.
-Co ty tu robisz ? O 2 w nocy? - zapytał zmieszany brunet.
-Wracam z imprezki- poruszyła zalotnie brwiami.
-Pomyliłaś mieszkania?
-Nie- pokręciła głową - Jestem tu, gdzie dokładnie chciałam się znaleźć- chwiała się.
-Dobra chodź, odprowadzę Cię pod drzwi- złapał ja kiedy leciała do tyłu.
-No co ty Robert - zatrzymała go- Stoję tu, przed tobą, kompletnie zalana...Wykorzystaj to.
Lewy parsknął śmiechem.
-Pogadamy jak wytrzeźwiejesz, a teraz -wskazał palcem w przeciwną stronę- Tam są twoje drzwi i będzie miło jak do nich wrócisz- przemawiał do niej spokojnie. - Dobranoc Tatiana.
-Tchórz z Ciebie !- zaśmiała się pogardliwie. Lewy przyjrzał jej się z jeszcze większym zdziwieniem.
-Tak?
-Tak! Jest ktoś u Ciebie?
-Nie.
-To w czym problem?
-Idź już do siebie, okej?
-Okej, okej- uśmiechnęła się i pokręciła głową- Oj Lewy, Lewy...wcale nie jesteś taki niegrzeczny jak Cię rysują- prychnęła i obróciła się na pięcie. Napastnik złapał ją za rękę i patrzył przez chwilę na jej łobuzerski uśmieszek.
-A co mi tam.- wziął ją na ręce i pocałował zachłannie. Nie była mu dłużna. Zaplotła nogi wokół jego pasa i wplotła ręce w jego włosy.Kiedy przekroczyli próg, Lewy jednym mocnym kopnięciem zamknął drzwi. Można by to nazwać piękną dwójkową akcją...uważaj Robercie, bo rano możesz okazać się spalony...

_____________________________________________________________________

Wybaczcie, że dodajemy dopiero dziś, ale same wiecie jak jest.. wakacje,praca itd. Kolejny rozdział również może pojawić się z opóźnieniem, tymczasem zostawiamy odcinek nr 26 do waszej oceny. Pozdrawiamy serdecznie !