niedziela, 23 czerwca 2013

Ogłoszenie

Po dłuższym zastanowieniu doszłyśmy z dziewczynami do wniosku, że to opowiadanie nie wywołuje u czytelników takich emocji, jakie chciałybyśmy wzbudzać, jest niezrozumiałe, i że zwyczajnie nie trafia do odbiorców. Widzimy to szczególnie w Waszych komentarzach. Jeśli mamy robić coś słabo, to wolimy nie robić tego wogóle. W związku z tym zawieszamy bloga do czasu, aż wymyślimy jak to zmienić.

Pozdrawiamy, Autorki.

czwartek, 20 czerwca 2013

Odcinek 23: Przekażcie sobie Znak Pokoju

Dziś odbyć się miał Familien Tag. Coś w stylu rodzinnego festynu pokojowego, którego współorganizatorami byli zarządcy klubu piłkarskiego i koszykarskiego Borussii Dortmund. Wszyscy piłkarze musieli pojawić się na nim obowiązkowo. Koszykarze BVB rozegrać mieli mecz, a potem razem z piłkarzami podpisać "parę" autografów. Ojciec Wiktorii  (współlokatorki Tatiany i Bereniki) poprosił ją, aby zjawiła się z przyjaciółkami i chłopakiem  na tej imprezie. Tatiana podchodziła to całej sytuacji bardzo sceptycznie, ponieważ według tego, co opowiadał Pan Starzewski, miał tam być człowiek, którego nie cierpi i unika jak tylko się da. Berenika zaś skakała z radości. Zawsze była wielką fanką, może nie tyle piłki nożnej, co piłkarzy...przystojnych piłkarzy. Wszystko było już zapięte na ostatni guzik. Na halę zaczeli schodzić się zaproszeni goście, osobistości i oczywiście zainteresowani mieszkańcy Dortmundu. Wojtas i Sandra, Kuba z Oliwią, Piszczu,Ewka z Sarą, Katja, Mario, Marco, Moritz i Lewy usadowili się już wygodnie na swoich miejscach. Brakowało tylko Agaty. Mats, Marcel, Ilkay i inni siedzieli rząd niżej, na tej samej trybunie. Z racji tego, że na początku nic się nie działo Oliwka rzucała popcornem w ludzi siedzących niżej a znudzony Łukasz zaczął podśpiewywać sobie pod nosem.
-Co kropelka sklei sklei, żadna siła nie rozklei...
-Piszczu, co ty śpiewasz?- zapytał rozrechotany Kuba, który walczył z córką o narzędzie zbrodni. Kiedy ktoś z dołu odkręcał się, żeby zobaczyć kto rzuca oboje uśmiechali się sztucznie albo udawali, że ich tam nie ma.
-Nie znasz reklamy kropelki? Skubana dobra jest. Ostatnio sklejaliśmy z Ritą wazon, ten który niechcący zbiła i Ewka taka zła chodziła. Efekt końcowy był taki, że teraz wazon wygląda prawie tak samo jak wcześniej.
-Skejaliście razem wazon? Z Ritą? hmmmm...-Mario zaczął drapać sie po brodzie.
-Tak, musiałem ją jakoś przekonać...no, żeby została.
-Dobra Piszczu, nie tłumacz się-roześmiał się Mario -Tylko winny się tłumaczy...chyba, że o czymś nie wiemy?
-Właśnie, właśnie....to jak to jest Piszczu, Co?- Marco świdrował go wzrokiem.
-No bo ona chciała odejść, z powodu Ewki, ale ja powiedziałem żeby została,bo wtedy nie miałby kto z Sarą siedzieć, no to ona chciała żebym ja przekonał i tak jakoś wyszło że...sklejaliśmy razem ten wazon- mówił szybko i chaotycznie- Mam nadzieję, że przestaniecie drążyć temat i nie będziecie tego nikomu niepotrzebnie rozgadywać, prawda Misiu?- Wychylił się do Roberta, który w odpowiedzi przytaknął.
Obok Lewego były wolne cztery miejsca. Miał nadzieję, że nikt koło niego nie usiądzie, bo przegrał już walkę o boczne oparcie z Leitnerem. Tatiana szła jakby się ociągając. Pierwsza weszła w rząd, bo chciała jak najszybciej zająć miejsce, przeżyć i wrócić do domu. Kiedy podeszła do wyzaczonego jej miejsca, spojrzała wymownie na sąsiada.
-Cóż za spotkanie - rzuciła od niechcenia i opadła na krzesło.
-A ty co tu robisz?
-Ojciec Wiki to organizuje, więc jesteśmy.
-Ekstra.
-A gdzie twoja nowa dziewczyna?
-Co?
-Twoja nowa dziewczyna. Ty chyba jednak masz jakieś problemy ze słuchem.
-Która dziewczyna?
-Ta dla której jak podejrzewam rzuciłeś Krupińską. Wypindrzona dziunia, którą obmacywałeś na parkingu.
-To tylko znajoma.
-Jasne...
-Serio, jest tutaj z Wojtasem- wskazał palcem w ich stronę- Ooo, widzę że twój przyjaciel z przystanku też się tu zjawił.
-O kim mówisz?
-O kolesiu, dla którego mnie wystawiłaś. Siedzi i bajeruje twoją koleżankę.
-Mówisz o Alanie?
-Nie wiem jak tam mu na imię...
-Bajeruje bo z nią chodzi, od jakiegoś...hmmm.. szóstego roku życia. Są parą od przedszkola.
-Są razem? Jak to?
-Ludzie zazwyczaj są razem, bo się kochają. To takie uczucie raczej ci nie znane.
-Więc...to nie jest żaden twój "kolega"?-zakreśli cudzysłów, akcentując przy tym ostatnie słowo.
-Nie, to by było nie fair w stosunku do Wiki....czekaj, czekaj- zmrużyła oczy- Koleś z przystanku, wystawiałam Cię? Co?
-W dniu kiedy miała odbyć się ta cała nasza randka widziałem cię z nim na przystanku.
-Śledzisz mnie czy co?
-Przejeżdżałem akurat...a wy się tak ściskaliście jakbyście byli parą.
-Musiałam po niego wyjść, bo Wiktoria nie mogła a on nie zna tych okolic-tłumaczyła. Nagle doznała olśnienia i pstryknęła palcami-To dlatego odwołałeś randkę - uśmiechnęła się triumfalnie.
-Nie-e? Brzuch mnie rozbolał?
-Brzuch Cię rozbolał? Ojejku - zrobiła minę szczeniaczka i pogładziła jego włosy- Więc to jednak nie przeziębienie?
-Wszystko jedno, nie mogłem się spotkać. I zostaw moje włosy, zniszczysz fryzurę.
-Przystopuj z żelem- wytarła dłoń o jego spodnie. Nagle poczuła, że ktoś ją ciągnie za rękaw, a konkretniej to Berenika, najmłodsza z nich.
-Ja nie mogę, ty znasz Roberta Lewandowskiego?- powiedziała zciszonym głosem.
-Ta, wpadłam na niego, raz czy dwa.
-I nic mi nie powiedziałaś?
-Mieszka naprzeciwko nas...
-Wiem, ale ani razu go nie widziałam!
-No popatrz...
-Zapoznaj mnie z nim- poderwała się lekko i poprawiła włosy.
-Zapomnij !
-Chcesz mieć go tylko dla siebie?
-Weź przestań- skrzywiła się.
-No to w czym problem? Tatka weeeeeż, pliss! Przez tydzień robię Ci śniadanie, sprzątam i piorę ci ubrania- trzepotała dokładnie wyszczotkowanymi rzęsami.
-Przez dwa.
-Okej- Przytaknęła i gestem ręki ponaglała starszą koleżankę.
Tatiana szturchnęła Roberta jednym palcem.
-Hej Robert, ktoś chciałby Cię poznać. To jest Berenika moja współlokatorka, a to jest wiadomo kto.
-Cześć Berenika- podał jej ręke uśmiechając się przy tym szelmowsko.
-O mój Boże, czy ty wiesz kim ty jesteś?!-Robert popatrzył na nią nieco zdezorientowany-Heeeeej- wyszczerzyła sie młoda i szybko odkręciła - Jezus Maria, Robert Lewandowski dotknął mojej dłoni...już nigdy jej nie umyję- wierzchem dłoni gładziła swój policzek i wzdychała. Wyglądała jakby była w innym świecie. Lewego rozbawiła ta sytuacja,a Tatiana patrzyła na nią jak na idiotkę. Po chwili dziewczyna zeszła na ziemię i kontynuowała - Jestem twoją wielką fanką, tak jak i twoich kolegów i całego klubu. Mogę sobie zrobić potem z wami zdjęcie?
-Jasne- puścił jej oczko, na co to mało nie zemdlała -Ile masz lat Bereniko?
-Dwadzieścia...-przerzuciła włosy przez ramię i zmieniła ton na bardziej dojrzały.
-..będzie miała za trzy lata- dokończyła zażenowana Tatiana- Jest niepełnoletnia i stanowczo za młoda dla Ciebie.
-Dzięki- odgryzła się obrażona małolata.
-Ależ nie ma za co kochana- posłała jej buziaczka.
Mecz się zaczął. Koszykarze Borussii prowadzili z Schalke 18:16 już po 10 minutach gry. Mecz był zacięty, a przeciwnicy wyrównali wynik na 40:40 do pierwszej przerwy. Drużyny zeszły za bok boiska aby wysłuchać reprymendy trenerów. Była to taka dłuższa przerwa, na siusiu. Na górnym telebimie wyświetliła sie tzw. "Kisscam". Kamera złapała Leitnera i Reusa, który na początku opierali się pocałunkowi, ale ostatecznie ulegli. "A co mi tam", pomyśleli obaj i zrobili to co trzeba było zrobić. Cała hala miała z nich niezły ubaw a najbardziej koledzy, którzy zaczeli bić brawo i gwizdać. Lewandowskiemu było bardzo wesoło...do czasu. Nie przewidział, że to cholerstwo złapie także jego...i to z kim. Mina jego i uroczej długowłosej brunetki bezcenna. Kiedy  wszyscy tam zgromadzeni, zaczeli radośnie wykrzykiwać "küssen, küssen" ,napastnik wyszczerzył  zęby, a dziewczyna zaczęła nerwowo rozglądać się po hali i udawać że nie wie o co chodzi.
-Chyba nie mamy wyjścia- zwrócił się do niej z powalającym uśmiechem na twarzy.
-Nawet o tym nie myśl !- wyrwała szybko. Lewy wzruszył ramionami i pozwolił jej przysłuchać się reakcji trybun. -Może zaraz przełączą...-dodała z nadzieją.
Lewy uniósł brwi. Tak zakłopotanej sąsiadeczki jeszcze w życiu nie widział. Odkręcił się w drugą stronę. Siedziała spokojnie przez ułamek sekundy, ale nie mogła znieść tego całego zamieszania.
-Dobra- syknęła. Złapała Lewego za fraki i przyciągnęła do siebie. Zmiażdżyła mu usta zachłannym i baaardzo namiętnym pocałunkiem. Gdyby jej wargi rozchylone były nieco szerzej, pewnie by go połknęła. Wybuchły brawa. Miał być to tylko niewinny buziak choćby w policzek, ale wyszło trochę inaczej.Tatiana opamiętała się i chciała oderwać się od chłopaka, lecz ten jej na to nie pozwolił. Po chwili odskoczyli od siebie, spojrzeli sobie w oczy.
-Nienawidzę Cie - warknęła wściekle i odkręciła się w drugą stronę. Tam Berenika już szczebiotała jak wariatka.
-O Mój Boże ! całowałaś się z Robertem Lewandowskim ! - piszczała jak głupia.
-oooo, zamknij się!- jęknęła zażenowana i ukryła twarz w dłoniach. Nie mogła znieść tego, że cała trybuna C patrzy właśnie na nią...

***

Tak naprawdę nikt nie wiedział jaką zemstę planuje Jenifer. Z resztą.. ona też nie wiedziała. Z natury była nerwowa, a jak jej ktoś zalazł za skórę...o zgrozo. Marco w porównaniu do Roberta, troche bardziej przejął się słowami blondynki. Poznał jej dobre oblicze, ale z tym podłym było trochę gorzej. Ten drugi zaś nie bał się żadnej zemsty jaką zdołałaby uknuć. Najgorsze co mogłaby zrobić to zakaz widywania się z córką. Tego by nie zniósł. Nie wierzył w to, że Jenifer posunęła by się do tego. Sama wielokrotnie mu powtarzała, że dziecko musi mieć ojca. Miał nadzieję, że po sądach włóczyć się już nie będzie, że pod tą burzą długich tlenionych włosów i kilogramem tapety siedzi rozsądna dziewczyna. Obydwaj postanowili, że pójdą jeszcze raz z nią pogadać i namówić na rozejm. Szli uliczką prowadzącą do bloku mściwej piękności, kiedy nagle natknęli się na nią. Była na popołudniowym spacerku ze Steffi.
-No nie! -parsknęła - A już zapowiadał się taki udany dzień- uśmiechnęła się pogardliwie.
-Jenifer...-zaczął niepewnie Reus.
-Czego?-warknęła.
-Porozmawiajmy grzecznie.
-Nie mamy o czym. Już mówiłam, zemszczę się. Wam obu się należy...
-A co ja zrobiłem?- wtrącił brunet.
-Wystarczająco dużo. Przeklinam dzień, w którym się urodziłeś -syknęła - Zniszczę was obu, jeszcze nie wiem jak, ale to będzie wasz koniec, jasne?
-Zanim cokolwiek zrobisz, przemyśl to dziesięć razy i nie rób tego-mruknął Lewandowski.
-Zrobie co będę chciała, a teraz zejdźcie mi z oczu.
-Jenifer, zrozum, że zemsta nie jest potrzebna. Co Ci to da?-zapytał Reus.
-Satysfakcję...że spieprzyłam wam życie tak samo jak wy mi.
-Jenifer, proszę...-ciągnął dalej Marco.
-Chodź Reus'y, nie ma sensu z nią dalej gadać- pociągnął go za sobą i odeszli kilka kroków. Po chwili przystanął i odkręcił się w stronę blondynki -Nie wiem co planujesz, ale mam nadzieję, że to nie odbije się na naszej córce.
-Naszej- powtórzyła ironicznie- Jak to pięknie brzmi...
-Mówię poważnie, pomyśl o jej przyszłości.
-Boisz się że wygadam się o niej mediom?
-Nie jesteś taka.
-Ach tak? Skąd wiesz? Przecież ty mnie nawet nie znasz.
-Znam wystarczająco.
-Fizycznie?
-Mentalnie Jenifer, mentalnie.
-Naprawdę?- zaśmiała się histerycznie- To powiedz mi ile razy przez cały nasz "związek" ze mną rozmawiałeś, nie mówiąc już o jakimś wyjściu na miasto? Ile? Cały czas tylko trening, trening, ale wieczór to mam wolny. Albo u mnie, albo u ciebie...
-Dobra czuję się trochę niezręcznie...-wtrącił drapiący się po głowie Reus.
-Po prostu pomyśl,co jest ważniejsze. Wasz spokój,twój i Steffi czy zemsta?
Jenifer zastanawiała się nad tym przez moment, a przynajmniej sprawiała takie wrażenie. Chłopcy stali z nią jeszcze chwilę w ciszy, ale zaraz odeszli.  Żadne z ich trójki nie miało pojęcia, że tej całej sytuacji przyglądali się dziennikarze ukryci gdzieś za krzakami. Dokładnej rozmowy nie słyszeli, tylko podniesione tony rozmówców. W oka mgnieniu znaleźli się obok dziewczyny.
Dziennikarka odwróciła się do kamery za jej plecami.
-Dwóch piłkarzy, jedna kobieta i niewinne dziecko. Cóż takiego się wydarzyło na ulicach tego spokojnego miasta w zachodnich Niemczech ?
Po chwili zwróciła się do blondynki.
-Sandra Schneider "Das Erste". Mogłaby pani opowiedzieć nam o tym co się przed chwilą wydarzyło?- zapytała atrakcyjna reporterka.
-Zostałam zraniona- powiedziała smutno i wycisnęła na siłę jedną łzę, która odmawiała posłuszeństwa i za żadne skarby świata nie chciała wypłynąć z oka dziewczyny.
-Jak to? O kogo chodzi?- dopytywała się wścibska dziennikarka.
-Marco Reus...zresztą nie ważne, to i tak koniec...-cudem uroniła jeszcze jedną łzę.
-Dlaczego?
-Bo wybrał jego- chlipnęła po czym zasłoniła twarz włosami i odeszła od grona dziennikarzy, aby nie złapali w kadrze jej złośliwego uśmieszku, który tak aktorsko zasłoniła smutkiem.
-Marco Reus i Robert Lewandowski oficjalnie razem. Co na to koledzy z szatni? Jak zareagują kibice? Kiedy zamierzali powiedzieć o tym światu? To się okaże. Brniemy dalej w ten temat. Informujemy państwa na bieżąco.  Dla "Das Erste" Sandra Schneider- dziennikarka odwróciła się w stronę kamery i wypowiedziała powyższe słowa. Jako, że to międzynarodowa stacja, relacja miała pójść do wszystkich krajów na świecie. Kto spodziewałby się takiego obrotu sprawy?

***

Ksawery był nie do zniesienia. Nie dość,  że pozwał  kibiców i wystąpił o zamknięcie trybun, to jeszcze złożył donos o pobicie, o którym jeszcze nikt nie wiedział. Nie było osoby z jego "znajomych z Niemiec" która nie byłaby na niego wściekła. Adwokacina postanowił jednak podlizać się Agacie i wynajął jej całodobowego gitarzystę. Był to pan z gęstym wąsem, sombrero na głowie i bufiastą koszulą. Jego praca polegała na tym, że miał chodzić za blondynką, grać jej i śpiewać. Pewnego pięknego dnia otworzyła drzwi, i kiedy zobaczyła owego mężczyznę myślała ze to żebrak zbierający na chleb. Bez wahania rzuciła mu kilka groszy. Pan zrobił lekko urażoną minę, co zauważyła Błaszczykowska. Zapytała się kim jest i co tutaj robi na co ten nic nie odpowiedział, bo i miał nic nie mówić. Agata dostrzegła karteczkę na prawym przed ramieniu grajka. Spojrzała na niego niepewnie i szybkim zwinnym ruchem  zerwała ją.  "Mam nadzieję że ci sie spodoba. Już nie wiem jak cię przepraszać Pączuszku. Twój K". Ooo, słodki Kubuś, pomyślała w pierwszym momencie. Ale zaraz, zaraz...z Kubą się nie pokłóciła, a  na taki durny pomysł stać chyba tylko Ksawerego. Spojrzała jeszcze raz na gościa z gitarą, tym razem wzrokiem bazyliszka. Aby rozładować atmosferę zaczął grać jakąś tanią melodie. Do końca dnia "uroczy meksykanin" nie odstępował Błaszczykowskiej na krok. Co gorsza nie przestawał brzdękolić. Kuba i Oliwia wrócili z festynu.
-Kuba zrób coś !- wydarła się blondynka- przyczepił się do mnie i nie przestaje grać !  Śpiewa tu już 18 piosenkę !
-Spokojnie rybciu, zaraz coś z tym zrobimy... Fajny ten kapelusz, zobacz córcia - założył małej na głowę sombrero i poszli do ogrodu. Dźwięk gitary rozbrzmiewał niezakłócenie.
-Dobra, starczy tego- meksykanin nadal grał-proszę opuścić moje mieszkanie i przekazać temu co pana wynajął, że nie będę z nim gadać.- wypchnęła go za drzwi i z  hukiem je zatrzasnęła. Odetchnęła łapiąc sie za głowę. Po chwili drzwi uchyliły się. Zza nich ukazała się tylko głowa grajka.
-Odda mi Pani ten kapelusz ?
-Ooo, to jednak umie pan mówić ? - gitarzysta wzruszył ramionami - Wynocha !
Agata wykończona po całym dniu użerania się z idiotami stanęła przed lustrem w korytarzu i zaczęła się oglądać.
-Czy oni sugerują mi, że jestem gruba ? - myślała obracając się wokół własnej osi. Wtem rozległ się dźwięk dzwonka.
-Dlaczego wyrzuciłaś mojego grajka za drzwi ? - zapytał rozgoryczony adwokat.
-Ciebie też wyrzucam ! - już miała zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, ale ten przytrzymał je ręką.
-Pewnie zainteresuje cię fakt, że to limo pod okiem to dzieło twojego koleżki- blondynka przestała popychać z całej siły drzwi.
-Czyje ?
-Moritza Leitnera. Kojarzysz ?
Agacie szczęka opadła. Stała jak wmurowana w podłogę i nie mogła uwierzyć własnym uszom.
-Pozew już czeka na biurku prokuratora- powiedział Ksawery, odwrócił się na pięcie i poszedł do domu.
-Cholera jasna ! - Agata złapała telefon i wysłała Moritzowi krótką wiadomość. Raport dostarczenia. Doszło. W tym samym czasie zdezorientowany Leitner odczytywał SMS od Błaszczykowskiej. Co ? O czym ona mówi ? Do drzwi zapukał kurier.
-Pan Moritz Leitner ? Proszę o potwierdzenie odbioru. Pomocnik szybko złożył podpis na kartce  i otworzył list. Wezwanie na przesłuchanie. Cholera.

_______________________________________________________________

Mamy nadzieję, że Wam się spodoba ;) Dodajemy zdjęcia naszych bohaterów ;)


Trzepnięta Berenika:


 Oraz Alan i Wiktoria:

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Odcinek 22: Urodziny

W dobrym towarzystwie, czas mija zdecydowanie za szybko. Trzy dni pobytu Szczęsnego minęły jak trzy minuty.  Mieli dużo do nadrobienia. Rano chodzili na treningi, a wieczorem melanżowali w towarzystwie pozostałych Borussen. Jedynie Sandra kręciła na wszystko nosem. Twierdziła, że nie ma tu dla niej odpowiednich zajęć . Robert wziął sobie jej słowa do serca i zapewnił jej nielada rozrywkę. Posplątywał jej rękawy u bluzek, paski i wszystko co było podłużne i dało się związać. Do wszystkich lakierów dolał zmywacz do paznokci przez co lakier niefortunnie rozmywał się na paznokciach. Wieczorem nasypał mąki do suszarki. Świeżo wykąpana panna Dziwiszek chwyta za suszarkę podłączoną już do gniazdka. Przesuwa włącznik i po chwili jest już cała biała.
-Kretyni ! Was to bawi?-  wparowała do salonu gdzie chłopcy grali na playstation. Oderwali się na chwile od wielkiego ekranu i spojrzeli w jej stronę.
-Sandra? Co ci się stało? - zapytał z teatralnym zdziwieniem bramkarz Arsenalu. On też był w to wtajemniczony. Lewy w głębi duszy śmiał się w  głos i tarzał się po ziemi, ale na zewnątrz zachował spokój i opanowanie, choć można było zauważyć na jego twarzy lekki uśmiech.
-Idioci! -wrzasnęła wściekła brunetka -a Ty to jakiś porąbany jesteś! - rzuciła w stronę Lewnadowskiego i czym prędzej wybiegła z pokoju. Musiała jak najszybciej zmyć to ciasto z twarzy.

***

Marco odwiedził dziś Jenifer. Musieli w końcu porozmawiać o tym jak to dalej będzie. Nie mogli wiecznie odkładać tej rozmowy i udawać, że wszystko jest w porządku. Blondynka liczyła, że to między nimi to coś więcej, on jednak zdał sobie sprawę, że dłużej tak nie może.  Nie chodziło tylko o Roberta, ale też o to że uświadomił sobie, że nic do niej nie czuje. Spotykali się dosyć długo... i nic. Myślał, że po pewnym czasie ich więzi się zacieśnią, jednak mylił się.
-Hej - powiedziała słodko, zarzucając ręce na jego szyję i całując go namiętnie na powitanie.
-Cześć- przez chwilę nie był jej dłużny - Jenifer musimy porozmawaić.
-Jasne, wejdź - zaprosiła go do środka - Napijesz się czegoś?
-Nie, dzięki.
-A może jednak? Może jesteś głodny? Zaraz zrobie jakieś kanapki - nie czekając na jego odpowiedź ruszyła do kuchni.
-Nie, Jenifer- złapał ją za łokieć - Chcę Ci tylko coś powiedzieć.
-Okej, mów - odgarnęła grzywkę za ucho.
-Ty i Ja, to znaczy to między nami....to nie ma sensu.
-Co ty mówisz?
-Nic do ciebie nie czuję, przykro mi.
-Tak z dnia na dzień poprostu nic sobie do mnie nie czujesz, tak? Marco znam Cię wystarczająco długo, powiedz co się dzieje?- złapała go z rękę - To ten idiota Lewandowski?  Namówił Cię żebyś tu przyszedł  i tak powiedział ? Niech ja go tylko dorwę...
-Nie, nie chodzi o Roberta...
-Więc o co?
-Przez te wszystkie dni z tobą, miałem nadzieję, że coś zaiskrzy, ale tak się nie stało. Jenifer, to chyba koniec -spojrzał na nią smutno.
-Nie wierzę w to! Słyszysz? - podniosła głos- Te wszystkie dni i noce spędzone z Tobą, wyznania, gesty. Nie wierzę, że nic do mnie nie czułeś.
-Nie będę cię przekonywał, Jenifer.
-Więc po co to robiłeś?!
-Bo chciałem zapomnieć...-przełknął ślinę - chciałem zapomnieć o swojej ex- musiał to powiedzieć. Nie ważne jak, byle by to zakończyć.
-I co dalej?
-Odnowiłem z nią kontakt- skłamał.
-Aha, czyli byłam tylko na zastępstwo. Kopnęła cię w tyłek, pocieszyłeś się mną, a teraz znowu wracasz do niej?
-To nie tak...
-A jak do cholery? - wrzanęła - albo wiesz, nie obchodzi mnie to! Wszyscy jesteście tacy sami!
-Jenifer...-zaczął, ale dziewczyna nie wytrzymała i wymierzyła mu siarczysty cios w policzek.
-Wynoś się z mojego życia ! Jesteś moim kolejnym wielkim błędem ! - wypchnęła go za drzwi - A Ciebie i Lewandowskiego tak zrobię na szaro, że pożegnacie się z karierą raz na zawsze - dodała i zatrzanęła mu drzwi przed nosem.

***

Następnego dnia
Sandra po wieczornym dowcipie Roberta nadal nie mogła doprowazić się do ładu. O ile z twarzą jakoś poszło, to z włosami było znacznie gorzej.
-Masz mnie umówić z jakimś fryzrejem ! - przywitała z samego rana właściciela mieszkania. Lewy walczył ze sobą aby się nie roześmiać.
-Dobra, wyluzuj, znam kilku fachowców w tej dziedzinie, podzwonię, popytam, załatwię ci to. - czyżby wyrzuty sumienia Panie Robercie ? Sandra posłała mu mordercze spojrzenie. Dostała taka odpowiedź jakiej oczekiwała. Robert wyjął w tym czasie swojego I-pada i wybrał numer do Ewki Piszczek.
-Witaj Pani najpiękniejsza, Gwiazdo Północna rozświetlająca nocny firmament, przyćmiewająca swym blaskiem Syriusza...
-Czego chcesz ?- zaśmiała się Polka.
-Czy zawsze jak do Ciebie dzwonię to muszę czegoś chcieć ?
-Tylko kiedy zgrywasz astrologa. - Fakt, normalnietego nie robił.
-Masz rację. Mam do Ciebie dość nietypową prośbę. Zrobiłem wczoraj wieczorem Sandrze taki mały dowcip, ona strasznie się wściekła i teraz muszę jej załatwić fryzjera. Dałabyś radę ?
-To zależy co takiego jej zrobiłeś-cały czas się śmiała-mam na dziś umówione kilka osób i nie wiem czy się wyrobię. Co miałabym zrobić?
Robert zawahał się.
-Jakby to powiedzieć... na pewno nie zajmie Ci to wiele czasu, Madame- jakoś wybrnął.
-Dobra, niech przyjdzie o 10.
-Będzie napewno- odrzekł i rozłączył się. W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi- kogo tu znowu niesie- mruknął napastnik i ruszył powoli aby je otworzyć. Po ostatnich wydarzeniach nie mógł być już niczego pewnym. Brunet nie krył zaskoczenia.
-Ty ?!- niemalże krzyknął. Takiego gościa się nie spodziewał-po co tu przyszedłeś ?- mierzył wzrokiem blondyna, który stał ze spuszczoną głową.
-Mogę wejść?
-Które dziecko tym razem chcesz mi ukraść?- syknął przez zęby. Był wściekły. Steffi jest jego oczkiem w głowie, a tleniony bezczelnie chciał mu ją zabać. Tyle miesięcy udawał przyjaciela, aby wbić mu nóż w serce. Na prawdę czuł się zraniony.
-Zerwałem z Jenifer- powiedział smutno Marco. Nastawienie Lewandowskiego zmieniło się diametralnie.
-OOO stary, jak dobrze Cię widzieć ! wchodź ! wchodź !- złapał go za rękę i pociągnął do salonu. Długo rozmawiali, ale chyba wyjaśnili sobie wszystko. Wniosek był tylko jeden : już nigdy nie poróżni ich żadna kobieta. Kiedy tak rozmawiali i wspominali swoje pierwsze spotkanie w meczu BVB z jej immenniczką z Monchengladbach panna Dziwiszek zbiegła po schodach w dół, złapała torebkę i wyszła bez słowa. Za nią  na dół zszedł Wojtas.
-Ale wiesz, mimo wszytsko jest mi trochę smutno- kontunuował Marco - jednak zdążyłem się do niej przywyczaić.
Bramkarz Londyńskiego Arsenalu nie pytał o szczegóły. Nie jego sprawa.
-Sandra zawsze powtarza, że kiepski humor poprawiają jej jakieś zmiany w wyglądzie-wtrącił- jakieś nowe ciuchy czy fryzura.
-A wiesz, może spróbuję- uśmiechnął się Reus- a teraz czas już na mnie- podniosł się z kanapy, spojrzał Robertowi w oczy, poklepał po ramieniu i skierował się do drzwi - czyli zgoda?
-Jasne- Robert posłał mu słodki uśmiech i zamknął drzwi za przyjacielem.

***

Tymczasem Sandra siedziała "wygodnie" w fotelu przed lustrem w zakładzie fryzjerskim pani Piszczek, która żadnym sposobem nie mogła usunąć zaschniętego ciasta z fryzury klientki. Kiedy po 6 umyciu, dokładnym wyczesaniu resztek mąki i nałożeniu odżywki jej włosy w końcu nadawały się do "czegokolwiek" do salonu wparował Marco Reus.
-Cześć Ewka!
-Ooo Marco ! Co Cię do mnie sprowadza ? - przywitała go entuzjastycznie.
-No wiesz, sam nie wiem... chciałbym coś zmienić.. może rozjaśnić odrosty ?
-Tylko wiesz, ja nie bardzo mam teraz czas, za chwilę mam umówioną panią na baleyage, poźniej mam 3 panów na strzyżenie a z resztą kończę dziś wcześniej, bo ogranizujemy z Łukaszem przyjęcie urodzinowe dla Sary...Jesteś zaproszony rzecz jasna.
-Ja mam dużo czasu- wtrąciła się Sandra- malowałam kiedyś włosy mojemu bratu i wyszło mi to bardzo dobrze. Gdybyś chciał to mogę zrobić i Tobie..- Blondyn spojrzał na Ewę błagalnie.
-Jeśli chcesz, to proszę, ale ja nie biorę za to odpowiedzialności-uśmiechnęła się fryzjerka.
Marco zasiadł w fotelu i po chwili poczuł, jak peleryna uciska jego szyję. Dziwiszek niechcący przywiązała go do fotela. Kilkoma zwinnymi ruchami nałożyła rozjaśniacz na włosy piłkarza. Czekał i czekał.
-Coś długie to 20 minut-przerwał nagle.
- 20 ?! Myślałam, że 120 !! - odpowiedziała zaskoczona dziewczyna. Reus zamarł. Poczuł, że zaczyna mu się robić gorąco. Niepewnie ściągnął ręcznik. Spojrzał w lustro i doznał szoku. Jego twarz zzieleniała, tak jak jego włosy. Idealnie się zgrały.
-Cc..ccc... co to jest ? -wyglądał, jakby miał się rozpłakać.
-Upssssssss....- syknęła Sandra.
-O mój Boże- Ewa zasłoniła twarz dłonią. Wszyscy patrzyli z przerażeniem  na zielone włosy gwiazdy BVB.
-Ewka...- jęknął Marco-powiedz, że można coś z tym zrobić...
-Teraz to tylko ogolić na łyso.. Te włosy są tak saplone, że aż dziw, że nie odpadły. Może za jakiś tydzień, czy dwa, jak się troszkę zregenerują.
-Tydzień czy dwa ? Tydzień czy dwa ?! Co ja mam teraz zrobić ?!
-Chyba tylko założyć czapkę- odpowiedziała zabójczyni jego pięknej blond grzywy.

***

Po południu u Piszczków było małe zamieszanie. Ewka i Rita pomimo napięcia, musiały dogadać się jakoś i przygotować wszystko na urodziny Sary. Łukasz w tym czasie dzwonił po wszystkich znajomych i zapraszał ich na imprezę. Robertowi kazał zebrać całą ekipę i przychodzić. "Cholerka sporo tego będzie" zaklął w myślach napastnik, jednakże polecenie Piszcza wykonał i obdzwonił wszystkie swoje ex w celu zebrania dzieci. Wykonał też szybki telefon do Reusa, z którym widział się dziś rano.
-Hej, dokonałes już jakiejś zmiany?
-Nie pytaj...
-Zobaczę po południu. Słuchaj, jest taka sprawa. Dziś są te urodziny Sary i jestem zaproszony razem z dzieciakami więc musze je jakoś bezpiecznie przetransportować. Zajdź więc po drodze do "Śpiocha" i kup gąsienicę.
-Gąsienice ? a nie lepiej na przykład samochodem ?
-Nie zabiorę się...przestań marudzić i idź po ten sznurek.
Marco wywrócił oczami i spełnił jego prośbę. Po godzinie był już o niego. Już z wejścia głównego było słychać tą całą dzieciarnię. Drzwi otworzył mu z lekka zdyszany Robert.
-Masz to? - zapytał. Reus pomachał mu zakupem przed nosem -Dobra to idziemy...Co z twoimi włosami? - parsknął śmiechem.
-Przestań drążyć temat ! Idziemy- zawołał dzieciaki. Rozradowani chłopcy, a było ich 11, wymineli obydwu i wybiegli na korytarz.  Większość skierowała się do windy, ale jeden dwulatek ruszył w kierunku schodów.
- Philipp !- złapał go w ostatniej chwili- nie wolno Ci zbliżać się do schodów! Mama Ci nie mówiła?- odpowiedzi jednak nie doczekał. Marco stał oparty o drzwi i pilnował aby winda nie odjechała bez Roberta i małego. Kiedy ruszyli zaczął swoją przemowę.
-Dzieciaki ! Posłuchajcie uważnie. Kiedy wysiądziemy z windy staniecie wszyscy w hallu i ustawicie się parami. Pamiętajcie, że starsi pilnuja młodszych.
Tak też zrobili, mimo niewielkiej rozbieżności wiekowej (2-7 lat), jedni zadbali o drugich. Marco rozłożył gąsienicę i podał podopiecznym.
-Dobra chłopaki! Tata niesie Philippa i głowę naszej stonogi, a wy bierzecie po nodze. Ja idę z tyłu. Nie wolno nikomu puszczać gąsienicy. Zrozumiano ?
-Taaaaaaaak ! - odpowiedzieli chórem Lewandowscy. Przeszli tak całe 200m, które dzieliło domy Polaków. Kiedy dotarli na miejsce Robert nacisnął dzwonek do drzwi. Otworzył im Łukasz i wpuścił ich do środka. Zaczął rozmawiać z Lewym w drzwiach, podszas gdy za jego rozmówcą zaczęły prześlizgiwać się jego pociechy. Piszczek wyglądał tylko zza Roberta czy dużo ich tam jeszcze jest. Na końcu wszedł Marco.
-Nie ważne- odpowiedział szybko na nieme pytanie gospodarza i wszedł do środka.
Większość gości już siedziała w ogrodzie, podczas gdy Sara i Oliwka rozpakowywały prezenty. Wszystkim dopisywał humor. Reus zrobił furorę swoim nowym kolorem włosów, na początku koledzy zdrużyny mu dokuczali, ale po pewnym czasie dali mu spokój. Kiedy Robert i Łukasz nadal rozmawiali w przedpokoju z kuchni wyszła Pani domu, a tuż za nią niania jubilatki.
-Hej Ewka, o Rita... nie poznałem Cię w ubraniu-przywitał je Robert.
Fryzjerka odwróciła się niedowierzając własnym uszom, popatrzyła pytającym wzrokiem na Lewandowskiego, a opiekunka poczerwieniała na twarzy. W mgnieniu oka znikneła z ich pola widzenia.
-Robert?- uniosła prawą brew- Czy jest coś o czym powinnam wiedzieć?- świdrowała go wzrokiem. Łukasz dał Lewemu do zrozumienia żeby nic jej nie mówił.
-Nie- pokręcił głową z uśmiechem.
-Napewno? Jesteś pewien? -patrzyła mu prosto w oczy. Piszczek oddalił się od nich.
-Napewno, jestem pewien.
-Zapytam wprost,czy ty i Rita ?
-Drugi raz ją na oczy widzę...-Ewa zrobiła jeszcze bardziej zdziwioną minę i złożyła ręce na piersi -...to znaczy, ehhh Ewciu, jesteśmy przyjaciółmi, powiedziałbym Ci gdyby coś. To trochę skomplikowane...
-Okej, nie wnikam, w końcu to twoje życie- uśmeichneła się lekko i popędziła do kuchni.
Lewy odetchnął z ulgą i poszedł do ogrodu gdzie siedzieli pozostali. Później miał dołączyć do nich Wojtek, teraz załatwiał jakieś sprawy na mieście. Wszyscy śmiali się i żartowali. Rita obskakiwała ich z każdej strony. A to coś donosiła, to przestawiała. Ubrana była dosyć skąpo, dlatego była w centrum uwagi. Miła na sobie któtkie jeansowe spodenki, prześwitującą bluzkę i wysokie czerwone szpilki. Jak to by Robert powiedział "Nie dało się nie spojrzeć". Marco poczuł potrzebę wyjścia do toalety. W przejściu wyprowadzającym na taras, zderzył się z Ritą ale na szczęście nic nie niosła.
-Przepraszam- złapał ją kiedy ta zachwiała się i leciałą do tyłu.
-Nic nie szkodzi, to ja na ciebie wpadłam- powiedziała nieśmiało i zmierzyła Reusa wzrokiem - Ciekawa fryzura- dodała nieco odważniej.
-Kurczę, aż tak to widać? Myślałem, że nikt nie zauważy...-przeczesał swoją jasno-zieloną czuprynę. Niania spojrzała na niego jak na idiotę i po chwili dodała.
-W sumie to nie rzuca się tak bardzo w oczy...
-Serio?- uśmiechnął się z nadzieją w oczach.
-Taak...-powiedziała z wymuszonym uśmiechem na ustach, poczym wymineła go i zniknęła w ogrodzie. Marco odprowadził ją wzrokiem, lustrując ją przy tym. Przypomniał sobie jaki był cel jego wstąpienia do domu i pognał do toalety.
Impreza trwała w najlepsze. Były nawet tańce i śpiewy. Miało to być spotkanie bezalkoholowe, no ale Piszczowi nie przetłumaczysz.  Dzieciaki w euforii ganiały po całym ogrodzie, domu i dookoła niego. Robert latał za nimi i próbował je jakoś wyłapać, ale nie zawsze się udawało. Tylko jedno dziecko, ze wszystkich tam zgromadzonych siedziało grzecznie na kolanach Katji. Mimo młodego wieku, mały wiedział jak wyrywać panienki...ciekawe po kim to ma. Pięciolatek siedział wtulony w dziewczynę machając przy tym na zmianę nóżkami.
-Kaatjaaa? A przyjdziesz do mnie do domku? Pokaże Ci mój traktor - seplenił młody.
-Oczywiście robaczku, jesteś taki słodziutki-pstryknęła go w nosek.
-Nie tak bardzo jak ty- uuu młody wie jak komplementować. Choć w jego przypadku wystarczył tylko urok osobisty.
-OOOO- dziewczyna nie wytrzymała i cmokneła Kajtka w  policzek. Ten z łobuzerskim, przeuroczym uśmieszkiem wtulił się w jej piersi. Katja objęła go lekko i oparła brodę o jego głowę, bujając sie przy tym na boki. Całej tej sytuacji przyglądał się Mario.
-Robert !- zawołał przyjaciela lekko podirytowany.
-Co tam?- podszedł do niego z najmłodszym na ręku.
-Twój syn podrywa mi dziewczynę - parsknął i machną ręką w stronę Katji.
-Oo, cóż...dobry jest - stwierdził napastnik. Mario spojrzał na niego wymownie, ale po chwili znowu się zaśmiał.
-Nie da się zaprzeczyć.
-Moja krew! Ja podrywałem wszystkie koleżanki Mileny jak miałem 6 lat- chwalił się brunet -...ale on ma 5 i wyrywa starsze, jest lepszy odemnie- zkwitował nieco mniej entuzjastycznie- Już ja sobie z  nim porozmawiam.
-Uczeń przerósł mistrza - stwierdził rozbawiony Mario, który zaczął zaczepieć Philippa. Dwulatek zawstydził się i ukrył twarz w szyi Roberta, jednym okiem zerkając na Mario i uśmiechając się słodko.
-Tato!- Lewy poczuł, że coś go ciągnie za nogawkeę. Podeszli do niego Patryk i Mateusz.
-Co się stało?
-No bo Mateusz mnie kopnął- powiedział obrażony Patryś.
-Dlaczego go kopiesz?
-No bo on mnie przezywa- zaczął tłumaczyć się Mateuszek.
-Nie przezywaj brata.
-Ale on powiedział, że gra lepiej ode mnie w piłkę.
-Nie przechwalaj się !
-Ale ja naprawde lepiej w nią gram.
-a wcale, że nie !
-wcale, że tak !
-wcale, że nie !
-Dobra spokój !- przerwał im Lewy- obydwaj podać sobie ręce na zgodę i nie kłócić się już. Jesteśmy rodziną i musimy sobie przebaczać, tak?
-No ale...
-Żadnych ale - powiedział stanowczo. Chłopcy ze spuszczonymi głowami odeszli od taty.

***

Dzieciom w końcu zaczęło się nudzić. Ścigali Piszcza i rzucali w niego czym popadnie. Łukasz musiał improwizować i zapewnić im jak najszybciej jakąś rozrywkę. Akurat obok niego przechodził Reus. Łukasz złapał go za rękę i pociągnął na mini scenę, przygotowaną specjalnie dla Sary.
-Hej dzieci! Jesteście gotowi na coś zupełnie nowego?- zapytał rozpromnieniony Piszczek.
-Taaak !- krzyknęli chórem.
-Świetnie, bo dziś specjalnie dla was wystąpi klaun Marcolinio ! Brawa ! - wnosił ręce go góry, krzycząc i wiwatując. Reus spojrzał na niego wzrokiem Bazyliszka.
-Ale to nie jest żaden klaun! To wujek Marco ! - zauważył spostrzegawczy Alex (syn Roberta).
-Teraz już klaun- Łukasz nie wiadomo skąd wytrzasnął czerwoną, okrągłą kulkę i wcisnął ją na nos Reusa. Szybko ulotnił się ze sceny dołączając do przyjaciół śmiejących się z tego na scenie. Marco początkowo był skrępowany, ale po 5 minutach rozkręcił się. Dzieciaki, i nie tylko, miały z niego niezły ubaw. Nikt jednak nie spodziewał się, że najstarszy z nich, Tom(7 lat), nagra całe przedstawienie wujka i prześle do serwisu youtube...

_______________________________________________________________________

Znowu opóźnienie.. Na prawdę Was przepraszamy, ale ucząc się, pracując i wyjeżdżając trudno jest dotrzymać terminu. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy zawsze odcinki będą dodawane w piątki, ale na pewno będą dodawane w okolicach weekendu. Prosimy o wyrozumiałość :)

Tośka ! Chciałyśmy zrobić to trochę inaczej, ale nijak nie dało się tego wkomponować  w całość opowiadania :) Wiemy, że długo czekałaś na  fragment, kiedy Roberto zajmuje się swoimi dziećmi, więc dedykujemy go Tobie ! ;)

Bez względu na to jak potoczą się losy piłkarzy w letnim okienku transferowym, na potrzeby opowiadania LAMUSY ZOSTAJĄ W BVB, zarówno Lewandowski jak i Gotze i Leitner.

A oto i zdjęcie konkurenta Mario:


Czytam = komentuję ;)

piątek, 31 maja 2013

Odcinek 21: A miało być tak pięknie...

Finał Ligi Mistrzów zakończył się przegraną Borussii 2:1. Były smutki, łzy, gorycz, frustracja. Jednakże trzeba było wziąć się w garść i pójść na imprezę wypchaną dziennikarzami i innymi osobistościami ze świata footballu. Błyski fleszy i przytłaczające pytania wykończyłyby nie jednego twardziela. Co się stało to się nie odstanie. Teraz skupiali się wyłącznie na reprezentacji.

2 dni później.

W mieszkaniu Lewego, trzej Polacy omawiali taktykę na mecz z Mołdawią, przy czym krytykowali trenera Fornalika. Kuba mazał coś na tablicy Oliwki, którą targał przez pół miasta a Robert i Łukasz analizowali to razem z nim.
-Więc panowie, to co musimy poprawić to: ofensywa i defensywa.
-Robię co mogę- wtrącił Lewy.
-Wiem Robert ale 75% Ciebie, to za mało Ciebie. Zdecydowanie za mało, tak jak nas wszystkich ! Ehhh- westchnął - muszę porozmawiać z trenerem. Nie dość, że to wszystko nie trzyma się kupy, to jeszcze nie mamy Wojtka.
-Dzwoniłem do niego wczoraj. Jest zupełnie bez formy i długo jeszcze nie wyjdzie na boisko. Szkoda chłopaka - powiedział smutno Lewy.
-Oh, NIEszczęsny - podsumował Piszczu.
Wymianę zdań przerwał dzwonek do drzwi.
-Spodziewasz się kogoś? - Piszczek spojrzał pytająco na Roberta, który w odpowiedzi pokręcił przecząco głową. Mozolnie podniósł się z miejsca i poszedł otworzyć. Piszczu i Błaszczu usłyszeli pisk szczęścia wydobywający się z ust napastnika.
-Wojtas! - krzyknął radośnie i rzucił się przyjacielowi na szyję. Drzwi otworzyły się szerzej- I Sandra?- dodał nieco mniej entuzjastycznie.
-No cześć - pomachała mu swoją wymanikiurowaną dłonią, ciapiąc przy tym gumę.
-Kogo to moje piękne oczy widzą? O wilku mowa!- do korytarza wparował Łukasz i Kuba, którzy razem z Robertem obskoczyli bramkarza Arsenalu. Zrobił się szum, prawie jak na targu.
-Helooouuu, ja tu jestem - wydała z siebie zlekceważona Sandra. Uwielbiała być w centrum uwagi, a teraz czuła się pominięta. Chłopcy nie zważając na wysoką tyczkarkę, poszli do salonu cały czas przy tym gadając. Towarzyszka Szczęsnego wywróciła oczami i pociągnęła za sobą wielką walizkę, kierując się za chłopakami.
- Co ty... wy tu robicie?- zapytał rozpromieniony Kuba.
-Wpadłem odwiedzić znajomych z Niemiec. Nie będę marnować życia przez tę pieprzoną kontuzję.
-Fajnie, że jesteś! Szykuje nam się męski weekend - powiedział radośnie Lewandowski.
-Ekheeem- prychnęła Sandra.
-Damsko-męski weekend - poprawił - jeśli wiesz co mam na myśli- uśmiechnął się łobuzersko. Na twarzy bramkarza zagościł "banan".

***

Późnym popołudniem Robert, Wojtek i Sandra wybrali się na wycieczkę po Dortmundzie, tylko, że taką samochodem. Wojtek szykował się jeszcze przed wyjściem podczas gdy Lewy i Dziwiszek czekali na dole obok auta. Dziewczyna gadała coś o jakiś butach, lakierach itp, na co brunet tylko przytakiwał. Usłyszeli kroki dobiegające z klatki schodowej.
-Wreszcie, ile się można szykować - odetchnął napastnik. Myślał, że to Szczęsny jednak pomylił się. Tatiana szła szybkim krokiem, grzebiąc w torebce. Lewy przez chwilę nie odrywał od niej wzroku, w końcu dawno się nie widzieli. Podniosła głowę i rozejrzała się po parkingu. Ujrzała go z jakąś dwumetrową zgrabną panienką. Już bajerował inną? Krew jej się zagotowała.
-Chodź tu!- Robert wykorzystał okazję i przyciągnął do siebie Sandrę.
-Ale Robert, co ty robisz?- zapytała zaskoczona skrzekliwa szatynka.
-Cicho, nie odwracaj się.
-Co? -lekko odkręciła głowę.
-Nie odwracaj się- syknął.
Objął ją w pasie i z cwaniackim uśmieszkiem spojrzał na Tatianę. Bednarczyk wytrzeszczyła oczy po czym otrząsnęła się i posłała mu mordercze spojrzenie. Odkręciła się na pięcie, uniosła brodę do góry i z przytupem ruszyła z miejsca. Ależ ona była wściekła. Dobrze, że nikogo więcej tam nie było, bo staranowałaby wszystkich przechodniów po kolei. Kiedy znikła z pola widzenia, Lewandowski puścił dziewczynę.
-Co to było?
-Stęskniłem się, dobra?
-Ty za mną?- uniosła brwi a piłkarz przytaknął obojętnie. Sandra zmrużyła oczy i popatrzyła na niego podejrzliwie, tak jakby próbowała czytać mu w myślach. Nagle zjawił się Wojtek.
-To co jedziemy? - zapytał przeczesując włosy.
Cała załoga wpakowała się do samochodu. Jeździli i podziwiali miasto i stadion dobre dwie godziny. Pannie Dziwiszek zaczęło się już nudzić, więc zażyczyła sobie natychmiastowego zawiezienia jej do pobliskiej galerii. Chłopcy początkowo protestowali, ale kiedy ta zaczęła wrzeszczeć i piszczeć, znaleźli się tam szybciej niż można się było tego spodziewać. Sandra zaliczyła kilkanaście sklepów, w których średnio spędzała 15 minut. Wojtek i Robert siedzieli na ławce przed sklepem. Szczęsny wodził wzrokiem po szyldach z nazwami sklepów trzymając ręce w kieszeni, a Lewy ukrył twarz w dłoniach i nerwowo trząsł nogą. Po chwili obaj podparli brodę i siedzieli tak dłuższą chwilę w ciszy.
-Długo jej to jeszcze zajmie?-spojrzał zniecierpliwiony na bramkarza.
-A bo ja wiem- skrzywił się i wzruszył ramionami - Kobiety są...dziwne.
-Taa -westchnął.
-A jak tam Paulinka?
-Kto?
-No Krupińska. Widziałem wasze zdjęcia we wszystkich brukowcach w kiosku.
-Aaa, ta. Zerwałem z nią.
-Serio? -wytrzeszczył oczy- W sumie to długo wytrzymałeś.
-Cały tydzień- spojrzał na niego wymownie.
-To i tak długo-wyszczerzył się - a tak w ogóle to obok Ciebie niezłe laski mieszkają.
-No jakieś tam mieszkają, z Polski chyba.
-Nawet wiesz skąd?
-Taa, spotkałem ją raz czy dwa.
-Którą ją?
-No tą jak jej tam, Tamara? Teresa? Jakoś tak...
-Nawet nie wiesz jak ma na imię?
-Wcale mi się nie podoba ! Przestań mi to wmawiać !
-Przecież nic nie mówię- spojrzał na niego dziwnie i uśmiechnął się pod nosem.
Ze sklepu wyłoniła się Sandra z siedmioma torbami wywieszonymi na obu rękach. Podeszła do piłkarzy i podzieliła torby między nich.
-Wyglądacie żałośnie...gdzie w was życie? Gdzie radość z zakupów? -unosiła ręce w geście wiwatu.
-Możemy już iść? -zapytał nerwowo Wojtek.
-Okej, Wojtas, nie unoś się już- skrzywiła się.
Zjechali ruchomymi schodami na dół i kierowali się do wyjścia. Nagle zatrzymał ich puszysty ochroniarz sapiąc przy tym niesamowicie. Gonił ich przez pół sklepu.
-Stać! -złapał oddech - Dlaczego pani za to nie zapłaciła?
-O czym on mówi?- Sandra spojrzała na chłopaków i czekała aż przetłumaczą słowa grubego.
-Pyta się dlaczego nie zapłaciłaś- powiedział Lewy.
-Nie zapłaciłaś za to?- zapytał wzburzony Szczęsny.
-No ale Wojtas, przecież to ty masz pieniądze- zaczęła się tłumaczyć a Szczęsny wykonał klasyczny facepalm.
-Po prostu zapłać- wtrącił Lewy. Chciał jak najszybciej wyjść z tego sklepu. Szczęsny wyciągnął portfel i zaczął wynajdować wyznaczoną sumę.
-Bardzo przepraszam za dziewczynę, jest trochę...zagubiona w tym kraju-puścił mu oczko.
-Ja nie mogę- pan w mundurze wytężył wzrok- Wojtek Szczęsny i Robert Lewandowski w naszej galerii. 10 lat tu pracuję i takich osobistości tu jeszcze nie spotkałem - mówił zafascynowany. Gadali jeszcze przez chwilę i podpisali mu się na gazecie. W końcu wyszli z tego znienawidzonego budynku. Ani gruby, ani oni nie zorientowali się, że ostatecznie nie zapłacili.
KIERUNEK: Apartament Roberta Lewandowskiego.
Sandra przymierzała nowo zakupione rzeczy podczas gdy chłopcy wyszli na dwór, przechadzając się spokojnymi uliczkami Dortmundu. Szczęsny opowiadał przyjacielowi, że ma już dosyć bezczynnego siedzenia na dupie i oglądania meczy z trybun lub ławki rezerwowych. Lewy rozumiał go i współczuł. Sam doskonale wiedział jak to jest długo leczyć kontuzję. Idąc prostopadłą uliczką natknęli się na niecodzienny obrazek. Marco Reus spacerował z Jenifer i malutką Steffi w wózku.
-Ooo, a z kim tak Reus spaceruje?- zapytał rozpromieniony Wojtek. Lewy uniósł brwi i uchylił usta. Nie zastanawiając się ani chwili ruszył w ich stronę. Szedł jak tyran.
-O nie! Tak nie będzie! - rzucił w ich stronę kiedy dzieliło ich kilka metrów. Przejął wózek, który jeszcze przed chwilą znajdował się w rękach blondyna i zniknął gdzieś za zakrętem. Cała trójka przyglądała się tej całej sytuacji. Po chwili Robert wrócił i podszedł do pary.
-W rodzinkę się bawicie?- zaśmiał się histerycznie.
-A co ci do tego ?- zapytała wściekła Jenifer.
-Tak jakby dużo. Teraz zaczniesz mówić małej, że Reus to jej tatuś?
-To tylko spacer kretynie, wyluzuj!- warknęła blondynka.
-Wiecie co? Róbcie sobie co chcecie, ale moja córka nie będzie mówiła "tato" do niego - wskazał palcem na Marco- A teraz ta młoda dama idzie ze mną...to znaczy zabieram ją ze sobą. Odwiozę ją wieczorem- rzekł i ruszył w przeciwnym kierunku.
-Stary..-zaczął Szczęsny.
-Nie chcę o tym gadać-przerwał mu brunet.
-Okej okej rozumiem...a właściwie to... nie. Nie rozumiem tego.
-Wyjaśnię Ci wszystko w domu- westchnął. Czuł  na sobie spojrzenia Reusa i Jenifer dlatego nie odkręcał się do tyłu.

***

U Piszczków dzień mijał spokojnie. Łukasz siedział w fotelu czytając gazetę, a Rita grała z Sarą w piłkę. W pewnym momencie piłka niefortunnie odbiła się od szafy strącając przy tym wazon, który Ewa dostała od babci.  Przedmiot z ogromnym hukiem roztrzaskał się o podłogę. Rita zbladła.
-Cholera! - zaklął Piszczek - Ewka strasznie lubiła ten wazon. Był dla niej taki ważny... - nerwowo drapał się po głowie. Niania czuła, że zaraz zemdleje. A już było tak dobrze, wydawać by się mogło, że pani Piszczek nawet ją troszkę polubiła, a tu takie coś. Wszyscy troje przez chwile stali w osłupieniu. Na nieszczęście do domu wróciła małżonka obrońcy.
-Cześć kochani ! Jak wam min...-urwała, bo zobaczyła swój ukochany wazon w kilkunastu kawałkach, ten sam który dostała od równie ukochanej babci.-nie...
-Żabciu, proszę....
-Nie wierzę...
-Kochanie nie denerwuj się, jakoś to naprawimy..
-To była pamiątka po mojej babci ! - wrzasnęła- kto...
-To moja wina- powiedziała cicho Rita- to ja nie upilnowałam Sary, ja zapłacę za wszystkie szkody, możecie mi potrącić z wypłaty...
-Nie, nie ma takiej potrzeby, to był wypadek-odpowiedział Łukasz uśmiechając się delikatnie.
-Nie ma takiej potrzeby ?!- wycedziła przez zęby pani domu. Wyglądała, jakby chciała kogoś zabić- to może wszystko w tym domu potłuczemy ?! - pobiegła do kuchni - po co nam talerze ?!!!- jednym ruchem ręki wygarnęła je z szafki, a te rozbiły się z ogromną siłą uderzając o podłogę.- Szklanki też się nie przydadzą, możemy przecież pić z  butelek !!!!!! - spotkał je taki sam los jak inne naczynia.
Zanim Łukasz dobiegł do swojej żony zdążyła również zabić sosjerkę i cukiernicę.
- Uspokoiłaś się trochę ?
Ewa spojrzała na niego jak na debila. Nadal wszystko w niej wrzało. Rita stała jak wryta. Zapadła cisza. Domownicy patrzyli na siebie. Sara siedziała na komodzie, a obok niej stała ostatnia w tym domu, nieuszkodzona szklanka. Dziewczynka, biorąc przykład z matki, strąciła ją paluszkiem na podłogę przerywając to niezręczne milczenie.
-Ewcia... żadnych gwałtownych ruchów..
-Nie dotykaj mnie ! - krzyknęła i jednym sprawnym zwodem wyminęła obrońcę.
-Masz talent- mruknął pod nosem Łukasz podczas gdy jego małżonka wybiegła z mieszkania trzaskając drzwiami tak, że o mało co nie wypadły z zawiasów.
-Chyba się wkurzyła-stwierdził Piszczek.
-Łukasz... to wszystko moja wina. Chyba nie mogę tu dłużej zostać. Ewa mnie nienawidzi.
-Nie ma mowy.  Przejdzie jej. Sara cię uwielbia, doskonale się dogadujecie.
-Sara jest mądrą, towarzyską i otwartą na ludzi dziewczynką, na pewno znajdziecie kogoś odpowiedniego na moje miejsce.
-Rita zostań. Proszę - zbliżył się do niej i złapał ją za rękę -Jeżeli nie ze względu na małą, to ze względu na mnie...
-Przekonaj mnie.

***

Ciepłe, letnie popołudnie nie zachęcało do siedzenia w czterech kątach. Większość mieszkańców Dortmundu można było spotkać na ulicach miasta. Agata również  spacerowała z Oliwką w parku.
-Ooo, cóż za spotkanie !- usłyszała za sobą. Już wiedziała czyj to głos. Dobrze, że chociaż babcia już wyjechała, został "tylko" ten przygłup.
-Czego chcesz ? - odburknęła zażenowana.
-Jak ci się podobało w sobotę ?
-Mecz świetny, nie podobał mi się wynik. - rzuciła od niechcenia. Co za kretyn. Jej mąż stracił Puchar Europy po wspaniałej, zaciętej walce, i bramce straconej w 89 minucie, a on się jej pyta, czy jej się podobało.
-Mi się nie podobało tylko zachowanie tej dziczy na trybunach - dodał Ksawery.
-Jak ich nazwałeś ? Ty chamie ! Nasi kibice to najwspanialsi ludzie na świecie- blondynce puściły nerwy. Nikt nie będzie obrażał fanów BVB w jej obecności.
-Ja cham ? Błagam Cię. Ja nie rzucam w nikogo piwem.
-Jakim piwem ? - Błaszczykowska ożywiła się trochę.
-No piwem. Kiedy Ilkay wykorzystał rzut karny na trybunach wybuchła euforia, i jakiś idiota, w tej euforii rzucił we mnie kuflem.
-Do prawdy ? Miałeś pecha.- Agata nie mogła powstrzymać się od śmiechu. O ile zawsze kochała kibiców Borussii, to teraz jej uczucia jeszcze bardziej się ociepliły.
-Nie zostawię tak tego. Jutro wnoszę pozew o zamknięcie trybun dla kibiców. - Blondynce zrzedła mina.
-Żartujesz,prawda ? - zapytała przerażona.
-Czy ja wyglądam jakbym żartował ? Zamierzam pozwać też klub kibica o odszkodowanie za nowiutki garnitur.
-Poszedłeś na mecz w garniurze ?
-I z teczką. Dobra, ja już lecę, mam dużo pracy. Jeszcze wszystkie dokumenty trzeba przetłumaczyć na niemiecki.- powiedział i odszedł, jak gdyby nigdy nic. Agata stała jeszcze przez chwilę, po czym zerknęła na córkę. Nawet mała zdawała się być przejęta zaistniałą sytuacją.
-Kuba. Muszę wszystko powiedzieć Kubie- pomyślała i czym prędzej pognały do domu.

***

Pani Błaszczykowska opowiedziała mężowi o planach ześwirowanego adwokata. Kuba nie mógł w to uwierzyć. Zawsze wiedział, że facet ma coś z głową, ale nigdy nie przypuszczał, że do tego stopnia. Zakmnąć trybuny dla kibiców ?! Nie. Tego nie był w stanie sobie nawet wyobrazić. Chwycił za telefon i szybko wybrał numer do Roberta.
-Siema Stary. Mamy problem. Agatka Ci wszystko wyjaśni- podał telefon małżonce, a ta kolejny raz opowiedziała o wydarzeniach z parku.
-Ten facet do reszty zdurniał ?!- wrzasnął Lewandowski.
-Najwyraźniej- odrzekł Kuba, który przed momentem odzyskał telefon -Za piętnaście minut u mnie. Zadzwonię do reszty i coś wymyślimy...

***

Wszyscy już siedzieli u Błaszczykowskich. Dobrze, że chociaż mieszkanie mają duże. Brakowało tylko Moritza.
-Robert, zadzwoń do niego- Lewy wyciągnął telefon z kieszeni i wybrał numer. Po kilku sygnałach usłyszał głos pomocnika.
-Co ty, młody, nie dostałeś sms-a ?
-Dostałem, ale nie przyjade.
-Moritz, to ważne...
-Co ty sobie myślisz, że co ? że jeden sms i od razu do Ciebie lecę ? Co ty wiesz, o tym co jest ważne,a  co nie ?! Mam własne życie i własne sprawy ! Nie jestem waszym chłopcem na posyłki- wydzierał się zbulwersowany Leitner-Mam tego dosyć !  Wiecznie tylko czegoś ode mnie chcecie ! ...*3 minuty później*...Posuwasz się za daleko !  Mam tego dosyć ! Zrozumiałeś ?! - zakończył swój monolog.
-To przyjedziesz?- zapytał spokojnie Robert.
-Będę za chwilę.

10 minut później.

-Są już wszyscy ? - z głębi pokoju padło pytanie.
-Brakuje Piszczka.
-Właśnie, gdzie jest Łukasz?
W tym momencie do drzwi zapukał Moritz.
-Nie ważne- machnął ręką Kuba-Sprawa wygląda tak...
Opowiedział im dokładnie to, co Agata powiedziała jemu i Robertowi.
-A to bydlak - stwierdził Marco, co chwilę zerkając na napastnika.
-Jemu chyba trzeba, bez kitu, przywalić- rozmyślał Leitner.
-Świetny pomysł, tylko kto chciałby brudzić sobie ręce ?
Zapadła cisza, kóra trwała dłuższą chwilę.
- Może Reus, on lubi ranić ludzi- prychnął Lewandowski. Marco puścił drugą częsć zdania mimo uszu.
-Może Ty Moritz ? - powiedział blondyn.
-Ja ? Dlaczego zawsze ja ?! Mam dosyć bycia waszym chłopcem na posyłki- wzburzył się pomocnik.
-Ale zobacz, nie masz nic do stracenia- tłumaczył Reusik- nie masz dziewczyny, nie masz dzieci, mieszkasz sam, nie grasz w podstawowym składzie, ciebie nawet nikt kupić nie chce- wyliczał.
-Racja- wstał z miejsca- zrobię to ! uratuje naszych kibiców! - powiedział z dumą i wyszedł  z mieszkania.
-Ja też już lecę- w ślad za nim ruszył Robert
-Co tak szybko ? stało się coś ? - zapytał Kuba.
-Mam nadzieję, że nie. Wojtek i Sandra zostali ze Steffi, sam rozumiesz.
-Jasne, jedź ostrożnie!

***

Było już ciemno, kiedy Leitner stanął u drzwi pokoju hotelowego, w którym zatrzymał się ześwirowany adwokat. Zapukał.
-Tak ? O witaj Moritz ! - Ksawery przywitał go entuzjastycznie.
-Dla ciebie pan Moritz- powiedział z powagą na twarzy - a teraz słuchaj. Głęboko zastanowisz się nad tym co mówiłeś Agacie, dzisiaj w parku.
-Wybacz, już złożyłem pozew- Leitner zrobił jeszcze starszniejszą minę.
-Coś ty powiedział? -zapytał z grozą w głosie. Adwokat nie zdążył odpowiedzieć, bo pięść piłkarza uderzyła w jego twarz. Łysol poleciał do tyłu, witając się przy tym z podłogą.
-To jeszcze nie koniec- dodał i wyszedł z mieszkania, pozostawiając w nim Ksawerego z rozwalonym łukiem brwiowym i krwią cieknącą z nosa...

_______________________________________________________________________


Moje Drogie, ciężko przechodzi nam to przez klawiaturę, ale jeżeli piszecie w swoich blogach o tym, że ktoś tam robi kolejną awanturę Gotzemu o to, że zostawia Reusa samego, to nawet nas nie informujcie. Wszędzie w kółko jedna historia- wszyscy są obrażeni, bo zostawia Marco, co więcej to nie Reus robi mu sceny, tylko wszyscy inni. Bomba.. My zawsze piszemy zgodnie z tym, co myślimy, a w tej sprawie myślimy, że nie można potępiać chłopaka za to co zrobił. To była wyłącznie jego decyzja, i chociaż jesteśmy na niego wściekłe z tego powodu, to musimy zacisnąć zęby i ją uszanować, nie zapominajmy, że Mario jest naszym Złotym Chłopcem, który przez 11 lat pomagał w walce o każde zwycięstwo, bez względu na rangę spotkania i zostawił wielką cześć swego serca na murawie Signal Iduna Park. Jeżeli takie były jego marzenia, to krzyżyk na drogę, a nam pozostaje tylko trzymać kciuki by wszystkie się spełniły i być dumnymi, że taki piłkarz jak on wyszedł spod skrzydeł Borussii Dortmund. A w kwestii tej wielkiej przyjaźni… to nie  jest tak, że to wszystko się sypie, bo prawdziwa przyjaźń nie na tym polega. Prawdziwy przyjaciel daje wsparcie i zawsze pozwala rozwinąć skrzydła. Jeżeli całe życie marzycie o podróży dookoła świata i pewnego dnia ktoś wam ją zaproponuje, to odmówicie, dlatego, że nie pojedzie z wami koleżanka? Przepraszam, za długo żyję na tym świecie,  żeby w to uwierzyć. Czysta hipokryzja. Niestety nie tak jest to wszystko organizowane, a przez to te historie są tak nierealne, że dla nas mało interesujące, tym bardziej, ze w 90% opowiadań, które czytamy właśnie to się dzieje. Sorki Laski.

Dzisiejszy odcinek jest długi, jako, że w ubiegłym tygodniu nic nie dodałyśmy :)
Zapraszamy na naszą stronę na fejsbuku :) https://www.facebook.com/ModaNaDortmund

Czekamy na Wasze komentarze !

piątek, 17 maja 2013

Odcinek 20: Seria niefortunnych zdarzeń.

35stopniowy upał dawał o sobie znać. W taki dzień można co najwyżej usiąść w cieniu pod drzewem ze szklanką napoju z lodem i gazetką. Marco właśnie przed chwilą zagarnął coś w stylu "Faktu Dortmundzkiego", który chłopiec w czerwonym wdzianku jadący na rowerze, wrzucił mu przez płot. Usiadł wygodnie na tarasie i zaczął przerzucać kolejne strony. Zatrzymał się na "Wstrząsających wydarzeniach" czyli rubryce, którą lubił w tej gazecie najbardziej, oczywiście zaraz po dziale poświęconym tylko Borussii. Wyczytał tam,  że jakaś niemiecka modelka przewróciła się na wybiegu, łamiąc obcas i nogę, że 9letniej dziewczynce uciekł kotek na drzewo ,nie mogli go ściągnąć i potrzebna była interwencja straży, że wczoraj wieczorem ktoś potrącił grupkę nastolatków na przejściu, 3 osoby są ranne i że sprawca uciekł, ale go szybko odnaleźli. Marco westchnął głośno.
-Eeeeeh, biedny kiciuś - jego głębokie przemyślenia przerwał dobijający się do drzwi Robert. Niechętnie wstał z miejsca i podreptał otworzyć drzwi.
-Cześć Robercik, ty nie na treningu?
-A ty? Jurgen przełożył odkrywco, bo uznał, że jest za gorąco. Nie dostałeś smsa? -popatrzył na niego zdziwiony.
Reus wyciągnął telefon z kieszeni i spojrzał na wyświetlacz. 1 Nieodebrana wiadomość od: Szefunio.
-No tak - westchnął i utorował mu drogę. Wyszli na taras i usiedli na ławeczce.
-Jak tam randka z Jee..eee..z tą dziewczyną z klubu? -brunet w ostatniej chwili ugryzł się w język.
-Dobrze- powiedział obojętnie.
-Tylko tyle? Nawet mój syn ma bardziej rozwiniętą odpowiedź, jak się spytam co tam w przedszkolu.
-Który?
-Co z różnica? Rozmawiamy o Tobie.
-Jenifer jest cudowna, znaleźliśmy wspólny język. Ma piękne włosy, jest wyluzowana, słodka, zabawna i mógłbym w nieskończoność wymieniać - mówił bez żadnych emocji.
-Jednym słowem to ta jedyna? - dopytywał się uparcie.  Uznał, że nadszedł czas aby Reus poznał prawdę.
-Nie wiem stary. Ciężko powiedzieć. Jest nam razem dobrze, ale nie wiem czy chcę spędzić z nią resztę życia. Jest naprawdę niesamowita i silna. Nie rozumiem jak mogła być z kimś takim jak jej były.
-To znaczy? - Lewy coraz bardziej interesował się tym co mówi jego przyjaciel.
-No wiesz...spotykał się z nią kilka tygodni, "niechcący" zrobił jej dziecko i ją zostawił. Teraz płaci i myśli, że wszystko jest okej... Najchętniej sam bym mu przywalił, pajac.
-Opowiedziała Ci? - wzburzony wstał z miejsca.
-Nie mamy przed sobą tajemnic, to chyba dobry start nie? Ja o Carolin i innych moich ex tez jej powiedziałem.
-Marco błagam Cię, przemyśl sobie czy ona na prawdę jest dla Ciebie- zrezygnowany złapał się za głowę.
-Od kilku godzin nie robię nic innego - przyglądał się dziwnemu zachowaniu Lewego, który kręcił się w te i nazat. Po chwili usiadł obok niego podpierając brodę i patrząc się przed siebie. Zapadła cisza, ale Reus zaraz ją przerwał.
-A ty co wczoraj porabiałeś ?- szturchnął go lekko łokciem.
-Siedziałem ze Steffi, bo jej matka gdzieś wyszła - Reus bezgłośnie odpowiedział "aaa". Lewy miał nadzieję, że wystarczająco mu już podpowiedział.
-Ile ona już ma? - zapytał z uśmiechem blondyn.
-3 miesiące - odpowiadał jak w transie, dalej gapiąc się w jeden punkt.
-Heh, a to zabawne. Córeczka Jenifer też ma...3 miesiące- uśmiech zniknął mu z twarzy. W tym samym momencie spojrzeli sobie w oczy.
-Robert?
-Tak -odpowiedział krótko, jakby znał dalszą część pytania. Reus patrzył chwilę nieobecnie, a z jego ust wymknęło mu się polskie znane na całym świecie przekleństwo.
-Teraz wszystko się zgadza - stwierdził oszołomiony Marco - Co teraz będzie?
-Marco, jeśli czujesz, że chcesz być z Jessicą...
-Jenifer - poprawił go.
-Właśnie...jeżeli chcesz z nią być, to bądź. Chodzi mi tylko i włącznie o  małą, a wy róbcie sobie to co wam się żywnie podoba - Lewy uśmiechął się po raz pierwszy od kilkunastu minut.
-Okej...cóż- wypuścił głośno powietrze z ust- Dziękuje?
-To ja dziękuje, że nie dostałem w twarz - zarechotali.
-Niby za co? Dziwna sytuacja, ale przecież znasz ją dłużej niż ja.
-Może i dłużej, ale to wcale nie znaczy, że lepiej -  rzekł Robert. Marco wbił wzrok w podłogę i zacisnął usta, żeby przypadkiem nie palnąć nic głupiego - Trzymaj się Reusik - poklepał go po ramieniu i wyszedł z mieszkania pozostawiając w nim zielonookiego , zupełnie wypranego z emocji. W tym momencie nie czuł nic. Opadł bezwładnie na fotel.  Do tej pory nie wiedział co będzie z nim i Jenifer. Do tego Lewy, który nie ułatwił mu zadania. Jednakże nie mógł być na niego zły. Dziecko to sprawa między blondynką a napastnikiem, do której postanowił się nie mieszać. Musiał zająć się swoją.

***

Kuba wygłupiał się z Oliwką na dworze. Na szczęście polepszyło się jej. Agata siedziała w salonie i czytała gazetę, dokładnie tą samą co Reus. Usłyszała dzwonek do drzwi. Nie chciało jej się wstawać więc zasygnalizowała, że drzwi są otwarte.
-Witam piękną panią domu - zza ściany wyłonił się Ksawery.
-A... to ty...Cześć - powiedziała mniej entuzjastycznie. Ten jednak nie zwrócił na to uwagi. Wszedł dalej do domu i usiadł na przeciwko niej w fotelu.
-Mamy taką piękną pogodę dziś. Może gdzieś wyskoczymy?
-W sensie na randkę?- wyjrzała spod gazety.
-Nazywaj to jak chcesz - uśmiechnął się flirciarsko.
-Żartujesz sobie? Mam męża, córkę i własne życie więc mi się nie wcinaj. Nie mam ochoty na żadne wypady na miasto, w szczególności z tobą- syknęła cicho.
-Przemyśl to jeszcze - usadowił się wygodnie w fotelu.
-Już przemyślałam i dostałeś odpowiedź- świdrowała go wzrokiem- Właściwie nie wiem co ty  tu jeszcze robisz...
-Strona 6 - kiwnął głową na gazetę, którą trzymała w ręku. Blondynka zmrużyła oczy i przekartkowała strony.
-Wstrząsające wydarzenia - oznajmiła i spojrzała na niego.
-Pijany kierowca potrącił wczoraj grupę małolatów. Jest moim klientem. Zostaję w Dortmundzie na czas rozprawy - uśmiechnął się cwaniacko. Agata wytrzeszczyła oczy i nic nie powiedziała, a  w salonie zjawił się Kuba i Oliwia.
-Ksawery? - uśmiechnął się sztucznie - Co ty tu robisz?
-Właśnie wychodzi - rzekła Agata i wymownie spojrzała na adwokata.
-Nie wydaje mi się - uśmiechnął się szeroko. Agata popatrzyła na niego z rządzą mordu, a Kuba usiadł obok niej i posadził sobie córeczkę na kolanach.
-Jak tam mała lepiej?- zwrócił się do dziewczynki, a ta pokazała mu język. Nikt oprócz niego tego nie zauważył.
-Kuba, za dwa dni mecz z Hoffenheim- szybko zmienił temat - Jak forma?
-To okaże się jutro na treningu.
-Mam bilet na mecz i napewno zjawie się żeby pokibicować kolegom z Polski  (a od kiedy to jesteś na "ty" z Lewym i Piszczem ?)
-Świetnie- odrzekł oschle Kuba.
-Postarajcie się i strzelcie jakieś ładne bramki, żebym nie żałował tych kilkudziesięciu euro - uśmiechnął się cynicznie i wyszedł, tak poprostu.
-Co za cham i prostak !- wydarła niespodziewanie Agata- Przychodzi tu i zaprasza mnie na randkę, po czym oznajmia mi, że zostaje tu na czas jakiejś cholernej rozprawy !
-Nie przejmuj się, napewno coś wymy...co? Zaprosił cię na randkę?
-Tak, odmówiłam.
Błaszczykowski był wściekły, miał ochotę pójść za łysolem i dać mu w zęby.  Jednak duma mu na to nie pozwalała. Wziął kilka głębokich wdechów i odpuścił. Na głowie miał teraz nie tylko uciążliwą teściową ale też nachalnego znajomego.

***

-Boże, jak gorąco - Piszczek narzekał na obecny stan pogody, podczas gdy Sara chlapała się w małym basenie, przed chwilą napompowanym przez piłkarza.
-Wiem kochanie dlatego ja i Rita mamy dziś wolne. Dziś ty zajmujesz się Sarą- Ewcia wyjrzała spod dużych okularów przeciwsłonecznych i puściła Ricie oczko.
-Cóż za niesprawiedliwość! -zaprotestował Łukasz - Czyli co? Wy cały dzień zamierzacie wylegiwać się na słoneczku?
-Otóż to - odrzekła spokojnie Ewka- Każdy dobrze na tym wyjdzie. Ty spędzisz trochę czasu z dzieckiem, a my ładnie się opalimy. Dzięki Ci Jurgen !
-Jeżeli Jurgen Klopp odwołuje trening, to wiedz że coś się dzieje - Łukasz zaczął naśladować księdza Natanka, na co panie parsknęły śmiechem.
-Albo po prostu jest 40 stopni w cieniu -dodała Rita i spojrzała na Łukasza - Wiesz co Ewka, mogę zająć się dziś Sarą, żaden problem - spojrzała na nią przekonująco.
-Żartujesz sobie? Kochana ja już powiedziałam. Dziś masz wolne ! Łukasz musi poprawić swoje relacje z córką i bardzo się  z tego cieszy, prawda dzióbku? - popatrzyła na niego z szerokim uśmiechem na twarzy.
-Prawda żabciu- odwzajemnił uśmiech.
-W takim razie już się nie odzywam- oznajmiła niania i oparła się wygodnie o leżak.
Wszyscy leżeli w ciszy i spokoju. Słychać było szum drzew, śpiew słowika i pluskającą się Sarę.
-Cholera- powiedział cicho Łukasz  - No nie !- dodał po chwili nieco głośniej i groźniej.
-Co się unosisz?- Ewka podniosła okulary i patrzyła na niego zmieszana. Po chwili zauważyła i wybuchła śmiechem, zarażając tym Ritę i Sarę.
-Jak on to mógł zrobić Ewka? No jak on mógł to zrobić?- Łukasz podniósł ręce i głowę do góry i patrzył na ptaka, który przeleciał nad nim zostawiając NIE MAŁY ŚLAD na jego ramieniu.
-Kochanie, to ponoć przynosi szczęście- Piszczek rżała jak głupia, a Łukasz spiorunował ją wzrokiem.
-W sumie, w sobote mecz z Hoffenheim- rozmyślał Łukasz - pójdę się umyć ! -oznajmił i uciekł jak najszybciej do domu.
Kto by pomyślał, że najweselszy człowiek świata zdenerwuje się o tak mały incydent z ptaszkiem.

_____________________________________________________________________________
1.Z racji tego, że w tym odcinku mają miejsce same niepowodzenia, tytuł jest taki, a nie inny.
Co do tego ptaszka....historia z życia (:

2.Sylwia, dzięki za te wszystkie miłe słowa, na prawdę strasznie fajnie się z tym czujemy :) Jako, że odcinek jest zarówno o Kubie jaki i o Robercie w szczególności dedykujemy go właśnie Tobie ! :)

3.Jeżeli chcecie być informowane o kolejnych odcinkach, to odezwijcie się do nas na gg  45843045 :)

Zapraszamy do komentowania, wszystkie hejty bierzemy na klatę :D

piątek, 10 maja 2013

Odcinek 19: Grunt to rodzinka.

Sobotnie gorące popołudnie spędzili na wyciskaniu z siebie siódmych potów. Jurgen nie oszczędzał swoich zawodników w przygotowaniach do finału Ligi Mistrzów. Wszystko miało być cacy. Po morderczym treningu opadli na krzesła w cieniu...byle dalej od słońca.
-No to co panowie, rozumiem, że dziś wieczorem melanżyk- poruszył zalotnie brwiami Piszczek i spojrzał z szerokim uśmiechem na Mario.
-Odpada. Katja wymyśliła sobie romantyczną kolację tylko we dwoje- Gotze wywrócił teatralnie oczami.
-Uhuhu, romantyczny wieczór z panną, zrozumiałe. Czyli musimy znaleźć sobie inny lokal...
-Piszczu, ja też dziś nie mogę. Umówiłem się - przerwał mu Marco.
-Ja tak samo. Oliwia ostatnio bardzo dziwnie się zachowuje- dodał Kuba.
-Co znowu zrobiła?
-Właśnie chodzi o to, że nic...rozumiecie? Cisza i spokój od dwóch dni. Może jest chora, nie wiem. Po za tym teściowa...nie mogę zostawić wszystkiego na głowie Agacie - Łukasz pokiwał głową ze zrozumieniem i spojrzał błagalnie w stronę Roberta.
-Ja też dziś będę zajęty, innym razem.
Inni też mieli wiele przeróżnych wymówek. Łukasz posmutniał.Postanowił, że następnym razem im nie odpuści.

***

Nastał wieczór. Sobotni wieczór. Dokładnie ten, w który wszystkie kluby w mieście wypchane są po brzegi nastolatkami. Po mimo późnej pory, na dworze dalej było duszno. Robert zajechał swoim oplem pod niewielki blok, znajdujący się spory kawałek od jego miejsca zamieszkania. Wysiadł, wszedł do budynku. Wsiadł do windy i wcisnął guzik kierujący go na 4 piętro. Uśmiechnął się pod nosem kiedy przypomniał sobie ostatnie wydarzenia związane z windą. Gdy usłyszał "ding" wysiadł i udał się pod mieszkanie "23".
-Cześć Jessica- rozłożył powitalnie ręce i uśmiechnął się szeroko.
-Jenifer idioto!- warknęła dziewczyna.
-Tak powiedziałem- spoważniał, ale tylko na chwilę. Blondi wywróciła oczami i wpuściła go do mieszkania. Od razu poszedł do  pokoju, w którym w biało-różowej kołysce leżała 3-miesięczna Steffi. Nie spała. Brunet wziął ją na ręce i delikatnie pocałował w czoło. Podczas gdy Jenifer zajmowała łazienkę, Lewy bujał się z małą na rękach. Po pół godziny wyszła i stanęła w progu pokoju, chcąc zrobić wrażenie na Lewandowskim, który nawet na nią nie spojrzał.
-Ekhem - odchrząknęła.
-Tak?
-Wychodzę.
-Dobrze.
-Nie chcesz wiedzieć gdzie idę ? -zdziwiła się.
-Jakoś specjalnie mnie to nie obchodzi- wzruszył ramionami.
-I dobrze...bo i tak bym Ci nie powiedziała - świdrowała go wzrokiem.
-Yhyym - mruknął. Wiedział, że prędzej czy później dziewczyna nie wytrzyma.
Kiedy poprawiała włosy przed wyjściem w lusterku w korytarzu, Robert oparł się o ścianę i przyglądał się jej.
-Więc tak jak mówiłam, kaszka jest w górnej szafce a mleko w lodówce. Napewno sobie poradzisz?
-Oczywiście.
-Super, to narazie- chwyciła za klamkę.
-Hej, Jessica !
-Jenifer- wycedziła przez zaciśnięte ze złości zęby.
-Udanej zabawy - uśmiechnął się zalotnie. Uwielbiał ją denerwować.
-Dzięki - pokiwała głową z uznaniem, jednak nie chciała dać za wygraną - Mam randkę...z Marco Reusem - uśmiechnęła się złośliwie, po czym wyszła.Po chwili zjawiła się znowu wychylając się tylko zza drzwi - Mogę nie wrócić na noc, wiesz o co chodzi - dodała i zamknęła je za sobą..
 Lewy stał przez chwilę i myślał, że się przesłyszał.W oka mgnieniu zjawił się obok okna i co zobaczył? Marco Reus, wypindrzony jak gwiazda hollywood, stał oparty o swój samochód w mega szarmanckiej pozycji. Jenifer szła w jego stronę krokiem modelki. Wszystko było by pięknie, gdyby się nie potknęła. Na szczęście nie upadła. Lewy parsknął śmiechem. Na twarzy Reusa również można było dostrzec rozbawienie. Podeszła do niego i zaczęli się namiętnie całować. Następnie wsiedli do auta i odjechali. Robert zniesmaczony tym widokiem poprawił zasłonę i nachylił się nad łóżeczkiem Steffi.
-Widzisz robaczku, każdy spędza ten wieczór z jakąś kobietą - uśmiechnął się i dodał - Ale ja spędzam go z najważniejszą w moim życiu.

Przez resztę wieczoru świetnie się bawili. Jako ojciec nie mógł pozwolić, żeby jego gwiazdeczka była futbolowo nieświadoma. Przyniósł ze sobą malutkie ubranko w barwach Borussii. Nie ufał do końca Jenifer, więc ubrał w nie dziewczynkę od razu. Właśnie leżała na brzuszku, a Lewy podziwiał ten widok.
-Idealnie - powiedział z dumą - obróć się. Nie było jednak żadnej reakcji ze strony jego córeczki. - Ah, zapomniałem - puknął się w czoło i sam ją przekręcił. Przez kilka kolejnych minut stał nad łóżeczkiem i rozczulał się nad Steffi.

***

Wizja Kuby się sprawdziła. Oliwia była chora, ponadto miała gorączkę. To tłumaczyło by jej spokojne zachowanie. Lekarz przepisał jej kilka syropów i antybiotyk dla dzieci. Błaszczykowscy podziękowali za wizytę i odprowadzili doktora do drzwi.
-Czy to aby na pewno nie jest zakaźne?-matka Agaty zdjęła maskę tlenową.
-To grypa, można się zarazić  - wytłumaczyła jej Agata.
-O Boże, jeszcze tego mi tu brakowało. Grypa na stare lata.
-Spokojnie mamo, z Oliwią wszystko będzie w porządku - zadrwił Kuba.
-Pewnie, że tak, co ma być z nią źle? - popatrzyła na niego dziwnie - Wiecie co ja wolę nie ryzykować....przeprowadzę się do hotelu, na czas dopóki Oliwka nie wyzdrowieje.
Agata i Kuba byli zażenowani zachowaniem Gołaszewskiej. Ta kobieta, niby dojrzała, bała się zarazków i chorób. Gdyby się wtedy zaraziła z pewnością zaczęła by pisać testament obwiniając w nim o śmierć swoją wnuczkę. Poszła do swojego pokoju i zaczęła się pakować. Nie mieli najmniejszej ochoty jej zatrzymywać. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi.
-Kogo tu znowu niesie? - blondynka zadała sobie pytanie. Otworzyła drzwi i stanęła w osłupieniu - Ksawery?
-Witaj Agatko, kupe lat - wysoki, zielonooki i w połowie łysy mężczyzna stał przed nią ubrany w garnitur i prezentował swoje śnieżno-białe zęby.  W ręku trzymał teczkę. Typowy adwokat.
-Co ty tu robisz? - zapytała zszokowana, a ten zaśmiał się.
-Liczyłem na cieplejsze powitanie - nachylił się nad nią i pocałował ją w policzek - Wpuścisz mnie?
Nic nie powiedziała, tylko utorowała mu drogę.
-Przytulnie tu - rozejrzał się - Cześć Kuba - wyciągnął rękę w jego stronę.
-Czeeeeść? - Kuba niepewnie uścisnął jego dłoń.
-Ohhhhh Ksawery ! - nagle w salonie pojawiła się Krysia - Jak dobrze, że już jesteś - cmoknęła go kilkakrotnie... na odległość.
-Już ?- zmieszana Agata spojrzała na matkę.
-Tak, tak. Powiedziałam Ksaweremu, że bardzo za nim tęsknisz. Oboje się o ciebie martwimy. Ten wsiadł w samolot i od razu przyleciał. Widzisz jaki z niego dobry przyjaciel - diva nie szczędziła mu komplementów.
-Ja tęskniłam? a to ciekawe...-chciała kontynuować ale pani G ją zagłuszyła.
-Wiesz co Agatko ? już późno, my z Ksawerym prześpimy się w hotelu- spojrzała rozweselona w stronę ważniaka w gajerku - za chwilę będzie po nas taksówka, czekam na dole - wzięła swoje walizki i uradowana wyszła na dwór.
-To ja też już pójdę - posłał z pozoru miły uśmiech w stronę małżeństwa, które nie pałało tak wielkim entuzjazmem jak on - Widzimy się jutro - rzucił i zniknął za ścianą.
Agata podeszła do męża i przytuliła się do niego.
-Kubaaa... - wychrypiała zrezygnowana - Co ona znowu kombinuje?
-To co zawsze Aguś, chce nas rozdzielić - mocniej przytulił żonę.
-Ale my się nie damy, prawda?- spojrzała na niego z nadzieją. Kuba uśmiechnął się i pocałował ją w nos.
-Nie damy się- stwierdził stanowczo. W głębi duszy cieszył się, że nie tylko on nie jest zadowolony z wizyty "przyjaciela" z Polski.

***

Jenifer po cichutku wślizgnęła się do ciemnego  mieszkania. Zdjęła 15 centymetrowe szpilki, które nie oszczędziły jej odcisków i zajrzała do pokoju, który oświetlała jedynie lampka nocna. Ujrzała sytuację, która ją rozczuliła. Robert spał na kanapie a na jego brzuchu  ich córeczka. Obok łóżka leżała otwarta na bajce "Królewna śnieżka" książeczka. Wyglądali przesłodko. Po prostu najpiękniejszy obraz na świecie. Było około 3 nad ranem. Podeszła do nich bliżej i zaczęła lekko szturchać Roberta, żeby nie zrzucił dziecka. Brunet otworzył oczy i spojrzał w stronę osoby, która śmiała zakłócić jego piękny sen.
-Jessica? Miałaś nie wracać na noc- przetarł oczy, a blondynka wzięła małą i położyła do łóżeczka. Już miała się na niego rzucić o to, że ciągle myli jej imię, ale była w tak świetnym nastroju, ze postanowiła mu odpuścić.
-To prawda, ale zmieniłam zdanie. Podobno macie jutro jakiś trening, wiec postanowiłam dać wam się wyspać. Sama też potrzebuję odpoczynku. Marco wystarczająco mnie już zmęczył - zachichotała.
-Współczuję - usiadł na kanapie i przeciągnął się.
-Nie był aż taki zły - zaczęła masować swoją szyję.
-Reusowi współczuję...
-Dosyć tego, wynocha ! - spojrzała na niego krzywo i wydała rozkaz. Palcem wskazała drogę do wyjścia.
Robert zaśmiał się pod nosem, wstał z miejsca i powolnym ruchem zmierzał ku wyjściu. Na dobranoc przesłał jej całuska i życzył kolorowych snów. Blondynka myślami rozgniatała już Lewandowskiego tłuczkiem do mięsa, lecz gdy przypominała sobie wydarzenia sprzed kilku godzin odpływała do innej krainy...

_____________________________________________________________________________

A oto oczko w głowie Roberta ;)



Zapraszamy :)

sobota, 4 maja 2013

Odcinek 18: Wspomnienie

...Kiedy stał już u drzwi swojego apartamentu zorientował się, że… są otwarte. Popchnął je… i stanął jak wryty...

...Niepewnie przemierzał kolejne metry korytarza kroczek po kroczku i słuchał żałosnego szlochania dobiegającego z salonu. Podszedł bliżej. Na kanapie ujrzał Leitnera, który krył twarz w poduszkach. Tęsknota i pustka wypełniała jego wnętrze.
-Moritz? Co ty tu robisz? - zapytał zdezorientowany brunet.
-Ja? - podniósł głowę i zapłakanymi oczami spojrzał na Roberta -Nic tylko...tęsknię sobie.
-Doooobrze - Lewy próbował sobie to wytłumaczyć- A jak ty tu wszedłeś?
Z kuchni wyłonił się Marco z kubkiem herbaty w ręku i pomachał pęczkiem kluczy przed nosem napastnika.
-Muszę zabrać Ci te klucze...- stwierdził brunet. Blondyn posłał mu namiętne spojrzenie i puścił oczko.
-Dlaczego świat jest taki okrutny? Jak już znajdziesz osobę, z którą wydaje ci się, że możesz iść przez całe życie...ona nagle znika - dalej szlochał.
-Ehhh- Robert przysiadł na fotelu - Ty ją na prawdę polubiłeś?
-Tak, bardzo. Po raz pierwszy poczułem coś na serio. Te jej głębokie lazurowe oczy, aksamitne włosy, gładkie niczym pupcia niemowlaka pięty i ramiona jak wyrzeźbione ze skał - kreślił kształt ciała francuzki w powietrzu.
-O kurcze - obydwaj przysłonili usta pięścią- ale Cię wzięło stary...
-Noo- zalał się łzami.
-Hej, przestań będzie dobrze. Kiedyś o niej zapomnisz i zakochasz się w innej.  Popatrz na to z innej strony, jesteś o jeden zawód miłosny mniej - pocieszał go Marco.
-To będzie ich więcej? - Moritz spojrzał na niego zrezygnowany.
-Skąd- Reus uciekł wzrokiem, skrzywił się i pokręcił głową.
-Robert? A jak ty ją w ogóle poznałeś?- dopytywał się Leitner.
-Eee, długa historia...
-Mamy czas- uśmiechnął się cwniacko Marco, a Lewy posłał mu mordercze spojrzenie.
-Dobra... to było 4 lata temu jak grałem jeszcze w Lechu. Akurat graliśmy sparing z *Stade de Reims w Paryżu. Jak się domyślacie przegraliśmy...-Reus parsknął. Lewy spiorunował go wzorkiem i mówił dalej - Jeszcze tego samego dnia Sławek chciał o tym zapomnieć, więc pojechaliśmy do klubu, tzn. ja Sławek Peszko i Semir Štilić. Ze Sławkiem nigdy nie czułem się bezpieczny...ale mniejsza. Kilkanaście kolejek i już było nam weselej. Semir podjął się trudnego zadania, a mianowicie miał robić za kierowcę. Jakoś około 1:00, kiedy byliśmy ze Sławkiem przytankowani, Štilić stwierdził, że już nam wystarczy. Nie wiem jak, ale jakimś cudem wpakował nas do samochodu i ruszyliśmy. Jechał około 10 km/h żeby nie ryzykować sprzątaniem całego auta. Droga oświetlona była jedynie latarniami. Nagle poczułem uderzenie. Od razu otrzeźwiałem. Razem z Semirem wybiegliśmy z samochodu, no, on wybiegł....ja po prostu wyszedłem. Na masce leżała zapłakana dziewczyna, cała potargana z połamanymi obcasami i butelką wina w dłoni. Na szczęście nic jej się nie stało. Opowiadała coś, ale ciężko było ją zrozumieć, bo była cała roztrzęsiona, poza tym mówiła po francusku...
-Nawet nie słyszałem jej francuskiego...- Moritz znowu zalał się łzami.
-Ciiiii, nie przerywaj - szepnął zasłuchany Marco.
-Grzecznie zaproponowaliśmy podwózkę- kontynuował- Zgodziła się zanim zdążyliśmy dokończyć pytanie, do tej pory tak ma. Kiedy zaparkowaliśmy pod hotelem wygramoliliśmy się z auta. Sławek smacznie sobie spał więc postanowiliśmy go nie budzić. We trójkę poszliśmy do mojego pokoju. Nawet nie zauważyliśmy jak Gabi dobrała się do hotelowego barku. Wyciągnęła z niego ruski szampan i usiłowała go otworzyć. Mój klubowy przyjaciel ją wyręczył. Opowiedziała nam wszystko upijając przy tym siebie, jego i jeszcze bardziej mnie. Dowiedzieliśmy się, że niecałe trzy godziny temu nakryła swojego chłopaka na zdradzie ze swoją szefową z agencji modelek.  Dziewczyna od razu spodobała się Semirowi, próbował ją pocieszać i ta gadka szmatka jaka ona jest piękna i tak dalej. Reszty wieczoru nie pamiętam. Rano obudziłem się z jej włosami na twarzy i palcem w uchu. Leżała po mojej prawej. Od razu domyśliłem się co stało się tamtej nocy, ale bałem się pytać, bo po lewej leżał Peszko...z otwartymi oczami. Zląkłem się niemiłosiernie, a on wydał z siebie tylko  "Witaj Robercie", po czym wstał i poszedł do toalety. Serce przyśpieszyło mi do chyba 200 uderzeń na minutę. Co jak co, ale te jego zapite ślepia wgapiające się w twoją  twarz, potrafiły wystraszyć człowieka. Modelka przebudziła się, a ja udawałem, że śpię. Wstała i ubrała się. Przed wyjściem nachyliła się i pocałowała mnie w policzek. Coraz bardziej mi się to nie podobało. Co tam do cholery robił Sławek? Mijały dni a my ciągle siedzieliśmy w tej Francji, bo trener korzystając z okazji wymyślił sobie jakieś treningi. Przez te pare dni próbowałem się z nią skontaktować. Pytałem Semira czy z nią później widział, rozmawiał ale na wszystkie moje pytania zaprzeczał. Opowiedziałem mu co prawdopodobnie się stało wtedy w hotelu. Patrzył na mnie ze złością, jakby chciał urwać mi głowę i podpalić ciało. Wzruszył tylko ramionami i do końca wyjazdu był nabzdyczony. Po treningu postanowiliśmy pokręcić się z chłopakami po mieście. Przechodziliśmy obok przeróżnych perfumerii, salonów piękności , obuwniczych i tych innych pierdół, na których widok kobiety wydają z siebie dzikie dźwięki. Nagle z jednego z butików wyszła ona. Roześmiana z milionami toreb w rękach. Stanąłem jak wryty, ona też się zatrzymała.
-Gabrielle ! Tyle czasu Cię szukałem, całe 2 dni. Dlaczego nie zadzwoniłaś ?
-Sorki Robert, myślałam, że nie będziesz pamiętał.
-Trudno zapomnieć, tym bardziej, że nie wiem co się działo.
-Dużo się działo, ale nie bierz tego do siebie- uśmiechnęła się lekko- To była tylko...zemsta.
Zabolało. Ale tylko przez chwilę. Nazajutrz przeprosiła mnie i chodziliśmy ze sobą. Z nikim nie było mi tak dobrze jak z nią, a przynajmniej mogło się tak wydawać. Przyjechała ze mną do Polski. Czy to była miłość? Nie, nie sądzę. Wszystko było idealne, aż do tamtego dnia. Wróciłem do domu, Gabi rzuciła mi się na szyję. Powiedziała, że ma dla mnie niespodziankę. Kazała mi zaczekać i zniknęła gdzieś w pokoju. Po chwili pojawiła się z piłką na której do niedawna widniał autograf *Diego Maradony. Powiedziała, że zauważyła, że piłka jest "pomazana" i doczyściła ją. Krew odpłynęła mi z mózgu. Myślałem, że ją zabiję. Przez chwile tłumiłem w sobie wszystkie negatywne emocje, ale powieka drżała mi jak oszalała. Darowałem sobie napad złości i przyjąłem to na klatę. Kazałem jej się wynosić. Nie rozumiała mojej decyzji. Nawsadzała mi od takich i takich i zniknęła. Nie kontaktowałem się z nią, bo nie miałem na to ochoty. Tęskniłem za nią strasznie, ale kiedy patrzyłem na "czystą" piłkę , uczucie przemijało. Któregoś dnia postanowiłem zadzwonić do niej i to wyjaśnić. Przeprosiłem, a ona powiedziała mi dwa najgorsze słowa jakie facet może usłyszeć... "Zostańmy przyjaciółmi".  No i to by było na tyle.
-To koniec? - zapytali zafascynowani pomocnicy. Brunet pokiwał głową.
-Jak można zmyć autograf legendy footballu? - ręka Reusa wylądowała na jego czole z głośnym klaśnięciem.
-Woow, ona od zawsze potrafiła ranić - Moritz kręcił z niedowierzaniem głową.
-Lepiej Ci ?- Lewy popatrzył pytająco na Leitnera.
-O wiele, dziękuję Ci - rzucił mu się na szyję.
-Jak zawsze do usług- powiedział lekko podduszonym głosem.

***

Siedziały na włóknistym dywanie po turecku na przeciwko siebie z kubkiem czekolady w dłoni. Obydwie ciężko było przegadać. Katja i Rita były starymi dobrymi znajomymi. Kiedyś pracowały razem w butiku, jednak sklep splajtował. Od niedawna wiedzą o sobie, że mieszkają w Dortmundzie. Opowiadały co działo się  w ich skromnym życiu od czasu kiedy ostatni raz się widziały. Mario nie mógł znieść tego całego "gdakania" i pojechał odwiedzić rodzinę mieszkającą kilometr od miasta.
- I jak ta bielizna, którą Ci pożyczałam? Pasuje?
-Świetna jest, ale za długo się jej nie przyjrzałam...
-Jak to?
-Wyobraź sobie że byłam sama w domu, Sara spała i miałam dużo czasu. Stoję sobie w oto tej bieliźnie przed lustrem w korytarzu, a tu nagle mi Łukasz z Robertem wbijają do domu. No normalnie myślałam, że się pod ziemie zapadnę. W życiu nie byłam w bardziej niezręcznej sytuacji....a nie przepraszam, Ewka weszła do pokoju kiedy to Łukasz leżał na mnie na podłodze.
-Co? - Katja wybuchła niekontrolowanym śmiechem.
-To nie jest śmieszne ! Jeszcze jeden taki numer i chyba stracę tą robotę. Boże jakby wtedy przyszła Ewa zamiast nich....chyba by mnie zabiła. Ale miny chłopaków bezcenne - uśmiechnęła się pod nosem- Łukasz mówił bez ładu i składu, a Robert gapił się z tym swoim cwaniackim uśmieszkiem.
-Wyobrażam sobie- zachichotała blondynka - Cały Lewy. Ostatnio odbierałam z nim poród...
-Nie może być...!-przerwała jej z niedowierzaniem brunetka.
Katja opowiedziała jej wszystko ze szczegółami, a Rita patrzyła na nią jak na wariatkę. Siedziały jeszcze długo i nawet nie zauważyły że Gotze wrócił już do domu. Zajrzał tylko do pokoju, ale kiedy zobaczył że ciągle gadają, wywrócił oczami, wycofał się i poszedł się położyć.


*Stade de Reims - francuski klub piłkarski z siedzibą w mieście Reims (obecnie klub Grzegorza Krychowiaka).

*Diego Maradona – argentyński trener piłkarski i były piłkarz. Jest uważany za jednego z najlepszych graczy w historii tego sportu został wybrany najlepszym zawodnikiem XX wieku.

__________________________________________________________________________

Trzymamy kciuki za dzisiejsze zwycięstwo w małym finale, a tymczasem zapraszamy do polubienia naszej strony na fejsbuku :)




Łapcie Moritza.. Oby piłka w końcu przyniosła mu ukojenie ;)