sobota, 10 sierpnia 2013

Odcinek 27: Holidays !

Powoli otworzyła oczy czując przy tym straszliwy ból głowy. Podniosła się na łokciach i rozejrzała po pokoju zamglonymi oczyma. Zajęło jej chwilę zanim zorientowała się, że nie jest w swoim pokoju, w swoim łóżku. Poczuła, że jest kompletnie naga. Przełknęła głośno ślinę, a jej serce przyśpieszyło gwałtownie. Nagle przypomniała sobie wydarzenia z ostatniej nocy, wszystko. Niepewnie przekręciła głowę i spojrzała na bruneta. Jeszcze spał.
-O kurwa. -zaklęła szeptem.
Delikatnie wysunęła się z pod pościeli. Musi stąd spadać i to jak najszybciej.  Szybko zebrała swoje ubrania leżące gdzieś na podłodze i ulotniła się z sypialni Lewandowskiego. Ubrała się przy wyjściu. Wychodząc z mieszkania miała tylko nadzieje, że jej współlokatorzy nie zorientują się, że nie wróciła na noc. Po cichutku weszła do swojego mieszkania i lekko zamknęła drzwi. Usłyszała grający w salonie telewizor i gwiżdżący czajnik. No pięknie, już nie śpią.
-Cześć Tatiana!- powiedział Alan jeszcze w szlafroku, cały rozczochrany i z kubkiem herbaty w ręku. Dziewczyna podskoczyła. -Gdzie byłaś?- zapytał ale chyba wcale nie zależało mu na jej odpowiedzi, ponieważ nie zważając na nią poszedł dalej.
-Ooo, wreszcie jesteś! -z kuchni wyłoniła się Berenika. -Gdzie ty byłaś całą noc? Albo wiesz co? Nie obchodzi mnie to - wzruszyła ramionami i poszła na górę.
-Tatiana, heej! - nagle nie wiadomo skąd wyrosła przed nią Wiktoria. -Gdzie byłaś? Martwiliśmy się o Ciebie -pogłaskała ją po ramieniu, kiedy nagle zadzwonił jej telefon. - O sorki, muszę odebrać. - blondynka zajęła się rozmową, podczas gdy Tatiana wymyślała wymówkę. - To tata. Kazał pomóc mi spakować Alana na ten wyjazd integracyjny. Pogadamy później, okej? -uśmiechnęła się szeroko. -A no i...zapnij sobie bluzkę - odkręciła się na pięcie i zaśmiała pod nosem.
Bednarczyk odetchnęła ciężko. Jak narazie udało uniknąć się jej wszelkich tłumaczeń, ale na jak długo?

Lewy kiedy tylko się obudził i zauważył, że Tatiany nie ma obok, zadzwonił do niej. Bezskutecznie. Odrzuciła połączenie i kolejne i kolejne. Po 58 nieudanych próbach skontaktowania się z nią odpuścił. Miał do niej pójść, ale stwierdził że skoro nie chce z nim rozmawiać, to odwiedziny w jej mieszkaniu również niczego nie wskórają.

***

Łukasz i Sara leżeli sobie na kocu w ogrodzie. Mała bawiła się zabawkami a Piszczu cały czas zadręczał się Ritą. Nie przyszła dziś do pracy, co więcej zabrała swoje rzeczy i nie zostawiła żadnej wiadomości. Nie dziwił się, że nie chciała z nim rozmawiać ale chciał przynajmniej ją przeprosić. Z głębokich rozmyślań wyrwał go odgłos samochodu wjeżdżającego na ich podjazd.
-Któż to może być? Chodź Sara, zobaczymy kto przyjechał. - wziął córeczkę na ręce i wyszli przed dom.
-Maama ! - krzyknęła radośnie dziewczynka.
-Heeej kochani. - Ewka podbiegła do nich i przytuliła się mocno.
-Ewcia, już jesteś? - zapytał zdziwiony mąż.
-A co, nie cieszysz się ?- spojrzała na niego podejrzliwie.
-Ciesze się, bardzo się cieszę, ale dlaczego nie zadzwoniłaś? Wyjechalibyśmy po Ciebie.
-Chciałam wam zrobić niespodziankę, dlatego koleżanka z pracy mnie podrzuciła - przytuliła ich jeszcze raz. - Jak dobrze w domu. - spojrzała na ich dwójkę.- A gdzie Rita?
-Rita? Rita...-zastanawiał się chwilę- ...zachorowała. Powiedziała, że nie da rady dziś przyjść i dałem jej kilka dni wolnego.
-Zachorowała w taką pogodę? Biedulka- powiedziała ze współczuciem.
Sara zeskoczyła z rąk rodziców i pobiegła w stronę domu. Łukasz wziął od żony walizki i szedł ze spuszczoną głową, jakby się czymś przejmował. Nie uszło to uwadze Ewki.
-Coś się stało? - zapytała zaniepokojona.
-Nie, po prostu...odkąd nie ma Rity zajmowałem się domem, praniem, gotowaniem, sprzątaniem, Sarą, do tego treningi, upał. Jestem troszeczkę zmęczony. -uśmiechnął sie lekko.
-Ooo, mój biedny mężulek.- złapała go za policzek. -Nie martw się, wróciłam. Odpoczniesz troszkę. - Łukasz spojrzał jej głęboko w oczy.
-Dobrze, że jesteś.- powiedział i pocałował ją namiętnie w usta.- Kocham Cię.
-Ja Ciebie też. -uśmiechnęła się. -Idę zobaczyć gdzie pobiegła Sara- wypowiedziawszy to ruszyła szybszym krokiem.
Łukasz korzystając z okazji, że został sam wyciągnął telefon i zadzwonił do Roberta.
-Misiu ! Jedziemy na wakacje !
-Cześć Łukasz.
-Cześć, cześć. Zbieram ekipę i wyjedźmy stąd jak najdalej prooooszę.
-Coś się stało?
-Powiedzmy, że zrobiłem coś czego nie powinienem i teraz sumienie nie daje mi spokoju.
-No to witam w klubie...chcesz o tym pogadać?
-Innym razem...jak będę na to gotowy.
-Przerażasz mnie -stwierdził brunet.
-No to jak jedziemy? Pogoda jak z bajki, nie zaczeliśmy jeszcze sezonu mamy wolne. No dawaj stary !
-Okej, nic mnie tu nie trzyma.- spojrzał na drzwi mieszkania na przeciwko przez dziurkę w drzwiach.
-To super. -krzyknął radośnie Piszczu. -Streść się z pakowaniem, wyjeżdżamy o 15.- powiedział, po czym rozłączył się.
Lewemu zrobiło się trochę szkoda, że nie pogada z Bednarczyk przed wyjazdem. Nie wiedział kiedy znowu ją zobaczy. Nie wiedział dokąd jedzie, na jak długo. Postanowił jednak nie myśleć o niej. Skoro ona ma go gdzieś, to dlaczego on ma się nią przejmować ? Przed wyjściem nakleił na drzwiach karteczkę z informacją że wyjechał i jest pod telefonem, w razie gdyby któraś z dziewczyn chciała zostawić u niego pociechę.

***

Remady & Manu-L - Holidays
-Kuba zcisz tą muzykę, prawie udało mi się uśpić Oliwię!- Agata usiłowała uciszyć męża.
-Okej, okej już.- Kuba grzecznie wykonał polecenie żony.
-Ja chyba też się zdrzemnę.- przeciągnął się Piszczu, zajmujący siedzenie pasażera.- Długa droga przed nami...ale najpierw coś zjem.- odkręcił się i przejrzał siatkę z jedzeniem.
-Nie za dużo bo Cię zemdli.-pouczyła go Ewka.
-Coś się strasznie powoli wleką za nami.- Kuba spojrzał w lusterko. -A Reus dał sobie rękę uciąć, że będą jechać pierwsi.
*Tymczasem w samochodzie z tyłu.
-Moritz? Jesteś pewien, że w tym Vanie wszystko jest w porządku? - zapytał zaniepokojony Lewy.
-Tak, szwagier przegląd robił. Dwa razy nawet, a co?
-Bo on nawet stówki nie wyciska...osiemdziesiąt jedziemy...teraz siedemdziesiąt sześć.
-No bo tam, mocniej trzeba depnąć.
-Jak depnę mocniej to się wyłamie.
-A tam bzdury opowiadasz...daj ja poprowadzę !- Leitner z ostatniego siedzenia przecisnął się przez Katję i Mario, aż na sam początek do Lewego i Marco. Robert stanął na chwilę na poboczu.
-0,7 zgłoś się - do CB radia dorwał się Piszczu.
-Zgłaszam się.- odpowiedział z powagą Marco.
-Co tam się wyrabia agencie Reus?
-Mamy małe problemy techniczne...zmieniamy właśnie kierowcę, może jakoś pójdzie.
-Rozumiem, czekać na was?
-Nie trzeba, dogonimy was.-powiedział blondyn po czym odłączył się.
Moritz zasiadł za kierownicą, Robert zajął miejsce pasażera, a Marco przeszedł na koniec i strzelał sobie słit focie z Katją i Mario. Stali około pięciu minut. Moritz wcisnął pedał gazu tak mocno, że jeszcze trochę i zrobił by dziurę w asfalcie. Ruszyli gwałtownie, obijając się o siebie.
-Widzisz Robercik, tak się z nim postępuje. Szwagier to jednak uczciwy człowiek jest, tyko raz siedział.
-Dobra Mo, zamiast opowiadać o kryminalnej przeszłości swojej rodziny lepiej pilnuj drogi. - powiedział Gotze.
-Właśnie mamy pięć minut opóźnienia.- dodał Marco.
-Spokojna twoja rozczochrana- Leitner uśmiechnął się szeroko. -Jeszcze wygramy ten wyścig.- Zaśmiał się szyderczo i jak wariat wrzucił szybszy bieg.

***

Starzewska właśnie przed chwilą wróciła do apartamentu, bo odwoziła Alana i Ojca. Berenika rozwalona na kanapie oglądała jakiś film, a Tatiana szyła w fotelu. Nagle ktoś zapukał do drzwi.
-Dopiero co weszłam do domu. - marudziła blondynka. -O Rita, jak miło cię widzieć. - przytuliła brunetkę.
-Hej, miałam nadzieję, że zastam kogoś w domu.- swobodnie weszła do mieszkania.- Cześć dziewczyny.- przywitała ich.
-Czeeeeść- odpowiedziały chórem.
-Słuchajcie mam dla was pewną propozycję. Jedziemy ze znajomymi nad morze i mamy cztery wolne miejsca, od razu pomyślałam o was. Autokar jest już załatwiony, jeśli pojedziecie z nami, mniej nas to wszystkich wyniesie.
-Nie wiem czy to dobry pomysł. - skrzywiła się Tatiana.
-Proszę was dziewczyny. Pojedziemy, opalimy się, będziemy się świetnie bawić. Tatka ! -szturchnęła ją- Wolisz siedzieć wieczorami w fotelu i szyć?
-To kara!- odpowiedziała jej Lisowska. -Pożyczyłam jej spodenki na imprezę, a ona rano wraca w porwanych i wymiętolonych. - powiedziała oburzona.
-Przecież Ci je zaszywam- warknęła - zobacz, już prawie gotowe-podniosła je do góry i złośliwie pomachała jej przed nosem.
-Wiesz co Rita, ja chętnie pojadę. -Powiedziała Wiktoria. - Alan jest na wyjeździe, a ja chętnie się zabawię. - puściła jej oczko.
-To ja też. Nie mam zamiaru dusić się w domu. Są wakacje, a ja nie zrobiłam jeszcze nic szalonego...- czerwonowłosa wstała z miejsca. Wszystkie trzy spojrzały się na Tatianę.
-Na długo? - zapytała od niechcenia.
-Tydzień.- rzekła rozpromieniona Rita.
-Dobra. -syknęła.
-Aaa, no to ekstra.- zapiszczała Roth. - Okej bądźcie gotowe o 6, na przystanku.
-O 6 ?- zamarudziły chórem.
-Tak.- klasnęła w dłonie. -Długo się tam jedzie, ale mówię wam, będzie super. To narazie. -Uściskała ich i wyszła.
-Jest ! Wreszcie gdzieś pojedziemy, mam dosyć tego miasta- Berenika odtańczyła taniec szczęścia.
-O tak, zaszalejemy sobie- dodała Wiki. -Dobra idę się pakować.- rzuciła i zniknęła na górze.
Studentka fizyki jądrowej wywróciła oczami i odkręciła się na pięcie.
-Ekheem.- sarknęła B.
-Co?
-Czy moje spodenki są już gotowe?
Tatiana  podeszła do fotela i rzuciła w nią częścią garderoby, którą niefortunnie rozerwał Lewy.
-Dziękuję.- uśmiechnęła się złośliwie i zeszła z jej pola widzenia, zostawiając brunetkę bijącą się z własnymi myślami.
Nie wiedziała co robić. Robert gdzieś wyjechał, więc tu jak narazie była bezpieczna. Widziała karteczkę pozostawioną na jego drzwiach, a Berenika ponoć jak wychodził z walizką bo trzeszczała o tym cały dzień. Jednak zostawać tu nie chciała, bo oszalała by gdyby codziennie musiała patrzeć na drzwi naprzeciwko. Pomyślała jednak, że wyjazd dobrze jej zrobi. Poszła na górę i wzięła się za pakowanie.

__________________________________________________________________________

Odcinek trochę drętwota, ale jakoś trzeba było przez to przebrnąć ;)
Dziś mamy tylko jedno ogłoszenie, i to w dodatku personalne. Jesteśmy już trochę na blogspocie, więc chyba mamy prawo się wypowiedzieć w tej kwestii. Znalazłyśmy się ostatnio w bardzo żenującej sytuacji i postanowiłyśmy o tym napisać. Otóż siedząc i przeglądając adresy, które nam zostawiacie (staramy się, ale nie zawsze nadążamy :] ) trafiłam na bloga w podobnej konwencji jak nasz, również pisany o wszystkich, myślę sobie, może być fajny. Szkoda tylko, że pewien wątek był całkowicie zerżnięty od nas. Grzecznie zwróciłam dziewczynie uwagę, ale w odpowiedzi usunęła tylko mój komentarz. Jeśli to czytasz koleżanko, to chcę ci powiedzieć, że jeżeli miałaś odwagę skopiować nasze wypociny i jeszcze bezczelnie zaprosić nas żebyśmy przeczytały je jak wyglądają w Twojej wersji (po zmianie imion i kilku wypowiedzi), to powinnaś mieć odwagę "ponieść ewentualne konsekwencje" a nie chować głowę w piasek. Chcesz pisać w takim stylu jak my, pisz, fajnie, ale historie wymyślaj własne.
To tyczy się również kilku innych blogów, które śledzimy, bo szlag nas trafia, kiedy czytamy opko np Tośki czy Karoliny sprzed kilkunastu miesięcy, potem ktoś nas zaprasza do przeczytania opowiadania, które ma miesiąc i figurują tam niemalże te same zdania. Albo wymyślacie własne historie, albo nie piszcie wogóle. Nie dotyczy blogów które już czytamy i komentujemy. Tyle od nas.

PS. Podróba nigdy nie będzie lepsza od oryginału.

wtorek, 23 lipca 2013

Odcinek 26: Chwila słabości.

W ciągu kilku dni w mieście sukcesu zwanym Dortmund, zaginął słuch o gorącej parze Lewandowski - Reus w połączeniu Lewus. Marco często spotykał się z Carolin na mieście, dla zachowania pozorów trzymali się za ręce a czasem nawet zupełnie przypadkiem skradał jej całusa, na co blondynka raczej nie mogła narzekać. A prawda była taka, że narzekać nie mógł nikt. Reus z czasem stał się weselszy, poprawiła mu się forma co podkreślał sam Jurgen Klopp.  Majka była dumna, że razem z chłopakami odwalili kawał dobrej roboty i miała nadzieje, że już nigdy nie znajdą się w podobnej sytuacji.
Rita wprowadziła się do rezydencji Piszczków. Oboje z Łukaszem postanowili, że na czas nieobecności Ewy dziewczyna zamieszka u nich. Gotowanie, pranie, sprzątanie, czasem wstawanie w nocy do Sary nie należały do specjalności Łukasza. Poza tym niania zaoszczędziła na paliwie i nerwach związanych z ostatnimi czasy częstymi korkami drogowymi. Opiekunka zdobyła zaufanie przyjaciółki jej pracodawczyni, dlatego Aga odpuściła sobie kontrolowanie jej i Łukasza.

Do Błaszczykowskich los też z czasem się uśmiechnął. Któregoś dnia Agata robiła porządki generalne. Oliwia wykorzystując sytuację, która nadarzyła się raz na ileś krzątała się za odsuniętymi meblami. Błaszczykowska wystraszyła się, bo mała nie dawała długo o sobie znać. Po krótkich, aczkolwiek stresujących poszukiwaniach, wyciągnęła córkę zza szafy. W swojej malutkiej rączce trzymała starą, zakurzoną, polską gazetę, jeszcze z 2007 roku, którą blondynka chciała jej zabrać. Odruchowo przerzuciła kilka stron, aż zatrzymała się na jednej.  Duży tytuł od razu rzucił jej się w oczy - "Przekręty w polskim sądownictwie".  Zaskoczona tym co zobaczyła przysiadła na fotelu i zaczęła czytać. Artykuł głosił, że znany polski adwokat Ksawery S. brał łapówki od swoich klientów. Agata przypomniała sobie o tym wszystkim. W Polsce był to spory skandal, ale sprawa nie wyciekła za granicę.  Odpowiadał przed sądem, dzięki swoim znajomościom został tylko wyrzucony z kancelarii i obciążony grzywną, ale i tak długo nie mógł się podnieść. Teraz zrozumiała. To dlatego Ksawery przyjechał do Niemiec i otworzył własną kancelarię. Doskonale wiedział, że w Niemczech o tej sprawie nie było głośno i dlatego bez wahania zaczynał od nowa. Dlaczego wcześniej na to nie wpadła ? Zwinęła gazetę i odłożyła w bezpieczne miejsce. Uznała, że ma coś co pomoże w usunięciu z miasta, a może i kraju Stawskiego.

***

Po wyczerpującym treningu Łukasz postanowił wziąć długą, relaksującą kąpiel. Napuścił całą wannę wody i narobił bąbelków. Zanurzył się po szyję i westchnął ciężko. Niespodziewanie zaczął myśleć o...przyszłości. Tak, jak to będzie wyglądało kiedy jego córka pójdzie do przedszkola, szkoły, szkoły średniej, czym zajmować będzie się w życiu. Co on sam będzie robił kiedy zakończy karierę piłkarską. Siedzieć bezczynnie w domu nie zamierzał. Może zostanie trenerem juniorów, komentatorem sportowym, albo dziennikarzem? Może. Po około pół godziny zorientował się, że opuszki jego palców zmarszczyły się niemiło. Pomyślał wtedy, że dobrze by było już wyjść, ale jakoś specjalnie mu się nie chciało. Oparł głowę o nagłówek ekskluzywnej wanny z hydro-masażem, gdy do łazienki wparowała Rita. Piszczu poderwał się.
-O przepraszam! - odkręciła się w drugą stronę.
-Nic się stało, to ja zapomniałem się zamknąć - uśmiechnął się- zazwyczaj tego nie robię. Uraz dzieciństwa- przygryzł dolną wargę. Rita uśmiechnęła się słodko, weszła do łazienki i usiadła na pralce.
-O czym myślisz? - wypaliła nagle.
-Ja? - zapytał zdziwiony, na co niania w odpowiedzi przytaknęła. -A tak sobie, o przyszłości. Coś się stało ?
-Tak, znaczy się chciałam się spytać czy mogę dziś wyjść na imprezę? Obiecuję, że nakarmię i uśpię Sarę wcześniej...
-Daj spokój, poradzimy sobie. Jasne idź- uśmiechnął się przekonująco.
-Dziękuję- spojrzała na niego czarująco. -Tylko nie wiem w co się ubrać- podparła brodę...na dworze jest niby ciepło, ale wiesz jak to wieczorami robi się chłodniej...chociaż z drugiej strony będę w klubie, a tam raczej zimno mi nie będzie...już wiem ubiorę krótkie spodenki i do tego tą śliczną czerwoną bluzkę, albo nie tunikę jakąś założę...
-EEE, Rita?- przerwał niepewnie Piszczu.
-Tak?
-Bąbelki znikają....
-Oh, jasne-parsknęła śmiechem -Już mnie nie ma! -zeskoczyła z pralki i wyszła z pomieszczenia chichotając.


***

Moritz i jego adwokat oraz Kuba z Agatą pędzili jak wiatr do kancelarii Stawskiego. Kiedy już dotarli, nawet nie pukając wpadli do środka.
-Co to ma znaczyć !? - wydarł się adwokat i  odkręcił się na fotelu.-Ooo, witajcie moi drodzy przyjaciele.
-Witam- grubszy facet w beżowym płaszczu podszedł do biurka prawnika i wyciągnął rękę.- Hendrik Günther -skinął głową- reprezentuje interesy Pana Morizta Leitnera.
-Ksawery Stawski, bardzo mi miło, chyba...-na te słowa Moritz zacisnął pięści.
-Panie Stawski, obydwaj wiemy jak skomplikowana może być droga sądowa. W związku z tym proponuje ugodę.
-Nawet nie ma mowy! Ten człowiek rzucił się na mnie z pięściami! Nie zgadzam się na żadną ugodę!
-Proszę się jeszcze zastanowić...
-Nie będzie żadnej ugody ! To moje ostatnie słowo.
-Ah tak? - wtrącił się Kuba. -To może to Cię przekona? -rzucił mu na biurko artykuł. Adwokat prześledził to szybko wzrokiem.
-S-Skąd to macie? - zapytał przerażony.
-Ostatnio zebrało mi się na wspomnienia - powiedziała Agata.
-Ttt...to jest szantaż ! O to też Was mogę pozwać !
-Ty draniu ! - krzyknęła blondynka.
-Oooo dajże już spokój - warknął Moritz.
-I komu uwierzą ? Oszustowi, który brał łapówki od klientów czy grupie piłkarzy, których kochają całe Niemicy ? - Ksawery pobladł.
-Czego chcecie ?
-Jeszcze dziś wycofasz wszystkie pozwy : ten o pobicie i ten na Klub Kibica - powiedział hardo Moritz.
-Mało tego wyniesiesz się z Niemiec czym prędzej, bo jeśli usłyszymy o Tobie jeszcze raz to postaramy się, abyś do końca życia reprezentował sprawy kokosów na bezludnej wyspie-dodał Kuba. Ksawery przysiadł na fotelu i przetarł łysinę rękoma.
-Dobra. Niech Wam będzie. Ale nie myślcie sobie, że się was boję. Nie mam czasu na użeranie się z gówniarzem.- W Leitnerze krew zawrzała.
-Mogę mu przywalić ?! Bo nie wytrzymam !
-Tak ! Dawaj Moritz ! - krzyczała gdzieś z tyłu Agata. Mężczyźni zwrócili się w jej stronę-to znaczy, nie, Moritz, nie warto brudzić sobie rąk...- spuściła głowę i przygryzła wargę.
-Czyli wszystko ustalone- powiedział Günther podając Ksaweremu dłoń- współpraca z Panem to przyjemność- uśmiechnął się i wyszedł, a za nim cała reszta.
Wygląda na to, że przygoda Stawskiego w Dortmundzie właśnie dobiegła końca...

*** 

Piszczu szukał czegoś w kuchennych szafkach, podczas gdy Rita szykowała się na nocne szaleństwo. Ubrana w wysokie szorty koloru czarnego, białą bokserkę i czerwone szpilki, dosyć odważnie umalowana i z rozpuszczonymi włosami zeszła na dół.
-I jak? Może być?- zapytała obracając się przy tym dookoła. Łukasz zlustrował ją, otworzył buzię i zaniemówił. Kubek którego długo nie mógł znaleźć, właśnie przywitał się z podłogą, rozbijając się przy tym z głośnym hukiem.
-Cholera!- podrapał się po głowie i przystąpił do zbierania resztek ukochanego kubka.
-Aż tak tragicznie?- zaśmiała się. Przykucnęła przy nim i pomogła mu zebrać roztrzaskane kawałki naczynia.
-Nie- parsknął- Ty, wyglądasz pięknie...-spojrzeli sobie głęboko w oczy-...zresztą jak zawsze.
-Naprawdę tak myślisz?- jej serce zaczęło bić szybciej.
-Jasne...jesteś piękna Rita.- wypowiedziawszy to oboje powoli wstali. Łukasz  odłożył kawałeczki kubka na stół i przysunął się do niej- Zawsze tak uważałem- dodał. Ich usta dzieliły milimetry. Objął ją w pasie, a ona zawiesiła ręce na jego szyi, obdarowując go przy tym namiętnym pocałunkiem. Piszczek odwzajemnił go i przejął inicjatywę. Posadził ją na blacie kuchennym, rozbierając przy tym siebie i ją.
-Tata! - krzyknęła mała Sara kiedy zobaczyła swojego ojca.
-Sara? - Piszczu odskoczył od Rity. Szybko poprawił włosy i zapiął guziki koszuli.- Skarbeńku co się stało? - podbiegł do niej i przykucnął przy niej.
-Ja muszę lecieć! - rzuciła w jego stronę i wybiegła z mieszkania.
-Zaczekaj Rita !- próbował ją zatrzymać ale bezskutecznie.
-Dokąd pośła ciocia?- zapytała przejęta dziewczynka.
-Ciocia...poszła na zabawę, wiesz?- tłumaczył jej.
-A wlóci? - Piszczek westchnął ciężko.
-Chodź, przeczytamy baję na dobranoc- złapał małą za ręke i zaprowadził do pokoju. Nie mógł uwierzyć w to co się przed chwilą wydarzyło. Co go napadło? Przez resztę wieczoru, myślał tylko o tym, przy butelce piwa, a może i dwóch. Zrozumiał, że Rita mu się podoba, ale czy żywi do niej jakieś uczucia?

***

Tatiana, Berenika, Wiktoria i Alan, również nie mieli ochoty na spędzanie wieczoru w domu. Cała czwórka wybrała się do klubu. Trzy przyjaciółki, zmęczone wywijaniem na parkiecie, usiadły przy stoliku, podczas gdy Alan zamawiał kolorowe drinki. Umiejscowił je stabilnie w swoich zręcznych, "złotych" dłoniach i ruszył w stronę dziewczyn. Doniósłby je szczęśliwie, gdyby nie wpadł na brunetkę, na której znalazła się cała zawartość koktajlówek. Rita nawsadzała mu od takich i takich i nawrzeszczała na niego, że nie odpierze swojej białej bluzki. Po wysłuchaniu jej monologu, Alan przeprosił ją najładniej jak tylko umiał. Dziewczyna przyjrzała mu się i dostrzegła jego nieskazitelną urodę. Momentalnie zmieniła ton i zaczęła...hmm flirtować? To nie uszło uwadze Wiktorii, która zaraz wkroczyła do akcji i odepchnęła brunetkę od swojego chłopaka. Alan wyjaśnił jej wszystko i blondynka trochę przyhamowała. Para zaprosiła Ritę do stolika, gdzie poznała pozostałe dwie dziewczyny. Całą noc Roth bawiła się właśnie z nimi. Mogła podejść i uwieść każdego, byle by zapomnieć o Łukaszu, ale nie miała na to ochoty. Wolała lepiej poznać nowych znajomych, z którymi świetnie się bawiła. Najlepiej dogadywała się z Tatianą.
-Jesteś niesamowita -stwierdziła panna Roth. -Twój chłopak trzyma przy sobie prawdziwy skarb- puściła jej oczko.
-To miłe, ale nie mam chłopaka.
-W to nie uwierzę.
-Uwierz, mój jedyny w życiu poprzedni związek to jakaś porażka- skrzywiła się.
-Co się stało? Jeśli nie chcesz nie musimy o tym rozmawiać.
-Nie, spokojnie.Podchodzę do tego z dystansem- uśmiechnęła się lekko. Opowiedziała jej wszystko. O tym, że jej chłopak z czasów liceum, wykorzystywał ją tylko do własnych celów. Zawsze była inteligentna i tak naprawdę dzięki niej w ogóle skończył szkołę. Może nie jest to jakaś straszna historia o zranionej dziewczynie, ale mimo to poczuła się wykorzystana.
-Idiota !- skwitowała Rita.
-Kapitan drużyny futbolowej- wywróciła oczami.
-Dlatego ja od stałych związków wolę jednorazowe przygody - puściła jej oczko.
-Możliwe, że prawidłowo- powiedziała obojętnie.
-Mówię serio, nie musisz się angażować ani nic z tych rzeczy- rozejrzała się po sali i wypatrzyła przystojniaka stojącego samotnie przy barze. - Sama spróbuj- uśmiechnęła się szeroko i poruszyła brwiami- A teraz przepraszam, muszę odreagować- wstała z miejsca i odeszła w stronę baru. Studentka długo myślała nad tym co powiedziała jej nowa znajoma. "Czemu nie?"- pomyślała.
Wrócili około 2 w nocy. Rita zastała lekko podchmielonego Łukasza powalonego na kanapie. Patrzyła na niego, jakby nieobecnym wzrokiem. Poszła na górę, spakowała swoje rzeczy i wyniosła się od Piszczków. Miała gdzieś to co będzie jutro. Uważała, że tak będzie najrozsądniej.
Grupa przyjaciół z Polski wysiadła z windy i kierowała się w stronę swojego mieszkania, podtrzymując się nawzajem. Jednak Tatiana wybrała zupełnie inny kierunek, jednakże nikt tego nie zauważył. Zadzwoniła do drzwi. Kiedy otworzyły się zrobiło jej się gorąco.
-Co ty tu robisz ? O 2 w nocy? - zapytał zmieszany brunet.
-Wracam z imprezki- poruszyła zalotnie brwiami.
-Pomyliłaś mieszkania?
-Nie- pokręciła głową - Jestem tu, gdzie dokładnie chciałam się znaleźć- chwiała się.
-Dobra chodź, odprowadzę Cię pod drzwi- złapał ja kiedy leciała do tyłu.
-No co ty Robert - zatrzymała go- Stoję tu, przed tobą, kompletnie zalana...Wykorzystaj to.
Lewy parsknął śmiechem.
-Pogadamy jak wytrzeźwiejesz, a teraz -wskazał palcem w przeciwną stronę- Tam są twoje drzwi i będzie miło jak do nich wrócisz- przemawiał do niej spokojnie. - Dobranoc Tatiana.
-Tchórz z Ciebie !- zaśmiała się pogardliwie. Lewy przyjrzał jej się z jeszcze większym zdziwieniem.
-Tak?
-Tak! Jest ktoś u Ciebie?
-Nie.
-To w czym problem?
-Idź już do siebie, okej?
-Okej, okej- uśmiechnęła się i pokręciła głową- Oj Lewy, Lewy...wcale nie jesteś taki niegrzeczny jak Cię rysują- prychnęła i obróciła się na pięcie. Napastnik złapał ją za rękę i patrzył przez chwilę na jej łobuzerski uśmieszek.
-A co mi tam.- wziął ją na ręce i pocałował zachłannie. Nie była mu dłużna. Zaplotła nogi wokół jego pasa i wplotła ręce w jego włosy.Kiedy przekroczyli próg, Lewy jednym mocnym kopnięciem zamknął drzwi. Można by to nazwać piękną dwójkową akcją...uważaj Robercie, bo rano możesz okazać się spalony...

_____________________________________________________________________

Wybaczcie, że dodajemy dopiero dziś, ale same wiecie jak jest.. wakacje,praca itd. Kolejny rozdział również może pojawić się z opóźnieniem, tymczasem zostawiamy odcinek nr 26 do waszej oceny. Pozdrawiamy serdecznie !

piątek, 12 lipca 2013

Odcinek 25: Każdy problem da się rozwiązać.

-Wiesz ile to 10 minut? - zapytali zniecierpliwieni zawodnicy Kloppa, kiedy Mortiz dotarł do nich po pół godzinie.
-Sorki, to przez te korki - odpowiedział, i wcale nie miał na myśli obuwia sportowego - Co robimy?
-Rozmawiałeś już ze swoim prawnikiem?
-Nie.
-No to na co czekasz? Wynegocjuje dla Ciebie kaucję i po kłopocie.
-Naprawdę??
-No tak. Nie ma czym się przejmować.
-Kaucja to jedno, Moritz nie ma powodów do obaw, bo na pewno nic ci nie zrobią, jesteś gwiazdą - powiedział Kuba. Na te słowa Leitner uniósł dumnie głowę- Ale nadal mamy Stawskiego na karku. Ten facet jest niemożliwy. Ciągle u nas przesiaduje i świadomie mnie prowokuje. Jak się przystawia do Agaty to mam mu ochotę dać w pysk.
-Uważaj, bo Cię pozwie- zadrwił Lewy.
-On najchętniej wszystkich by pozamykał...
-Na samą myśl o nim, coś we mnie wrze. Chętnie bym mu poprawił- burknął Moritz.
-Ty dziubasku jak narazie  musisz trzymać się od niego z daleka- Piszczu podniósł się z krawężnika- Kurcze,no ! Musi być coś, co zmusi go do opuszczenia tego pięknego miasta, albo i kraju.
-To "coś" nie chce się ujawnić i z nami współpracować.
-A czy wy w ogóle próbowaliście z nim grzecznie porozmawiać? - zapytał Reus.
-Robię to cały czas- powiedział załamany Kuba.
-No to trochę mniej grzeczniej, tylko bez rękoczynów.
-To akurat rola Agatki. Lubie jak jest taka arogancka- Błaszczykowski uśmiechnął się łobuzersko.
-Cóż -wzruszył ramionami Reus - pozostaje wam tylko uzbroić się w cierpliwość i poczekać aż mu się znudzi ta sielanka.
-Zanim mu się znudzi, to przemebluję mu mordę jeszcze nie raz- Laitner zacisnął pięści.
-Wyluuuzuj ! Co ty taki niewyżyty ostatnio co? - Piszczu spojrzał na niego pytająco, na co ten w odpowiedzi wzruszył ramionami.
-Potrzebujesz rozrywki- Robert pstryknął palcami- Masz plany na wieczór?
-W sumie..
-Już masz! Diana wpadnie do Ciebie o 21- uśmiechnął się i poklepał go po ramieniu.
-Ale przed zabawą, zadzwoń do prawnika niech skontaktuje się z policją.
-Dobra, dobra...
-Ej, będzie dobrze - szturchnął go łokciem Kuba- weź pod uwagę, że Ksawery nie ma dowodów. Chyba, że ktoś to widział?
-Nie, nie. Tylko ja i on.
-No to widzisz.
-Możecie mnie przytulić? - zapytał z nadzieją w głosie i spuszczoną głową.
-Jeeeeej! Misiaki!-  zaklaskał Łukasz, po czym wszyscy wdali się w niedźwiedzi uścisk.

***

Następnego dnia:
Ewka dostała propozycję nie do odrzucenia. Pracowników z jej salonu wysyłano na kursy doszkalające. Idealne warunki, dobre jedzenie, odpoczynek od codziennych zajęć, no i oczywiście praktyka i zdobywanie umiejętności nie przekonywały Piszczek w stu procentach. Praktyki odbywać się miały w Hamburgu, co oznaczało wyjazd poza miasto na tydzień.  Nie było to coś obowiązkowego, ale pracodawca ciągle powtarzał, że to bardzo przydatne i że trzeba pokazać konkurencji kto jest najlepszy w tym mieście. Wahała sie bezgranicznie. Wyjazd na tydzień oznaczał zostawienie Łukasza i Rity pod jednym dachem. Miała przeczucie, że pod jej nieobecnośc może wydarzyć się coś złego. Z drugiej strony chciała tam pojechac, nauczyc się czegoś nowego i uciec od problemów-jednym slowem odstresować się. Nie wiedząc co robić poradziła się swojej przyjaciółki. Agata zapewniła ją, że spokojnie może się pakować, gdyż będzie odwiedzać Łukasza częściej. Właśnie się żegnały nie szczędząc sobie uścisków i całusków. Łukasz pakował walizki do samochodu, a Rita zapinała Sarę w fotelik. Wykorzystawszy sytuację Ewka szepneła blondynce na ucho.
-Tylko pamiętaj. Zaglądaj do nas trzy razy dziennie, albo nawet i cztery, chyba że Łukasz będzie poza domem, wtedy nie bedzie takiej potrzeby -uśmiechnęła się lekko.
-Zgłupiałaś?- Aga parsknęła śmiechem- Przeciez oni po 2 dniach nie będą mnie chcieli do domu wpuścić. Co mam niby powiedzieć?
-Znajdziesz jakiś pretekst...no nie wiem...kwiatki podlać, albo że Oliwka chciała się pobawić z Sarą...
-O nie ! Dzieci w to nie mieszajmy.- zachichotała. Ewka zrobiła zmartwioną minę - Ej, nic się nie martw - złapała ją za ramiona i potrząsneła lekko - Nic się nie stanie, a jak ich na czymś przyłapie to zrobie Piszczkowi taką Hiroszimę i Nagasaki, że żywy z tego nie wyjdzie - puściła jej oczko. Brunetka rozpromieniała momentalnie.
-Jedziemy kotku?- zapytał usadzony już za kółkiem Piszczu.
-Już- krzyknęła w jego stronę - Napewno nie chcesz z nami jechać?
-Chciałabym, ale mam jeszcze tyle spraw do załatwienia...
-Rozumiem- przytuliła ją ostatni raz.
-Trzymaj się tam- powiedziała Błaszczykowska, po czym pomachała przyjaciółce kiedy wyjeżdżała za bramę.

***

Szedł uliczką i żegnał się kilka razy. Od kawiarni, w której się umówił dzieliło go kilka kroków. Wolałby posiedzieć w domu Roberta i nie przejmować się kolejną plotką niż spotkać się z ex, a co gorsze prosić o pomoc. Nic dziwnego, nie rozmawiali ze sobą od czasu rozstania. Dziś brunet nie miał dla niego czasu, gdyż musiał odprawić Wojtka i Sandrę. Było mu smutno że już wyjeżdzają. Doprowadzanie Sandry do szału sprawiało mu niewyobrażalną przyjemność. Całe szczęście, że Wojtasowi na tyle podobało się miasto i ludzie, że stwierdził, że chętnie przyjmie ofertę od Borussii jeśli kiedykolwiek będą potrzebować bramkarza. Carolin siedziała już przy stoliku (tym przy szybie) i mieszała kawę. Gdy ją ujrzał westchnął ciężko. Wszedł do budynku. Spojrzał na nią jeszcze raz, niepewnie. Po chwili wyprostował się, strzelił uroczy uśmiech i ruszył odważnym krokiem.
-Cześć - rzucił entuzjastycznie. Ku jego zdziwieniu wstała z krzesła.
-Witaj Marco- uśmiechnęła się, ale zaraz spuściła wzrok.
Usiedli na miejscach.
-Zamówiłam Ci już kawę -podsunęła mu pod nos białą filiżankę- Pomyślałam,że zamówię Ci wcześniej, żebyś nie czekał.
-Ojej- mruknął Reus.
-Coś nie tak? -zapytała lekko panikując.
-Nie, poprostu...Nawet kiedy byliśmy razem, nigdy nie zamawiałaś mi kawy- powiedział zamyślony blondyn. Carolin nie wiedziała co powiedzieć. Przeprosić go czy może zmienić temat? Po chwili dodał - Dziękuję- uśmiechając się przy tym.
-Proszę - odgarnęła włosy - Więc jaki jest twój plan? - upiła łyk kawy.
Reus pochylił się trochę, rozejrzał dookoła i mówił ściszonym głosem.
-Ogółem wiesz o co chodzi. Pomyślałem, że moglibyśmy pokazywać się na premierach filmów, jakiś grubszych imprezach,cokolwiek...
-Blisko paparazzi?
-Dokładnie.
-Okej- oparła się o siedzenie i splotła ręce na piersi- Zastanawia mnie tylko jedna rzecz.
-Mianowicie?
-Dlaczego właśnie ja?- przyglądała mu się uważnie.
Marco zastanawiał się chwilę, następnie spojrzał jej prosto w oczy.
-Bo nie znam lepszej intrygantki od Ciebie.
-Ohh, dziękuje -spojrzała na niego z uznaniem i zaśmiała się melodyjnie.
Najgorszą część mieli już za sobą. Potem rozmowa sama się jakoś rozwinęła. Wspominali wspólnie spędzone cztery lata. Chwile lepsze, gorsze i te o których lepiej było by zapomnieć.
-Marco...-zaczęła niepewnie - Bardzo Cię przepraszam, jest mi okropnie głupio...
-Carolin ja też nie byłem święty-ujął jej dłoń.
-Tak, ale ty nie zaniedbałeś czegoś ważnego dla ukochanej osoby- miała na myśli Wilhelma. Wolała nie wspominać jego imienia, bo nie wiedziała jakby się to skończyło. Reus doskonale wiedział co miała na myśli.
-Racja. Ale za to zaniedbałem ukochaną osobę - spojrzał na nią tak jakby się jej oświadczał. Nagle za plecami swojej ex, ujrzał faceta ubranego w ciemne odcienie, robiącego zdjęcia z ukrycia. Skinął głową i dał jej do zrozumienia żeby odkręciła się dyskretnie. Fotograf zorientował się że został zauważony, więc zaczął udawać niewiniątko.
-Czasem Ci współczuję- rzekła - zero prywatności.
-Nie przyzwyczaiłaś się?- spojrzał na nią pytająco.
-Miałam dwa miesiące przerwy...
-Dwa miesiące - zaczął przeliczać Reus- Taki krótki okres czasu a tyle się wydarzyło. Wczoraj jeszcze chodziłem z Lewym - w tym momencie się zaśmiali- a teraz, siedzę tu z Tobą- zlustrował ją powoli.
-Ktoś mógłby pomyśleć, że do siebie wróciliśmy, a to byłoby chyba dla ciebie satysfakcjonujące.
-E tam, przecież tylko siedzimy i rozmawiamy...powstały by tylko spekulacje, ale czy ktoś uwierzyłby, że naprawdę do siebie wróciliśmy? -zaczął ją podpuszczać.
-Więc...-zawahała się w chwilę - Udowodnijmy to - przygryzła dolną wargę, czekając na odpowiedź ze strony blondyna. Marco zbliżył się do niej. Miałby łatwiej i nie musiał by włazić na stół, gdyby Caro też się przysunęła, lecz ruch byłego totalnie ją sparaliżował. Kiedy zatopił się w jej ustach, rozbłysły flesze aparatów, przebrzydłych złodziei prywatności. I prawdy. Skąd się ich tam tyle wzięło?

***

Piszczu, Rita i Sara wrócili późnym popołudniem. Albo wieczorem. Zależy do czego godzinę dziewiętnastą można zaliczyć. Sara była wykończona podróżą, przez co trochę płakała, więc Rita od razu zaniosła ją na górę i starała się uśpić. Dużo czasu jej to nie zajęło, bo młoda padła przy trzeciej kołysance. Zeszła po cichutku na dół w poszukiwaniu Łukasza. Zastała go w salonie, kiedy grzebał w stercie filmów.
-Łukasz - szepnęła cicho- Sara już śpi, ja też będę się zbierać.
-A może zostaniesz?- zaproponował - Obejrzymy jakiś film, no chyba nie powiesz, że idziesz już spać - na twarzy Piszcza zagościł banan.
-Sama nie wiem - zastanawiała się. Jej odpowiedź TAK miała cięższą wagę i znaczyła więcej niż NIE.
-Rita no, proszę Cie- zrobił mega przekonującą minę - Zróbmy to- puścił jej oczko.
-Łukasz...nie wypada, masz żonę i córkę- chyba źle zinterpretowała jego wypowiedź.
-To tylko film. -pomachał jej płytami przed nosem.
-Film? A, no tak ! Tylko film, chodziło Ci o film, tylko...- Łukasz już otworzył usta żeby zadać pytanie ale wyprzedziła go- Nastawię popcorn!- krzyknęła i uciekła do kuchni.
Obrońca dalej przerzucał filmy z kupki na kupkę. Rita wróciła do niego z olśniewającym uśmiechem i miską z wysypującym się popcornem.
-To co oglądamy?- zapytała zalotnie.
-Nie wiem, tyle tego...- załamał się Piszczu - Może ty coś zaproponujesz?
-Horror- powiedziała stanowczo.
-Horror? - próbował się uśmiechnąć ale wyglądało to bardziej jak grymas. - A nie będziesz się bała?
-Ja? Proszę Cię -parsknęła śmiechem- A ty?
-Ja? Tsso?- zaśmiał się histerycznie- No co ty. Wybierz coś a ja zaraz to włącze - grał cwaniaka.
-Okej- spojrzała na  niego wyzywająco -Teksańska masakra piła mechaniczną.
-Mamy coś takiego w domu? -zdziwił się. -Dobrze- wziął od niej pudełko, otworzył je i wsunął płytę do odtwarzacza DVD. Poczuł wielką gulę w gardle.  Piszczu od zawsze trząsł galotami przed obejrzeniem horroru. Nie bał się pająków, ani wszelkiego robactwa, płazów gadów ani innych dziwnych stworzeń, zaś horrory to jego trauma. Kiedy film się zaczął od razu uciekł na kanapę. Rita uśmiechnęła się, bo wyczuła że Piszczek trochę się cyka.
-Popcornu? -przystawiła mu miskę pod nos.
Wziął całą garść i wepchał do ust. Seans trwał w najlepsze dopóki "masakra" z tytułu nie przelała się na ekran. Rita znała ten film na pamięć, więc patrzyła na niego bez szczególnych emocji. Łukasz cały czas tłumaczył sobie bezgłośnie, że to tylko film, i tak dotrwał do końca. Odetchnął kiedy pojawiały się napisy końcowe.
-Już koniec? Szkoda...akcja się dopiero rozwijała...-podrapał się po szyi.
-Wymordowali wszystkich - stwierdziła Rita, posyłając mu słodkie spojrzenie.
-No tak, naprawdę ciekawy film- uśmiechnął się od niechcenia.
-To co jeszcze jeden? Może drugą część, albo coś mniej krwawego...np. Egzorcyzmy Emilie Rose ?
-NIE !!!- krzyknął gwałtownie. -To znaczy eee...jestem trochę zmęczony...
-Rozumiem- uśmiechnęła się pod nosem- To ja będę już uciekać.
-O tej porze? Nie puszcze Cię samej. Nocuj dziś tutaj, przygotuję ci pokój- nie czekał na jej odpowiedź, poprostu poszedł na górę i zrobił to, co powiedział.
Zaskoczona niania myślała nad tym chwilę, chociaż z Łukaszem wolała nie dyskutować. Grzecznie poszła za nim, do przyszykowanego już pokoju.
-Naprawdę nie trzeba - zaczęła.
-Trzeba nie trzeba, nie będziesz się po nocy włóczyć- uśmiechnął się- Jak coś to będę za ścianą- puścił jej oczko.
Rita opadła na łóżko i rozmarzyła się nie wiadomo o czym. Miło ze strony Łukasza, że zaproponował jej nocleg, ale nawet piżam ze sobą nie miała, nie wspominając już o szczoteczce. Ściągnęła z siebie spodenki i bluzkę, pozostawając jedynie w samej bieliźnie i wskoczyła pod kołdrę. Czuła zapach lawendy, ulubiony proszek do prania Ewy. Westchnęła ciężko, wtuliła się w poduszkę i odpłynęła do krainy Morfeusza.
Około godziny 2 w nocy, obudziła się z krzykiem. Śnił jej się koszmar, przerażający koszmar. Zapaliła lampkę nocną, ciężko przy tym oddychając. Serce biło jej bardzo szybko, a coś kazało jej jak najszybciej uciec z tego pomieszczenia. Wyskoczyła z pościeli i jak najszybciej znalazła się w pokoju obok.
-Łukasz !-krzyknęła przeraźliwie.
-Tsoo? Tso sie stało?- chrząchnął po czym podniósł głowę i próbował kontaktować.
-Przepraszam, że Cię budzę ale...-zapaliła światło które oślepiło Piszcza na dobre-...ale miałam straszny sen, nie mogę zostać sama - podeszła do niego bliżej.
-Nic się nie stało możesz ze mną....-urwał bo zorientował się, że opiekunka jego dziecka, dziewczyna która pomimo jego wierności żonie mogłaby mu się spodobać, stoi przed nim w samej koronkowej bieliźnie. Przesunął się tylko nie odrywając od niej wzroku. Był już maksymalnie rozbudzony.
-Tylko zgaszę światło- podbiegła do wyłącznika i przesunęła go w dół. Po chwili leżała już obok pracodawcy. -Dobranoc Łukasz.- powiedziała słodko i odkręciła się do niego plecami.
-Dobranoc - odrzekł Piszczek z miną jakby dowiedział się, że został królem Francji.

____________________________________________________________________

Trochę nuda, ale jakoś musiałyśmy przez to przebrnąć. Następny odcinek będzie ciekawszy ;)

czwartek, 4 lipca 2013

Odcinek 24: Nie ma winy bez kary.

Wracamy do żywych!
Jest nam bardzo przykro, że uważacie, że zawiesiłyśmy tego bloga tylko po to, żeby wymusić na Was większą liczbę komentarzy czy zainteresowanie. Nie. W naszej twórczości nie o to chodzi.  W kwestii naszego przekazu póki co nie wiele się zmieniło, ale nam również brakowało tego opowiadania. Poza tym Tośka z Sylwią mają nas na widelcu, (chcą nam nakopać do dupy) i  wolimy z nimi nie zaczynać ;) Będziemy pracować nad tym na bieżąco, tymczasem publikujemy kolejny odcinek i czekamy na Wasze opinie. Zapraszamy !

_________________________________________________________________

Dnia następnego, media od rana huczały o rzekomym romansie dwóch zawodników Borussii.  Robert przebudził się ze świętym przekonaniem, że dziś  nie będzie żadnych problemów z Jenifer w roli głównej. Spojrzał na telefon żeby sprawdzić  godzinę. Na wyświetlaczu pojawiło się 56 nieodebranych wiadomości, do tego każda z nich od innego nadawcy. Otworzył je, przejrzał listę i wybrał numer do swojej menadżerki. Odebrała zanim skończył się pierwszy sygnał.
-Czyś ty zdurniał ? - wydarła się mała istota.
-Dzień dobry Majeczko- powiedział łagodnie.
-Dobry ? Nie wiem czy taki dobry ! -wrzeszczała ruda.
-Coś się stało?
-Czy coś się stało?- parsknęła- No tak, ty oczywiście o niczym nie wiesz! Włącz dowolny kanał !!! 
Brunet mozolnie wygrzebał pilota gdzieś  spomiędzy ściany a łóżka i włączył TV. Był jeszcze lekko zaspany i nie bardzo rozumiał o co chodzi.
-O, to ja- Majka w tym momencie załamała ręce, choć i tak tego nie widział. Słuchał dalej - Coo? To jakieś bzdury są. Skąd im się to wzięło....Jenifer !- puknął się w czoło.
-Nie wiem co zrobiłeś tej blondzi, ale ostrzegałam....jak przed każdą ! Wydzwaniają do mnie od rana, z Polski i z Niemiec. Ty i twój..."partner" zostaliście zaproszeni już do dziesięciu programów śniadaniowych, piętnastu wywiadów i nawet film dokumentalny chcą o was  robić!- westchnęła ciężko - Trzeba to jak najszybciej odkręcić, umówię Cię z jakąś szychą...
-Zwariowałaś? Wyjdzie na to, że zdradzam Reusa.
-Naprawdę, nie mam pojęcia co jest gorsze...-złapała się za głowę- Przyjedź do mnie, teraz, zaraz. Musimy coś wymyślić.. i weź ze sobą blondasa.
-Pędzę - rozłączył się. Po chwili jego iPhone zabrzmiał ponownie. Czasami czuł się jak jakiś biznesmen. Odebrał nie patrząc nawet na to kto dzwoni.
-Hej skarbie- wymruczał Marco.
-Cześć, właśnie miałem do ciebie dzwonić. Szykuj się, musimy podjechać w jedno miejsce - powiedział, zakładając skarpetkę i  przytrzymując telefon między uchem a ramieniem.
-Tak szybko? - zapytał zaskoczony - Myślałem, że na związki potrzeba trochę czasu...
- Do Majki ! Strasznie się wściekła...musimy tam pojechać i wymyślić coś żeby to odkręcić.
-Okej, czekam. Pospiesz się Misiu - powiedział zalotnie i rozłączył się.
Lewy zrezygnowany pokręcił głową i odetchnął. W miarę jego możliwości, ubrał się szybko i założył buty. Wychodząc spojrzał na drzwi mieszkania na przeciwko. Uśmiechnął się pod nosem, przypominając sobie akcję na festynie. Nie myślał o tym za często, bo bardziej zajęty był  zemstą podłej J.  Czekając na windę, spojrzał jeszcze raz w tamtą stronę. Tak jakby czekał aż wyjdzie z niego Tatiana. Nie tym razem. Szybsze od niej  było "ding".

***

Chłopcy nie wiedzieli, że na trasie "apartament Lewego- dom Reusa" kręci się mnóstwo przechodniów - dziennikarzy. Strasznie tą sprawę wyolbrzymiali i robili z tego jakiś problem narodowy. Robert nieświadomy tego, że właśnie w tym momencie powstaje jakiś nowy reportaż,  przemierzał spokojnie kolejne kilometry. Blondyn czekał na niego przed domem. Kiedy Lewy podjechał pod niego, oślepił go błysk flesza. Zmieszany blondyn rozejrzał się dookoła, jednakże nikogo nie dojrzał. W mgnieniu oka znalazł się na miejscu pasażera. 
-Czy nadawali na dziś burzę?-Marco spojrzał pytająco na bruneta -Chyba się błyska.
-To nie burze - napastnik wskazał na od stóp do głów  ubranego na zielono paparazzo chowającego się za krzakiem - to poruszające się krzaki. 
-Dajmy im odpocząć i jedźmy stąd. Na pewno stali tutaj całą noc...
Po tych słowach wypowiedzianych przez tlenionego, partner jego z boiska, bieg wrzucił i ruszyli. Dojeżdżając do bloku Majki, brunet głośno westchnął. 
-Mam nadzieję, że Majka coś wymyśli i skończy się ten cały cyrk.
-Nie podoba Ci się, życie ze mną? - spojrzał na niego zalotnie.
-Marco...to nie jest zabawne.
-Próbuję tylko rozładować atmosferę- powiedział wysiadając z auta i zamykając za sobą drzwi.
-Nie skutecznie- uśmiechnął się pobłażliwie.
Wjechali winda na piętro menadżerki i zadzwonili do drzwi. W błyskawicznym tempie otworzyła im drobna, bardzo zgrabna, rudowłosa dziewczyna o oliwkowych oczach. Ubrana była jak zwykle: biała bluzka, szary żakiet, spódnica za kolano, z rozporkiem z tyłu w tym samym kolorze, czarne lakierki na szerokim, niskim obcasie. Włosy miała spięte w ciasnego koka a na jej nosie widniały okulary w grubych oprawkach. Uroku dodawał jej niski wzrost- dziewczyna mierzyła zaledwie 160 cm. Całości dopełniał jej władczy, donośny i odrobinę skrzeczący, aczkolwiek przyjemny głos, dzięki któremu zawsze potrafiła wyperswadować na swoim rozmówcy to, czego akurat chciała.
-Ileż można stać pod drzwiami?- powiedział sarkastycznie Robert.
-Wybaczcie, oglądałam relacje na żywo jak pędzisz do ukochanego...
-Serio? Nawet relacje o tym zrobili?- zapytał zażenowany Reus.
-Tak, sami zobaczcie - wpuściła ich do środka i zaprowadziła do swojego biura. Odkręciła monitor w ich stronę.
-Z helikoptera to nagrywali? 
-Nie ważne ! Robią z tego skandal na skalę światową! - wykrzykiwała Majka. Po chwili uspokoiła się i odetchnęła ciężko- Opracowałam pewną strategię- dosłownie pchnęła ich na kanapę i rozwinęła wykres.
-Co to? - zapytali chórem lekko zmieszani.
-Ślepi jesteście? Wykres, a konkretniej wykres zainteresowania wami mediów - chwyciła za dłuuugą wskazówkę- Tobą Marco interesowali się najbardziej, kiedy byłeś z...-przez chwilę zastanawiała się nad imieniem dziewczyny-... Carolin?
-Jaki to ma związek?
-Spotkajcie się, gdzieś gdzie jest pełno paparazzi.
-O NIE! Nie każ mi z nią rozmawiać, a co więcej spotykać się !
-Chcesz mieć spokój ?!
-Tak ale...
-To się zamknij i rób co mówię ! -podsumowała go. - Tobie zaś Robercie media nie dawali spokoju kiedy spotykałeś się z Pauliną Krupińską. Wymyśli się jakąś tanią historyję i wrócicie do siebie- zakreśliła cudzysłów.
-Nie mogę..
-Bo? - dopytywała ruda.
-Bo już raz ją straciłem - powiedział zamyślony.
-Dlatego macie do siebie wrócić - wytłumaczyła mu jeszcze raz. Po mału traciła nerwy.
-Nie ją...- popatrzył na ścianę.
-Więc kogo? - ruda uniosła brwi i zniecierpliwiona czekała na odpowiedź. Marco również popatrzył na niego z zainteresowaniem.
-Nieważne, to i tak nie jest najlepszy pomysł. Myślę, że Carolin wystarczy żeby zakończyć tą sprawę.
-Jeszcze na nic się nie zgodziłem- wtrącił  Reus.
-To najlepsze rozwiązanie - zapewniał go brunet.
-Mam wrażenie, że wszystkiego mi nie mówisz - dziewczyna złożyła ręce na piersi i świdrowała wzrokiem Lewandowskiego.
-Wiesz o wszystkim - spojrzał jej w oczy i lekko się uśmiechnął.
-Mam nadzieję. Dopóki dla Ciebie pracuję, a umowa mi się niedługo kończy, masz mi mówić o wszystkim.
-Umową się nie martw, zredaguję Ci nową. Punkt pierwszy: Spódniczka nie dłuższa niż 20 cm. 
-Zboczeniec- rzuciła w niego pantofelkiem rozmiaru 35- Dobra, kochasie to by było na tyle. Ty dzwonisz do Carolin i błagasz o to, żeby do ciebie wróciła, a ty...rób co chcesz- rzuciła w ich stronę i wygoniła z mieszkania. 
-To nie fair! Dlaczego to ja mam się poświęcać i pokazywać się z Caro? a ty?
-Przecież możesz z każdą inną.
-Ty też.
-O błagam, źle się to skończy. I tak co chwile widzą mnie z inną...to mało wiarygodne.
-Racja - westchnął Marco.
-Idź do klubu, zakręć się, wybierz tą szczęściarze, weź ja do siebie, zrób co należy i po kłopocie.
-Dla Ciebie to takie łatwe.
-Plusy bycia singlem - puścił mu oczko.
-Dobra, zobaczę co da się zrobić.
-Jesteś Marco Reus, możesz wszystko.
-Tak ! -wypiął się dumnie - Jestem Marco Reus -obydwaj wybuchnęli śmichem. 
-Czy ty, Marco Reusie, zdajesz sobie sprawę, że na dole jest masa dziennikarzy?
-Zdaję.
-Co Marco Reus zrobi w takiej sytuacji?
-Założy kaptur i ucieknie do samochodu- uniósł prawą brew.
Patrzyli na siebie chwilę uśmiechając się cwaniacko. Nagle dostali zrywu i obydwaj zbiegli na dół, następnie wybiegli z budynku. Uciekali kilka metrów w błyskach fleszy. Po chwili skryli się pod blachą srebrnego Opla. Nie szybciej było by windą?

***

Zanim zrobił to co mu nakazano, siedział chwile i obracał telefon w dłoniach. Dziesięć razy wchodził i wychodził w kontakty. Ostatecznie wziął głęboki oddech i wybrał numer do blondynki. Mógł mieć każdą, ale wolał nie wciągać w to osoby niezaufanej. Potem tylko zamieszanie,złamanie serca i kolejne problemy. Nie był taki. Nie lubił tego, bo sam doskonale wiedział co to znaczy być zranionym. Cztery sygnały były wystarczającym potwierdzeniem tego, że sama Carolin obawiała się tej rozmowy.
-Halo?- powiedziała jakby nie dowierzając.
-Cześć Caro. Co tam u Ciebie? -zapytał cicho.
-Dobrze....a u Ciebie i...ehkem Roberta?
-Ja właśnie w tej sprawie. Zaszło pewne nieporozumienie i mam do Ciebie wielką prośbę. Tylko tobie ufam.
-Po tym co Ci zrobiłam? - spytała gorzko.
Marco wziął głęboki oddech i zamknął oczy. Wspomnienie o Wilhelmie było zbyt gwałtownym ciosem.
-Teraz to nie istotne. Pomożesz mi? -mówił z nadzieja w głosie.
-O co konkretnie chodzi?
Marco opowiedział swojej ex całą tą historię, jak to było od początku. Blondynka wysłuchała go do końca. Normalnie wyśmiała by go, ale teraz była wyrozumiała. Wyrzuty sumienia? Czyżby zdała sobie sprawę, jak bardzo raniła Marco za czasów ich związku? Po dłuższych wahaniach zgodziła się na jego propozycję i postanowiła mu pomóc. 

***

Trzy przyjaciółki z Polski siedziały w zaciszu swojego przytulnego mieszkanka i z butelką wina, a konkretnie to z trzema -jedna na głowę. Postanowiły zrobić sobie babski wieczór. Mieszkały tu już od miesiąca a jednak ani razu nie miały okazji gdzieś razem wyjść, porozmawiać jak za dawnych czasów. Tego wieczoru miały czas tylko dla siebie. Alan do późna siedział w firmie ojca Wiktorii. 
-Wiesz Wiki, ja to Ci zazdroszczę - wysepleniła Tatiana.
-Czego? -zapytała podśmiewając się melodyjnie.
-Miłości- odpowiedziała krótko, jednak spojrzenia współlokatorek zmusiły ją do tego aby rozwinęła swoją wypowiedź - Ty i Alan to para idealna co nie? Chciałabym żeby ktoś mnie tak mocno kochał jak on Ciebie. 
-Jeszcze znajdziesz miłość swojego życia- uśmiechnęła się łagodnie i pogłaskała ją po głowie.
-Pewnie masz racje - westchnęła ciężko.
-Ludzie nie zarzucają wam, że jesteście ze sobą z przyzwyczajenia? - zapytała Berenika.
-Przecież ja z nim nie jestem- oburzyła się Tatiana.
-Co? Pytałam Wiki...-przymrużyła oczy- Czy chcesz nam o czymś powiedzieć?
-CO? Nie, zapomnij...
-Tak to prawda, często to słyszę, albo że Alan ma tą fuchę w firmie tylko ze względu na mnie. Ale mamy to głęboko w poważaniu.
-On jest taki cudowny - wyrwała brunetka, która rozmarzyła się o napastniku BVB i nie słuchała przyjaciółek.
-Alan? -zapytała Lisowska marszcząc przy tym nos.
-Twierdzisz, że nie jest przystojny? - wrzasnęła zbulwersowana blondynka.
-Nie skąd. Ale Lewandowski to to nie jest- powiedziała cicho - prawda Tatiana?-dodała już trochę głośniej.
-Nie wiem ! Mam to gdzieś, nie interesuje mnie on i jego życie ! Niech se robi co chce ! Ja nie wiem co te wszystkie dziewczyny w nim widzą ! W rzeczywistości jest zakłamanym, beztroskim, chamskim, perfidnym, nieodpowiedzialnym, zadufanym w sobie, rozpieszczonym, seksistowskim gnojkiem. Co z tego, że jest nieziemsko przystojny i ma cudowne perfumy- wydała się być rozmarzona - Nienawidzę go i już! Codziennie pod jego drzwiami stoi inna laska! Nie żebym podglądała czy coś... Ale to PAJAC !- przytupnęła po czym wyszła z pokoju. Dziewczyny patrzyły na nią z dezaprobatą, a za oknem słychać było dźwięki  świerszcza. 
-Yyyy....taaa...- burknęła nadąsana Berenika. Nikt nigdy nie wyżył się tak ostro na którymś z jej ukochanych idoli i to w jej obecności.
-To co jeszcze jedną? - Wiktoria zapytała  przekonująco młodszą koleżankę, machając jej butelką przed nosem. Ta uśmiechnęła się  i zabrały się za opróżnianie kolejnej butelki.

***

Moritz właśnie wracał z policji. Spędził w sali przesłuchań ponad 6 godzin. Doszło nawet do sytuacji, w której pomocnik leżał na stole podpierając głowę prawą ręką, a lewą turlał po blacie długopis. W tym momencie policjant po raz 17 zadawał mu to samo pytanie. 
-Co Pan robił 25 maja ok godziny 22 ?
-Siedziałem akurat w fotelu z zegarkiem i kalendarzem w ręce ! Przecież graliśmy Finał Ligi Mistrzów ! Nie wiem co ten świr wtedy robił ! tam było 80 tysięcy ludzi! Mam tego dosyć ! Kiedy w końcu wypuścicie mnie do domu !
-Proszę się uspokoić i odpowiadać na pytania. Jakie relacje łączą Pana z Ksawerym Stawskim ?
-Żadne ! Nie znam tego człowieka ! Za pół godziny mam trening ! Chcę stąd wyjść !
-Panie Leitner, nigdzie Pan nie pójdzie. Jest Pan oskarżony o uszkodzenie ciała urzędnika państwowego....
-Chcę stąd wyjść ! Wypuśćcie mnie stąd....
"Przez tego psychopatę dostanę klaustrofobii" mruczał pod nosem przestępca. Szedł powoli przez park kopiąc wszystkie kamyki napotkane na swojej drodze. W co on się wpakował ? Policja, przesłuchania, areszt... Musiał wyluzować. Wtem rozbrzmiał dzwonek jego telefonu. Zerknął na ekran. Łukasz Piszczek.
-Siema Stary ! Dlaczego opuściłeś trening ? Szafunio poważnie się wściekł.
-Moritz! - w tle słychać było krzyki Reusa- przecież wiesz, że ja tylko tak powiedziałem, jesteś naszym świetnym graczem ! To nie prawda, że nikt Cie nie chce, wszyscy cię chcą !
-Wiem wiem. Byłem na przesłuchaniu. Siedziałem tam 6 godzin, rozumiecie ? 6 godzin w tej salce przy biurku. Chyba dostałem klaustrofobii- opowiedział im wszystko ze szczegółami. W kolegach z drużyny krew zawrzała.
-Nie zostawimy tego tak, możesz być pewny. Czekamy na Ciebie pod SIP. Bądź za 10 minut.

niedziela, 23 czerwca 2013

Ogłoszenie

Po dłuższym zastanowieniu doszłyśmy z dziewczynami do wniosku, że to opowiadanie nie wywołuje u czytelników takich emocji, jakie chciałybyśmy wzbudzać, jest niezrozumiałe, i że zwyczajnie nie trafia do odbiorców. Widzimy to szczególnie w Waszych komentarzach. Jeśli mamy robić coś słabo, to wolimy nie robić tego wogóle. W związku z tym zawieszamy bloga do czasu, aż wymyślimy jak to zmienić.

Pozdrawiamy, Autorki.

czwartek, 20 czerwca 2013

Odcinek 23: Przekażcie sobie Znak Pokoju

Dziś odbyć się miał Familien Tag. Coś w stylu rodzinnego festynu pokojowego, którego współorganizatorami byli zarządcy klubu piłkarskiego i koszykarskiego Borussii Dortmund. Wszyscy piłkarze musieli pojawić się na nim obowiązkowo. Koszykarze BVB rozegrać mieli mecz, a potem razem z piłkarzami podpisać "parę" autografów. Ojciec Wiktorii  (współlokatorki Tatiany i Bereniki) poprosił ją, aby zjawiła się z przyjaciółkami i chłopakiem  na tej imprezie. Tatiana podchodziła to całej sytuacji bardzo sceptycznie, ponieważ według tego, co opowiadał Pan Starzewski, miał tam być człowiek, którego nie cierpi i unika jak tylko się da. Berenika zaś skakała z radości. Zawsze była wielką fanką, może nie tyle piłki nożnej, co piłkarzy...przystojnych piłkarzy. Wszystko było już zapięte na ostatni guzik. Na halę zaczeli schodzić się zaproszeni goście, osobistości i oczywiście zainteresowani mieszkańcy Dortmundu. Wojtas i Sandra, Kuba z Oliwią, Piszczu,Ewka z Sarą, Katja, Mario, Marco, Moritz i Lewy usadowili się już wygodnie na swoich miejscach. Brakowało tylko Agaty. Mats, Marcel, Ilkay i inni siedzieli rząd niżej, na tej samej trybunie. Z racji tego, że na początku nic się nie działo Oliwka rzucała popcornem w ludzi siedzących niżej a znudzony Łukasz zaczął podśpiewywać sobie pod nosem.
-Co kropelka sklei sklei, żadna siła nie rozklei...
-Piszczu, co ty śpiewasz?- zapytał rozrechotany Kuba, który walczył z córką o narzędzie zbrodni. Kiedy ktoś z dołu odkręcał się, żeby zobaczyć kto rzuca oboje uśmiechali się sztucznie albo udawali, że ich tam nie ma.
-Nie znasz reklamy kropelki? Skubana dobra jest. Ostatnio sklejaliśmy z Ritą wazon, ten który niechcący zbiła i Ewka taka zła chodziła. Efekt końcowy był taki, że teraz wazon wygląda prawie tak samo jak wcześniej.
-Skejaliście razem wazon? Z Ritą? hmmmm...-Mario zaczął drapać sie po brodzie.
-Tak, musiałem ją jakoś przekonać...no, żeby została.
-Dobra Piszczu, nie tłumacz się-roześmiał się Mario -Tylko winny się tłumaczy...chyba, że o czymś nie wiemy?
-Właśnie, właśnie....to jak to jest Piszczu, Co?- Marco świdrował go wzrokiem.
-No bo ona chciała odejść, z powodu Ewki, ale ja powiedziałem żeby została,bo wtedy nie miałby kto z Sarą siedzieć, no to ona chciała żebym ja przekonał i tak jakoś wyszło że...sklejaliśmy razem ten wazon- mówił szybko i chaotycznie- Mam nadzieję, że przestaniecie drążyć temat i nie będziecie tego nikomu niepotrzebnie rozgadywać, prawda Misiu?- Wychylił się do Roberta, który w odpowiedzi przytaknął.
Obok Lewego były wolne cztery miejsca. Miał nadzieję, że nikt koło niego nie usiądzie, bo przegrał już walkę o boczne oparcie z Leitnerem. Tatiana szła jakby się ociągając. Pierwsza weszła w rząd, bo chciała jak najszybciej zająć miejsce, przeżyć i wrócić do domu. Kiedy podeszła do wyzaczonego jej miejsca, spojrzała wymownie na sąsiada.
-Cóż za spotkanie - rzuciła od niechcenia i opadła na krzesło.
-A ty co tu robisz?
-Ojciec Wiki to organizuje, więc jesteśmy.
-Ekstra.
-A gdzie twoja nowa dziewczyna?
-Co?
-Twoja nowa dziewczyna. Ty chyba jednak masz jakieś problemy ze słuchem.
-Która dziewczyna?
-Ta dla której jak podejrzewam rzuciłeś Krupińską. Wypindrzona dziunia, którą obmacywałeś na parkingu.
-To tylko znajoma.
-Jasne...
-Serio, jest tutaj z Wojtasem- wskazał palcem w ich stronę- Ooo, widzę że twój przyjaciel z przystanku też się tu zjawił.
-O kim mówisz?
-O kolesiu, dla którego mnie wystawiłaś. Siedzi i bajeruje twoją koleżankę.
-Mówisz o Alanie?
-Nie wiem jak tam mu na imię...
-Bajeruje bo z nią chodzi, od jakiegoś...hmmm.. szóstego roku życia. Są parą od przedszkola.
-Są razem? Jak to?
-Ludzie zazwyczaj są razem, bo się kochają. To takie uczucie raczej ci nie znane.
-Więc...to nie jest żaden twój "kolega"?-zakreśli cudzysłów, akcentując przy tym ostatnie słowo.
-Nie, to by było nie fair w stosunku do Wiki....czekaj, czekaj- zmrużyła oczy- Koleś z przystanku, wystawiałam Cię? Co?
-W dniu kiedy miała odbyć się ta cała nasza randka widziałem cię z nim na przystanku.
-Śledzisz mnie czy co?
-Przejeżdżałem akurat...a wy się tak ściskaliście jakbyście byli parą.
-Musiałam po niego wyjść, bo Wiktoria nie mogła a on nie zna tych okolic-tłumaczyła. Nagle doznała olśnienia i pstryknęła palcami-To dlatego odwołałeś randkę - uśmiechnęła się triumfalnie.
-Nie-e? Brzuch mnie rozbolał?
-Brzuch Cię rozbolał? Ojejku - zrobiła minę szczeniaczka i pogładziła jego włosy- Więc to jednak nie przeziębienie?
-Wszystko jedno, nie mogłem się spotkać. I zostaw moje włosy, zniszczysz fryzurę.
-Przystopuj z żelem- wytarła dłoń o jego spodnie. Nagle poczuła, że ktoś ją ciągnie za rękaw, a konkretniej to Berenika, najmłodsza z nich.
-Ja nie mogę, ty znasz Roberta Lewandowskiego?- powiedziała zciszonym głosem.
-Ta, wpadłam na niego, raz czy dwa.
-I nic mi nie powiedziałaś?
-Mieszka naprzeciwko nas...
-Wiem, ale ani razu go nie widziałam!
-No popatrz...
-Zapoznaj mnie z nim- poderwała się lekko i poprawiła włosy.
-Zapomnij !
-Chcesz mieć go tylko dla siebie?
-Weź przestań- skrzywiła się.
-No to w czym problem? Tatka weeeeeż, pliss! Przez tydzień robię Ci śniadanie, sprzątam i piorę ci ubrania- trzepotała dokładnie wyszczotkowanymi rzęsami.
-Przez dwa.
-Okej- Przytaknęła i gestem ręki ponaglała starszą koleżankę.
Tatiana szturchnęła Roberta jednym palcem.
-Hej Robert, ktoś chciałby Cię poznać. To jest Berenika moja współlokatorka, a to jest wiadomo kto.
-Cześć Berenika- podał jej ręke uśmiechając się przy tym szelmowsko.
-O mój Boże, czy ty wiesz kim ty jesteś?!-Robert popatrzył na nią nieco zdezorientowany-Heeeeej- wyszczerzyła sie młoda i szybko odkręciła - Jezus Maria, Robert Lewandowski dotknął mojej dłoni...już nigdy jej nie umyję- wierzchem dłoni gładziła swój policzek i wzdychała. Wyglądała jakby była w innym świecie. Lewego rozbawiła ta sytuacja,a Tatiana patrzyła na nią jak na idiotkę. Po chwili dziewczyna zeszła na ziemię i kontynuowała - Jestem twoją wielką fanką, tak jak i twoich kolegów i całego klubu. Mogę sobie zrobić potem z wami zdjęcie?
-Jasne- puścił jej oczko, na co to mało nie zemdlała -Ile masz lat Bereniko?
-Dwadzieścia...-przerzuciła włosy przez ramię i zmieniła ton na bardziej dojrzały.
-..będzie miała za trzy lata- dokończyła zażenowana Tatiana- Jest niepełnoletnia i stanowczo za młoda dla Ciebie.
-Dzięki- odgryzła się obrażona małolata.
-Ależ nie ma za co kochana- posłała jej buziaczka.
Mecz się zaczął. Koszykarze Borussii prowadzili z Schalke 18:16 już po 10 minutach gry. Mecz był zacięty, a przeciwnicy wyrównali wynik na 40:40 do pierwszej przerwy. Drużyny zeszły za bok boiska aby wysłuchać reprymendy trenerów. Była to taka dłuższa przerwa, na siusiu. Na górnym telebimie wyświetliła sie tzw. "Kisscam". Kamera złapała Leitnera i Reusa, który na początku opierali się pocałunkowi, ale ostatecznie ulegli. "A co mi tam", pomyśleli obaj i zrobili to co trzeba było zrobić. Cała hala miała z nich niezły ubaw a najbardziej koledzy, którzy zaczeli bić brawo i gwizdać. Lewandowskiemu było bardzo wesoło...do czasu. Nie przewidział, że to cholerstwo złapie także jego...i to z kim. Mina jego i uroczej długowłosej brunetki bezcenna. Kiedy  wszyscy tam zgromadzeni, zaczeli radośnie wykrzykiwać "küssen, küssen" ,napastnik wyszczerzył  zęby, a dziewczyna zaczęła nerwowo rozglądać się po hali i udawać że nie wie o co chodzi.
-Chyba nie mamy wyjścia- zwrócił się do niej z powalającym uśmiechem na twarzy.
-Nawet o tym nie myśl !- wyrwała szybko. Lewy wzruszył ramionami i pozwolił jej przysłuchać się reakcji trybun. -Może zaraz przełączą...-dodała z nadzieją.
Lewy uniósł brwi. Tak zakłopotanej sąsiadeczki jeszcze w życiu nie widział. Odkręcił się w drugą stronę. Siedziała spokojnie przez ułamek sekundy, ale nie mogła znieść tego całego zamieszania.
-Dobra- syknęła. Złapała Lewego za fraki i przyciągnęła do siebie. Zmiażdżyła mu usta zachłannym i baaardzo namiętnym pocałunkiem. Gdyby jej wargi rozchylone były nieco szerzej, pewnie by go połknęła. Wybuchły brawa. Miał być to tylko niewinny buziak choćby w policzek, ale wyszło trochę inaczej.Tatiana opamiętała się i chciała oderwać się od chłopaka, lecz ten jej na to nie pozwolił. Po chwili odskoczyli od siebie, spojrzeli sobie w oczy.
-Nienawidzę Cie - warknęła wściekle i odkręciła się w drugą stronę. Tam Berenika już szczebiotała jak wariatka.
-O Mój Boże ! całowałaś się z Robertem Lewandowskim ! - piszczała jak głupia.
-oooo, zamknij się!- jęknęła zażenowana i ukryła twarz w dłoniach. Nie mogła znieść tego, że cała trybuna C patrzy właśnie na nią...

***

Tak naprawdę nikt nie wiedział jaką zemstę planuje Jenifer. Z resztą.. ona też nie wiedziała. Z natury była nerwowa, a jak jej ktoś zalazł za skórę...o zgrozo. Marco w porównaniu do Roberta, troche bardziej przejął się słowami blondynki. Poznał jej dobre oblicze, ale z tym podłym było trochę gorzej. Ten drugi zaś nie bał się żadnej zemsty jaką zdołałaby uknuć. Najgorsze co mogłaby zrobić to zakaz widywania się z córką. Tego by nie zniósł. Nie wierzył w to, że Jenifer posunęła by się do tego. Sama wielokrotnie mu powtarzała, że dziecko musi mieć ojca. Miał nadzieję, że po sądach włóczyć się już nie będzie, że pod tą burzą długich tlenionych włosów i kilogramem tapety siedzi rozsądna dziewczyna. Obydwaj postanowili, że pójdą jeszcze raz z nią pogadać i namówić na rozejm. Szli uliczką prowadzącą do bloku mściwej piękności, kiedy nagle natknęli się na nią. Była na popołudniowym spacerku ze Steffi.
-No nie! -parsknęła - A już zapowiadał się taki udany dzień- uśmiechnęła się pogardliwie.
-Jenifer...-zaczął niepewnie Reus.
-Czego?-warknęła.
-Porozmawiajmy grzecznie.
-Nie mamy o czym. Już mówiłam, zemszczę się. Wam obu się należy...
-A co ja zrobiłem?- wtrącił brunet.
-Wystarczająco dużo. Przeklinam dzień, w którym się urodziłeś -syknęła - Zniszczę was obu, jeszcze nie wiem jak, ale to będzie wasz koniec, jasne?
-Zanim cokolwiek zrobisz, przemyśl to dziesięć razy i nie rób tego-mruknął Lewandowski.
-Zrobie co będę chciała, a teraz zejdźcie mi z oczu.
-Jenifer, zrozum, że zemsta nie jest potrzebna. Co Ci to da?-zapytał Reus.
-Satysfakcję...że spieprzyłam wam życie tak samo jak wy mi.
-Jenifer, proszę...-ciągnął dalej Marco.
-Chodź Reus'y, nie ma sensu z nią dalej gadać- pociągnął go za sobą i odeszli kilka kroków. Po chwili przystanął i odkręcił się w stronę blondynki -Nie wiem co planujesz, ale mam nadzieję, że to nie odbije się na naszej córce.
-Naszej- powtórzyła ironicznie- Jak to pięknie brzmi...
-Mówię poważnie, pomyśl o jej przyszłości.
-Boisz się że wygadam się o niej mediom?
-Nie jesteś taka.
-Ach tak? Skąd wiesz? Przecież ty mnie nawet nie znasz.
-Znam wystarczająco.
-Fizycznie?
-Mentalnie Jenifer, mentalnie.
-Naprawdę?- zaśmiała się histerycznie- To powiedz mi ile razy przez cały nasz "związek" ze mną rozmawiałeś, nie mówiąc już o jakimś wyjściu na miasto? Ile? Cały czas tylko trening, trening, ale wieczór to mam wolny. Albo u mnie, albo u ciebie...
-Dobra czuję się trochę niezręcznie...-wtrącił drapiący się po głowie Reus.
-Po prostu pomyśl,co jest ważniejsze. Wasz spokój,twój i Steffi czy zemsta?
Jenifer zastanawiała się nad tym przez moment, a przynajmniej sprawiała takie wrażenie. Chłopcy stali z nią jeszcze chwilę w ciszy, ale zaraz odeszli.  Żadne z ich trójki nie miało pojęcia, że tej całej sytuacji przyglądali się dziennikarze ukryci gdzieś za krzakami. Dokładnej rozmowy nie słyszeli, tylko podniesione tony rozmówców. W oka mgnieniu znaleźli się obok dziewczyny.
Dziennikarka odwróciła się do kamery za jej plecami.
-Dwóch piłkarzy, jedna kobieta i niewinne dziecko. Cóż takiego się wydarzyło na ulicach tego spokojnego miasta w zachodnich Niemczech ?
Po chwili zwróciła się do blondynki.
-Sandra Schneider "Das Erste". Mogłaby pani opowiedzieć nam o tym co się przed chwilą wydarzyło?- zapytała atrakcyjna reporterka.
-Zostałam zraniona- powiedziała smutno i wycisnęła na siłę jedną łzę, która odmawiała posłuszeństwa i za żadne skarby świata nie chciała wypłynąć z oka dziewczyny.
-Jak to? O kogo chodzi?- dopytywała się wścibska dziennikarka.
-Marco Reus...zresztą nie ważne, to i tak koniec...-cudem uroniła jeszcze jedną łzę.
-Dlaczego?
-Bo wybrał jego- chlipnęła po czym zasłoniła twarz włosami i odeszła od grona dziennikarzy, aby nie złapali w kadrze jej złośliwego uśmieszku, który tak aktorsko zasłoniła smutkiem.
-Marco Reus i Robert Lewandowski oficjalnie razem. Co na to koledzy z szatni? Jak zareagują kibice? Kiedy zamierzali powiedzieć o tym światu? To się okaże. Brniemy dalej w ten temat. Informujemy państwa na bieżąco.  Dla "Das Erste" Sandra Schneider- dziennikarka odwróciła się w stronę kamery i wypowiedziała powyższe słowa. Jako, że to międzynarodowa stacja, relacja miała pójść do wszystkich krajów na świecie. Kto spodziewałby się takiego obrotu sprawy?

***

Ksawery był nie do zniesienia. Nie dość,  że pozwał  kibiców i wystąpił o zamknięcie trybun, to jeszcze złożył donos o pobicie, o którym jeszcze nikt nie wiedział. Nie było osoby z jego "znajomych z Niemiec" która nie byłaby na niego wściekła. Adwokacina postanowił jednak podlizać się Agacie i wynajął jej całodobowego gitarzystę. Był to pan z gęstym wąsem, sombrero na głowie i bufiastą koszulą. Jego praca polegała na tym, że miał chodzić za blondynką, grać jej i śpiewać. Pewnego pięknego dnia otworzyła drzwi, i kiedy zobaczyła owego mężczyznę myślała ze to żebrak zbierający na chleb. Bez wahania rzuciła mu kilka groszy. Pan zrobił lekko urażoną minę, co zauważyła Błaszczykowska. Zapytała się kim jest i co tutaj robi na co ten nic nie odpowiedział, bo i miał nic nie mówić. Agata dostrzegła karteczkę na prawym przed ramieniu grajka. Spojrzała na niego niepewnie i szybkim zwinnym ruchem  zerwała ją.  "Mam nadzieję że ci sie spodoba. Już nie wiem jak cię przepraszać Pączuszku. Twój K". Ooo, słodki Kubuś, pomyślała w pierwszym momencie. Ale zaraz, zaraz...z Kubą się nie pokłóciła, a  na taki durny pomysł stać chyba tylko Ksawerego. Spojrzała jeszcze raz na gościa z gitarą, tym razem wzrokiem bazyliszka. Aby rozładować atmosferę zaczął grać jakąś tanią melodie. Do końca dnia "uroczy meksykanin" nie odstępował Błaszczykowskiej na krok. Co gorsza nie przestawał brzdękolić. Kuba i Oliwia wrócili z festynu.
-Kuba zrób coś !- wydarła się blondynka- przyczepił się do mnie i nie przestaje grać !  Śpiewa tu już 18 piosenkę !
-Spokojnie rybciu, zaraz coś z tym zrobimy... Fajny ten kapelusz, zobacz córcia - założył małej na głowę sombrero i poszli do ogrodu. Dźwięk gitary rozbrzmiewał niezakłócenie.
-Dobra, starczy tego- meksykanin nadal grał-proszę opuścić moje mieszkanie i przekazać temu co pana wynajął, że nie będę z nim gadać.- wypchnęła go za drzwi i z  hukiem je zatrzasnęła. Odetchnęła łapiąc sie za głowę. Po chwili drzwi uchyliły się. Zza nich ukazała się tylko głowa grajka.
-Odda mi Pani ten kapelusz ?
-Ooo, to jednak umie pan mówić ? - gitarzysta wzruszył ramionami - Wynocha !
Agata wykończona po całym dniu użerania się z idiotami stanęła przed lustrem w korytarzu i zaczęła się oglądać.
-Czy oni sugerują mi, że jestem gruba ? - myślała obracając się wokół własnej osi. Wtem rozległ się dźwięk dzwonka.
-Dlaczego wyrzuciłaś mojego grajka za drzwi ? - zapytał rozgoryczony adwokat.
-Ciebie też wyrzucam ! - już miała zatrzasnąć mu drzwi przed nosem, ale ten przytrzymał je ręką.
-Pewnie zainteresuje cię fakt, że to limo pod okiem to dzieło twojego koleżki- blondynka przestała popychać z całej siły drzwi.
-Czyje ?
-Moritza Leitnera. Kojarzysz ?
Agacie szczęka opadła. Stała jak wmurowana w podłogę i nie mogła uwierzyć własnym uszom.
-Pozew już czeka na biurku prokuratora- powiedział Ksawery, odwrócił się na pięcie i poszedł do domu.
-Cholera jasna ! - Agata złapała telefon i wysłała Moritzowi krótką wiadomość. Raport dostarczenia. Doszło. W tym samym czasie zdezorientowany Leitner odczytywał SMS od Błaszczykowskiej. Co ? O czym ona mówi ? Do drzwi zapukał kurier.
-Pan Moritz Leitner ? Proszę o potwierdzenie odbioru. Pomocnik szybko złożył podpis na kartce  i otworzył list. Wezwanie na przesłuchanie. Cholera.

_______________________________________________________________

Mamy nadzieję, że Wam się spodoba ;) Dodajemy zdjęcia naszych bohaterów ;)


Trzepnięta Berenika:


 Oraz Alan i Wiktoria:

poniedziałek, 10 czerwca 2013

Odcinek 22: Urodziny

W dobrym towarzystwie, czas mija zdecydowanie za szybko. Trzy dni pobytu Szczęsnego minęły jak trzy minuty.  Mieli dużo do nadrobienia. Rano chodzili na treningi, a wieczorem melanżowali w towarzystwie pozostałych Borussen. Jedynie Sandra kręciła na wszystko nosem. Twierdziła, że nie ma tu dla niej odpowiednich zajęć . Robert wziął sobie jej słowa do serca i zapewnił jej nielada rozrywkę. Posplątywał jej rękawy u bluzek, paski i wszystko co było podłużne i dało się związać. Do wszystkich lakierów dolał zmywacz do paznokci przez co lakier niefortunnie rozmywał się na paznokciach. Wieczorem nasypał mąki do suszarki. Świeżo wykąpana panna Dziwiszek chwyta za suszarkę podłączoną już do gniazdka. Przesuwa włącznik i po chwili jest już cała biała.
-Kretyni ! Was to bawi?-  wparowała do salonu gdzie chłopcy grali na playstation. Oderwali się na chwile od wielkiego ekranu i spojrzeli w jej stronę.
-Sandra? Co ci się stało? - zapytał z teatralnym zdziwieniem bramkarz Arsenalu. On też był w to wtajemniczony. Lewy w głębi duszy śmiał się w  głos i tarzał się po ziemi, ale na zewnątrz zachował spokój i opanowanie, choć można było zauważyć na jego twarzy lekki uśmiech.
-Idioci! -wrzasnęła wściekła brunetka -a Ty to jakiś porąbany jesteś! - rzuciła w stronę Lewnadowskiego i czym prędzej wybiegła z pokoju. Musiała jak najszybciej zmyć to ciasto z twarzy.

***

Marco odwiedził dziś Jenifer. Musieli w końcu porozmawiać o tym jak to dalej będzie. Nie mogli wiecznie odkładać tej rozmowy i udawać, że wszystko jest w porządku. Blondynka liczyła, że to między nimi to coś więcej, on jednak zdał sobie sprawę, że dłużej tak nie może.  Nie chodziło tylko o Roberta, ale też o to że uświadomił sobie, że nic do niej nie czuje. Spotykali się dosyć długo... i nic. Myślał, że po pewnym czasie ich więzi się zacieśnią, jednak mylił się.
-Hej - powiedziała słodko, zarzucając ręce na jego szyję i całując go namiętnie na powitanie.
-Cześć- przez chwilę nie był jej dłużny - Jenifer musimy porozmawaić.
-Jasne, wejdź - zaprosiła go do środka - Napijesz się czegoś?
-Nie, dzięki.
-A może jednak? Może jesteś głodny? Zaraz zrobie jakieś kanapki - nie czekając na jego odpowiedź ruszyła do kuchni.
-Nie, Jenifer- złapał ją za łokieć - Chcę Ci tylko coś powiedzieć.
-Okej, mów - odgarnęła grzywkę za ucho.
-Ty i Ja, to znaczy to między nami....to nie ma sensu.
-Co ty mówisz?
-Nic do ciebie nie czuję, przykro mi.
-Tak z dnia na dzień poprostu nic sobie do mnie nie czujesz, tak? Marco znam Cię wystarczająco długo, powiedz co się dzieje?- złapała go z rękę - To ten idiota Lewandowski?  Namówił Cię żebyś tu przyszedł  i tak powiedział ? Niech ja go tylko dorwę...
-Nie, nie chodzi o Roberta...
-Więc o co?
-Przez te wszystkie dni z tobą, miałem nadzieję, że coś zaiskrzy, ale tak się nie stało. Jenifer, to chyba koniec -spojrzał na nią smutno.
-Nie wierzę w to! Słyszysz? - podniosła głos- Te wszystkie dni i noce spędzone z Tobą, wyznania, gesty. Nie wierzę, że nic do mnie nie czułeś.
-Nie będę cię przekonywał, Jenifer.
-Więc po co to robiłeś?!
-Bo chciałem zapomnieć...-przełknął ślinę - chciałem zapomnieć o swojej ex- musiał to powiedzieć. Nie ważne jak, byle by to zakończyć.
-I co dalej?
-Odnowiłem z nią kontakt- skłamał.
-Aha, czyli byłam tylko na zastępstwo. Kopnęła cię w tyłek, pocieszyłeś się mną, a teraz znowu wracasz do niej?
-To nie tak...
-A jak do cholery? - wrzanęła - albo wiesz, nie obchodzi mnie to! Wszyscy jesteście tacy sami!
-Jenifer...-zaczął, ale dziewczyna nie wytrzymała i wymierzyła mu siarczysty cios w policzek.
-Wynoś się z mojego życia ! Jesteś moim kolejnym wielkim błędem ! - wypchnęła go za drzwi - A Ciebie i Lewandowskiego tak zrobię na szaro, że pożegnacie się z karierą raz na zawsze - dodała i zatrzanęła mu drzwi przed nosem.

***

Następnego dnia
Sandra po wieczornym dowcipie Roberta nadal nie mogła doprowazić się do ładu. O ile z twarzą jakoś poszło, to z włosami było znacznie gorzej.
-Masz mnie umówić z jakimś fryzrejem ! - przywitała z samego rana właściciela mieszkania. Lewy walczył ze sobą aby się nie roześmiać.
-Dobra, wyluzuj, znam kilku fachowców w tej dziedzinie, podzwonię, popytam, załatwię ci to. - czyżby wyrzuty sumienia Panie Robercie ? Sandra posłała mu mordercze spojrzenie. Dostała taka odpowiedź jakiej oczekiwała. Robert wyjął w tym czasie swojego I-pada i wybrał numer do Ewki Piszczek.
-Witaj Pani najpiękniejsza, Gwiazdo Północna rozświetlająca nocny firmament, przyćmiewająca swym blaskiem Syriusza...
-Czego chcesz ?- zaśmiała się Polka.
-Czy zawsze jak do Ciebie dzwonię to muszę czegoś chcieć ?
-Tylko kiedy zgrywasz astrologa. - Fakt, normalnietego nie robił.
-Masz rację. Mam do Ciebie dość nietypową prośbę. Zrobiłem wczoraj wieczorem Sandrze taki mały dowcip, ona strasznie się wściekła i teraz muszę jej załatwić fryzjera. Dałabyś radę ?
-To zależy co takiego jej zrobiłeś-cały czas się śmiała-mam na dziś umówione kilka osób i nie wiem czy się wyrobię. Co miałabym zrobić?
Robert zawahał się.
-Jakby to powiedzieć... na pewno nie zajmie Ci to wiele czasu, Madame- jakoś wybrnął.
-Dobra, niech przyjdzie o 10.
-Będzie napewno- odrzekł i rozłączył się. W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi- kogo tu znowu niesie- mruknął napastnik i ruszył powoli aby je otworzyć. Po ostatnich wydarzeniach nie mógł być już niczego pewnym. Brunet nie krył zaskoczenia.
-Ty ?!- niemalże krzyknął. Takiego gościa się nie spodziewał-po co tu przyszedłeś ?- mierzył wzrokiem blondyna, który stał ze spuszczoną głową.
-Mogę wejść?
-Które dziecko tym razem chcesz mi ukraść?- syknął przez zęby. Był wściekły. Steffi jest jego oczkiem w głowie, a tleniony bezczelnie chciał mu ją zabać. Tyle miesięcy udawał przyjaciela, aby wbić mu nóż w serce. Na prawdę czuł się zraniony.
-Zerwałem z Jenifer- powiedział smutno Marco. Nastawienie Lewandowskiego zmieniło się diametralnie.
-OOO stary, jak dobrze Cię widzieć ! wchodź ! wchodź !- złapał go za rękę i pociągnął do salonu. Długo rozmawiali, ale chyba wyjaśnili sobie wszystko. Wniosek był tylko jeden : już nigdy nie poróżni ich żadna kobieta. Kiedy tak rozmawiali i wspominali swoje pierwsze spotkanie w meczu BVB z jej immenniczką z Monchengladbach panna Dziwiszek zbiegła po schodach w dół, złapała torebkę i wyszła bez słowa. Za nią  na dół zszedł Wojtas.
-Ale wiesz, mimo wszytsko jest mi trochę smutno- kontunuował Marco - jednak zdążyłem się do niej przywyczaić.
Bramkarz Londyńskiego Arsenalu nie pytał o szczegóły. Nie jego sprawa.
-Sandra zawsze powtarza, że kiepski humor poprawiają jej jakieś zmiany w wyglądzie-wtrącił- jakieś nowe ciuchy czy fryzura.
-A wiesz, może spróbuję- uśmiechnął się Reus- a teraz czas już na mnie- podniosł się z kanapy, spojrzał Robertowi w oczy, poklepał po ramieniu i skierował się do drzwi - czyli zgoda?
-Jasne- Robert posłał mu słodki uśmiech i zamknął drzwi za przyjacielem.

***

Tymczasem Sandra siedziała "wygodnie" w fotelu przed lustrem w zakładzie fryzjerskim pani Piszczek, która żadnym sposobem nie mogła usunąć zaschniętego ciasta z fryzury klientki. Kiedy po 6 umyciu, dokładnym wyczesaniu resztek mąki i nałożeniu odżywki jej włosy w końcu nadawały się do "czegokolwiek" do salonu wparował Marco Reus.
-Cześć Ewka!
-Ooo Marco ! Co Cię do mnie sprowadza ? - przywitała go entuzjastycznie.
-No wiesz, sam nie wiem... chciałbym coś zmienić.. może rozjaśnić odrosty ?
-Tylko wiesz, ja nie bardzo mam teraz czas, za chwilę mam umówioną panią na baleyage, poźniej mam 3 panów na strzyżenie a z resztą kończę dziś wcześniej, bo ogranizujemy z Łukaszem przyjęcie urodzinowe dla Sary...Jesteś zaproszony rzecz jasna.
-Ja mam dużo czasu- wtrąciła się Sandra- malowałam kiedyś włosy mojemu bratu i wyszło mi to bardzo dobrze. Gdybyś chciał to mogę zrobić i Tobie..- Blondyn spojrzał na Ewę błagalnie.
-Jeśli chcesz, to proszę, ale ja nie biorę za to odpowiedzialności-uśmiechnęła się fryzjerka.
Marco zasiadł w fotelu i po chwili poczuł, jak peleryna uciska jego szyję. Dziwiszek niechcący przywiązała go do fotela. Kilkoma zwinnymi ruchami nałożyła rozjaśniacz na włosy piłkarza. Czekał i czekał.
-Coś długie to 20 minut-przerwał nagle.
- 20 ?! Myślałam, że 120 !! - odpowiedziała zaskoczona dziewczyna. Reus zamarł. Poczuł, że zaczyna mu się robić gorąco. Niepewnie ściągnął ręcznik. Spojrzał w lustro i doznał szoku. Jego twarz zzieleniała, tak jak jego włosy. Idealnie się zgrały.
-Cc..ccc... co to jest ? -wyglądał, jakby miał się rozpłakać.
-Upssssssss....- syknęła Sandra.
-O mój Boże- Ewa zasłoniła twarz dłonią. Wszyscy patrzyli z przerażeniem  na zielone włosy gwiazdy BVB.
-Ewka...- jęknął Marco-powiedz, że można coś z tym zrobić...
-Teraz to tylko ogolić na łyso.. Te włosy są tak saplone, że aż dziw, że nie odpadły. Może za jakiś tydzień, czy dwa, jak się troszkę zregenerują.
-Tydzień czy dwa ? Tydzień czy dwa ?! Co ja mam teraz zrobić ?!
-Chyba tylko założyć czapkę- odpowiedziała zabójczyni jego pięknej blond grzywy.

***

Po południu u Piszczków było małe zamieszanie. Ewka i Rita pomimo napięcia, musiały dogadać się jakoś i przygotować wszystko na urodziny Sary. Łukasz w tym czasie dzwonił po wszystkich znajomych i zapraszał ich na imprezę. Robertowi kazał zebrać całą ekipę i przychodzić. "Cholerka sporo tego będzie" zaklął w myślach napastnik, jednakże polecenie Piszcza wykonał i obdzwonił wszystkie swoje ex w celu zebrania dzieci. Wykonał też szybki telefon do Reusa, z którym widział się dziś rano.
-Hej, dokonałes już jakiejś zmiany?
-Nie pytaj...
-Zobaczę po południu. Słuchaj, jest taka sprawa. Dziś są te urodziny Sary i jestem zaproszony razem z dzieciakami więc musze je jakoś bezpiecznie przetransportować. Zajdź więc po drodze do "Śpiocha" i kup gąsienicę.
-Gąsienice ? a nie lepiej na przykład samochodem ?
-Nie zabiorę się...przestań marudzić i idź po ten sznurek.
Marco wywrócił oczami i spełnił jego prośbę. Po godzinie był już o niego. Już z wejścia głównego było słychać tą całą dzieciarnię. Drzwi otworzył mu z lekka zdyszany Robert.
-Masz to? - zapytał. Reus pomachał mu zakupem przed nosem -Dobra to idziemy...Co z twoimi włosami? - parsknął śmiechem.
-Przestań drążyć temat ! Idziemy- zawołał dzieciaki. Rozradowani chłopcy, a było ich 11, wymineli obydwu i wybiegli na korytarz.  Większość skierowała się do windy, ale jeden dwulatek ruszył w kierunku schodów.
- Philipp !- złapał go w ostatniej chwili- nie wolno Ci zbliżać się do schodów! Mama Ci nie mówiła?- odpowiedzi jednak nie doczekał. Marco stał oparty o drzwi i pilnował aby winda nie odjechała bez Roberta i małego. Kiedy ruszyli zaczął swoją przemowę.
-Dzieciaki ! Posłuchajcie uważnie. Kiedy wysiądziemy z windy staniecie wszyscy w hallu i ustawicie się parami. Pamiętajcie, że starsi pilnuja młodszych.
Tak też zrobili, mimo niewielkiej rozbieżności wiekowej (2-7 lat), jedni zadbali o drugich. Marco rozłożył gąsienicę i podał podopiecznym.
-Dobra chłopaki! Tata niesie Philippa i głowę naszej stonogi, a wy bierzecie po nodze. Ja idę z tyłu. Nie wolno nikomu puszczać gąsienicy. Zrozumiano ?
-Taaaaaaaak ! - odpowiedzieli chórem Lewandowscy. Przeszli tak całe 200m, które dzieliło domy Polaków. Kiedy dotarli na miejsce Robert nacisnął dzwonek do drzwi. Otworzył im Łukasz i wpuścił ich do środka. Zaczął rozmawiać z Lewym w drzwiach, podszas gdy za jego rozmówcą zaczęły prześlizgiwać się jego pociechy. Piszczek wyglądał tylko zza Roberta czy dużo ich tam jeszcze jest. Na końcu wszedł Marco.
-Nie ważne- odpowiedział szybko na nieme pytanie gospodarza i wszedł do środka.
Większość gości już siedziała w ogrodzie, podczas gdy Sara i Oliwka rozpakowywały prezenty. Wszystkim dopisywał humor. Reus zrobił furorę swoim nowym kolorem włosów, na początku koledzy zdrużyny mu dokuczali, ale po pewnym czasie dali mu spokój. Kiedy Robert i Łukasz nadal rozmawiali w przedpokoju z kuchni wyszła Pani domu, a tuż za nią niania jubilatki.
-Hej Ewka, o Rita... nie poznałem Cię w ubraniu-przywitał je Robert.
Fryzjerka odwróciła się niedowierzając własnym uszom, popatrzyła pytającym wzrokiem na Lewandowskiego, a opiekunka poczerwieniała na twarzy. W mgnieniu oka znikneła z ich pola widzenia.
-Robert?- uniosła prawą brew- Czy jest coś o czym powinnam wiedzieć?- świdrowała go wzrokiem. Łukasz dał Lewemu do zrozumienia żeby nic jej nie mówił.
-Nie- pokręcił głową z uśmiechem.
-Napewno? Jesteś pewien? -patrzyła mu prosto w oczy. Piszczek oddalił się od nich.
-Napewno, jestem pewien.
-Zapytam wprost,czy ty i Rita ?
-Drugi raz ją na oczy widzę...-Ewa zrobiła jeszcze bardziej zdziwioną minę i złożyła ręce na piersi -...to znaczy, ehhh Ewciu, jesteśmy przyjaciółmi, powiedziałbym Ci gdyby coś. To trochę skomplikowane...
-Okej, nie wnikam, w końcu to twoje życie- uśmeichneła się lekko i popędziła do kuchni.
Lewy odetchnął z ulgą i poszedł do ogrodu gdzie siedzieli pozostali. Później miał dołączyć do nich Wojtek, teraz załatwiał jakieś sprawy na mieście. Wszyscy śmiali się i żartowali. Rita obskakiwała ich z każdej strony. A to coś donosiła, to przestawiała. Ubrana była dosyć skąpo, dlatego była w centrum uwagi. Miła na sobie któtkie jeansowe spodenki, prześwitującą bluzkę i wysokie czerwone szpilki. Jak to by Robert powiedział "Nie dało się nie spojrzeć". Marco poczuł potrzebę wyjścia do toalety. W przejściu wyprowadzającym na taras, zderzył się z Ritą ale na szczęście nic nie niosła.
-Przepraszam- złapał ją kiedy ta zachwiała się i leciałą do tyłu.
-Nic nie szkodzi, to ja na ciebie wpadłam- powiedziała nieśmiało i zmierzyła Reusa wzrokiem - Ciekawa fryzura- dodała nieco odważniej.
-Kurczę, aż tak to widać? Myślałem, że nikt nie zauważy...-przeczesał swoją jasno-zieloną czuprynę. Niania spojrzała na niego jak na idiotę i po chwili dodała.
-W sumie to nie rzuca się tak bardzo w oczy...
-Serio?- uśmiechnął się z nadzieją w oczach.
-Taak...-powiedziała z wymuszonym uśmiechem na ustach, poczym wymineła go i zniknęła w ogrodzie. Marco odprowadził ją wzrokiem, lustrując ją przy tym. Przypomniał sobie jaki był cel jego wstąpienia do domu i pognał do toalety.
Impreza trwała w najlepsze. Były nawet tańce i śpiewy. Miało to być spotkanie bezalkoholowe, no ale Piszczowi nie przetłumaczysz.  Dzieciaki w euforii ganiały po całym ogrodzie, domu i dookoła niego. Robert latał za nimi i próbował je jakoś wyłapać, ale nie zawsze się udawało. Tylko jedno dziecko, ze wszystkich tam zgromadzonych siedziało grzecznie na kolanach Katji. Mimo młodego wieku, mały wiedział jak wyrywać panienki...ciekawe po kim to ma. Pięciolatek siedział wtulony w dziewczynę machając przy tym na zmianę nóżkami.
-Kaatjaaa? A przyjdziesz do mnie do domku? Pokaże Ci mój traktor - seplenił młody.
-Oczywiście robaczku, jesteś taki słodziutki-pstryknęła go w nosek.
-Nie tak bardzo jak ty- uuu młody wie jak komplementować. Choć w jego przypadku wystarczył tylko urok osobisty.
-OOOO- dziewczyna nie wytrzymała i cmokneła Kajtka w  policzek. Ten z łobuzerskim, przeuroczym uśmieszkiem wtulił się w jej piersi. Katja objęła go lekko i oparła brodę o jego głowę, bujając sie przy tym na boki. Całej tej sytuacji przyglądał się Mario.
-Robert !- zawołał przyjaciela lekko podirytowany.
-Co tam?- podszedł do niego z najmłodszym na ręku.
-Twój syn podrywa mi dziewczynę - parsknął i machną ręką w stronę Katji.
-Oo, cóż...dobry jest - stwierdził napastnik. Mario spojrzał na niego wymownie, ale po chwili znowu się zaśmiał.
-Nie da się zaprzeczyć.
-Moja krew! Ja podrywałem wszystkie koleżanki Mileny jak miałem 6 lat- chwalił się brunet -...ale on ma 5 i wyrywa starsze, jest lepszy odemnie- zkwitował nieco mniej entuzjastycznie- Już ja sobie z  nim porozmawiam.
-Uczeń przerósł mistrza - stwierdził rozbawiony Mario, który zaczął zaczepieć Philippa. Dwulatek zawstydził się i ukrył twarz w szyi Roberta, jednym okiem zerkając na Mario i uśmiechając się słodko.
-Tato!- Lewy poczuł, że coś go ciągnie za nogawkeę. Podeszli do niego Patryk i Mateusz.
-Co się stało?
-No bo Mateusz mnie kopnął- powiedział obrażony Patryś.
-Dlaczego go kopiesz?
-No bo on mnie przezywa- zaczął tłumaczyć się Mateuszek.
-Nie przezywaj brata.
-Ale on powiedział, że gra lepiej ode mnie w piłkę.
-Nie przechwalaj się !
-Ale ja naprawde lepiej w nią gram.
-a wcale, że nie !
-wcale, że tak !
-wcale, że nie !
-Dobra spokój !- przerwał im Lewy- obydwaj podać sobie ręce na zgodę i nie kłócić się już. Jesteśmy rodziną i musimy sobie przebaczać, tak?
-No ale...
-Żadnych ale - powiedział stanowczo. Chłopcy ze spuszczonymi głowami odeszli od taty.

***

Dzieciom w końcu zaczęło się nudzić. Ścigali Piszcza i rzucali w niego czym popadnie. Łukasz musiał improwizować i zapewnić im jak najszybciej jakąś rozrywkę. Akurat obok niego przechodził Reus. Łukasz złapał go za rękę i pociągnął na mini scenę, przygotowaną specjalnie dla Sary.
-Hej dzieci! Jesteście gotowi na coś zupełnie nowego?- zapytał rozpromnieniony Piszczek.
-Taaak !- krzyknęli chórem.
-Świetnie, bo dziś specjalnie dla was wystąpi klaun Marcolinio ! Brawa ! - wnosił ręce go góry, krzycząc i wiwatując. Reus spojrzał na niego wzrokiem Bazyliszka.
-Ale to nie jest żaden klaun! To wujek Marco ! - zauważył spostrzegawczy Alex (syn Roberta).
-Teraz już klaun- Łukasz nie wiadomo skąd wytrzasnął czerwoną, okrągłą kulkę i wcisnął ją na nos Reusa. Szybko ulotnił się ze sceny dołączając do przyjaciół śmiejących się z tego na scenie. Marco początkowo był skrępowany, ale po 5 minutach rozkręcił się. Dzieciaki, i nie tylko, miały z niego niezły ubaw. Nikt jednak nie spodziewał się, że najstarszy z nich, Tom(7 lat), nagra całe przedstawienie wujka i prześle do serwisu youtube...

_______________________________________________________________________

Znowu opóźnienie.. Na prawdę Was przepraszamy, ale ucząc się, pracując i wyjeżdżając trudno jest dotrzymać terminu. Nie jestem w stanie powiedzieć, czy zawsze odcinki będą dodawane w piątki, ale na pewno będą dodawane w okolicach weekendu. Prosimy o wyrozumiałość :)

Tośka ! Chciałyśmy zrobić to trochę inaczej, ale nijak nie dało się tego wkomponować  w całość opowiadania :) Wiemy, że długo czekałaś na  fragment, kiedy Roberto zajmuje się swoimi dziećmi, więc dedykujemy go Tobie ! ;)

Bez względu na to jak potoczą się losy piłkarzy w letnim okienku transferowym, na potrzeby opowiadania LAMUSY ZOSTAJĄ W BVB, zarówno Lewandowski jak i Gotze i Leitner.

A oto i zdjęcie konkurenta Mario:


Czytam = komentuję ;)