piątek, 26 kwietnia 2013

Odcinek 17: Złośliwość rzeczy martwych


Nadszedł ten długo oczekiwany dzień. Gabrielle zaprosiła wszystkich znajomych z Dortmundu na premierę jej reklamy. Pierwsi widzowie pozajmowali sobie najlepsze miejsca, a reszta ,no niestety musiała upchać się na podłodze. Dzisiejsza gwiazda siedziała na środku kanapy, a po jej obu stronach Robert i Moritz, których trzymała za ręce. Towarzystwo dopytywało się kilkakrotnie o jakieś szczegóły, ale ta za nic w świecie nie chciała zdradzić o czym jest ta reklama.
Zaczęło się. Przyjemna melodyjka, całkiem dźwięczny niemiecki akcent w miłym głosie spikerki.... i stopy modelki. Siedzieli jeszcze 2 minuty z przekrzywionymi głowami i wyrazami twarzy ukazującymi zdumienie i zaskoczenie.

-Wooow….. plastry na odciski… - wydusiła z siebie Ewka, która nie do końca ogarniała całą sytuację. Nastała chwila ciszy.
-Brawo Gabi – wyrwał się Moritz krzycząc i bijąc brawo, chcąc wymusić aplauz.
-Tak! To było świetne! Wspaniale sobie z tym poradziłaś Mała - Lewy przytulił ją i poklepał po ramieniu.
-Dziękuje wam wszystkim, za przybycie i wspieranie mnie - otarła łzy wzruszenia.
-Nie ma sprawy, masz prawdziwy talent kochanie- Agata pogładziła ją po włosach.
-To były wspaniałe chwile. Praca na planie, nowe znajomości. Ale teraz musze się już z wami żegnać, pakować się i wracać do domu - po tych słowach atmosfera nieco posmutniała.
-Dobrze, w takim razie nie będziemy ci już przeszkadzać, wracaj szczęśliwie - powiedziała Ewka. Wszyscy należycie się pożegnali i wycałowali. Gabi poszła się pakować, a część ludzi zaczynała już wychodzić.
-Na nas też już pora - Reus delikatnie klepnął Leitnera w plecy, gdyż temu nie specjalnie spieszyło się do wyjścia.
-Czekajcie, odprowadzę was - rzekł Robert.

Wyszli z mieszkania w składzie: Katja, Robert, Mario, Marco, Moritz i zmierzali ku windzie. Kiedy do niej doszli zauważyli, że nie jadą na dół sami. Do windy wsiadła ciężarna kobieta. Zbyt dużo komfortu i swobody nie mieli, ale przecież zjazd trwa tylko chwilkę. W pewnym momencie coś nimi zatrzęsło, konkretnie całą kabiną. Światło przez chwilę mrugało.

-Co się dzieje? - zapytał przerażony Mario.
-Świetnie ! Wygląda na to, że winda stanęła! -Marco uniósł ręce które po chwili opadły.
-Spokojnie. Już dzwonię do właściciela apartamentu, za chwilę cos z tym zrobią - Lewy wybrał numer do zadufanego w sobie starszego pana - Cholera, nie ma tu zasięgu !
-No to trochę sobie tu posiedzimy- westchnął Mario.
Siedzieli już od 20 minut. Zaczynało się robić gorąco. 6 osób w 3m2. Siedzieli na podłodze, opierając się o siebie i oddychając głęboko.
-O boże !- ciężarna wydała z siebie przeraźliwe krzyki.
-Wszystko w porządku?- zapytała zatroskana Katja.
-Odeszły mi wody ! - Kobieta złapała się za brzuch, a wszyscy podnieśli się z miejsc.
-Ohh, miałem to samo dwa tygodnie temu. Koszmar ! Przeciekające krany, niedokręcone uszczelki. Całe mieszkanie mi zalało. Ale znam bardzo dobrego i nie drogiego hydraulika, jeśli jest pani zainteresowana. - poruszył zalotnie brwiami Moritz.
-Idioto ! Ona rodzi !- krzyknął Reus.
-Ro- rodzi? O jej…  - zaśmiał się histerycznie - … Co teraz ?! - wykrzyczał po chwili, jakby dowiedział się, że Borussia przegrała półfinał z Realem.
-Spokojnie ! Zachowajmy spokój! Tylko spokój może nas uratować ! Kilka głębokich wdechów - wszyscy stosowali się do rad Roberta, który udzielał instrukcji opanowania się.
-Przepraszam - ciężarna podniosła palec w górę - Ja tutaj rodzę !
-Nie mamy wyjścia, trzeba odebrać poród! - słowa Roberta wywołały dramaturgię na twarzach pozostałych.
-Okej, tylko pytanie kto ? - zapytał zdruzgotany Leitner.
-Ty Lewy ! - Reus wskazał na kolegę palcem.
-CO ?!
-TAK ! Ty jesteś najbardziej doświadczony !
-O przepraszam, akurat ja dowiadywałem się zawsze po fakcie!- brunet próbował się wybronić –żadna z moich eks nie chciała nigdy niszczyć mi kariery…-mamrotał pod nosem.
-Nie ma czasu! Będę Ci asystować ! - oznajmiła stanowczo Katja.
Nie dziwili się już. Poprostu działali.
-Dajcie jakieś koce ! - wrzasnęła Katja.
-Skąd ja ci wytrzasnę koce w windzie ? - zapytał Reus. Nagle Moritz wstał i zerwał z siebie koszulkę.
-Co ty robisz? - odezwali się chórem pozostali.
-Chciałem poczuć się jak super bohater na filmach !
-Ej nie głupi pomysł - pstryknął palcami Gotze - Ściągnijmy z siebie wszystkie zbędne ubrania!

Rozkaz wykonali. Leitner nic więcej nie pomógł. Kiedy usłyszał słowa "Przyj" , "Widzę główkę", zemdlał. Przy nim klęknął wachlujący i dmuchający na niego Marco. Mario tracił czucie w dłoni, łokciu a za chwilę w całej ręce. Przyszła mama, ścisnęła jego rękę tak, że nie dopływała mu krew. Jęki, piski i wrzaski dochodzące z windy stojącej między parterem a 1 piętrem dzięki wentylacji były słyszalne w kilku znajdujących się na tych piętrach mieszkaniach. Ktoś zaczął się dobijać.

-Halo ! Co się tam dzieje?- a był to nie kto inny jak Piszczek. W każdym miejscu i o każdej porze.
-Łukasz? - zapytali z nadzieją w głosie.
-No ja.
-Zrób coś winda stanęła ! - powiedzieli tylko tyle, bo nie mieli już sił przekrzykiwać szatynki.
-Jezu, co się tam dzieje? - zmarszczył brwi. Nachylił się i prześledził wzrokiem wszystkie przyciski, w między czasie pogwizdując pod nosem.
-Piszczu skup się ! -krzyknął Lewy.
-Ale Robert ! Żaden z tych guzików nie działa ! -zaczął po kolei wciskać wszystkie przyciski.
-Guzik awaryjny!
-Naprawdę mi pomogłeś Misiu ! -odrzekł sarkastycznie.

Nagle do Łukasza podbiegł niewysoki mężczyzna w okularach.

-Niech pan, powie, że jest pan specem od zepsutych wind - Piszczek popatrzył na niego błagalnym wzrokiem.
-Niestety - mężczyzna wzruszył ramionami i przysłuchiwał się chwilę. - Co się tam dzieje?
-Nie ma pojęcia !
-Chyba słyszę swoją żonę! Jest w zaawansowanej ciąży !- zaczął nerwowo wciskać guzik awaryjny, lecz na darmo.
Po chwili wszystko ustąpiło. Winda znów w pełni działała. Zjechali na dół nie w szóstkę, a w siódemkę. Drzwi otworzyły się i wysiedli. Ledwo trzymali się na nogach. Robert trzymał na rękach maleńką istotkę, którą zaraz odebrał ojciec dziecka, a Piszczu zbierał buzię z podłogi.
-Misiu, czy ja o czymś nie wiem?
-Łukasz błagam cię, to nie moje !
-Nigdy nie będę miała dzieci – stwierdziła z obrzydzeniem Katja.
-Ja żyję ? O matko ja żyję !! – Leitner zaczął sprawdzać czy ma wszystkie części ciała na miejscu.
Jego mina zdawała się zadawać pytanie „Czy coś mnie ominęło?”
Odpowiedzi jednak nie uzyskał ponieważ, wszyscy skupili się na noworodku. Mężczyzna zabrał swoją żonę i córeczkę do szpitala, a ekipa wróciła do mieszkania Roberta by doprowadzić się do ładu… tym razem już schodami.

***

Punktualnie o 20.00 Lewandowski i jego przyjaciółka opuścili mieszkanie napastnika i ruszyli w kierunku auta. Robert obiecał jej, że odwiezie ją na lotnisko. Wsiadając do samochodu odruchowo spojrzał w okno 4 piętra. Ujrzał w nim obserwującą go Tatianę. Kiedy dziewczyna zauważyła to, zrobiła naburmuszoną minę i z przesadną siłą szarpnęła zasłonkę, by nie pozostawić sąsiadowi złudzeń. Chłopak wzruszył tylko ramionami, szybko wsiadł do samochodu i odjechali.

-Wiesz Mała ? To były świetne dwa tygodnie. Super się bawiliśmy. Szkoda tylko , że z Mortizem nie wyszło…
-No trochę szkoda… Ale to nie z nim jest coś nie tak… To ze mną jest coś nie tak…
-Co ty bredzisz, Mała, co to za głupoty ?
-Oj bo wiesz Robert.. z Tobą to było inaczej… Ty też nie miałeś uczuć.
-Nie ? – zapytał niepewnie.
-No nie.

Zagięła go. Już nic nie powiedział, tylko cała drogę zastanawiał się nad jej słowami. Na lotnisku wycałowali się na pożegnanie, a Gabi zaprosiła Roberta do siebie do Paryża. Poczekał aż dziewczyna przejdzie odprawę i wrócił do domu. Ciągle powtarzał sobie "Ja nie miałem uczuć ? Ja nie miałem uczuć ??!!" Kiedy stał już u drzwi swojego apartamentu zorientował się, że… są otwarte. Popchnął je… i stanął jak wryty..

C.D.N

sobota, 20 kwietnia 2013

Odcinek 16: Niespodzianka


*Soho Dolls - Stripper

Co działo się w ostatnim tygodniu w Dortmundzie? Otóż Robert Lewandowski i Paulina Krupińska pokazywali się razem na każdej możliwej wielkiej, pełnej celebrytów i dziennikarzy imprezie. Według magazynów i programów plotkarskich byli oficjalnie parą. Tatiana nie mogła znieść kolorowych zdjęć sąsiada w niemalże każdej gazecie, dlatego kupowała je, darła na strzępki i kierując w jego stronę wyzwiska we wszystkich językach jakie zna, paliła w piecyku.Od jakiegoś czasu Lewandowski i Bednarczyk nie wpadli na siebie ani razu... może to i dobrze.
Pomimo wielu prób wyeksmitowania pani Gołaszewskiej z progów Błaszczykowskich, kobieta nie dała za wygraną. Po tym jak Oliwia zwróciła swój obiadek na bluzkę od Chanel, rysowała "babcię" jej szminkami i rozbiła ramkę ze zdjęciem jej kotów, utraciła tytuł najsłodszego i najgrzeczniejszego dziecka na świecie.
Teraz skupmy się na teraźniejszości...

***

-Rusz dupę ! - krzyknął Klopp swoim łamanym polskim do Kuby, który dziś wyjątkowo się obijał.
-Tak jest ! - podniósł się z ławki i szybko potruchtał do robiących okrążenia Marco, Roberta i Mario.
-I jak Ci idzie z twoją tajemniczą blond pięknością z klubu? -zapytał rozmarzony Gotze.
-Jest dobrze. Świetnie się dogadujemy i nawet zainteresowania mamy podobne. Tylko jest mały problem, to kobieta z przeszłością.
-To znaczy ?
-Ona ma dziecko i to jest małą przeszkodą. Bardzo ją lubię ale co jeśli ten mały szkrab dorośnie a miedzy nami będzie coś poważniejszego?
-A zanosi się?- wtrącił Robert.
-Nie wiem, trudno mi ocenić po tygodniu znajomości. Ale jest nam razem dobrze i praktycznie każdą wolną chwilę spędzam właśnie z nią.
-Więc spróbuj. Nic nie tracisz, co więcej możesz zyskać - Kuba puścił mu oczko.
-Niby racja -westchną głośno Reus.
-Co z ojcem dziecka? - spytał Lewy.
-Między nimi wszystko skończone, ale koleś odwiedza małą regularnie.
-Ciekawe...-nastała  chwila ciszy. Wszyscy zaczeli się nad tym zastanawiać, ale nie wyciągneli z tego żadnych głębszych wniosków.

***

Po treningu Łukasz przyjechał z Robertem do jego domu. Miał z Misiem do pogadania, więc zaprosił go na obiad. Podjechali na parking i wysiedli z auta.
-Mam nadzieję że Rita wyrobiła się z obiadem
-Rita? Jaka Rita? Kim jest Rita i dlaczego jej nie znam?
-Opiekunka Sary, nie wspominałem?- posłał mu pytające spojrzenie. Lewy pokręcił przecząco głową - Hmmm, dziwne.
Otworzył drzwi i weszli do środka. W korytarzu staneli w osłupieniu. Obydwaj z wrażenia uchylili usta. Rita miała na sobie czarną prześwitującą bieliznę. Całość wyglądała tak.
Musiała być bardzo zamyslona, bo mimo tego, że słychać było otwierające się drzwi, a sylwetki Piszcza i Lewego odbijały sie w lustrze, nie zauważyła ich. Przedstawienie trwałoby dalej, ale Łukasz niechcący upuścił klucze na podłoge. Brunetka odwróciła się, podskoczyła z przerażenia. Gdyby nie to, że Sara spała, pewnie by wrzasneła.
-Ri-rita? - szybko mrugał oczyma.
-Łukasz? Eee...co wy tu robicie tak wcześnie? -zapytała zakłopotana. Biedulka nie miała się czym zakryć.
-Rita - Robert, Robert - Rita, poznajcie się.
Przeszywający wzrok i głupkowaty uśmieszek Lewego zaczął ją krępować. Do tego Piszczek, który nie umiał się wysłowić.
-Wróciliśmy wcześniej z treningu-...- Sara śpi?
-Tak -...-to ja pójdę do niej zajrzeć - prędko znikneła z ich pola widzenia i pobiegła na górę, a brunet odprowadził ją wzrokiem.
-No i co sie gapisz, co się gapisz? - wciągnął Roberta za sobą do salonu, po czym opadł na fotel.
-Opiekunka ? - uniósł prawą brew.
-Oczywiście, za kogo ty mnie masz Misiu? - mówił oburzonym tonem.
Robert uśmiechnął się i puścił mu oczko.
-Gorąco w tym domu ! -stwierdził Piszczek.
-Łukasz ? a ta Rita dała by rade na dwa etaty? - zapytał niepewnie, a blondyn posłał mu piorunujące spojrzenie. -No co? tez mi się przyda opiekunka, znaczy się dziewczynom się przyda.
Piszczu pokręcił głową i westchnął głośno.
-Sprawdzę co z tym obiadem....

____________________________________________________________________

Sorki, że takie niemrawe i krótkie, ale obiecujemy, że kolejne rodziały będą bardziej porywające :)



Bez dwóch zdań Oliwka jest najsłodszym dzieckiem na świecie ;)

środa, 10 kwietnia 2013

Odcinek 15: Przysługa.


Możnaby rzec, że Dortmund to miasto sukcesu. Jednego dnia jesteś zwykłą osobą, a drugiego lecisz tam, zostajesz zauważony i robisz karierę. Reklama francuzki była już w montażu i niebawem miała pojawić się na ekranach niemieckiej telewizji. Jak narazie zbliżał się koniec jej przygód w tym magicznym miejscu. Zaraz po premierze miała wsiąść w samolot i wrócić do Paryża. Tak postanowiła. Było późne popołudnie, Robert niedawno wrócił z treningu. Ktoś zapukał do drzwi.
-Otworzę - krzyknął Lewy.
-Jest Gabrielle ? - zapytał drżącym głosem Leitner. Napastnik przytaknął i wpuścił kolegów do mieszkania.
-Gabi masz gości ! Przyszedł Moritz i Marco....i gitara? - spoglądał pytająco to raz na instrument to raz na Reusa.
-Tak, przyszła z nami- wyszczerzył się Marco.
-Mam się spytać o co tu chodzi ?
-Zaraz zobaczysz - blondyn puścił mu oczko.

Gabrielle zeszła na dół i kiedy tylko zobaczyła Moritza, wywróciła oczami i chciała znaleźć się jak najdalej od niego. Odwróciła się na pięcie i chciała odejść, ten jednak złapał ją za łokieć.
-Nie, proszę daj mi ostatnią szansę ! - spojrzał na nią błagalnym wzrokiem.
Dziewczyna nic nie powiedziała. Stała i przyglądała się poczynaniom chłopaków. Z gitary muskanej przez Reusa zaczęły wydobywać się całkiem przyjemne melodie, Moritz "śpiewał" coś o miłości i przebaczeniu, a Lewy z uznaniem bujał się w rytm muzyki. Momentami Gabi uśmiechała się, rzecz jasna kiedy była mowa o niej i o tym jaka jest piękna. Nagle wokalista zaciął się, zapomniał tekstu. Wszyscy zamarli. Słychać było tylko tykanie zegara. Musiał improwizować. Uklęknął.
-Cóż za blask strzelił tam z okna! Ono jest wschodem, a Gabi jest słońcem ! - teatralnie wyrecytował Szekspira.
-Ooooh Moritz, to takie słodkie! -patrzyła na niego z rozczuleniem - Sam to napisałeś?
-Eee....tak!- wstał i spojrzał jej w oczy - Wybaczysz mi?

Modelka spojrzała na Marco i Lewego którzy zaczęli gwałtownie potakiwać. Skinęła głową i przytuliła go.  Zapomniała jak chłopak zasnął na randce podczas jej opowieści, jak pokłócili się ostatnim razem. Wybaczyła. W końcu nie każdy facet byłby w stanie napisać dla niej piosenkę. Od tamtej pory byli przyjaciółmi.
***
Pani Gołaszewska panoszyła się w domu Błaszczykowskich jak u siebie. Cały czas sprzątała, przestawiała meble i zmieniała wystrój wnętrz. Była tu zaledwie od wczoraj a już poukładała przyprawy kuchenne w kolejności alfabetycznej. Miała bzika na punkcie czystości i elegancji. Była perfekcjonistką. Całą rodziną zasiedli do obiadu przygotowanego przez Agatę… no, po części przez nią. Kuba siedział przy stole ze zrezygnowaną miną, po tym, jak jego teściowa trzykrotnie upomniała go, że z pełną buzią się nie mówi. Agata pomału zaczęła wyczuwać panujące miedzy nimi napięcie. Blondynka wolała jednak nie wdawać się w dyskusje ze swoją matką, bo zawsze kończyło się to niekorzystnie dla obu stron.
-Wiesz córciu, ostatnio rozmawiałam z Halinką. Pamiętasz Halinkę? Moja przyjaciółka z klubu fitness, straszna jędza. Jej syn Ksawery jest adwokatem, dobrze zarabia, ułożony i miły facet. Ostatnio na siebie wpadliśmy i powiedział, że tak dawno Cię nie wiedział, i że zapomniał jak wyglądasz. Więc pokazałam mu twoje zdjęcie...
-Zaraz zaraz, pokazujesz zdjęcia mojej żony obcym facetom? -zapytał lekko wzburzony Kuba.
-Ksawery nigdy nie był jej obcy. Zawsze świetnie się dogadywali, spędzali ze sobą dużo czasu...mniejsza z tym ! Stwierdził, że jesteś piękna jak zawsze, i że oddał by wszystko aby móc się z tobą spotkać.
Kuba zachłysnął się herbatą, a na twarzy Agaty grymas obrzydzenia ustąpił przerażeniu.
-Coś nie tak, Jakubie? Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko, żeby moja córka spotkała się z przyjaciółmi z Polski ?- posłała mu pełne grozy spojrzenie.
-Nie, skądże znowu-bronił się.
-Tak też myślę, zaraz zadzwonię do Ksawerego i powiem mu, że spokojnie może rezerwować lot do Niemiec...
-Chwila moment ! Ja też mam prawo coś powiedzieć - wrzasnęła blondynka - Nie mam ochoty spotykać się z tym popaprańcem. Zawsze mnie adorował, co było bardzo męczące. Dla Ciebie to ideał, a dla mnie to zapatrzony i kochający tylko siebie kretyn! Nie ma mowy o żadnym spotkaniu ! - spojrzała na męża, który uśmiechnął się lekko z ulgą.
-Może i kretyn, ale chociaż wykształcony-prychnęła.
-Mamo, proszę Cię. Nie mam siły na kłótnie. Po obiedzie Kuba pokaże Ci miasto i jeśli dowiem się o jakichkolwiek docinkach i nieprzyjemnościach z twojej strony...
-Niby jak się dowiesz? - parsknęła.
-Oliwia pojedzie z wami.

***
Po tym jak Marco i Moritz odstawili show, Robert odwiózł ich do domu. W drodze powrotnej wstąpił jeszcze w pare miejsc i odwiedził kilka swoich pociech . Wracając obmyślał plan na wieczór z Tatianą. Jego głębokie przemyślenia przerwał telefon.
-Co tam Kubulku?
-Robert, potrzebuję Cię! Co dzisiaj robisz? Masz czas?
-Właściwie to umówiłem się, a co się stało?
-Teściowa przyjechała. Ona niszczy nasze życie, rządzi się jakby była u siebie, do tego Agata kazała mi pokazać jej miasto. Nie dzwoniłbym gdyby to nie było ważne.
-Wiem Kuba, ale nie mogę tego przełożyć...to spotkanie jest dla mnie ważne i...-przerwał opowieść, bo dostrzegł Tatianę na przystanku przytulającą się do jakiegoś nieznanego mu gościa. Stali wtuleni w siebie dobre 30 sekund, wyglądali na szczęśliwych.
-Jesteś tam? - zapytał załamany Kuba.
-Wiesz co? Jednak mam czas, będę o 17.
-Jesteś wielki wiesz ?! –krzyknął i rozłączył się.

Robert ciągle wpatrywał się w "parę". Rozmawiali jakby nie widzieli się kilka lat. Chłopak wziął brązowooką pod rękę i ruszyli przed siebie. Lewandowski chwycił za telefon który przed chwilą był przy jego uchu i wybrał numer do swojej menadżerki.
-Majka, umów mnie z jakąś modelką na jutro- mówił ze stoickim spokojem.
-Moment, sprawdzę listę oczekujących - dziewczyna powoli przewijała kursorem myszki i dokładnie analizowała wszystkie nazwiska - Dużo tego chłopaku, emmm... Anita Lipnicka, Ola Szwed, Kinga Rusin, Anja Rubik, siostry Krupa… Michał Piróg (wtf ?)
Obydwoje skrzywili się i wydali z siebie chórem stanowcze NIE.
-To może Paulina Krupińska? Znacie się już trochę, miesiąc temu była z Tobą u Kuby Wojewódzkiego, pamiętasz?
-Idealnie-uśmiechnął się złowieszczo -napisz do niej w moim imieniu, mam sprawę do załatwienia.
Rzucił telefon na siedzenie pasażera, ruszył z drugiego biegu i jak wariat wrócił do apartamentu. Później wysłał sms-a do Tatiany, że musi odwołać dzisiejszą randkę, bo się przeziębił i przez tydzień jest na zwolnieniu lekarskim. Nie ładnie panie Lewandowski, nie ładnie.

***

Reus postanowił dzisiaj zaszaleć. Zrobił coś bardzo dobrego, co pomogło jego koledze. Nie chciał kolejnego wieczoru spędzać sam więc wybrał się do klubu razem z Gotze. Mario ostatnio też miał dużo na głowie. Nie spodziewał się, że miłość jest taka męcząca. Obydwaj musieli na odbudować relacje. Mario unikał Reusa nie tylko w życiu prywatnym ale też zawodowym. Na treningach nie zgrywał mu wielu piłek. Non stop pilnował Katji, żeby pod żadnym pozorem nie rozmawiała z blondynem. Marco zauważył, że z Gotze jest coś nie tak i dziś chciał to wyjaśnić. Siedzieli przy barze popijając drinki.
-Powiesz mi co się dzieje?- Reus spojrzał na przyjaciela, który wgapiał się w tańczące na parkiecie pary.
-Nic sie nie dzieje - wymyślił uśmiech ale dalej nie patrzył na blondyna.
-Cholera Gotze przecież widzę. Na treningu i w szatni mnie unikasz, odwracasz wzrok, jak wybieramy składy to udajesz, że w ogóle mnie tam nie ma. Kiedy ostatnio rozmawialiśmy? Miesiąc temu? Nie wiem, może powiedziałem coś nie tak, albo uraziłem cię. Jeśli tak to należą ci się wielkie przeprosiny, ale chcę widzieć za co przepraszam -przeczesał nerwowo swoją blond grzywę i czekał na odpowiedz Gotze.

Mario odwrócił wzrok w stronę przyjaciela.

-Nie, to ja powinienem przeprosić. Byłem zazdrosny o Katję. Wtedy na imprezie siedziała koło ciebie troche za blisko i źle to odebrałam. Strasznie mi głupio teraz, przepraszam Marco.
-Rozumiem Cie, na twoim miejscu pewnie też bym się tak zachował, to naprawdę świetna dziewczyna i cieszę się, że wam się układa - uśmiechnął się.
-No, nie narzekam. Jest cudowna i z każdym dniem coraz bardziej się zakochuję. Dopiero teraz czuję, że żyje. Jestem szczęśliwy- puścił mu oczko.
-Za to ja nie- przeciągnął się i wstał z krzesła - A teraz przepraszam ale idę na podryw. Ta blondynka ciągle się na mnie patrzy, nie odkręcaj się - powiedział dyskretnie i zostawił go samego.
-Jasne, idź, mną się nie przejmuj -jednym łykiem dokończył drinka Reusa.

Uznał, że nie ma sensu siedzieć tu dłużej skoro Marco miał teraz inne towarzystwo. Zapłacił i zmył się z baru. Blondyn natomiast świetnie bawił się w towarzystwie nowopoznanej dziewczyny przez długi, długi czas. Czyżby jego życie wkraczało na nowe tory ?
***

-No co tak długo?- zapytał zniecierpliwiony Kuba kiedy Lewy zagościł w jego skromnych progach.
-Sorki, musiałem jeszcze coś załatwić...-rozejrzał się dookoła - Jestem w jakimś obcym mieszkaniu?
-Nic nie mów, to jest nie do zniesienia. Zabierz ją jak najdalej ode mnie - wyszeptał przerażony Kuba.
-Jakubie, któż to zawitał?
-Mamusiu, to jest Robert. Oprowadzi mamusie po mieście.
-Witam - ujął jej dłoń i złożył na niej pocałunek. Dama uśmiechnęła się cierpko i wytarła dłoń, co nie uszło uwadze chłopaków.
-Taa, w każdym bądź razie nie ma czasu do stracenia, ubieramy się i jedziemy ! - powiedział entuzjastycznie brunet.
-Nie poganiaj mnie, chłopcze! - warknęła oburzona kobieta.

Robert spojrzał na Kubę, a ten odpowiedział mu bezgłośnym "Widzisz?".  Mama Krysia natomiast wyperswadowała na Lewandowskim pomoc w założeniu jej płaszcza, po czym z chwyciła swą czerwoną torebkę i wyszła z domu. Lewy popatrzył jeszcze chwilę na kumpla z boiska i ruszył za panią Gołaszewską. Oby nic złego się nie stało…

__________________________________________________________________________

Wczorajszego półfinału nie komentujemy, bo wszystko zostało już powiedziane :)
My wrzucamy nasz ulubiony fragment ;)


Zapraszamy na 

środa, 27 marca 2013

Odcinek 14: Prawdziwa wojna

Właśnie wychodził z domu, kiedy znowu ją spotkał. Stali na przeciwko siebie i patrzyli sobie głęboko w oczy. Dzieliło ich tylko kilka metrów.
-Znowu ty? - zaśmiał się histerycznie.
-Znowu ja !- uśmiechnęła się złośliwie i ruszyła w kierunku windy, do której mieli mniej więcej tyle samo drogi. Kiedy znalazła się w kabinie nerwowo wciskała wszystkie przyciski, w celu uniknięcia spotkania z denerwującym sąsiadem. Ruszył w jej stronę, ale niestety drzwi zamknęły mu się tuż przed nosem. Nie zrezygnował. Zbiegł szybko po schodach i czekał na nią. Oparł się ręką o ścianę. Drzwi się otworzyły, a Tatiana aż podskoczyła.
-No hej- nawet przywitanie w jego ustach brzmiało sarkastycznie.
-Czego?- warknęła.
-Czego? Dziewczyno, ciągle na mnie wpadasz, wyzywasz mnie od palantów, zabierasz mi windę i ty się jeszcze pytasz "Czego?"
-Nie rozumiem dlaczego stwarzasz nowe problemy.Myślisz, że wpadam na Ciebie specjalnie? Nie tylko ty masz tego dosyć. Palant to twoje drugie imię, a winda? Proszę Cię. Jak masz takie sprawne nóżki to pobiegaj trochę po schodach, piłkarzyku.
-Jesteś bezczelna !
-Och przepraszam, zapomniałam, że rozmawiam z gwiazdą. Oddaję Ci pokłon o Panie - ukłoniła się teatralnie. Lewy pokręcił głową a jego kąciki ust minimalnie uniosły się.
-Wiesz co, nie ma sensu z tobą dyskutować- wzruszył ramionami i zrobił jakiś taki dziwny grymas. Dziewczyna wywróciła oczami, obróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie.
-Umówisz się ze mną? -rzucił w jej stronę. Zatrzymała się.
-Że co? -spojrzała na niego zdziwiona.
-Zapytałem czy się ze mną umówisz- powtórzył grzecznie.
-Nie !- rozłożyła ręce i zmarszczyła nos. Ta sytuacja chyba ją przerosła.
-To nie! - powiedział obojętnie.
-Super!
-Super!
-Dobrze !!
-Dobrze!!
-Świetnie !!!
-Świetnie!!!
-Wcale mi nie zależy!
-Dobra ! Przekonałeś mnie.

Wziął od niej numer telefonu, o który nie musiał długo prosić. Kiedy zniknęli z zasięgu swego wzroku, wydał z siebie bezgłośne   "Jest !" , a ona cieszyła się jak głupi do sera. Jakby dowiedziała się, że zdała maturę na 100%.  Robert sam do końca nie wiedział czy to ogromna satysfakcja z osiągniętego celu i kolejna przygoda, czy może uczucie.Nie to raczej nie to. On nie traktuje miłości poważnie...

***

Moritz przeprowadził wczoraj bardzo poważną rozmowę z Gabi. Zamiast wyjaśnić sobie wszystko jeszcze bardziej namieszali. Ta gadała jak najęta rzucając w jego stronę obelgi i troszeczkę przesadne wyrażenia. Młody nie pozwolił jej na takie traktowanie i też powiedział co myśli. Modelka strzeliła focha i nie chciała nigdy więcej oglądać wesołej buźki Leitnera. Dziś zrozumiał, że zrobił źle. Zadzwonił do Marco. Miał na dzieję, że pomoże mu w wymyśleniu sposobu na przeproszenie Gabrielle. Nie liczył na wiele, chciał tylko, żeby mu wybaczyła i nie gniewała się na niego. Przecież niedługo wyjeżdża. Siedzieli przed telewizorem, a uradowany Reus już chciał odpalać PSa, aby ponownie go zniszczyć. Pewnie by mu uległ, ale nie dziś. Nie ma czasu na bzdury. W skrócie opowiedział mu co się ostatnio w jego życiu działo. Mistrz FIFY wysłuchał kolegi i zastanawiał się przez chwilę. Nagle doznał olśnienia. Wstał i pstryknął palcami.
-Mam !
-CO?
-Pomysł mam !
-No to mów ! -ponaglał go Leitner.
-Wiersz jej napisz, albo piosenkę.
-Zwariowałeś? Poeta ze mnie taki jak z Ciebie baletnica, nie ma szans...
-Pomogę Ci, sam trochę....tworzę - uciekał gdzieś wzrokiem.
-Ty?
-Taa, ale to wiesz, amatroszczyzna, nic ciekawego...-niby chciał zakończyć temat, ale nie, wyciągnął gitarę zza szafy i oparł ją na kolanie. Delikatnie musnął struny.
-Stary genialne. Napiszemy słowa, ja jej to wyrecytuję a ty będziesz mi akompaniować - klasnął w dłonie -Jak ty na to wpadłeś?
-A tak jakoś, przyszło mi to do głowy. Zupełnie nie wiem skąd - wzruszył ramionami.
-Dobra geniuszu, bierz karteczkę i bierzemy się za pisanie.
Siedzieli nad tym dłuższą chwilę. Nawet nie zauważyli jak się zciemniło. Po robocie Moritz  chciał iść do Gabi, ale stwierdził, że o 02:00 dziewczyna może już spać. Ustalili, że pójdą jutro, po treningu.  Marco był dumny z Moritza. Sam napisał prawie cały tekst. Może i pomagał mu z rymami i ortografią, ale przekaz bił prosto z żółto-czarnego serca Leitnera.

***

Niezapowiedzianą wizytę u państwa Błaszczykowskich złożyła mama Agaty. Farbowana , ubrana szykownie i elegancko, półwieczna Krystyna stała u drzwi swej jedynej córki. Kuba otworzył drzwi i spojrzał na nią przerażony. Przez dłuższą chwilę panowała cisza.
-Mowę Ci odebrało od latania za tą piłką? - ryknęła pani Gołaszewska.
-Mamusia? a co mamusia tutaj robi? -zapytał niepewnie.
-Jak to co? Przyjechałam was odwiedzić, zobaczyć jak żyjecie. Wpuścisz mnie czy będziemy tak stali w progu?-zadrwiła kobieta.
Kuba nie miał wyboru. Najchętniej zamknął by jej drzwi przed nosem, albo w ogóle ich  nie otwierał. Matka Agaty nie przepadała za mężem córki jeszcze przed ślubem. On za nią też nie. Na początku próbował się z nią jakoś dogadać, ta jednak ciągle mu dogryzała, kreowała go na zadufanego gwiazdora. Nie znosiła bramek, siatek, piłek, boisk, klubów, sportowców i wszystkiego co ze sportem związane. Twierdziła, że Agata zmarnuje sobie z nim życie, że nie będzie z nim szczęśliwa. Kuba po pewnym czasie doszedł do wniosku, że nie ma sensu użerać się z namolną Krysią, bo wiedział, że i tak poślubi jej córkę, nie zważając na nią.
-A gdzie moja córka?
-Agata....wyszła- rozglądał się po mieszkaniu, które tak dobrze znał - Na długo mamusia do nas przyjechała?
-Tydzień, może dwa. Spokojnie mój drogi, nawet mnie nie zauważycie- uśmiechnęła się cierpko. Kuba w tym momencie przeżył 2 sekundowy mini zawał. "Tydzień może dwa" , te słowa błądziły gdzieś w jego głowie.
-Ooooo czy to najśliczniejsza, najgrzeczniejsza i najsłodsza wnuczka na świecie? Tak chyba tak - wrzasnęła kiedy w drzwiach od pokoju stanęła 2 letnia dziewczynka. Kobieta wzięła małą na ręce i ją zaczęła całować, przytulać, głaskać, ciągnąć za policzki. Pomocnik Borussii przysiadł na fotelu łapiąc się za serce, zaczął oddychać głęboko.Miał nadzieję, że to tylko zły sen, że za chwilę obudzi go płacz żądającej jedzenia Oliwii. Niebawem pojawiła się też Agata.
-Nosz kurde, jak mnie wkurzyła ta kasjerka ze sklepu. Policzyła mi dwa razy za cukier...-przerwała bo zobaczyła walizkę w korytarzu.
-Oh, Aga ! Dobrze, że już jesteś - babcia odstawiła jedyną wnuczkę i poszła uściskać córkę.
-Mama ! -krzyknęła z radości - Co ty tu robisz?
-Następna! - pokręciła głową - Czy człowiek nie może czasem odpocząć od codziennych obowiązków i odwiedzić najbliższych?
-Jasne, że może, poprostu jestem zaskoczona. Jesteś tu chyba drugi raz odkąd wyprowadziliśmy się z Polski...
-Nie odwiedzacie mnie i nie pamiętacie o mnie, więc ja o sobie przypominam- rzekła stanowczo.
-Dobrze to ja przygotuję jakąś kolację, a ty idź połóż się, odpocznij, Kuba pokaże Ci pokój- spojrzała na męża ale nie spostrzegła żadnej reakcji z jego strony. Dalej siedział wciśnięty w fotel.
-Nie trzeba, pomogę Ci -wzięła siatkę zakupów i nie czekając na to co powie Agata, pokierowała się  do kuchni.
Kuba siedział jeszcze chwilę, po czym spojrzał na córeczkę.
-To będzie prawdziwa wojna, Oliwia. Liczę na ciebie !- puścił jej oczko. Oboje posłali sobie złowieszcze uśmieszki. Mały ganiusz zła powaraca...strzeżcie się !

_______________________________________________________________________

Mecz z Ukrainą... ehhh prawda jest taka,że widziałyśmy w karierze tylko jeden gorszy... na Orliku. Cóż, stało się. Nadal mamy jeszcze szanse na bezpośredni awans. Trzymamy kciuki, bo nic innego nam nie pozostaje. Przynajmniej Niemcy realizują założone cele, w dwumeczu z Kazachstanem Gotze i Reus strzelili po dwie bramki, na listę strzelców wpisał się również Gundo. Mamy powody do radości ;)

Na Święta zostawiamy Was z odcinkiem nr 14 ;)
Wszystkim Czytelnikom życzymy Wesołego Jajka !

sobota, 16 marca 2013

Odcinek 13: Profesjonalistka

Gabrielle od rana chodziła bardzo szczęśliwa, fruwała wręcz. Siedziała w łazience i wgapiała się w lustro. Śmiała się, płakała i robiła prze różne miny. Zeszła na dół i w kuchni napotkała właściciela mieszkania.
-Gabi ! Dawno Cię nie widziałem- powiedział i upił łyk kawy.
-Hej hej-wskoczyła na blat i rozmarzona zaczęła machać nogami.
-Wszystko w porządku?- zapytał brunet.
-Tak, życie jest piękne...-przedłużała jakby chciała żeby w końcu zadał to pytanie.
-A jak na sesji?
-Super- uśmiechnęła się szeroko.
-Yhym-mruknął.
-Wiesz, miałam nikomu nie mówić, ale dobrze powiem, nie męcz mnie już. No bo na tym planie zdjęciowym był taki bardzo znany producent, no i on cały czas się na mnie patrzył...a potem powiedział, że jestem bardzo ładna i zgrabna i zaprosił mnie na casting do reklamy! Wyobrażasz sobie? - zapiszczała ze szczęścia-Muszę się przygotować, poćwiczyć mimikę, wiesz o co chodzi- puściła mu oczko.
-Jestem z ciebie dumny, Mała- przybili żółwika.
-Wiem- przerzuciła włosy przez prawe ramię- Tylko wiesz, ten casting mam dopiero za trzy dni, a jak dostane rolę, a dostanę na pewno, to trochę zajmie to nagrywanie, co nie? Już miałam wyjeżdżać, no ale teraz muszę tu jeszcze trochę pomieszkać...
-Jasne, nie ma sprawy, zostań jak długo chcesz -samotność doskwiera panie Lewandowski?
-Dzięki dzięki dzięki ! - rzuciła mu się na szyję- jesteś najlepsiejszy na świecie ! Dobra, to ja idę poćwiczyć !
-Gabi...a co z Moritzem?
-Moritz to temat zamknięty, nie mam z nim o czym rozmawiać- pociągnęła nosem- On nie traktuje mnie poważnie. Ja opowiadam mu o moim życiu, przyszłości, marzeniach a on....zasypia. Szkoda nerwów- machnęła dłonią.
-Rozumiem, ale wiesz to nie tak miało wyglądać. Pogadaj z nim jeszcze.
-Dobra, ale wieczorem, bo w dzień jeszcze sobie biedaczek przyśnie...-odgryzła się złośliwie.
-A tak w ogóle to czego to reklama?- zmienił nagle temat.
-A co to z różnica ? I tak muszę wyglądać świetnie ! Jakby coś będę u siebie – rzuciła i pobiegła po schodach na górę.

***

Ewcia miała dziś wolne więc postanowiła spędzić trochę czasu z rodziną (bez Rity). Po południu Piszczkowie wybrali się na basen, a potem ulepili przed domem wielkiego bałwana, którego nazwali Łukasz. Kiedy zmarźluchy przekroczyły próg mieszkania, od razu zrzucili z siebie grube zimowe wdzianka i wskoczyli pod koce popijając przy tym gorącą herbatkę. Łukasz właśnie usypiał młodą, kiedy to dzwonek do ich drzwi rozbrzmiał.
-Rita? Masz dziś wolne, co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona Ewka.
-Tak wiem, masz chwilkę? - zatrzepotała rzęsami.
-No tak...wejdź - zrobiła krok w tył i wpuściła gościa do środka.
-Przepraszam, że tak bez uprzedzenia, ale znajomi robią imprezę, a ja kompletnie nie wiem co ze sobą zrobić. Dlatego potrzebuję twojej pomocy...
-Mojej pomocy ?- zapytała zmieszana pani Piszczek.
-Tak, chodzi o włosy i makijaż. Będzie tam taki jeden i chcę wyglądać szałowo, dlatego przychodzę do profesjonalistki- puściła jej oczko.
-Dobrze - uśmiechnęła się mimowolnie- rozbierz się i poczekaj na mnie w salonie, zaraz wszystko przyszykuję- podekscytowana wymachiwała rękami.
-To ja zrobię nam herbaty- zaproponowała.
-Okej- krzyknęła Ewka, gdzieś tam ze schodów.
Pierwszy raz ucieszyła się na widok znienawidzonej niani. W tym momencie nie myślała o tym jak bardzo jej nie cierpi i jak bardzo ją wkurza, lecz o tym żeby wykonać jak najlepiej coś w czym naprawdę jest świetna. Wiedziała, że nie może jej zawieść, w końcu ma być tam "taki jeden". Jak mu się spodoba to może da spokój Łukaszowi. Rita naprawdę umiała komplementować... nawet osoby tej samej płci. Tu uśmieszek, tu oczko puści. Mistrzyni. Kiedy Ewka zwlokła ze sobą 3 kosmetyczki, zestaw grzebieni i wsuwek Rita uśmiechnęła się serdecznie. Cała metamorfoza trwała około 3 godziny. Efekt był oszałamiający. Włosy spięte w luźnego koka i powypuszczane pojedyńcze kosmyki, które dodawały jej uroku. Zgrabna, czarna kreska na górnej powiece, długie rzęsy i czerwona szminka. Wyglądała fantastycznie. Dobra robota Ewka !

***

Mario tak jak obiecał… tak nic nie zrobił. Katja nie dostała szafy w nowym mieszkaniu, nie mówiąc już nawet o garderobie. Postanowiła więc sama zrobić sobie miejsce. Gdy bezsensownie skakał po kanałach w telewizji, usłyszał głoście szuranie i stękanie ukochanej. Poderwał się z kanapy i pobiegł za podejrzanymi odgłosami.
-Kajta, kochanie, co ty robisz? - zdziwił się gdy zobaczył drobną blondynkę, która po nieudanej próbie wypchnięcia kanapy z pokoju, zaczęła w nią wściekle kopać.
-Nie widać? Pomógłbyś ! - rzuciła zdyszana, po czym przysiadła na oparciu mebla. Prawdę mówiąc sofa nawet nie drgnęła...to ona ślizgała się po parkiecie.
-Przeszkadza Ci ta sofa? - zapytał rozbawiony.
-Trochę tak- próbowała złapać oddech.
-Czemu?
-Otóż to pomieszczenie to od dziś moja prywatna garderoba, a nie pusty pokój z zieloną kanapą na środku.
-Garderoba ? I do tego potrzebny ci cały pokój? Przecież mówiłem, że jakoś sobie poradzimy...-mówił kiedy ta dalej siłowała się z sofą.
-A zrobiłeś coś w tej sprawie ?- wycedziła przez zęby, a długie włosy opadły jej na twarz i wyglądała trochę jak dziewczynka z Ringu.
-Jeszcze nie, ale...
-Ale...ten potwornie ciężki mebel jeszcze dziś zniknie z tego pokoju i spokojnie się tu urządzisz, to chciałeś powiedzieć? - uśmiechnęła się triumfalnie.
-Dokładnie to- zbliżył się do niej i obdarował ją gorącymi i namiętnym pocałunkiem.
Panna Schwarz w końcu doszła do głosu w tym domu. Postanowiła, że teraz będzie bardziej stanowcza, ale bez przesady. Mieli za sobą setki już takich małych potyczek. Sprzeczali się co chwile, ale raczej z nudów, nie na poważnie. Mario twierdził, że siostrzenica Kloppa jest piękna kiedy się złości albo denerwuje. Przedwczesne wspólne mieszkanie jako takich negatywnych skutków nie przynosiło, ale czas pokaże...

_______________________________________________________________

Jest trzynastka ! Nareszcie.. Wybaczcie te opóźnienia, czasem przychodzi taki czas, że ciężko jest pomysł przelać na papier... albo do Worda ;)  Mamy nadzieję, że to niedługo minie a Wam odcinek nr 13 się spodoba  :)

+Mała WIELKA zmiana w zakładce BOHATEROWIE ;) Jak wrażenia, podoba Wam się ? :)

wtorek, 5 marca 2013

Odcinek 12: Los Agentos

W poprzednim odcinku:

-Mam pewien plan.
-Jaki?
-Odpręż się, wyluzuj, pomyśl o czymś miłym, a resztę zostaw mnie.
-Pamiętaj Lewy .Ufam Ci. - wyznał mu i rozłączył się...


***

-Co on tutaj robi? - zapytał zdezorientowany Leitner, kiedy zobaczył siedzącego i piłującego sobie paznokcie Piszcza.
-Witaj Moritz - Łukasz odkręcił się i pomachał mu.
-Nie marudź ! Właź zanim nas ktoś zobaczy - Lewandowski wpuścił do mieszkania Leitnera. Jeszcze tylko zanim zamknął drzwi wyściubił zza nich głowę i rozejrzał się czy nikt ich nie obserwuje. Usiedli na kanapie obok Łukasza. Na wszelki wypadek zciszył głos.
-Gabi się szykuje, mamy chwilę. Więc tak- wyjął z kieszonki mały czarny bajer - to jest taki mały chip. Wkładasz to do ucha. Ja mam mikrofon, ty masz słuchawkę. Ja Ci mówię, ty powtarzasz. Czasem występują jakieś zakłócenia, bo to od kumpla z Rumunii, ale poza tym powinno być okej.
-Woow - Moritz zrobił duże oczy. To co przed chwilą powiedział Robert najwyraźniej go przerosło. Mimo to potakiwał.
-Wszystko jasne?
-Taa, taa...Ale jak ty chcesz, skoro nawet nie będziesz wiedział co robimy...
-Serio? Ty jeszcze nie załapałeś? - Moritz zrobił głupią minę, Lewy z Piszczkiem spojrzeli po sobie - Tak, idziemy z wami na randkę !
-Ooo, super - Leitner wydał z siebie okrzyki radości. Nagle cała trójka usłyszała skrzypienie schodów. Francuzka była już gotowa. Moritz, gdy ją ujrzał stanął jak wryty.
-Wooow !- wydusił z siebie.
-Dziękuję - odgarnęła włosy. Chciała zrobić jak najlepsze wrażenie.
-No dobra, to idźcie i bawcie się dobrze - ponaglał ich Robert.
-Tak tak, my jak coś to będziemy z Misiem tu w domu, nie w restauracji -dodał Piszczu- bo niby co mielibyśmy tam robić? Pomagać wam w randce? -Robert walnął Łukasza z łokcia w brzuch, bo jeszcze trochę i wszystko by powiedział. W końcu poszli. Leitner przepuścił Gabi w drzwiach, potem otworzył jej drzwi do samochodu. Pełna kulturka.
-Chyba się nabrali- Piszczek zaczął zacierać ręce i śmiać się złowieszczo.
-Ta, chyba tak. Dobra na nas też już czas - klasnął w dłonie Lewy.
-Pozwolisz, że to ja dziś poprowadzę ?
-Zapomnij.
-Ale Rooobeeert -teraz zabrzmiało to trochę jak Gabrielle. Łukasz zaczął głośno tupać w podłogę.
-Do samochodu !
Łukasz z udawanym fochem zajął miejsce pasażera. Lewy podłączył sprzęt i z małymi zakłóceniami kontaktował się z Moritzem. Dojechali. Nasze gołąbeczki zasiadły prawie na środku sali. Łukasz I Robert usiedli w cieniu przy ścianie, tak żeby nie było ich widać. Przed wejściem na salę nie wiadomo kiedy zdążyli ubrać się w długie beżowe płaszcze, kapelusze i duże okulary, a kiedy wchodzili usłyszeć można było soundtrack z Jamesa Bonda.
-Pięknie wyglądasz -Robert zwrócił się do zegarka przy którym przymontowany był mikrofon.
-Dziękuje - uśmiechnął się Leitner.
-Nie ty idioto! Gabrielle - wycedził przez zęby.
-A tak, pięknie wyglądasz - uśmiechnął się szarmancko.
-Dziękuje - zaprezentowała ósemki.
Do "agentów" podeszła zgrabna kelnerka w krótkiej spódniczce.
-Co dla panów? - zakręciła loka na palcu.
-Ehh, sam nie wiem. Co zamawiamy Misiu? - No oszczędź Piszczu, przy takiej lasencji?
-Dwa razy woda mineralna proszę - Robert wyjrzał zza ciemnych okularów i puścił jej oczko. Ta zarżała i odeszła, chociaż chętnie by się do nich dosiadła.
-Woda? w takim romantycznym miejscu? Wiesz, mogłeś mi chociaż jakiegoś szampana albo wino zamówić - prychnął Łukasz.
-Łukasz to nie jest randka! - chyba powiedział to zbyt głośno bo Moritz zaraz powtórzył to Gabi.
-Och oczywiście, że nie. To tylko takie spotkanie dwóch kompletnie nie znających się osób… Jak nie randka to w takim razie co? - zapytała zagubiona francuzka - O boże !- oprzytomniała -Czy ty chciałeś mnie wykorzystać?
-Oczywiście, że nie, skąd ten pomysł? To w stu procentach randka - podrapał się nerwowo po głowie i zaraz szybko zmienił temat - Wiesz Gabi, jesteś taka piękna i inteligentna, sam nie wiem co mówię...i to dosłownie - posłał Lewemu mordercze spojrzenie- może opowiesz mi coś o jutrzejszej sesji? - spojrzał na nią błagalnie, a ta zaczęła coś opowiadać.
Reszty randki w całości nie pamiętał. Pamiętał tylko chrzęst metalu i tłuczonego szkła, ale co działo się dalej? Uciął mu się film, prawdopodobnie z tych wrażeń i emocji. Rano obudził się w swoim mieszkaniu a nad nim stali Łukasz i Robert.
-Żyje.- stwierdził Łukasz i odetchnął z ulgą.
-Gdzie ja jestem? Co się wczoraj działo? - wypytywał jeszcze nie rozbudzony Leitner.
-Już u siebie. Byłeś na randce, pamiętasz cokolwiek z wczoraj? - Lewy machał mu dłonią przed oczyma.
-Pamiętam coś tam ale potem … czarna dziura.- przetarł oczy.
-W pewnym momencie...jakby.. zasnąłeś na stole - tłumaczyli mu powoli koledzy. Czyżby opowieść Gabi była aż tak ciekawa?
-Zasnąłem? Jak to zasnąłem ?! I co potem?
-Przywieźliśmy Cię tu.
-Dzięki - wymusił uśmiech - a co z Gabi?
-Wyszła.
-Jak to wyszła? I zostawiła mnie samego na tym stole? Mogli mnie okraść!- wykrzykiwał wzburzony Leitner - Jest strasznie nie odpowiedzialna !
Prawdę mówiąc nie wiadomo czego spodziewał się po niej Moritz. Dziewczyna, która nie opanowała wiązania sznurówek i do tej pory kupuje (o ile w ogóle kupuje) adidasy na rzepy raczej nie wykazałaby się szczególną odpowiedzialnością i rozsądkiem w takiej sytuacji. Niby nic wielkiego się nie stało i w pobliżu byli koledzy, ale jednak Moritz to gwiazda Borussii, a wszędzie gdzie on, tam tłum bezkompromisowych paparazzi.

***

Robert odwiózł Piszcza a potem wracał do domu. Miał chwilę spokoju, bo Gabi była na sesji. Opel Astra Sedan Active, głośna muzyka, zimny łokieć i czerwone światło. Stał już dłuższą chwilę i pomału zaczął się niecierpliwić. Stukał palcami o kierownice, aż w końcu jego cenną uwagę przykuła blondynka o długich nogach i nieziemsko zgrabnej sylwetce. Nie była najpiękniejsza ale na twarz i tak nie patrzył. Nie zauważył, że czerwone światło zamienia się w żółte, a następnie w zielone. Kierowca z samochodu za nim zaczął natarczywie naciskać klakson, ale Robert i tak nie zareagował. Driver bez problemu wyminął pozostałe samochody i podjechał do auta Lewego. Szyba uchyliła się a kierowca okazał się kobietą. I to kim...
-Palant !- rzuciła w jego stronę i ruszyła dalej.
O nie! Do Misia tak? Bez zastanowienia wrzucił szybszy bieg i ruszył z piskiem opon. Dziwne, że spotyka tą samą barwną postać po raz kolejny. Fakt, mieszkają naprzeciwko siebie ale bez przesady. Żadnego z sąsiadów nie widywał tak często jak jej. Zbieg okoliczności? Najpierw na schodach, potem w sklepie. Jechał za nią, choć i tak kierowali się w to samo miejsce. Tatiana zaparkowała jak to na kobietę przystało. Lewy wybrał jednak miejsce na drugim końcu parkingu. Oboje wysiedli z auta.
-Palant? - zapytał oburzony.
-Tak, problemy ze słuchem?
-Słyszę lepiej niż ty parkujesz - prychnął- Kto ci dał prawo jazdy?
Dziewczyna nic nie powiedziała. Odwróciła się, zacisnęła pięści i zęby żeby nie wybuchnąć. Bez słowa wchodziła po schodach, a on za nią. Coś tam jeszcze gadał, słuchała go ale nie chciało jej się z nim kłócić. Kiedy doszła do drzwi i już je prawie zamykała, Lewandowski przytrzymał je nogą.
-Powiedz mi chociaż jak masz na imię.
-Tatiana- spojrzała mu w oczy, aż go zamurowało. Chwila ciszy -Możesz już puścić te drzwi?
Grzecznie wykonał jej polecenia, a ta trzasnęła mu nimi przed nosem. Uśmiechnął się sam do siebie i do końca dnia chodziło mu po głowie tylko jedno imię.

***

Agata obiecała przyjaciółce, że odwiedzi ją w nowej pracy. Ewce udało się wcisnąć ją przed Jurgenem dwie godziny wcześniej, więc miały okazję poplotkować. Piszczek układała Błaszczykowskiej włosy. Wcześniej nałożyła jej farbę o dwa odcienie ciemniejszą.
-To się Kubulek zdziwi - puściła jej oczko.
-Myślisz, że on coś w ogóle zauważy? Proszę Cię - parsknęła o dwa odcienie ciemniejsza blondynka.
-No tak, Łukasz nie zauważył waszego nowego 50-calowego telewizora, a przecież grali razem z Kubą w fifę.
-Sama widzisz-zaśmiała się- a właśnie jak tam u moich kochanych Piszczków? Słyszałam, że macie nianię.
-Taaa, mamy- prychnęła Ewka.
-Nie lubisz jej, co? - Agata spojrzała na przyjaciółkę podejrzliwym wzrokiem.
-Skąd ten pomysł? - zaczęła rozczesywać jej włosy- Ja tylko nie szaleje za nią tak jak Łukasz. Rita to Rita tamto, jaka ona super, śliczna i mądra- pociągnięcia szczotki były coraz silniejsze- ogólnie to ta panienka mnie drażni. Panoszy się w moim domu ubrana jakby środek lipca albo sierpnia był. Ponad to bez pozwolenia chwyta za moje wyposażenie kuchenne. Bezczelna nie? -teraz to już ją szarpała - I jak patrzy na Łukasza. Słuchaj, jak ona patrzy na Łukasza, no normalnie wzrokiem go rozbiera, a on nawet nie reaguje i podoba mu się to. Chciałabym żeby odeszła w tej chwili, zaraz jak wrócę, żeby nie było jej w domu !
-Ewka? Czy ty czasem nie przeginasz? - wycedziła przez zęby wciśnięta w fotel klientka, po czym zabrała jej szczotkę i zaczęła wybierać z niej powyrywane włosy.
-To ona przegina ! Wchodzę tu któregoś dnia do domu i co zastaję? Łukasz i Ritka na dywanie, leżą na sobie!
-Może to był tylko przypadek? Może on stanął na klocka zachwiał się i upadł?- cóż za dar przewidywania pani Agato- znam Łukasza nie od dziś i wiem, że nie zrobił by Ci tego.
-Skąd ta pewność? A jeżeli między nimi coś jest? Jakaś chemia, i on mnie dla niej zostawi?
-To wtedy ty będziesz rozwódką a ja będę łysa - Agata pomachała jej kłębkiem włosów przed nosem. Obydwie parsknęły.
-To nie jest śmieszne. Mówię serio. Co jeśli....
-Co jeśli, co jeśli...? Ewcia na miłość boską, ważne co jest teraz ! Ty i Łukasz jesteście dla siebie stworzeni i żadna dziewczyna was nie poróżni! Skoro naprawdę uważasz, że ta Rita może ci zagrozić to jaki problem? Otwórz jej szeroko drzwi i podziękuj za współpracę.
Agata miała rację. W każdej chwili mogli podziękować Ricie. Aczkolwiek Ewka nie mogłaby jej zwolnić. Kazałaby zrobić to Łukaszowi, z czego wynika, że i tak by się jej nie pozbyła. Rita była świetna opiekunką, mała ją polubiła, dogadywały się i bawiły się razem. Lecz ta ostatnia zaistniała sytuacja pomiędzy nianią a jej mężem wyprowadziła ją z równowagi. Sama nie wiedziała co robić. Kombinuj Ewka...

______________________________________________________________

Sorki, że nie dodałyśmy w piątek, ale nie wyrobiłyśmy się w czasie. Musimy się pochwalić, że dostałyśmy wspaniały prezent.. :D




Dzięki Misiu <3


Lajkujemy i komentujemy  ! :)

sobota, 23 lutego 2013

Odcinek 11: Sąsiadka

Pięknego lutowego dnia Kuba zabrał Oliwkę na spacer. Śnieg topniał, a na dworze było coraz cieplej. Błaszczykowski wreszcie mógł spędzić trochę czasu z córką, pogadać od serca, wytłumaczyć kilka spraw, przeanalizować zachowanie swoje i jej. Był z niej dumny. Kiedyś wzywano go do żłobka co najmniej 2-3 razy w tygodniu, a teraz zdarza się to średnio raz w miesiącu. Młoda trochę zmarzła, więc zmierzali w kierunku domu. Pech chciał, że po drodze wpadli na dziennikarzy, którzy uparli się na wywiad. Kuba był uradowany, bo zdarzyło mu się to pierwszy raz, odkąd jest piłkarzem BVB. Co więcej, bardzo mu się to podobało. Stał dobre 15 minut i z niesamowitym entuzjazmem odpowiadał na bezsensowne pytania. Dziewczynka była cierpliwa, ale ile może stać bezczynnie 2letnie dziecko? W końcu zaczęła się nudzić i chciała iść do domu, więc postanowiła przerwać tą pogadankę. Lekko szarpała za spodnie ojca. Kuba spojrzał w dół.
-Tato, tato siusiu- powiedziała nieśmiało zawstydzona blondyneczka. Wszystkie kamery skierowane były na nią. Kuba kucnął i szepnął do niej ściszonym głosem.
-No co ty Oliwia, lej w pampersa- machnął ręką i puścił jej oczko, po czym wrócił do dziennikarzy. Próba zaciągnięcia ojca do domu nie powiodła się. Czas na plan B.
Agata akurat w tym momencie włączyła telewizor. Wywiad z jej mężem na żywo w parku. Już wiadomo dlaczego ich tak długo nie ma, tylko gdzie jest Oliwka?
Mała kręciła się wśród dziennikarzy, między ławkami i gdzieś w piaskownicy, aż w końcu dorwała jakiegoś kota. Wszystko obejmowała kamera. Dziewczynka bawiła się z kotkiem w ganianego, berka, chowanego albo „urwij mi ogon”. Wyobraźcie sobie dwulatkę ciągnącą za sobą za ogon kota, który zapierał się wszystkimi łapami i wydawał z siebie dzikie wrzaski, a na piasku zastawały tylko ślady jego wbitych pazurów.
-Uważam, że to nie ma najmniejszego wpływu na...Oliwia puśćże tego kota!!... na to, co robimy- kontynuował Błaszczu.
-No dobrze, to w takim razie ostatnie pytanie. Jak radzi sobie pan jednocześnie z treningami, meczami, żoną i wychowywaniem córki ?- zapytał nieco rozbawiony dziennikarz. Kuba wziął małą na ręce.
-Wspaniale. Nie widać ?- uśmiechnął się. Nie przewidział tego, że Oliwka akurat w tym momencie będzie wypluwać sierść tego nieszczęsnego zwierzęcia. Wszystko w obecności kamer. Agata z przerażeniem wpatrywała się w 50-calowy ekran.
Zmieszany pomocnik chciał szybko skierować rozmowę na inne tory.
-No to powiedz córciu panom, czego cię tatuś ostatnio nauczył ?
- Cholelne piśmaki – wysepleniła dziewczynka.
- Nie nie kochanie, to drugie – szepnął do niej i uśmiechnął się sztucznie.
- Banda kletynów ?- posłała mu pytające spojrzenie.
-He he, zupełnie nie wiem skąd ona zna takie określenia- Kuba mruknął pod nosem, po czym uśmiechnął się szeroko do otaczających go ludzi, podziękował i ulotnił się z parku czym prędzej.


Około pół godziny później byli już w domu. Dzień pełen wrażeń, nie ma co.
-I jak tam na spacerze? - Agata zaczęła rozbierać córcię z kurtki.
-Genialnie, pogadaliśmy sobie, Oliwia miała mały incydent z kotem.
-O mój boże! … Zjadła go ?- dodała już ciszej.
- Nie, no nie , ale mało brakowało.
- W sumie szkoda, mielibyśmy obiad z głowy…
-Jeszcze ci dziennikarze. Mam nadzieję, że nigdzie tego nie puszczą.
-Już puścili - Agata parsknęła.
-Co? Jak? Gdzie? Nie mów, że to było na żywo - spojrzał na nią błagalnie.
-No było, ale całkiem dobrze wypadliście - zapewniała męża.
-Yhymm - spojrzał na nią podejrzliwym wzrokiem.
-Słuchaj jutro tez posiedzisz z małą. Wybieram się do Ewki do salonu zobaczyć jak sobie radzi i może zmienię fryzurę. -poprawiła włosy.
-Jutro mam trening.
-Spokojnie, dostosuję się do Ciebie kochanie -uśmiechnęła się uroczo.
Kuba głośno westchnął. Miał nadzieję, że do końca dnia nie wydarzy się nic, co mogłoby dobić jego i tak zrujnowaną reputację.

***

Katja wprowadziła się już do Mario. No prawie. Problemem była garderoba. Ubrania, buty i jeszcze raz buty dziewczyny sprawiały niecodzienny kłopot. Kiedy Gotze proponował ukochanej wspólne mieszkanie nie wiedział, że wprowadzi się do niego 30 par szpilek, 15 par sandałów, 17 par klapków i wiele innych różnych różności. Oprowadził Katję po całym domu. Powiedział jej, czego może dotykać, a czego nie. W końcu dotarli do sypialni. Dziewczyna otworzyła szafę, w której było pełno męskich ubrań.
-Coś mało miejsca masz w tej szafie - zażartowała- ale spokojnie upchniemy to jakoś-wskazała na cztery ledwo domykające się walizki.
-Upchniemy? Nie ma szans, żeby to zmieściło się w mojej szafie. Katja, to nie realne.
-To co został mi tylko ten wieszak ? - spojrzała na samotny przedmiot wiszący na haku.
-Uuuu.. Nie dostaniesz go - powiedział cicho i uciekał gdzieś wzrokiem. Zdjął wieszak i.. przytulił go do siebie.
-W takim razie gdzie ja mam trzymać wszystkie moje rzeczy ?- zapytała rozbawiona. Trzymał ten wieszak tak, jakby okazywał mu więcej czułości niż ona.
-Nie wiem- podrapał się po głowie i rozejrzał jeszcze raz po pokoju.
-Mario?!
-Kochanie, nie denerwuj się, dobrze? Coś pomyśle, ale nie dziś- podszedł do niej i czule pocałował ją w czoło - połóż się, odpocznij a ja zrobię coś na kolację, co ty na to?
Katja kiwnęła głową. Zapowiadał się ciekawy początek w nowym mieszkaniu...bez szafy.

***

Gabrielle umówiła się z Moritzem na randkę. Trzeba przyznać, że poradził sobie wczoraj. Przed spotkaniem z dziewczyną od rana chodził zdenerwowany. Dla niej nie było to nic wielkiego. Kolejna randka z kolejnym "chłopaczkiem". Mimo to chciała wyglądać jak najlepiej. Już o 7 obudziła Lewego i wygoniła go do sklepu po jakieś normalne picie. Twierdziła, że od czegoś takiego co on pije, będzie gruba i zażyczyła sobie wodę, ostateczne sok pomarańczowy. Niechętnie zwlukł się z łóżka ale nic nie mówił. I tak miał wstać wcześniej pobiegać. Ubrał się ciepło i wyszedł. Do sklepu miał niecałe 15 min. Idealna trasa na poranny jogging. Wszedł do sklepu, prześledził półki, jest! Woda mineralna, a dokładniej jej ostatnia butelka. Już wyciągał po nią rękę, ale w tym momencie napotkał drugą dłoń, którą bynajmniej nie należała do niego. Ich ręce się zetknęły, ich oczy się spotkały, a w powietrzu unosił się zapach świeżo pieczonych porannych bułeczek. Dziewczyna parsknęła gdy zobaczyła kogo spotkała. Żadne z nich nie cofnęło ręki.
-O nie nie, mój drogi ! Ja wstaje o godzinie, o której zazwyczaj nie wstaje, wychodzę na to zimno, kręcę się po tej dziwnej okolicy, pytając się o drogę moim łamanym niemieckim jakiś podejrzanych ludzi, dwa razy o mało co nie gine na przejściu, łamie obcas tylko dlatego, że moim genialnym współlokatorkom zachciewa się ostatniej w tym sklepie butelki wody mineralnej- złapała oddech - I ty jeszcze masz czelność sięgać po nią w tym samym czasie co ja? - zapytała wzburzona, po czym zaczęła wyśmiewać się histerycznie. To była ona. To jedna z tych dziewczyn, które wprowadziły się obok Roberta. To dokładnie ta sama, na którą wpadł na schodach. Coś tam jeszcze mówiła wymachując przy tym rękoma ale jej nie słuchał, bo się zamyślił.
-Naprawdę bardzo ciekawa historia, ale wybacz, modelka w potrzebie - przerwał jej i przywłaszczył sobie napój.
-Modelka? Trzeba było bardziej zadbać o swoją dziewczynę i pójść jej do sklepu wczoraj- odebrała mu pożądany obiekt.
-Ona nie jest moją dziewczyną. To tylko znajoma. Przyjechała tu robić jakieś zdjęcia...w ogóle dlaczego ja ci się tłumacze? Oddawaj tą wodę ! -wyrwał jej z rąk zdobycz.
-Chyba śnisz!- zaczeli szarpać się niczym dzieci walczące o łopatkę w piasku. Lewy był już bliski triumfu, gdy poczuł silny cios w głowę.
-Oddaj jej że tą wodę ! Tak się zachowują dżentelmeni ? -nieznajoma starsza pani przyglądała się tej sytuacji i potraktowała Lewandowskiego torebką. Miała rację. Tak się kobiet nie traktuje.
-Ale ja byłem pierwszy!- zaczął tłumaczyć się jakby popełnił jakieś przestępstwo. Tatiana, bo tak miała na imię dziewczyna, którą zauroczył się pan Lewandowski uciekła przy pierwszej okazji, oczywiście nie z pustymi rękami. Winner! Była Polką i wiedziała z kim ma do czynienia. Wiedziała też, że facet szybko biega. Mimo to nie wzdychała jakoś na widok piłkarzy. Znała niektórych z widzenia, ale nie obchodziło jej gdzie grają, ile zarabiają, jak żyją, czy mają partnerki czy są singlami. Miała to po prostu gdzieś. Nie interesowała się piłką nożną ani żadnym innym sportem. Umysł ścisły. Lewy rozprawiał się jeszcze chwilę ze starszą panią, aż ta w końcu poszczuła go parasolką. Po co jej parasolka w zimie? I jeszcze ta wielka i ciężka torba, która oberwał Robert. Co w niej było ? Cegły ? Poza tym, skąd w tej małej, lekko podstarzałej istocie tyle siły? Wyszedł ze sklepu ze sokiem. Gabi kręciła się po domu w samym ręczniku i robiła milion rzeczy na raz. Wszedł do mieszkania i pomachał jej kartonem przed nosem.
-Dlaczego sok? - skrzywiła się.
-Bo nie woda.
-Okej - wzruszyła ramionami- a Ty lepiej telefon noś przy sobie, bo ktoś się już ze dwadzieścia razy do Ciebie dobijał.
-Kto ?
-Nie wiem, nie sprawdzałam - poprawiła spadający ręcznik, wyminęła go i poszła do siebie.
Robert dopadł swój telefon. Faktycznie, miał 20 połączeń.. od Moritza. Zaraz do niego oddzwonił.
-No siema, co jest ?
-Robert ! Stary co się z tobą dzieje? Od rana próbuję się dodzwonić.
-U mnie wszystko w porządku. Byłem w sklepie i zapomniałem telefonu. A u ciebie wszystko dobrze?
-Nie. Jest źle. Bardzo źle. Strasznie się denerwuję przed spotkaniem z Gabrielle. Ciągle się pocę i trzęse jak galareta.
-Spokojnie, przecież wtedy u Romana świetnie sobie poradziłeś -uspokajał go.
-Byłem wypity i jakoś poszło. Nie wiem co mam robić. Chyba to odwołam.
-Nie ! Nie możesz jej tego zrobić. Ona się załamie! - skłamał.
-A jak ty to sobie wyobrażasz ? Pójdę tam, palnę jakąś głupotę i jeszcze bardziej się przed nią zbłaźnię ! To bez sensu.
-Mam pewien plan.
-Jaki?
-Odpręż się, wyluzuj, pomyśl o czymś miłym, a resztę zostaw mnie.
-Pamiętaj Lewy .Ufam Ci. - wyznał mu i rozłączył się.

Ciąg dalszy nastąpi... 

______________________________________________________________

Oto rodzinka państwa Błaszczykowskich:




Zapraszamy do polubienia naszej strony na fb :

zdjęcia, zapowiedzi, nowinki...