środa, 27 marca 2013

Odcinek 14: Prawdziwa wojna

Właśnie wychodził z domu, kiedy znowu ją spotkał. Stali na przeciwko siebie i patrzyli sobie głęboko w oczy. Dzieliło ich tylko kilka metrów.
-Znowu ty? - zaśmiał się histerycznie.
-Znowu ja !- uśmiechnęła się złośliwie i ruszyła w kierunku windy, do której mieli mniej więcej tyle samo drogi. Kiedy znalazła się w kabinie nerwowo wciskała wszystkie przyciski, w celu uniknięcia spotkania z denerwującym sąsiadem. Ruszył w jej stronę, ale niestety drzwi zamknęły mu się tuż przed nosem. Nie zrezygnował. Zbiegł szybko po schodach i czekał na nią. Oparł się ręką o ścianę. Drzwi się otworzyły, a Tatiana aż podskoczyła.
-No hej- nawet przywitanie w jego ustach brzmiało sarkastycznie.
-Czego?- warknęła.
-Czego? Dziewczyno, ciągle na mnie wpadasz, wyzywasz mnie od palantów, zabierasz mi windę i ty się jeszcze pytasz "Czego?"
-Nie rozumiem dlaczego stwarzasz nowe problemy.Myślisz, że wpadam na Ciebie specjalnie? Nie tylko ty masz tego dosyć. Palant to twoje drugie imię, a winda? Proszę Cię. Jak masz takie sprawne nóżki to pobiegaj trochę po schodach, piłkarzyku.
-Jesteś bezczelna !
-Och przepraszam, zapomniałam, że rozmawiam z gwiazdą. Oddaję Ci pokłon o Panie - ukłoniła się teatralnie. Lewy pokręcił głową a jego kąciki ust minimalnie uniosły się.
-Wiesz co, nie ma sensu z tobą dyskutować- wzruszył ramionami i zrobił jakiś taki dziwny grymas. Dziewczyna wywróciła oczami, obróciła się na pięcie i ruszyła przed siebie.
-Umówisz się ze mną? -rzucił w jej stronę. Zatrzymała się.
-Że co? -spojrzała na niego zdziwiona.
-Zapytałem czy się ze mną umówisz- powtórzył grzecznie.
-Nie !- rozłożyła ręce i zmarszczyła nos. Ta sytuacja chyba ją przerosła.
-To nie! - powiedział obojętnie.
-Super!
-Super!
-Dobrze !!
-Dobrze!!
-Świetnie !!!
-Świetnie!!!
-Wcale mi nie zależy!
-Dobra ! Przekonałeś mnie.

Wziął od niej numer telefonu, o który nie musiał długo prosić. Kiedy zniknęli z zasięgu swego wzroku, wydał z siebie bezgłośne   "Jest !" , a ona cieszyła się jak głupi do sera. Jakby dowiedziała się, że zdała maturę na 100%.  Robert sam do końca nie wiedział czy to ogromna satysfakcja z osiągniętego celu i kolejna przygoda, czy może uczucie.Nie to raczej nie to. On nie traktuje miłości poważnie...

***

Moritz przeprowadził wczoraj bardzo poważną rozmowę z Gabi. Zamiast wyjaśnić sobie wszystko jeszcze bardziej namieszali. Ta gadała jak najęta rzucając w jego stronę obelgi i troszeczkę przesadne wyrażenia. Młody nie pozwolił jej na takie traktowanie i też powiedział co myśli. Modelka strzeliła focha i nie chciała nigdy więcej oglądać wesołej buźki Leitnera. Dziś zrozumiał, że zrobił źle. Zadzwonił do Marco. Miał na dzieję, że pomoże mu w wymyśleniu sposobu na przeproszenie Gabrielle. Nie liczył na wiele, chciał tylko, żeby mu wybaczyła i nie gniewała się na niego. Przecież niedługo wyjeżdża. Siedzieli przed telewizorem, a uradowany Reus już chciał odpalać PSa, aby ponownie go zniszczyć. Pewnie by mu uległ, ale nie dziś. Nie ma czasu na bzdury. W skrócie opowiedział mu co się ostatnio w jego życiu działo. Mistrz FIFY wysłuchał kolegi i zastanawiał się przez chwilę. Nagle doznał olśnienia. Wstał i pstryknął palcami.
-Mam !
-CO?
-Pomysł mam !
-No to mów ! -ponaglał go Leitner.
-Wiersz jej napisz, albo piosenkę.
-Zwariowałeś? Poeta ze mnie taki jak z Ciebie baletnica, nie ma szans...
-Pomogę Ci, sam trochę....tworzę - uciekał gdzieś wzrokiem.
-Ty?
-Taa, ale to wiesz, amatroszczyzna, nic ciekawego...-niby chciał zakończyć temat, ale nie, wyciągnął gitarę zza szafy i oparł ją na kolanie. Delikatnie musnął struny.
-Stary genialne. Napiszemy słowa, ja jej to wyrecytuję a ty będziesz mi akompaniować - klasnął w dłonie -Jak ty na to wpadłeś?
-A tak jakoś, przyszło mi to do głowy. Zupełnie nie wiem skąd - wzruszył ramionami.
-Dobra geniuszu, bierz karteczkę i bierzemy się za pisanie.
Siedzieli nad tym dłuższą chwilę. Nawet nie zauważyli jak się zciemniło. Po robocie Moritz  chciał iść do Gabi, ale stwierdził, że o 02:00 dziewczyna może już spać. Ustalili, że pójdą jutro, po treningu.  Marco był dumny z Moritza. Sam napisał prawie cały tekst. Może i pomagał mu z rymami i ortografią, ale przekaz bił prosto z żółto-czarnego serca Leitnera.

***

Niezapowiedzianą wizytę u państwa Błaszczykowskich złożyła mama Agaty. Farbowana , ubrana szykownie i elegancko, półwieczna Krystyna stała u drzwi swej jedynej córki. Kuba otworzył drzwi i spojrzał na nią przerażony. Przez dłuższą chwilę panowała cisza.
-Mowę Ci odebrało od latania za tą piłką? - ryknęła pani Gołaszewska.
-Mamusia? a co mamusia tutaj robi? -zapytał niepewnie.
-Jak to co? Przyjechałam was odwiedzić, zobaczyć jak żyjecie. Wpuścisz mnie czy będziemy tak stali w progu?-zadrwiła kobieta.
Kuba nie miał wyboru. Najchętniej zamknął by jej drzwi przed nosem, albo w ogóle ich  nie otwierał. Matka Agaty nie przepadała za mężem córki jeszcze przed ślubem. On za nią też nie. Na początku próbował się z nią jakoś dogadać, ta jednak ciągle mu dogryzała, kreowała go na zadufanego gwiazdora. Nie znosiła bramek, siatek, piłek, boisk, klubów, sportowców i wszystkiego co ze sportem związane. Twierdziła, że Agata zmarnuje sobie z nim życie, że nie będzie z nim szczęśliwa. Kuba po pewnym czasie doszedł do wniosku, że nie ma sensu użerać się z namolną Krysią, bo wiedział, że i tak poślubi jej córkę, nie zważając na nią.
-A gdzie moja córka?
-Agata....wyszła- rozglądał się po mieszkaniu, które tak dobrze znał - Na długo mamusia do nas przyjechała?
-Tydzień, może dwa. Spokojnie mój drogi, nawet mnie nie zauważycie- uśmiechnęła się cierpko. Kuba w tym momencie przeżył 2 sekundowy mini zawał. "Tydzień może dwa" , te słowa błądziły gdzieś w jego głowie.
-Ooooo czy to najśliczniejsza, najgrzeczniejsza i najsłodsza wnuczka na świecie? Tak chyba tak - wrzasnęła kiedy w drzwiach od pokoju stanęła 2 letnia dziewczynka. Kobieta wzięła małą na ręce i ją zaczęła całować, przytulać, głaskać, ciągnąć za policzki. Pomocnik Borussii przysiadł na fotelu łapiąc się za serce, zaczął oddychać głęboko.Miał nadzieję, że to tylko zły sen, że za chwilę obudzi go płacz żądającej jedzenia Oliwii. Niebawem pojawiła się też Agata.
-Nosz kurde, jak mnie wkurzyła ta kasjerka ze sklepu. Policzyła mi dwa razy za cukier...-przerwała bo zobaczyła walizkę w korytarzu.
-Oh, Aga ! Dobrze, że już jesteś - babcia odstawiła jedyną wnuczkę i poszła uściskać córkę.
-Mama ! -krzyknęła z radości - Co ty tu robisz?
-Następna! - pokręciła głową - Czy człowiek nie może czasem odpocząć od codziennych obowiązków i odwiedzić najbliższych?
-Jasne, że może, poprostu jestem zaskoczona. Jesteś tu chyba drugi raz odkąd wyprowadziliśmy się z Polski...
-Nie odwiedzacie mnie i nie pamiętacie o mnie, więc ja o sobie przypominam- rzekła stanowczo.
-Dobrze to ja przygotuję jakąś kolację, a ty idź połóż się, odpocznij, Kuba pokaże Ci pokój- spojrzała na męża ale nie spostrzegła żadnej reakcji z jego strony. Dalej siedział wciśnięty w fotel.
-Nie trzeba, pomogę Ci -wzięła siatkę zakupów i nie czekając na to co powie Agata, pokierowała się  do kuchni.
Kuba siedział jeszcze chwilę, po czym spojrzał na córeczkę.
-To będzie prawdziwa wojna, Oliwia. Liczę na ciebie !- puścił jej oczko. Oboje posłali sobie złowieszcze uśmieszki. Mały ganiusz zła powaraca...strzeżcie się !

_______________________________________________________________________

Mecz z Ukrainą... ehhh prawda jest taka,że widziałyśmy w karierze tylko jeden gorszy... na Orliku. Cóż, stało się. Nadal mamy jeszcze szanse na bezpośredni awans. Trzymamy kciuki, bo nic innego nam nie pozostaje. Przynajmniej Niemcy realizują założone cele, w dwumeczu z Kazachstanem Gotze i Reus strzelili po dwie bramki, na listę strzelców wpisał się również Gundo. Mamy powody do radości ;)

Na Święta zostawiamy Was z odcinkiem nr 14 ;)
Wszystkim Czytelnikom życzymy Wesołego Jajka !

sobota, 16 marca 2013

Odcinek 13: Profesjonalistka

Gabrielle od rana chodziła bardzo szczęśliwa, fruwała wręcz. Siedziała w łazience i wgapiała się w lustro. Śmiała się, płakała i robiła prze różne miny. Zeszła na dół i w kuchni napotkała właściciela mieszkania.
-Gabi ! Dawno Cię nie widziałem- powiedział i upił łyk kawy.
-Hej hej-wskoczyła na blat i rozmarzona zaczęła machać nogami.
-Wszystko w porządku?- zapytał brunet.
-Tak, życie jest piękne...-przedłużała jakby chciała żeby w końcu zadał to pytanie.
-A jak na sesji?
-Super- uśmiechnęła się szeroko.
-Yhym-mruknął.
-Wiesz, miałam nikomu nie mówić, ale dobrze powiem, nie męcz mnie już. No bo na tym planie zdjęciowym był taki bardzo znany producent, no i on cały czas się na mnie patrzył...a potem powiedział, że jestem bardzo ładna i zgrabna i zaprosił mnie na casting do reklamy! Wyobrażasz sobie? - zapiszczała ze szczęścia-Muszę się przygotować, poćwiczyć mimikę, wiesz o co chodzi- puściła mu oczko.
-Jestem z ciebie dumny, Mała- przybili żółwika.
-Wiem- przerzuciła włosy przez prawe ramię- Tylko wiesz, ten casting mam dopiero za trzy dni, a jak dostane rolę, a dostanę na pewno, to trochę zajmie to nagrywanie, co nie? Już miałam wyjeżdżać, no ale teraz muszę tu jeszcze trochę pomieszkać...
-Jasne, nie ma sprawy, zostań jak długo chcesz -samotność doskwiera panie Lewandowski?
-Dzięki dzięki dzięki ! - rzuciła mu się na szyję- jesteś najlepsiejszy na świecie ! Dobra, to ja idę poćwiczyć !
-Gabi...a co z Moritzem?
-Moritz to temat zamknięty, nie mam z nim o czym rozmawiać- pociągnęła nosem- On nie traktuje mnie poważnie. Ja opowiadam mu o moim życiu, przyszłości, marzeniach a on....zasypia. Szkoda nerwów- machnęła dłonią.
-Rozumiem, ale wiesz to nie tak miało wyglądać. Pogadaj z nim jeszcze.
-Dobra, ale wieczorem, bo w dzień jeszcze sobie biedaczek przyśnie...-odgryzła się złośliwie.
-A tak w ogóle to czego to reklama?- zmienił nagle temat.
-A co to z różnica ? I tak muszę wyglądać świetnie ! Jakby coś będę u siebie – rzuciła i pobiegła po schodach na górę.

***

Ewcia miała dziś wolne więc postanowiła spędzić trochę czasu z rodziną (bez Rity). Po południu Piszczkowie wybrali się na basen, a potem ulepili przed domem wielkiego bałwana, którego nazwali Łukasz. Kiedy zmarźluchy przekroczyły próg mieszkania, od razu zrzucili z siebie grube zimowe wdzianka i wskoczyli pod koce popijając przy tym gorącą herbatkę. Łukasz właśnie usypiał młodą, kiedy to dzwonek do ich drzwi rozbrzmiał.
-Rita? Masz dziś wolne, co ty tu robisz? - zapytała zdziwiona Ewka.
-Tak wiem, masz chwilkę? - zatrzepotała rzęsami.
-No tak...wejdź - zrobiła krok w tył i wpuściła gościa do środka.
-Przepraszam, że tak bez uprzedzenia, ale znajomi robią imprezę, a ja kompletnie nie wiem co ze sobą zrobić. Dlatego potrzebuję twojej pomocy...
-Mojej pomocy ?- zapytała zmieszana pani Piszczek.
-Tak, chodzi o włosy i makijaż. Będzie tam taki jeden i chcę wyglądać szałowo, dlatego przychodzę do profesjonalistki- puściła jej oczko.
-Dobrze - uśmiechnęła się mimowolnie- rozbierz się i poczekaj na mnie w salonie, zaraz wszystko przyszykuję- podekscytowana wymachiwała rękami.
-To ja zrobię nam herbaty- zaproponowała.
-Okej- krzyknęła Ewka, gdzieś tam ze schodów.
Pierwszy raz ucieszyła się na widok znienawidzonej niani. W tym momencie nie myślała o tym jak bardzo jej nie cierpi i jak bardzo ją wkurza, lecz o tym żeby wykonać jak najlepiej coś w czym naprawdę jest świetna. Wiedziała, że nie może jej zawieść, w końcu ma być tam "taki jeden". Jak mu się spodoba to może da spokój Łukaszowi. Rita naprawdę umiała komplementować... nawet osoby tej samej płci. Tu uśmieszek, tu oczko puści. Mistrzyni. Kiedy Ewka zwlokła ze sobą 3 kosmetyczki, zestaw grzebieni i wsuwek Rita uśmiechnęła się serdecznie. Cała metamorfoza trwała około 3 godziny. Efekt był oszałamiający. Włosy spięte w luźnego koka i powypuszczane pojedyńcze kosmyki, które dodawały jej uroku. Zgrabna, czarna kreska na górnej powiece, długie rzęsy i czerwona szminka. Wyglądała fantastycznie. Dobra robota Ewka !

***

Mario tak jak obiecał… tak nic nie zrobił. Katja nie dostała szafy w nowym mieszkaniu, nie mówiąc już nawet o garderobie. Postanowiła więc sama zrobić sobie miejsce. Gdy bezsensownie skakał po kanałach w telewizji, usłyszał głoście szuranie i stękanie ukochanej. Poderwał się z kanapy i pobiegł za podejrzanymi odgłosami.
-Kajta, kochanie, co ty robisz? - zdziwił się gdy zobaczył drobną blondynkę, która po nieudanej próbie wypchnięcia kanapy z pokoju, zaczęła w nią wściekle kopać.
-Nie widać? Pomógłbyś ! - rzuciła zdyszana, po czym przysiadła na oparciu mebla. Prawdę mówiąc sofa nawet nie drgnęła...to ona ślizgała się po parkiecie.
-Przeszkadza Ci ta sofa? - zapytał rozbawiony.
-Trochę tak- próbowała złapać oddech.
-Czemu?
-Otóż to pomieszczenie to od dziś moja prywatna garderoba, a nie pusty pokój z zieloną kanapą na środku.
-Garderoba ? I do tego potrzebny ci cały pokój? Przecież mówiłem, że jakoś sobie poradzimy...-mówił kiedy ta dalej siłowała się z sofą.
-A zrobiłeś coś w tej sprawie ?- wycedziła przez zęby, a długie włosy opadły jej na twarz i wyglądała trochę jak dziewczynka z Ringu.
-Jeszcze nie, ale...
-Ale...ten potwornie ciężki mebel jeszcze dziś zniknie z tego pokoju i spokojnie się tu urządzisz, to chciałeś powiedzieć? - uśmiechnęła się triumfalnie.
-Dokładnie to- zbliżył się do niej i obdarował ją gorącymi i namiętnym pocałunkiem.
Panna Schwarz w końcu doszła do głosu w tym domu. Postanowiła, że teraz będzie bardziej stanowcza, ale bez przesady. Mieli za sobą setki już takich małych potyczek. Sprzeczali się co chwile, ale raczej z nudów, nie na poważnie. Mario twierdził, że siostrzenica Kloppa jest piękna kiedy się złości albo denerwuje. Przedwczesne wspólne mieszkanie jako takich negatywnych skutków nie przynosiło, ale czas pokaże...

_______________________________________________________________

Jest trzynastka ! Nareszcie.. Wybaczcie te opóźnienia, czasem przychodzi taki czas, że ciężko jest pomysł przelać na papier... albo do Worda ;)  Mamy nadzieję, że to niedługo minie a Wam odcinek nr 13 się spodoba  :)

+Mała WIELKA zmiana w zakładce BOHATEROWIE ;) Jak wrażenia, podoba Wam się ? :)

wtorek, 5 marca 2013

Odcinek 12: Los Agentos

W poprzednim odcinku:

-Mam pewien plan.
-Jaki?
-Odpręż się, wyluzuj, pomyśl o czymś miłym, a resztę zostaw mnie.
-Pamiętaj Lewy .Ufam Ci. - wyznał mu i rozłączył się...


***

-Co on tutaj robi? - zapytał zdezorientowany Leitner, kiedy zobaczył siedzącego i piłującego sobie paznokcie Piszcza.
-Witaj Moritz - Łukasz odkręcił się i pomachał mu.
-Nie marudź ! Właź zanim nas ktoś zobaczy - Lewandowski wpuścił do mieszkania Leitnera. Jeszcze tylko zanim zamknął drzwi wyściubił zza nich głowę i rozejrzał się czy nikt ich nie obserwuje. Usiedli na kanapie obok Łukasza. Na wszelki wypadek zciszył głos.
-Gabi się szykuje, mamy chwilę. Więc tak- wyjął z kieszonki mały czarny bajer - to jest taki mały chip. Wkładasz to do ucha. Ja mam mikrofon, ty masz słuchawkę. Ja Ci mówię, ty powtarzasz. Czasem występują jakieś zakłócenia, bo to od kumpla z Rumunii, ale poza tym powinno być okej.
-Woow - Moritz zrobił duże oczy. To co przed chwilą powiedział Robert najwyraźniej go przerosło. Mimo to potakiwał.
-Wszystko jasne?
-Taa, taa...Ale jak ty chcesz, skoro nawet nie będziesz wiedział co robimy...
-Serio? Ty jeszcze nie załapałeś? - Moritz zrobił głupią minę, Lewy z Piszczkiem spojrzeli po sobie - Tak, idziemy z wami na randkę !
-Ooo, super - Leitner wydał z siebie okrzyki radości. Nagle cała trójka usłyszała skrzypienie schodów. Francuzka była już gotowa. Moritz, gdy ją ujrzał stanął jak wryty.
-Wooow !- wydusił z siebie.
-Dziękuję - odgarnęła włosy. Chciała zrobić jak najlepsze wrażenie.
-No dobra, to idźcie i bawcie się dobrze - ponaglał ich Robert.
-Tak tak, my jak coś to będziemy z Misiem tu w domu, nie w restauracji -dodał Piszczu- bo niby co mielibyśmy tam robić? Pomagać wam w randce? -Robert walnął Łukasza z łokcia w brzuch, bo jeszcze trochę i wszystko by powiedział. W końcu poszli. Leitner przepuścił Gabi w drzwiach, potem otworzył jej drzwi do samochodu. Pełna kulturka.
-Chyba się nabrali- Piszczek zaczął zacierać ręce i śmiać się złowieszczo.
-Ta, chyba tak. Dobra na nas też już czas - klasnął w dłonie Lewy.
-Pozwolisz, że to ja dziś poprowadzę ?
-Zapomnij.
-Ale Rooobeeert -teraz zabrzmiało to trochę jak Gabrielle. Łukasz zaczął głośno tupać w podłogę.
-Do samochodu !
Łukasz z udawanym fochem zajął miejsce pasażera. Lewy podłączył sprzęt i z małymi zakłóceniami kontaktował się z Moritzem. Dojechali. Nasze gołąbeczki zasiadły prawie na środku sali. Łukasz I Robert usiedli w cieniu przy ścianie, tak żeby nie było ich widać. Przed wejściem na salę nie wiadomo kiedy zdążyli ubrać się w długie beżowe płaszcze, kapelusze i duże okulary, a kiedy wchodzili usłyszeć można było soundtrack z Jamesa Bonda.
-Pięknie wyglądasz -Robert zwrócił się do zegarka przy którym przymontowany był mikrofon.
-Dziękuje - uśmiechnął się Leitner.
-Nie ty idioto! Gabrielle - wycedził przez zęby.
-A tak, pięknie wyglądasz - uśmiechnął się szarmancko.
-Dziękuje - zaprezentowała ósemki.
Do "agentów" podeszła zgrabna kelnerka w krótkiej spódniczce.
-Co dla panów? - zakręciła loka na palcu.
-Ehh, sam nie wiem. Co zamawiamy Misiu? - No oszczędź Piszczu, przy takiej lasencji?
-Dwa razy woda mineralna proszę - Robert wyjrzał zza ciemnych okularów i puścił jej oczko. Ta zarżała i odeszła, chociaż chętnie by się do nich dosiadła.
-Woda? w takim romantycznym miejscu? Wiesz, mogłeś mi chociaż jakiegoś szampana albo wino zamówić - prychnął Łukasz.
-Łukasz to nie jest randka! - chyba powiedział to zbyt głośno bo Moritz zaraz powtórzył to Gabi.
-Och oczywiście, że nie. To tylko takie spotkanie dwóch kompletnie nie znających się osób… Jak nie randka to w takim razie co? - zapytała zagubiona francuzka - O boże !- oprzytomniała -Czy ty chciałeś mnie wykorzystać?
-Oczywiście, że nie, skąd ten pomysł? To w stu procentach randka - podrapał się nerwowo po głowie i zaraz szybko zmienił temat - Wiesz Gabi, jesteś taka piękna i inteligentna, sam nie wiem co mówię...i to dosłownie - posłał Lewemu mordercze spojrzenie- może opowiesz mi coś o jutrzejszej sesji? - spojrzał na nią błagalnie, a ta zaczęła coś opowiadać.
Reszty randki w całości nie pamiętał. Pamiętał tylko chrzęst metalu i tłuczonego szkła, ale co działo się dalej? Uciął mu się film, prawdopodobnie z tych wrażeń i emocji. Rano obudził się w swoim mieszkaniu a nad nim stali Łukasz i Robert.
-Żyje.- stwierdził Łukasz i odetchnął z ulgą.
-Gdzie ja jestem? Co się wczoraj działo? - wypytywał jeszcze nie rozbudzony Leitner.
-Już u siebie. Byłeś na randce, pamiętasz cokolwiek z wczoraj? - Lewy machał mu dłonią przed oczyma.
-Pamiętam coś tam ale potem … czarna dziura.- przetarł oczy.
-W pewnym momencie...jakby.. zasnąłeś na stole - tłumaczyli mu powoli koledzy. Czyżby opowieść Gabi była aż tak ciekawa?
-Zasnąłem? Jak to zasnąłem ?! I co potem?
-Przywieźliśmy Cię tu.
-Dzięki - wymusił uśmiech - a co z Gabi?
-Wyszła.
-Jak to wyszła? I zostawiła mnie samego na tym stole? Mogli mnie okraść!- wykrzykiwał wzburzony Leitner - Jest strasznie nie odpowiedzialna !
Prawdę mówiąc nie wiadomo czego spodziewał się po niej Moritz. Dziewczyna, która nie opanowała wiązania sznurówek i do tej pory kupuje (o ile w ogóle kupuje) adidasy na rzepy raczej nie wykazałaby się szczególną odpowiedzialnością i rozsądkiem w takiej sytuacji. Niby nic wielkiego się nie stało i w pobliżu byli koledzy, ale jednak Moritz to gwiazda Borussii, a wszędzie gdzie on, tam tłum bezkompromisowych paparazzi.

***

Robert odwiózł Piszcza a potem wracał do domu. Miał chwilę spokoju, bo Gabi była na sesji. Opel Astra Sedan Active, głośna muzyka, zimny łokieć i czerwone światło. Stał już dłuższą chwilę i pomału zaczął się niecierpliwić. Stukał palcami o kierownice, aż w końcu jego cenną uwagę przykuła blondynka o długich nogach i nieziemsko zgrabnej sylwetce. Nie była najpiękniejsza ale na twarz i tak nie patrzył. Nie zauważył, że czerwone światło zamienia się w żółte, a następnie w zielone. Kierowca z samochodu za nim zaczął natarczywie naciskać klakson, ale Robert i tak nie zareagował. Driver bez problemu wyminął pozostałe samochody i podjechał do auta Lewego. Szyba uchyliła się a kierowca okazał się kobietą. I to kim...
-Palant !- rzuciła w jego stronę i ruszyła dalej.
O nie! Do Misia tak? Bez zastanowienia wrzucił szybszy bieg i ruszył z piskiem opon. Dziwne, że spotyka tą samą barwną postać po raz kolejny. Fakt, mieszkają naprzeciwko siebie ale bez przesady. Żadnego z sąsiadów nie widywał tak często jak jej. Zbieg okoliczności? Najpierw na schodach, potem w sklepie. Jechał za nią, choć i tak kierowali się w to samo miejsce. Tatiana zaparkowała jak to na kobietę przystało. Lewy wybrał jednak miejsce na drugim końcu parkingu. Oboje wysiedli z auta.
-Palant? - zapytał oburzony.
-Tak, problemy ze słuchem?
-Słyszę lepiej niż ty parkujesz - prychnął- Kto ci dał prawo jazdy?
Dziewczyna nic nie powiedziała. Odwróciła się, zacisnęła pięści i zęby żeby nie wybuchnąć. Bez słowa wchodziła po schodach, a on za nią. Coś tam jeszcze gadał, słuchała go ale nie chciało jej się z nim kłócić. Kiedy doszła do drzwi i już je prawie zamykała, Lewandowski przytrzymał je nogą.
-Powiedz mi chociaż jak masz na imię.
-Tatiana- spojrzała mu w oczy, aż go zamurowało. Chwila ciszy -Możesz już puścić te drzwi?
Grzecznie wykonał jej polecenia, a ta trzasnęła mu nimi przed nosem. Uśmiechnął się sam do siebie i do końca dnia chodziło mu po głowie tylko jedno imię.

***

Agata obiecała przyjaciółce, że odwiedzi ją w nowej pracy. Ewce udało się wcisnąć ją przed Jurgenem dwie godziny wcześniej, więc miały okazję poplotkować. Piszczek układała Błaszczykowskiej włosy. Wcześniej nałożyła jej farbę o dwa odcienie ciemniejszą.
-To się Kubulek zdziwi - puściła jej oczko.
-Myślisz, że on coś w ogóle zauważy? Proszę Cię - parsknęła o dwa odcienie ciemniejsza blondynka.
-No tak, Łukasz nie zauważył waszego nowego 50-calowego telewizora, a przecież grali razem z Kubą w fifę.
-Sama widzisz-zaśmiała się- a właśnie jak tam u moich kochanych Piszczków? Słyszałam, że macie nianię.
-Taaa, mamy- prychnęła Ewka.
-Nie lubisz jej, co? - Agata spojrzała na przyjaciółkę podejrzliwym wzrokiem.
-Skąd ten pomysł? - zaczęła rozczesywać jej włosy- Ja tylko nie szaleje za nią tak jak Łukasz. Rita to Rita tamto, jaka ona super, śliczna i mądra- pociągnięcia szczotki były coraz silniejsze- ogólnie to ta panienka mnie drażni. Panoszy się w moim domu ubrana jakby środek lipca albo sierpnia był. Ponad to bez pozwolenia chwyta za moje wyposażenie kuchenne. Bezczelna nie? -teraz to już ją szarpała - I jak patrzy na Łukasza. Słuchaj, jak ona patrzy na Łukasza, no normalnie wzrokiem go rozbiera, a on nawet nie reaguje i podoba mu się to. Chciałabym żeby odeszła w tej chwili, zaraz jak wrócę, żeby nie było jej w domu !
-Ewka? Czy ty czasem nie przeginasz? - wycedziła przez zęby wciśnięta w fotel klientka, po czym zabrała jej szczotkę i zaczęła wybierać z niej powyrywane włosy.
-To ona przegina ! Wchodzę tu któregoś dnia do domu i co zastaję? Łukasz i Ritka na dywanie, leżą na sobie!
-Może to był tylko przypadek? Może on stanął na klocka zachwiał się i upadł?- cóż za dar przewidywania pani Agato- znam Łukasza nie od dziś i wiem, że nie zrobił by Ci tego.
-Skąd ta pewność? A jeżeli między nimi coś jest? Jakaś chemia, i on mnie dla niej zostawi?
-To wtedy ty będziesz rozwódką a ja będę łysa - Agata pomachała jej kłębkiem włosów przed nosem. Obydwie parsknęły.
-To nie jest śmieszne. Mówię serio. Co jeśli....
-Co jeśli, co jeśli...? Ewcia na miłość boską, ważne co jest teraz ! Ty i Łukasz jesteście dla siebie stworzeni i żadna dziewczyna was nie poróżni! Skoro naprawdę uważasz, że ta Rita może ci zagrozić to jaki problem? Otwórz jej szeroko drzwi i podziękuj za współpracę.
Agata miała rację. W każdej chwili mogli podziękować Ricie. Aczkolwiek Ewka nie mogłaby jej zwolnić. Kazałaby zrobić to Łukaszowi, z czego wynika, że i tak by się jej nie pozbyła. Rita była świetna opiekunką, mała ją polubiła, dogadywały się i bawiły się razem. Lecz ta ostatnia zaistniała sytuacja pomiędzy nianią a jej mężem wyprowadziła ją z równowagi. Sama nie wiedziała co robić. Kombinuj Ewka...

______________________________________________________________

Sorki, że nie dodałyśmy w piątek, ale nie wyrobiłyśmy się w czasie. Musimy się pochwalić, że dostałyśmy wspaniały prezent.. :D




Dzięki Misiu <3


Lajkujemy i komentujemy  ! :)

sobota, 23 lutego 2013

Odcinek 11: Sąsiadka

Pięknego lutowego dnia Kuba zabrał Oliwkę na spacer. Śnieg topniał, a na dworze było coraz cieplej. Błaszczykowski wreszcie mógł spędzić trochę czasu z córką, pogadać od serca, wytłumaczyć kilka spraw, przeanalizować zachowanie swoje i jej. Był z niej dumny. Kiedyś wzywano go do żłobka co najmniej 2-3 razy w tygodniu, a teraz zdarza się to średnio raz w miesiącu. Młoda trochę zmarzła, więc zmierzali w kierunku domu. Pech chciał, że po drodze wpadli na dziennikarzy, którzy uparli się na wywiad. Kuba był uradowany, bo zdarzyło mu się to pierwszy raz, odkąd jest piłkarzem BVB. Co więcej, bardzo mu się to podobało. Stał dobre 15 minut i z niesamowitym entuzjazmem odpowiadał na bezsensowne pytania. Dziewczynka była cierpliwa, ale ile może stać bezczynnie 2letnie dziecko? W końcu zaczęła się nudzić i chciała iść do domu, więc postanowiła przerwać tą pogadankę. Lekko szarpała za spodnie ojca. Kuba spojrzał w dół.
-Tato, tato siusiu- powiedziała nieśmiało zawstydzona blondyneczka. Wszystkie kamery skierowane były na nią. Kuba kucnął i szepnął do niej ściszonym głosem.
-No co ty Oliwia, lej w pampersa- machnął ręką i puścił jej oczko, po czym wrócił do dziennikarzy. Próba zaciągnięcia ojca do domu nie powiodła się. Czas na plan B.
Agata akurat w tym momencie włączyła telewizor. Wywiad z jej mężem na żywo w parku. Już wiadomo dlaczego ich tak długo nie ma, tylko gdzie jest Oliwka?
Mała kręciła się wśród dziennikarzy, między ławkami i gdzieś w piaskownicy, aż w końcu dorwała jakiegoś kota. Wszystko obejmowała kamera. Dziewczynka bawiła się z kotkiem w ganianego, berka, chowanego albo „urwij mi ogon”. Wyobraźcie sobie dwulatkę ciągnącą za sobą za ogon kota, który zapierał się wszystkimi łapami i wydawał z siebie dzikie wrzaski, a na piasku zastawały tylko ślady jego wbitych pazurów.
-Uważam, że to nie ma najmniejszego wpływu na...Oliwia puśćże tego kota!!... na to, co robimy- kontynuował Błaszczu.
-No dobrze, to w takim razie ostatnie pytanie. Jak radzi sobie pan jednocześnie z treningami, meczami, żoną i wychowywaniem córki ?- zapytał nieco rozbawiony dziennikarz. Kuba wziął małą na ręce.
-Wspaniale. Nie widać ?- uśmiechnął się. Nie przewidział tego, że Oliwka akurat w tym momencie będzie wypluwać sierść tego nieszczęsnego zwierzęcia. Wszystko w obecności kamer. Agata z przerażeniem wpatrywała się w 50-calowy ekran.
Zmieszany pomocnik chciał szybko skierować rozmowę na inne tory.
-No to powiedz córciu panom, czego cię tatuś ostatnio nauczył ?
- Cholelne piśmaki – wysepleniła dziewczynka.
- Nie nie kochanie, to drugie – szepnął do niej i uśmiechnął się sztucznie.
- Banda kletynów ?- posłała mu pytające spojrzenie.
-He he, zupełnie nie wiem skąd ona zna takie określenia- Kuba mruknął pod nosem, po czym uśmiechnął się szeroko do otaczających go ludzi, podziękował i ulotnił się z parku czym prędzej.


Około pół godziny później byli już w domu. Dzień pełen wrażeń, nie ma co.
-I jak tam na spacerze? - Agata zaczęła rozbierać córcię z kurtki.
-Genialnie, pogadaliśmy sobie, Oliwia miała mały incydent z kotem.
-O mój boże! … Zjadła go ?- dodała już ciszej.
- Nie, no nie , ale mało brakowało.
- W sumie szkoda, mielibyśmy obiad z głowy…
-Jeszcze ci dziennikarze. Mam nadzieję, że nigdzie tego nie puszczą.
-Już puścili - Agata parsknęła.
-Co? Jak? Gdzie? Nie mów, że to było na żywo - spojrzał na nią błagalnie.
-No było, ale całkiem dobrze wypadliście - zapewniała męża.
-Yhymm - spojrzał na nią podejrzliwym wzrokiem.
-Słuchaj jutro tez posiedzisz z małą. Wybieram się do Ewki do salonu zobaczyć jak sobie radzi i może zmienię fryzurę. -poprawiła włosy.
-Jutro mam trening.
-Spokojnie, dostosuję się do Ciebie kochanie -uśmiechnęła się uroczo.
Kuba głośno westchnął. Miał nadzieję, że do końca dnia nie wydarzy się nic, co mogłoby dobić jego i tak zrujnowaną reputację.

***

Katja wprowadziła się już do Mario. No prawie. Problemem była garderoba. Ubrania, buty i jeszcze raz buty dziewczyny sprawiały niecodzienny kłopot. Kiedy Gotze proponował ukochanej wspólne mieszkanie nie wiedział, że wprowadzi się do niego 30 par szpilek, 15 par sandałów, 17 par klapków i wiele innych różnych różności. Oprowadził Katję po całym domu. Powiedział jej, czego może dotykać, a czego nie. W końcu dotarli do sypialni. Dziewczyna otworzyła szafę, w której było pełno męskich ubrań.
-Coś mało miejsca masz w tej szafie - zażartowała- ale spokojnie upchniemy to jakoś-wskazała na cztery ledwo domykające się walizki.
-Upchniemy? Nie ma szans, żeby to zmieściło się w mojej szafie. Katja, to nie realne.
-To co został mi tylko ten wieszak ? - spojrzała na samotny przedmiot wiszący na haku.
-Uuuu.. Nie dostaniesz go - powiedział cicho i uciekał gdzieś wzrokiem. Zdjął wieszak i.. przytulił go do siebie.
-W takim razie gdzie ja mam trzymać wszystkie moje rzeczy ?- zapytała rozbawiona. Trzymał ten wieszak tak, jakby okazywał mu więcej czułości niż ona.
-Nie wiem- podrapał się po głowie i rozejrzał jeszcze raz po pokoju.
-Mario?!
-Kochanie, nie denerwuj się, dobrze? Coś pomyśle, ale nie dziś- podszedł do niej i czule pocałował ją w czoło - połóż się, odpocznij a ja zrobię coś na kolację, co ty na to?
Katja kiwnęła głową. Zapowiadał się ciekawy początek w nowym mieszkaniu...bez szafy.

***

Gabrielle umówiła się z Moritzem na randkę. Trzeba przyznać, że poradził sobie wczoraj. Przed spotkaniem z dziewczyną od rana chodził zdenerwowany. Dla niej nie było to nic wielkiego. Kolejna randka z kolejnym "chłopaczkiem". Mimo to chciała wyglądać jak najlepiej. Już o 7 obudziła Lewego i wygoniła go do sklepu po jakieś normalne picie. Twierdziła, że od czegoś takiego co on pije, będzie gruba i zażyczyła sobie wodę, ostateczne sok pomarańczowy. Niechętnie zwlukł się z łóżka ale nic nie mówił. I tak miał wstać wcześniej pobiegać. Ubrał się ciepło i wyszedł. Do sklepu miał niecałe 15 min. Idealna trasa na poranny jogging. Wszedł do sklepu, prześledził półki, jest! Woda mineralna, a dokładniej jej ostatnia butelka. Już wyciągał po nią rękę, ale w tym momencie napotkał drugą dłoń, którą bynajmniej nie należała do niego. Ich ręce się zetknęły, ich oczy się spotkały, a w powietrzu unosił się zapach świeżo pieczonych porannych bułeczek. Dziewczyna parsknęła gdy zobaczyła kogo spotkała. Żadne z nich nie cofnęło ręki.
-O nie nie, mój drogi ! Ja wstaje o godzinie, o której zazwyczaj nie wstaje, wychodzę na to zimno, kręcę się po tej dziwnej okolicy, pytając się o drogę moim łamanym niemieckim jakiś podejrzanych ludzi, dwa razy o mało co nie gine na przejściu, łamie obcas tylko dlatego, że moim genialnym współlokatorkom zachciewa się ostatniej w tym sklepie butelki wody mineralnej- złapała oddech - I ty jeszcze masz czelność sięgać po nią w tym samym czasie co ja? - zapytała wzburzona, po czym zaczęła wyśmiewać się histerycznie. To była ona. To jedna z tych dziewczyn, które wprowadziły się obok Roberta. To dokładnie ta sama, na którą wpadł na schodach. Coś tam jeszcze mówiła wymachując przy tym rękoma ale jej nie słuchał, bo się zamyślił.
-Naprawdę bardzo ciekawa historia, ale wybacz, modelka w potrzebie - przerwał jej i przywłaszczył sobie napój.
-Modelka? Trzeba było bardziej zadbać o swoją dziewczynę i pójść jej do sklepu wczoraj- odebrała mu pożądany obiekt.
-Ona nie jest moją dziewczyną. To tylko znajoma. Przyjechała tu robić jakieś zdjęcia...w ogóle dlaczego ja ci się tłumacze? Oddawaj tą wodę ! -wyrwał jej z rąk zdobycz.
-Chyba śnisz!- zaczeli szarpać się niczym dzieci walczące o łopatkę w piasku. Lewy był już bliski triumfu, gdy poczuł silny cios w głowę.
-Oddaj jej że tą wodę ! Tak się zachowują dżentelmeni ? -nieznajoma starsza pani przyglądała się tej sytuacji i potraktowała Lewandowskiego torebką. Miała rację. Tak się kobiet nie traktuje.
-Ale ja byłem pierwszy!- zaczął tłumaczyć się jakby popełnił jakieś przestępstwo. Tatiana, bo tak miała na imię dziewczyna, którą zauroczył się pan Lewandowski uciekła przy pierwszej okazji, oczywiście nie z pustymi rękami. Winner! Była Polką i wiedziała z kim ma do czynienia. Wiedziała też, że facet szybko biega. Mimo to nie wzdychała jakoś na widok piłkarzy. Znała niektórych z widzenia, ale nie obchodziło jej gdzie grają, ile zarabiają, jak żyją, czy mają partnerki czy są singlami. Miała to po prostu gdzieś. Nie interesowała się piłką nożną ani żadnym innym sportem. Umysł ścisły. Lewy rozprawiał się jeszcze chwilę ze starszą panią, aż ta w końcu poszczuła go parasolką. Po co jej parasolka w zimie? I jeszcze ta wielka i ciężka torba, która oberwał Robert. Co w niej było ? Cegły ? Poza tym, skąd w tej małej, lekko podstarzałej istocie tyle siły? Wyszedł ze sklepu ze sokiem. Gabi kręciła się po domu w samym ręczniku i robiła milion rzeczy na raz. Wszedł do mieszkania i pomachał jej kartonem przed nosem.
-Dlaczego sok? - skrzywiła się.
-Bo nie woda.
-Okej - wzruszyła ramionami- a Ty lepiej telefon noś przy sobie, bo ktoś się już ze dwadzieścia razy do Ciebie dobijał.
-Kto ?
-Nie wiem, nie sprawdzałam - poprawiła spadający ręcznik, wyminęła go i poszła do siebie.
Robert dopadł swój telefon. Faktycznie, miał 20 połączeń.. od Moritza. Zaraz do niego oddzwonił.
-No siema, co jest ?
-Robert ! Stary co się z tobą dzieje? Od rana próbuję się dodzwonić.
-U mnie wszystko w porządku. Byłem w sklepie i zapomniałem telefonu. A u ciebie wszystko dobrze?
-Nie. Jest źle. Bardzo źle. Strasznie się denerwuję przed spotkaniem z Gabrielle. Ciągle się pocę i trzęse jak galareta.
-Spokojnie, przecież wtedy u Romana świetnie sobie poradziłeś -uspokajał go.
-Byłem wypity i jakoś poszło. Nie wiem co mam robić. Chyba to odwołam.
-Nie ! Nie możesz jej tego zrobić. Ona się załamie! - skłamał.
-A jak ty to sobie wyobrażasz ? Pójdę tam, palnę jakąś głupotę i jeszcze bardziej się przed nią zbłaźnię ! To bez sensu.
-Mam pewien plan.
-Jaki?
-Odpręż się, wyluzuj, pomyśl o czymś miłym, a resztę zostaw mnie.
-Pamiętaj Lewy .Ufam Ci. - wyznał mu i rozłączył się.

Ciąg dalszy nastąpi... 

______________________________________________________________

Oto rodzinka państwa Błaszczykowskich:




Zapraszamy do polubienia naszej strony na fb :

zdjęcia, zapowiedzi, nowinki...

poniedziałek, 18 lutego 2013

Odcinek 10: Bonjour Mademoiselle

Minął tydzień.
Gabrielle tak jak obiecała zawitała w Dortmundzie. Już wcześniej zadzwoniła do Roberta i umówiła się z nim, że pomieszka u niego na czas sesji. Jeszcze nie wiedziała co zaplanowali dla niej chłopcy z BVB. Oczywiście nic na siłę. Zaspany otworzył drzwi. Było około trzynastej.
-Hej hej - uśmiechnęła się promienie francuzka.
-Cześć mała -ziewnął i wpuścił ją do mieszkania. Kiedy już weszła pocałowała go na  przywitanie w policzek.
-Co ty taki rozebrany?- zdziwił ją widok Lewandowskiego, który nawet spodni nie założył. Stał w samych bokserkach, ale nie robiło to większego wrażenia na Gabi. Znała go nie od dziś. - Eh, nie ważne. Kupe lat Robercie. Zmieniłeś się.
-Ty też, wypiękniałaś- uśmiechnął się szeroko- Jak podróż?
-Męcząca- westchnęła -straszne korki!
-W samolocie?
-No tak, lot się przedłużał. Niby jak to wytłumaczysz? - rozłożyła ręce. Gabrielle jakby to określić, nigdy nie była specjalnie inteligentna. Dla niej liczyła się w życiu głównie uroda. Daj jej Boże. Gdyby nie była ładna i zgrabna, prawdopodobnie nie miałaby teraz pracy.
-Nie mam pojęcia - pokręcił tylko głową. Uznał, że nie było sensu tłumaczyć jej, że na wysokści nie ma autostrady.
-To gdzie jest mój pokój? -zaczeła rozglądać się po mieszkaniu.
-Na górze, chodź za mną- wtargał jej walizki po schodach i poszedł z nią do wyznaczonego pokoju- No, to jak coś, to będę u siebie.
-Okej- pokiwała głową. Miała wysoki i trochę piskliwy głos. Na codzień dało się do niego przyzwyczaić, ale kiedy się denerwowała wyła jak zardzewiały czajnik.
W przygotowanym pokoju było czyściutko. Lewy na pewno sam tego nie sprzątał. Facet który, nie potrafi utrzymać porządku w klubowej szafce na pewno nie utrzymał by porządku w całym mieszkaniu. Serwis sprzątający? Możliwe. A raczej młode praktykantki. Robert zszedł na dół i od razu wykonał telefon do Leitnera.
-Słucham? - odebrał lekko wkurzony Moritz.
-Heja. Co ty taki ... zły ?
-Nic, przegrywam w Fifę - powiedział załamanym głosem.
-Robert, Robert, daj mi Roberta!- do telefonu dorwał się Reus. -Robert , strzeliłem hat-trick'a i to sobą- głos Marco załamał się, prawdopodobnie ze wzruszenia.
-To dobrze, bardzo się cieszę - pogratulował mu Lewy.
-Uparł się, że gra Borussią- dodał Moritz, kiedy tylko spowrotem odzyskał telefon - Nie ma to jak przegrywać ze zdesperowanym singlem.
-Jak Ci powiem kto przyjechał to ci się humorek poprawi -zapewniał go brunet.
-Gabrielle? Jest tu teraz w Dortmundzie? U Ciebie?
-Tak, to kiedy przychodzisz?
-Eh, stary nie dam teraz rady - powiedział ściszonym głosem, chociaż to nie było konieczne bo Marco krzyczał, śpiewał  i tańczył na kanapie kiedy prowadził 4:0 - Sam rozumiesz, wyciągam blondi z dołka.
-To co ja teraz mam z nią zrobić ?
-Dziś Roman robi tą imprezę imieninową. Weź ją ze sobą.
-Okej, tylko ubierz się jakoś...ładnie. Gabrielle to klasa sama w sobie, rozumiesz?
-Zawsze ładnie się ubieram - powiedział wzburzony.
-Yhym. Namów tego no-life'a żeby przyszedł - miał na myśli Reusa.
Z Marco niby już było lepiej, ale wychodził tylko na treningi, a po treningu od razu do domu. Nawet do sklepu nie zachodził. A nie przepraszam, zachodził do monopolowego po jakiś browar. Nic nie jadł, bo nie miał czasu. Tracił formę. Chłopaki uznali, że nie może tak dalej być i odwiedzali przyjaciela dostarczając mu żywność. Zdrową żywność, a nie chipsy sprzed miesiąca. Pomału wyrabiał mu się  mięsień piwny. Robert zaprosił Gabrielle na imprezę u Weidenfellera. Zgodziła się zanim dokończył zdanie. Już do końca dnia nic nie robiła tylko wybierała sukienkę i ogólnie przygotowywała się na wieczór.

 ***

Rita zaklimatyzowała się u Piszczków. Ewa w spokoju mogła pracować i nie martwić się o Sarę. Jednak gdy Łukasz miał wolne wolała być w domu razem z nimi. Cały dzień myślała o tym, co dzieje się w ich domowym zaciszu . Do głowy przychodziły jej rozmaite myśli. Raz mogła z nią pogadać o wszystkim a raz miała ochotę przywalić jej krzesłem. Jurgen dał Piszczkowi trochę wolnego z powodu tego bolącego biodra. Szkoda chłopaka. W każdym bądź razie siedział w domu...i Rita też tam była. Młoda brunetka postanowiła ugotować coś pysznego na obiad. Pomyślała, że Ewce będzie miło, bo na pewno wróci zmęczona z pracy. Pomimo tego, że pani Piszczek grzecznie zabroniła jej zbliżania się kuchni, ta postawiła na swoim.
-Uuuu, co tak pachnie ? - Piszczek przyleciał do kuchni "z jęzorem na brodzie".
-Pomyślałam sobie, że dziś ja coś ugotuję. Ewka na pewno będzie zmęczona.- Łukasz uśmiechnął się. Myślał, że się zaprzyjaźniły, ale był w błędzie. Tego nie można było nazwać nawet koleżeństwem.
-Zajrzysz do Sary? Chciała ci coś pokazać.
-Oczywiście już idę - zdjęła fartuszek kuchenny który należał do pani domu. Podała mu łyżkę -Zamieszasz? -uśmiechnęła się słodko. Nie miał wyboru. Banan nie schodził mu z buźki. No tak, przecież Ritka jest taka cudowna i roześmiana i ogólnie ideał. A jaka miła do tego. Mieszał w tym garnku w przeciwną stronę. Powinien mieszać w prawo, a mieszał w lewo. Zepsuł cały sos do krewetek. Przez niego będzie nie taki jaki powinien być.
Sara pochłonięta rysunkiem nie zwracała uwagi na nic. Tylko ona i biała kartka. No dalej mała, pokaż wszystkim co czujesz. Rita siedziała po turecku na dywanie i przyglądała się dziewczynce lekko się przy tym uśmiechając. Łukasz stanął w progu i oparł się o ścianę. W pokoju było duszno, a przynajmniej mogło mu się tak wydawać. Postanowił uchylić okno. I to jak najszybciej. Chcąc ominąć Ritę dużym krokiem, stanął na klocka. Poczuł ogromny ból .Zbyt szybko cofnął nogę. W efekcie wylądował na niej. Cóż za  zbliżenie. Ewka wróciła do domu wcześniej, ponieważ dziś było wyjątkowo mało klientów. Weszła do pokoju i zastała ich w takiej właśnie sytuacji. Chwilowo zaniemówiła. Dopiero po chwili otrząsnęła się.
-Hej, wróciłam - wydusiła z siebie.
-Ewcia ! - Łukasz wstał szybko nie zwracając uwagi na Ritę. Podbiegł do żony i pocałował ją czule. - Jak w pracy ? Co tak wcześnie? -co za wcześnie Piszczuś?
-Tak, mały ruch dziś. Wszystko w porządku, a wy co dziś robiliście? -kucnęła obok córeczki, a mała wtuliła się w nią.
-Nic takiego -Łukasz podrapał się nerwowo po głowie. Rita podniosła się i dodała.
-Ugotowałam obiad. Zaraz podam - uśmiechnęła się. Chyba się zawstydziła. Tyle starań aby wypaść przed Ewką jak najlepiej i wszystko na marne. Piszczek zdziwiła się kiedy brunetka powiedziała jej, że urzędowała w jej kuchni. Przecież jasno dała jej do zrozumienia, że to nie jest konieczne.
Jedli w ciszy. Do końca dnia atmosfera była napięta. Jakie szczęście, że dziś te imieniny. Ewa wykręciła się pod pretekstem złego samopoczucia i poprosiła męża aby ten przeprosił bramkarza za jej nieobecność. Rita mogła w spokoju iść do domu. Po mimo tego co zaszło między nią a Łukaszem miała tupet zapytać się Ewki czy w czymś jej nie pomóc. Podziękowała jej. Gdyby zostały sam na sam nic dobrego by z tego nie wyszło. Łukasz się zmył, Rita na szczęście też. Sara spała. Została sama. Nie miała ochoty patrzeć dziś na żadne z nich.
***

Impreza z Borussen. Wiadomo, nie trzeba chyba tego opisywać. Przyszli prawie wszyscy zaproszeni. Nawet Reus się skusił. Wcale nie trzeba było wyciągać go siłą. To pewnie przez tą wygraną w fifie. Stał w towarzystwie Roberta, Gabi, Kuby, Agaty i Piszcza.
-Gdzie jest Moritz? -Lewy zerknął na Kubę. Kuba zrobił duże oczy i wzruszył ramionami.
-Gdzie jest Ewka? - rzuciła w stronę Łukasza Agata.
-Źle się poczuła i wolała zostać w domu.
-Szkoda, miałam się z nią umówię na wizytę. No nic, zdzwonimy się.
-Sieemanoo- znalazła się zguba. Leitner podszedł no nich lekko wstawiony. Lewy kiwnął głową i dał mu do zrozumienia, że chce porozmawiać z nim na stronie. Odeszli kawałek.
-Ona- pokazał palcem na Gabrielle.
-Woow, na żywo jeszcze ładniejsza- Moritz zrobił oczy jak 5 złotych.
-Zapoznać was ?
-Nie spoko, dam sobie rade - puścił mu oczko.
-Nie schrzań tego !
-Spokojnie Robercik, co się przejmujesz ?
-Bo to nie ty będziesz wysłuchiwał jej jęczenia i marudzenia przez najbliższe 3 dni jak coś nie wyjdzie.
Pomocnik kiwnął głową. Był gotowy do ataku. Podszedł, zagadał. Gadali troche dłużej... I ciągle gadali. Wszystko szło jak narazie po ich myśli...


______________________________________________________________

Do tego odcinka dodajemy zdjęcie Gabi:


a tu macie dwóch singli, z czego jeden zdesperowany :)

 
Czekamy na Wasze opinie, bo zastanawiamy się nad zawieszeniem tego bloga..

https://www.facebook.com/ModaNaDortmund


sobota, 16 lutego 2013

Odcinek 9: Niania

Na kandydatkę na opiekunkę dla małej Sary nie trzeba było długo czekać. Spokój i harmonię w domu Piszczków zakłócił telefon Łukasza. Na wielkim ekranie wyświetlił się "Nieznany".
-To znowu ci cholerni paparazzi-mruknął Piszczek- Hallo?
-Dzień dobry. Dzwonię w sprawie ogłoszenia. Poszukujecie Państwo opiekunki dla dziecka. Czy jest to nadal aktualne ?-odezwała się lekkim i dźwięcznym głosem nieznajoma.
-Tak.
-W takim razie jestem zainteresowana. Mogłabym się z Państwem spotkać? -zapytała z nadzieją w głosie.
-Oczywiście.
-To świetnie.- uśmiechnęła się do słuchawki- Rozumiem, że mam przyjść pod podany adres?
-Owszem - Piszczek uwielbiał trzymać ludzi w niepewności. Odpowiadał krótko i bez rozwinięcia wypowiedzi, co irytowało jego znajomych i rodzinę.
- O której Państwu pasuje?
-Może 19? Będziemy wtedy z małżonką w domu.
-Dziękuje bardzo i do zobaczenia - pożegnała go ciepło i rozłączyła się. Piszczu wsunął telefon do kieszeni i poleciał do żony.
-Żabciu, zgadnij kto przed chwilą do mnie dzwonił - wyszczerzył zęby.
-Mamusia?
-Nie, podpowiem Ci, że to raczej pozytywna postać, która być może odmieni nasze życie.
-Łukasz, nie jestem najlepsza w zgadywaniu. Możesz to pominąć i powiedzieć mi z kim przed chwilką rozmawiałeś ?- zapytała znużona pani Piszczek. Ona naprawdę była cienka w zgadywanki.
-Jakaś babka w sprawie ogłoszenia. Mówiła, że jest zainteresowana. Wpadnie do nas o 19, na razie tylko na rozmowę.
-Naprawdę? To świetnie ! -Ewa podeszła i zawiesiła ręce na szyi ślubnego. Łukasz objął ją w pasie.
-Zaraz, zaraz- Piszczu podrapał się po głowie - a co jeśli ona chce tą prace tylko ze względu na mnie, światowej klasy, nieziemsko przystojnego piłkarza Mistrza Niemiec?- zaczął sam siebie komplementować. Ewka parsknęła. Niesamowicie słodką scenkę w korytarzu przerwał kolejny telefon.
-O ! widzisz? widzisz? Ta sława mnie wykończy - teatralnie wywrócił oczami i przetarł czoło.
-No, rzeczywiście - spojrzała na niego ze współczuciem. Wysunęła komórkę z kieszeni Łukasza i odebrała. Nie zdążyła nic powiedzieć, bo Lewy zaczął nawijać jak najęty.
- Piszczu wbijaj, fajne foczki wprowadziły się obok mnie, zaprosiłem je na kawę.
-Cześć Robciu. Łukasz jest dziś zajęty, więc foczki muszą poczekać.
- Ewka?! ... słuchaj ( hghgrhrg) jestem...( hhhghhrrr) w tunelu ... (hhhhghrhr) coś  (hhhhghrhr) przerywa  (hhhhghrhr) nie słyszę Cię... Halo !  (hhhhghrhr) Ewka ! -brunetka usłyszała tylko przerwany sygnał. Wspięła się na palce i cmoknęła męża w nos.
-Przebierz Sarę w tą niebieską sukieneczkę. Ma sprawiać wrażenie czystego, ładnie pachnącego aniołka.
Łukasz kiwnął głową, wziął córeczkę na ręce i poszedł z nią na górę.

***

Tymczasem u Roberta...
- Do kogo by tu zadzwonić - Lewandowski obracał w rękach telefon.
-Ten zajęty...tego nie lubię...ten nie lubi mnie...ten ma żonę ... - po dłuższej chwili krzyknął radośnie - Reusik!- nie zwlekał ani minuty dłużej. Po paru sygnałach usłyszał zachrypnięty głos Marco.
- Słucham ?- odezwał się zapity blondyn.
- Marco, poznałem niezłe foczki, przyjdą na kawę. Wbijaj do mnie .
- Wie pan , aktualnie jestem zajęty . Może innym razem .
- Reus co ty pierdzielisz?! Dawaj wbijaj..
- Zważając na okoliczności, w których się znalazłem jestem zmuszony rozpatrzeć twoją ofertę negatywnie .
- Ale takie laski, mowie ci .
-Sorry Robercik, mam kaca . - rozłączył się i poszedł dalej spać.
Reus ostro wczoraj "zabalował" . Ma depresję więc musiał utopić smutki w kieliszku wódki. Kieliszku, który zamienił się w całą butelkę. Imprezki z Polonią pokazały właśnie swoją dobrą stronę.
- Nigdy więcej żadnych dziewczyn, żadnych Carolin, żadnych rybek ani wszystkiego co pływa, oddycha i ogólnie funkcjonuje, żadnych Wilhelmów ! - postanowił.- Straciłem dziewczynę, którą kochałem, bo zabiła mojego przyjaciela , moje kochane zwierzątko, moją rybcie ! Nigdy jej tego nie wybaczę !
Bywało tak, że Marco czasem przeginał z ilością spożytego alkoholu, ale pił żeby zapomnieć. Małymi kroczkami wychodził na prostą. Nie przywiązywał się szybko do ludzi czy rzeczy. Wiedział jedno. Nie może być sam.

Robert stwierdził,że odpuści sobie to spotkanie. Zastanawiało go co się dzieje u wszystkich tych, którzy dziś nie mają dla niego czasu. Wiadomo, każdy ma swoje sprawy, problemy ale żeby olewać misia? To nie do pomyślenia. Wybrał się sam na spacer, by przemyśleć pare spraw i zastanowić się nad sensem życia. Gdy schodził po schodach wpadł na piękną dziewczynę, która od razu mu się spodobała.
-Przepraszam - zawstydziła się gdy zobaczyła na kogo wpadła, po czym uciekła na górę. Nawet nie chciało mu się za nią biec. Odprowadził ją tylko wzrokiem.  Zdołowany ruszył przed siebie. Kopał każdy mały, nawet najmniejszy kamyczek, który stał mu na drodze. Przysiadł na ławce w parku i karmił kaczki jakimś starym skruszonym ciastkiem, które znalazł w kieszeni kurtki. Te same kaczki, które prześladowały Mario. Chciał się wyciszyć, jednak te wredne stworzenia gdakały jak opętane. Jakby chciały mu coś powiedzieć. Czyżby to ciastko przeżyło swoją datę ważności? Nie ważne. Przed oczami widział obraz dziewczyny. Uśmiechnął się mimowolnie. Chciał ją poznać, zbliżyć się chociażby tylko dlatego, żeby dowiedzieć się jak ma na imię.

***

Dzwonek Piszczków rozbrzmiał  równo o godzinie 19.
-Ja otworzę ! - krzyknął Łukasz i prędziutko podszedł do drzwi. Kiedy je otworzył stanął jak wryty.
-Hej- uśmiechnęła się zalotnie.
-Rita? Hej, co tam słuchać?- zapytał milutko Piszczek.
-Jak widzisz szukam pracy i mam nadzieję, że dziś ją znajdę. -posłała mu namiętne spojrzenie. Łukasz głośno przełknął ślinę. Ewka zeszła na dół trzymając małą Sarę na rękach.
-O już Pani jee...- przerwała. Przyjrzała jej się jeszcze raz. Tak ! To ona. To ta panienka od jubilera. Od razu ją poznała. Wydawało się, że już o tym zapomniała, i że nie było zdarzenia, ale nie, ona musiała pojawić się znowu.
-Coś nie tak, Żabciu ? - zapytał Łukasz, nie odrywając wzroku od Rity.
-Nie...chyba -stwierdziła oschle.
-Kochanie, to jest Rita.
-Wiem kim ona jest - Ewka starała się ukryć swoje zdenerwowanie.
-Doprawdy?-wtrąciła Rita- Nigdy Pani wcześniej nie spotkałam. Może widziała mnie Pani kiedyś na ulicy, w sklepie...
-Albo u jubilera- dodała złośliwie pani domu.
-Możliwe, Dortmund jest mały.
-Oh, tak. Mniejszy niż się Pani wydaje.
Nastała chwila ciszy, niezręcznej ciszy. Ewa myślała, że wybuchnie i wydrapie oczy tej, co podrywała Łukasza za jej plecami. Łukasz oczywiście nie wyczuł żadnego napięcia miedzy nimi dwiema. No bo kiedy? Cały czas gapił się na brunetkę. A ona ? Stała w drzwiach i czekała aż małżeństwo wpuści ją do domu.
-Może wejdziemy do środka ?- zaproponował Piszczek i utorował jej przejście. Weszła do mieszkania, ocierając się przy tym o piłkarza. Aż mu dreszczyk po pleckach przeszedł. Gestem zaprosił ją do salonu. Mała Sara zsunęła się z rąk mamy i podreptała za tatusiem do pokoju. Ewka stała jeszcze chwilę w korytarzu. Zacisnęła pięści i starała się opanować emocje. Przygotowywała się na starcie z Ritką.
-Nie idziesz kochanie ?- zza ściany wyłonił się Łukasz. Ewka ocknęła się i szybko ruszyła w stronę męża.
Siedzieli przy herbacie i rozmawiali o tym, jak to miałoby mniej więcej wyglądać. Rita opowiedziała historie swojego życia i jaki to ona ma dobry kontakt z dziećmi. Sara na początku chowała się za rodziców, ale później coraz śmielej podchodziła do nowej "cioci". Znosiła jej wszystkie zabawki, a raz nawet zaprosiła ją do zabawy. Ustalili, że Rita będzie zajmować się młodą przez tydzień na okres próbny, za darmo. Ewka cieszyła się, że małej spodobała się nowa niania. W kwestii dziecka mogła jej zaufać, ale nie w kwestii Łukasza. Nie teraz...
___________________________________________________________________

 a oto i bohaterowie dzisiejszego odcinka ;) tylko Ewka się gdzieś zgubiła.

Prosimy o Wasze komentarze, bo nawet nie mamy pewności czy podobają Wam się nasze wypociny... :)

Zapraszamy do polubienia naszej strony na fb :)

poniedziałek, 11 lutego 2013

Odcinek 8: Wyznanie + ogłoszenie

Piszczkowie postanowili poszukać opieki do dziecka. Z racji tego, że Ewa miała dosyć bezczynnego siedzenia w domu, a miała na swoim koncie praktyki fryzjersko-kosmetyczne, planowała rozpocząć pracę w pobliskim salonie piękności. Łukasz był temu przeciwny, ale to w końcu nie on siedzi całe dnie w domu. Faceci.
-Mówię Ci kochanie, dajmy ogłoszenie do gazety- nalegała Ewka.
-Nie, nikt nie czyta tego shitu, lepsze będą te drukowane. Porozwiesza się w okolicy.
-Dobra wszystko jedno, po prostu to załatw- wydała rozkaz, który Łukasz szybko wykonał.
W ogłoszeniu podkreślił, że potrzebują opieki od zaraz.

***

Robert leciał do Kuby w podskokach. Czyżby rozmowa się udała? Tak, tak. Ten uśmiech mówił wszystko. Po wejściu do domu od razu powędrował do kuchni, w której zastał panią Błaszczykowską.
-Cześć Agata- z flirciarskim uśmieszkiem oparł się o szafkę kuchenną i przeczesał swoje włosy.
-Cześć Robert -uśmiechnęła się szeroko i pomachała mu nożem.
-Kuba jest?
-Tak, w pokoju, bawił się z małą.
Już miał do nich iść ale poczuł, że coś go gryzie w łydkę.
-Ałłłłłłłł, Oliwka !- odkręcił się i spojrzał w dół. Widać było ten charakterystyczny diabelski uśmieszek na twarzy dziewczynki. Napastnik usiłował strzepnąć ją z nogi.
-Co się tu dzieje ? - zapytał Kuba- Oliwia, ile razy ci powtarzałem, że nie wolno gryźć naszych gości ?
- No właśnie, takie łydki nie robią się same... A nic, tak sobie z Agatką rozmawiamy- puścił jej zalotnie oczko. Gospodyni zarżała jak nastolatka.
-Yhym- mruknął podejrzliwie Jakub - jakie wieści ? -dodał po chwili.
-A więc muszę Ci mój przyjacielu powiedzieć, że odbyłem rozmowę ojca z synem...
-I...?- ponaglał go Kuba.
-I to było genialne. W życiu się tak nie czułem. To było coś. Rozpierała mnie duma. To był przełomowy moment w moim życiu, pociły mi się dłonie...
-Robert ! Konkret, Stary.
-O Tak! a więc, wszystko wyjaśnił. On nie traktuje jej poważnie. To tylko chwila słabości. Zachował się jak nieodpowiedzialny dzieciak.
-Taa, nie mam pojęcia po kim to odziedziczył, zupełnie nie wiem. Czyli co? Nie mam się czego obawiać? -zapytał z ulgą.
-No nie, wszystko jest w jak najlepszym porządku -uśmiechnął się znacząco.

***

Umówili się na 21. Gotze spacerował po parku juz od 18. Nie wiedział czy dobrze robi, nie wiedział co ma ze sobą zrobić, nie wiedział, czy to wszystko ma sens. Obraz roześmianej dziewczyny u boku zabawiającego ją blondyna stawał mu przed oczami średnio co 27 sekund(w chwilach oczekiwania na ukochaną mniej więcej co 5). Był o nią zazdrosny, chociaż nawet nie byli razem. Kiedy przechodził obok jeziorka poczuł, że jest obserwowany... przez stado kaczek. Wszystkie miały miny jakby obiecał im autograf. I nagle pojawiła się ona. Podeszła do niego od tyłu i zasłoniła mu oczy.

-Hej- szepnęła mu do ucha.
-Kto zgasił światło ??!! Dlaczego nic nie widzę
??!! - zaczął wydzierać się chłopak wyciągając przed siebie ręce jakby musiał od tej pory poruszać się po omacku.
-Przepraszam - przygryzła dolną wargę - przestraszyłam Cię ?
-Oo Katja, eee... nie.. po prostu... nie spodziewałem się tu Ciebie.
-Przecież byliśmy umówieni...- powiedziała zdezorientowana.
-Ah, tak..

Nastała chwila niezręcznej ciszy, w której oboje patrzyli na swoje buty. Gotze znowu przypomniał sobie widok Katji u boku Reus'a. Serca waliło mu jak oszalałe.

-Przemyślałam sobie wszystko...
-Ah tak ?! Coż takiego, Katjo ? (czytaj z ironią)
-Doszłam do wniosku, że na prawdę się zakochałam..
- Cholerny Blondas... Szlag by trafił tą jego idealnie ułożoną grzyweczkę i śnieżnobiały uśmiech- mamrotał pod nosem Mario. W tym momencie zaczął w myślach zabijać go na milion sposobów.
-Że co blondas ? z resztą... nie ważne. Chciałam Ci powiedzieć, że...
- Wiedziałem, że nadejdzie ta chwila.. ja byłem pewien, jak Cię pierwszy raz zobaczył nie nadążał łykać śliny, a potem ta impreza, jak patrzył na Ciebie to praktycznie nie mrugał...
- O co ci chodzi ? czy ty możesz przestać mi przerywać ?! - wrzasnęła.
- Przepraszam, ja tylko...
-oooo zamknij sie i słuchaj co mówię ! aghrrr... - odetchnęła dając upust emocjom i spojrzała wymownie w niebo. Gotze zrobił tylko wielkie oczy, ale nie śmiał się odezwać - Kocham Cię idioto - ujęła jego twarz w dłonie - Chcę z Tobą zamieszkać, o nikim i niczym innym nie myślę, jak o Tobie. Całe dnie. Rozumiesz? 24 na dobę, 7 dni w tygodniu. Chcę być z Tobą, spędzać z Tobą każdą wolną chwilę, pić z Tobą rano kawę, a wieczorem obżerać się popcornem albo...
-Na prawdę ? Ty ze mną ? Nie z Reusem ? jesteś pewna ? na prawdę Katja ? Chcesz ze mną mieszkać ? Kochasz mnie ? Nie Reusa ?
- No... co ? kogo ? Reusa ? co ? ale.. co ? co ci przyszło do głowy ? ... cooooooooo ?
- Bo myślałem.. Ty i Marco... na ostatniej imprezie..
- Zwariowałeś ? o czym ty mówisz..

Ale nie zdążyła dokończyć bo Mario zamknął jej usta długim i gorącym pocałunkiem.

- Ja też Cię kocham. Na prawdę... - posłał jej jeden na najbardziej uroczych uśmiechów jakie miał w swoim arsenale i cmoknął ją w czoło. Objął ją ramieniem i mocno przytulił do siebie. Ujął jej dłoń w jego własną i tak ruszyli ku mieszkaniu blondynki.
- A wiesz, że już się nawet spakowałam ? - zapytała z uśmiechem Katja.
- Tak ? to świetnie, czyli jutro po treningu będziemy mogli przewieźć Twoje rzeczy - powiedział z uśmiechem pomocnik BVB.
- Kierowca jest umówiony na 15 - rzuciła mu nie odwracając głowy i przyśpieszyła kroku.
Mario przystanął na chwilę i uśmiechnął się pod nosem. Zaskoczyła go, ale wiedział, że to nie pierwszy i nie ostatni raz. Co z tego. Był szczęśliwy. 

____________________________________________________________________

Dzięki Wam kochane za te 4 tys wyświetleń. To nas na prawdę motywuje do działania. Dzięki również za komentarze, chociaż mogłoby być ich więcej :)  Mamy właśnie ferie, więc troszkę podkręcimy to story :) Łapajcie nasze gołąbeczki <3 Love is in the air !




Jeśli macie znajomych, którym ten oto blog mógłby przypaść do gustu, to prosimy bardzo, pomóżcie nam troszkę w promocji :) Możemy na Was liczyć ? Z góry dzięki <3


ZAPRASZAMY DO POLUBIENIA NASZEGO FANPEJDŻU NA FACEBOOKU :D